PBF - Boskie potyczki
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Darayaharus Imaginarus zwany Goblinem był wściekły na siebie. Perspektywa ciągłego chędożenia Grubelli przyprawiała gnoma o ciarki i podnosiła zawartość żołądka do gardła. Z drugiej strony błąkanie się samotnie przez bagniska, było jeszcze gorsze. W wiosce goblinów póki przypodobał się córce wodza miał jako-tako dach nad głową i pożywienie. Tutaj musiał myśleć dużo i mieć oczy dookoła głowy.
Goblin z niezdecydowaniem chodził w kółko myśląc intensywnie. W końcu postanowił, że ruszy dalej. Co jak co, ale kolejna noc z Grubellą była znacznie gorsza, niż szybka śmierć w paszczy jakiś drapieżników. Powolne umieranie i wysysanie z energii życiowej było zbyt traumatyczną wizją dla młodego adepta iluzji. Zanim jednak zrobił krok, gnom skupił się, zamykając oczy.
- O Piannie, proszę cię, wyprowadź mnie z tego bagniska na bezpieczne tereny! Daj mi szanse zorganizowania mega orgii połączonej z libacjami alkoholowymi, bym mógł sławić twe imię! Daj mi szansę, na wycięcie najlepszego dowcipu, jaki kiedykolwiek widziałeś! Nie opuszczaj swego sługi, który teraz nie pragnie niczego ponad złożenie ci ofiary w postaci srogiej biesiady!
Gnom ruszył przed siebie, rozgarniając ostrożnie paprocie i rozglądając się czujnie.
Goblin z niezdecydowaniem chodził w kółko myśląc intensywnie. W końcu postanowił, że ruszy dalej. Co jak co, ale kolejna noc z Grubellą była znacznie gorsza, niż szybka śmierć w paszczy jakiś drapieżników. Powolne umieranie i wysysanie z energii życiowej było zbyt traumatyczną wizją dla młodego adepta iluzji. Zanim jednak zrobił krok, gnom skupił się, zamykając oczy.
- O Piannie, proszę cię, wyprowadź mnie z tego bagniska na bezpieczne tereny! Daj mi szanse zorganizowania mega orgii połączonej z libacjami alkoholowymi, bym mógł sławić twe imię! Daj mi szansę, na wycięcie najlepszego dowcipu, jaki kiedykolwiek widziałeś! Nie opuszczaj swego sługi, który teraz nie pragnie niczego ponad złożenie ci ofiary w postaci srogiej biesiady!
Gnom ruszył przed siebie, rozgarniając ostrożnie paprocie i rozglądając się czujnie.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Brzeg rzeki Senil, zmierzch
Zmęczony już nieco wędrówką przez mokradła i wciąż jeszcze wstrząśnięty dramatycznym starciem z nieumarłymi Huskun przykucnął w gęstych krzewach na skraju traktu, spoglądając z wyraźną nieufnością na rzekę. Jej nurt sprawiał wrażenie spokojnego, ale goblin wiedział jakie niebezpieczeństwa skrywała głęboka toń i nie szło tu bynajmniej o drapieżne ryby. Wiry i prądy mogły stanowić śmiertelne wyzwanie nawet dla najbardziej krzepkich współplemieńców zaklinacza, a nadto czysta woda nazbyt kojarzyła się Huskunowi z przesadnie hołubioną przez inne rasy higieną, za którą Turgulowie wcale nie przepadali.
- I co tera? - zapytał swych druhów zaklinacz - Barki nie ma. Pewnie nawet nie przypłynie. Morgo ubity, Bubbok ubity. Nie lepsiej wracać do wioski?
Wygłaszając smętnym tonem swe pytania Huskun zezował jednocześnie w stronę Gusłka, wciąż nie wiedząc, co pianicki kapłan myślał o ożywieńczym towarzystwie szamana Uhara. Znając ledwie uproszczone dogmaty wierzeń humhuma goblin nie wyznawał się za bardzo na poglądach Gusłka na temat martwiaków, ale podejrzewał, że kapłan nie był zachwycony bliskim obcowaniem z nieumarłymi.
Zmęczony już nieco wędrówką przez mokradła i wciąż jeszcze wstrząśnięty dramatycznym starciem z nieumarłymi Huskun przykucnął w gęstych krzewach na skraju traktu, spoglądając z wyraźną nieufnością na rzekę. Jej nurt sprawiał wrażenie spokojnego, ale goblin wiedział jakie niebezpieczeństwa skrywała głęboka toń i nie szło tu bynajmniej o drapieżne ryby. Wiry i prądy mogły stanowić śmiertelne wyzwanie nawet dla najbardziej krzepkich współplemieńców zaklinacza, a nadto czysta woda nazbyt kojarzyła się Huskunowi z przesadnie hołubioną przez inne rasy higieną, za którą Turgulowie wcale nie przepadali.
- I co tera? - zapytał swych druhów zaklinacz - Barki nie ma. Pewnie nawet nie przypłynie. Morgo ubity, Bubbok ubity. Nie lepsiej wracać do wioski?
Wygłaszając smętnym tonem swe pytania Huskun zezował jednocześnie w stronę Gusłka, wciąż nie wiedząc, co pianicki kapłan myślał o ożywieńczym towarzystwie szamana Uhara. Znając ledwie uproszczone dogmaty wierzeń humhuma goblin nie wyznawał się za bardzo na poglądach Gusłka na temat martwiaków, ale podejrzewał, że kapłan nie był zachwycony bliskim obcowaniem z nieumarłymi.
Huskunowi wystarczył jeden rzut okiem na rzekę. Barki nie ma, znaczy się, nie przypłynie albo na pewno już popłynęła dalej. Goblin najchętniej czmychnąłby z powrotem do wioski (chociaż ja wiem doskonale, że scenariusz tego nie przewiduje).
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Pastwisko koło zajazdu Dwie Rzeki
Wielkie białe psisko przysiadło na zadzie merdając ogonem i mądrymi oczyma wpatrywało się Balina.
Balin przyglądał się dokładnie śladom, a te razem z opowieścią pastucha wskazywały na to, że gobliny po zabiciu woła uciekły ze zdobyczą.
Padający poprzedniego dnia ulewny deszcz spowodował, że w gliniastym gruncie rzadkiego lasu widać było liczne ślady małych stup.
Trójka zwiadowców ruszyła tym tropem. Prze dwie godziny ślady były wystarczające nawet dla mniej wprawnego zwiadowcy. Jednak gdy teren zaczął gwałtownie opadać i wznosić się tworząc liczne parowy o zalanych dnach, tropieniem musiał zająć się Skela.
Wyglądało na to, że gobliny zadały sobie wiele trudu aby zwieść pościg. Kluczyły, właziły w najgłębsze parowy, przedzierały się przez topieliska i grząskie mokradła. Dopiero pod wieczór Skela stracił definitywnie trop.
Stało się to na rozległych trzcinowiskach.
Strudzeni tropiciele usiedli, aby dać odpoczynek nogom i naradzić się co czynić dalej.
Wtem rozległ się daleki szmer. Dźwięki tarcia trzcin o siebie. Odgłosy te zdawały się coraz bardziej zbliżać.
Wielkie białe psisko przysiadło na zadzie merdając ogonem i mądrymi oczyma wpatrywało się Balina.
Balin przyglądał się dokładnie śladom, a te razem z opowieścią pastucha wskazywały na to, że gobliny po zabiciu woła uciekły ze zdobyczą.
Padający poprzedniego dnia ulewny deszcz spowodował, że w gliniastym gruncie rzadkiego lasu widać było liczne ślady małych stup.
Trójka zwiadowców ruszyła tym tropem. Prze dwie godziny ślady były wystarczające nawet dla mniej wprawnego zwiadowcy. Jednak gdy teren zaczął gwałtownie opadać i wznosić się tworząc liczne parowy o zalanych dnach, tropieniem musiał zająć się Skela.
Wyglądało na to, że gobliny zadały sobie wiele trudu aby zwieść pościg. Kluczyły, właziły w najgłębsze parowy, przedzierały się przez topieliska i grząskie mokradła. Dopiero pod wieczór Skela stracił definitywnie trop.
Stało się to na rozległych trzcinowiskach.
Strudzeni tropiciele usiedli, aby dać odpoczynek nogom i naradzić się co czynić dalej.
Wtem rozległ się daleki szmer. Dźwięki tarcia trzcin o siebie. Odgłosy te zdawały się coraz bardziej zbliżać.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Krzewy bzu nieopodal rzeki Senil
Przycupnięci w krzakach intensywnie pachnącego bzu gobliny naradzały się co należy dalej czynić. Wódz Borgul jednoznacznie powiedział, że grupa zwiadowcza ma iść wzdłuż rzeki tak długo, aż odnajdzie barkę. Nadchodził jednak zmrok, a barki, ani żadnej innej jednostki pływającej nie było widać.
Na wielkim uchu Mordila przysiadła pszczoła, która po całodziennej harówce, zbierała się z koszyczkiem pełnym pyłku kwiatowego do powrotu do ula. Mordil miał ją przegonić machnięciem dłoni gdy nagle zastygł w bezruchu.
W ciszy wieczoru rozległo się parsknięcie konia. Szybkim gestem dał znak Barthurowi, żeby przestał drapać się po dupsku, bo podczas tej czynności cały krzak trząsł się jak ożywiony przez druida.
Po chwili na trakcie rozległo się stąpanie okutych kopyt. Z miejsca w którym przysiadł Huskun widać było stronę północną traktu. To właśnie z tej strony na trakcie w promieniach zachodzącego słońca jakieś dwieście metrów od miejsca kryjówki, pojawił się trzy postacie na koniach i jedna podążająca za nimi pieszo.
Przycupnięci w krzakach intensywnie pachnącego bzu gobliny naradzały się co należy dalej czynić. Wódz Borgul jednoznacznie powiedział, że grupa zwiadowcza ma iść wzdłuż rzeki tak długo, aż odnajdzie barkę. Nadchodził jednak zmrok, a barki, ani żadnej innej jednostki pływającej nie było widać.
Na wielkim uchu Mordila przysiadła pszczoła, która po całodziennej harówce, zbierała się z koszyczkiem pełnym pyłku kwiatowego do powrotu do ula. Mordil miał ją przegonić machnięciem dłoni gdy nagle zastygł w bezruchu.
W ciszy wieczoru rozległo się parsknięcie konia. Szybkim gestem dał znak Barthurowi, żeby przestał drapać się po dupsku, bo podczas tej czynności cały krzak trząsł się jak ożywiony przez druida.
Po chwili na trakcie rozległo się stąpanie okutych kopyt. Z miejsca w którym przysiadł Huskun widać było stronę północną traktu. To właśnie z tej strony na trakcie w promieniach zachodzącego słońca jakieś dwieście metrów od miejsca kryjówki, pojawił się trzy postacie na koniach i jedna podążająca za nimi pieszo.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Gdzieś w niezmierzonych puszczach Borowiru
Darayaharus maszerował raźno poprzez lasy, polany, mokradła i trzęsawiska. Odzyskana wolność dodawała mu sił. Jego niewielki wzrost i lekki chód powodował, że jak na razie nie wpadł żadnemu drapieżnikowi w oko. Na początku wędrówki rozważył krótko możliwość powrotu do gobliów, lecz w miarę marszu, zyskiwał pewność, że podjął dobrą decyzję.
Gobliny prawdopodobnie zostały zabite i zżarte przez martwiaki.
Po karku gnoma przebiegły ciarki na samo wspomnienie demonicznej czaszki, która wbrew wszelkim prawom natury pałała złowróżbną aurą życia po życiu.
Imaginarus starał sobie przypomnieć co wie o królestwie Borowiru.
To niewielkie królestwo leżało nieopodal zatoki Szponów. Większą jego część zajmowały bory. Siedziby ludzkie znajdowały się głównie wzdłuż rzeki Senil i na wybrzeżu. Największym miastem był Borowir wybudowany na ruinach antycznego miasta Reptilionów leżące u ujścia Senil.
Cóż jedyną szansą gnoma był odnalezienie rzeki. Nie mogła być daleko skoro gobliny właśnie tam zmierzały.
Idąc w dość nieokreślonym kierunku gnom wzniósł oczy ku górze dziękując Pianowi za opatrzność. Przed nim przepływał niewielki potok. Potoki jak wiadomo mają jedną cechę wspólną. Płyną zawsze w stronę większej rzeki lub bezpośrednio do morza.
Darayaharus ruszył szybkim marszem wzdłuż potoku, przedzierając się prze przybrzeżne trzciny. Zbliżał się wieczór, a on nie miał zamiaru spać w środku lasu.
Darayaharus maszerował raźno poprzez lasy, polany, mokradła i trzęsawiska. Odzyskana wolność dodawała mu sił. Jego niewielki wzrost i lekki chód powodował, że jak na razie nie wpadł żadnemu drapieżnikowi w oko. Na początku wędrówki rozważył krótko możliwość powrotu do gobliów, lecz w miarę marszu, zyskiwał pewność, że podjął dobrą decyzję.
Gobliny prawdopodobnie zostały zabite i zżarte przez martwiaki.
Po karku gnoma przebiegły ciarki na samo wspomnienie demonicznej czaszki, która wbrew wszelkim prawom natury pałała złowróżbną aurą życia po życiu.
Imaginarus starał sobie przypomnieć co wie o królestwie Borowiru.
To niewielkie królestwo leżało nieopodal zatoki Szponów. Większą jego część zajmowały bory. Siedziby ludzkie znajdowały się głównie wzdłuż rzeki Senil i na wybrzeżu. Największym miastem był Borowir wybudowany na ruinach antycznego miasta Reptilionów leżące u ujścia Senil.
Cóż jedyną szansą gnoma był odnalezienie rzeki. Nie mogła być daleko skoro gobliny właśnie tam zmierzały.
Idąc w dość nieokreślonym kierunku gnom wzniósł oczy ku górze dziękując Pianowi za opatrzność. Przed nim przepływał niewielki potok. Potoki jak wiadomo mają jedną cechę wspólną. Płyną zawsze w stronę większej rzeki lub bezpośrednio do morza.
Darayaharus ruszył szybkim marszem wzdłuż potoku, przedzierając się prze przybrzeżne trzciny. Zbliżał się wieczór, a on nie miał zamiaru spać w środku lasu.