PBF - Mały Chłopiec
Z tego co Desmond wiedział miasteczko Cieniste Piaski było niewielką osadą Kontenerowców. Ludzie ci budowali swoje domy z resztek wraków wszelkich pojazdów jakie tylko udało się im znaleźć w okolicy i przytaszczyć na miejsce gdzie miała znaleźć się przyszła osada.Nazwę swoją zawdzięczało temu że okoliczne rejony zostały wyjałowione i zamienione w pustkowia leżące w cieniu gór Sierra Nevada. Populacja była nieduża,ale zorganizowana.Mieli nawet swojego szeryfa i ekipę milicji.A nawet wizarda który potrafił naprawić to i owo.
Nieduża grupa która prowadził tracker pomału schodziła z gór coraz niżej,nieustępliwie zbliżając się do mieściny.Wtedy zatrzeszczała radiostacja trackera. Poprzez szumy wywołane zakłóceniami wywołanymi ścianami gór dało się słyszeć:
-...mocy,...żajcie się do... stych ...sków....za...-tu przekaz się kończył. Zarówno albinos jak i facet w garniturze spojrzeli na brzęczący pakunek Desmonda pytająco.
Nieduża grupa która prowadził tracker pomału schodziła z gór coraz niżej,nieustępliwie zbliżając się do mieściny.Wtedy zatrzeszczała radiostacja trackera. Poprzez szumy wywołane zakłóceniami wywołanymi ścianami gór dało się słyszeć:
-...mocy,...żajcie się do... stych ...sków....za...-tu przekaz się kończył. Zarówno albinos jak i facet w garniturze spojrzeli na brzęczący pakunek Desmonda pytająco.
- Eee... - Desmond był zdziwiony nagłą aktywacją radiostacji. Nagle zrozumiał treść komunikatu. - To było chyba "Pomocy-nie zbliżajcie się do Cienistych Piasków-zaraza". - powiedział, nagle zatrzymując się pośrodku ścieżki. Wyszarpnął radiostację z kieszeni i podgłośnił.
Trzymam otwarty kanał na wypadek gdyby ktoś nadawał jeszcze raz. Może wejdziemy gdzieś wyżej, nie będzie zakłóceń?
Ostrożnie wspinając się na górę Desmond regulował radiostację by na nowo złapać sygnał. Znalazłszy miejsce usadowił się wygodnie i ponowił próby. Tymczasem Faceman uważnie rozglądał się po okolicy wypatrując potencjalnego zagrożenia. Misjonarz tymczasem został na dole przy drodze,schowany za skałami żeby nie rzucać się w oczy i nie wystawiać sie za bardzo na słońce.
Vocal dostrzegł coś w oddali. Mrużąc oczy przyglądał sie chwilę po czym trącił nogą pochłoniętego urządzeniem trackera.
-Te,pokaż no lornetkę- przyłożył szkła do oczu.Kiedy ustawił dostatecznie ostrość ujrzał czarne słupy dymu. W tym momencie wiatr przyniósł ze sobą orzeźwiający podmuch i odgłosy strzałów i krzyki.
Vocal dostrzegł coś w oddali. Mrużąc oczy przyglądał sie chwilę po czym trącił nogą pochłoniętego urządzeniem trackera.
-Te,pokaż no lornetkę- przyłożył szkła do oczu.Kiedy ustawił dostatecznie ostrość ujrzał czarne słupy dymu. W tym momencie wiatr przyniósł ze sobą orzeźwiający podmuch i odgłosy strzałów i krzyki.
Faceman przyłożył lornetkę. Słupy dymu. Opuścił lornetkę, przetarł oczy, usłyszał krzyk. Znów przyłożył lornetkę. Dziwnym trafem w oddali zaś dostrzegł czarne słupy dymu. Opuścił lornetkę, kopnął lekko leżącego Desmonda.
- Motyla noga. Co o tym myślisz? Bo ja myślę, że możemy odfajkować tą wioskę i pójść do następnej. Pójdę do naszego duchowego brata. Obserwuj co tam się dzieje.
- Motyla noga. Co o tym myślisz? Bo ja myślę, że możemy odfajkować tą wioskę i pójść do następnej. Pójdę do naszego duchowego brata. Obserwuj co tam się dzieje.
Schodzę do Lobo i przekazuję mu, co widziałem.
Nie godzi się zostawiać w potrzebie naszych braci Amerykanów. Pan postawił na Naszej drodze swe owieczki w potrzebie i choć zadanie mamy ważne, nie możemy zapominać o powinnościach ducha względem chrześcijan, inaczej w oczach Pana będziemy równie zatraceni, jak demony, które zesłały na tych biedaków ognie piekielne i grom niebieski ukaże nas za ten potworny grzech zaniedbania. Ruszajmy na pomoc ocalałym.
Pan zatroszczy się o nasze dusze. Wystarczy, byśmy zatroszczyli się o przyziemne potrzeby naszych ciał. Idźmy.
-nalegał z iście zatroskaną miną wytatuowany sługa boży. Spoglądając w kierunku dopalających się zgliszczy pomyślał w duchu, że pośpiech będzie umiarkowanie wskazany, wówczas będą mogli liczyć na jakieś łupy, nie tracąc zbytnio czasu na ewentualną pomoc poszkodowanym. Sami sobie winni, że sterczeli tutaj, na powierzchni, a skoro nie dostali miejsca w jakimś Azylu, musieli być niegodni ocalenia w oczach Pana.
-nalegał z iście zatroskaną miną wytatuowany sługa boży. Spoglądając w kierunku dopalających się zgliszczy pomyślał w duchu, że pośpiech będzie umiarkowanie wskazany, wówczas będą mogli liczyć na jakieś łupy, nie tracąc zbytnio czasu na ewentualną pomoc poszkodowanym. Sami sobie winni, że sterczeli tutaj, na powierzchni, a skoro nie dostali miejsca w jakimś Azylu, musieli być niegodni ocalenia w oczach Pana.
Albinos przyglądał się przez moment Desmondowi, który wydawał się podjąć już decyzję, spoglądając w stronę dymu i wodząc wzrokiem między drogą górską a skalistym wąwozem nieopodal. Mimo wszystko był ich przewodnikiem i w tej mierze należało go słuchać.
Cokolwiek sądzisz, duch święty splótł nasze losy, lecz wszelkie decyzje jakie podejmiesz stanowią już konsekwencje dla kwestii zbawienia Twej duszy.
-rzekł, po czym bacznie przyglądając się truckerowi wyjął z kieszeni mały notesik i zapisał w nim coś miniaturowym ołówkiem mrucząc niewyraźnie pod nosem i co chwilę łypiąc wzrokiem na Desmonda.
Cokolwiek sądzisz, duch święty splótł nasze losy, lecz wszelkie decyzje jakie podejmiesz stanowią już konsekwencje dla kwestii zbawienia Twej duszy.
-rzekł, po czym bacznie przyglądając się truckerowi wyjął z kieszeni mały notesik i zapisał w nim coś miniaturowym ołówkiem mrucząc niewyraźnie pod nosem i co chwilę łypiąc wzrokiem na Desmonda.
Ostatnio zmieniony 10 kwietnia 2013, 14:36 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.