PBF - Boskie potyczki
- Łolaboga - jęknął gnom, widząc, że jego plan opuszczenia tego przeklętego bagniska spalił na panewce. Zamknął oczy, próbując się skupić. Wyszeptał inkantację, machnął prawą ręką. (Na) Obraz Grubelli stanął (mu), przywołując wspomnienia. Z obrzydzeniem skierował iluzję na stworzenie, sprawiając wrażenie, jakby goblińska iluzja chciała przytulić przeciwnika. Sam westchnął ciężko, rozejrzał się po polu walki. Zauważył Balina nacierającego na przeciwników. Postanowił mu pomóc...
Zachodzę od tyłu przeciwników, i gdy będę blisko, krzyczę i ogólnie próbuję odciągnąć ich uwagę od Balina. Wykorzystuje do tego wszystko co pod ręką: jakiś kamień, patyk, itp. Jak bestia zwróci się do mnie, stają plecami lub bokiem do atakujących towarzyszy, to... to się zastanowię co dalej.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Miejsce walki, wczesna noc
Po śmierci tajemniczej kobiety gobliny zabrały się do robienia tego w czym były najlepsze. Rozpoczęło się rubaszne i nieokiełznane łupienie trupów.
Zawiedziony przebiegiem leczenia kobiety w bieli Barthur zaczął przeszukiwać najbliższe trupy. Od razu rzucił mu się w oczy truchło poharatanego półolbrzyma. Przypominał on jeża, bo tkwiło w nim ponad dziesięć strzał zaopatrzonych w lotki z czarnych piór. Ów trup dysponował dość ciekawą zbroją. Pancerz ten składał się z wielu nachodzących na siebie metalowych łusek z litymi osłonami na barki, kolana i łokcie. Po odwróceniu ciała Barthur ujrzał ładnie wykonany dwuręczny miecz i rycerską, trójkątną tarczę z herbem z dwoma jeleniami na niebieskim tle. Jako, że posturą i wzrostem trup zbliżony był do Barthura, największy goblin świata zaczął przebierać się w jego pancerz. Robiąc to odnalazł na jego szyi szczerozłoty amulet ze znakiem oka oraz pękatą sakiewkę.
Przebiegający od ciała do ciała Mordil zabierał sakiewki i inne widoczne kosztowności. Podobnie czynił nienasycony zdobyczy Huskun.
Nieznajomy ork odmówił ostentacyjnie pomocy medycznej, spluwając zieloną flegmą pod buty Gusłaka.
Radosne łupienie przerwał nagły chlupot wody w pobliskiej Senil. Sitowa zatrzęsły się, a z pomiędzy nich wychynęły nagie i obrzękłe ciała osób tracących życie w wodnych topielach. Te zwłoki jednak poruszały się i emanowały aurą Pana Śmierci.
Po śmierci tajemniczej kobiety gobliny zabrały się do robienia tego w czym były najlepsze. Rozpoczęło się rubaszne i nieokiełznane łupienie trupów.
Zawiedziony przebiegiem leczenia kobiety w bieli Barthur zaczął przeszukiwać najbliższe trupy. Od razu rzucił mu się w oczy truchło poharatanego półolbrzyma. Przypominał on jeża, bo tkwiło w nim ponad dziesięć strzał zaopatrzonych w lotki z czarnych piór. Ów trup dysponował dość ciekawą zbroją. Pancerz ten składał się z wielu nachodzących na siebie metalowych łusek z litymi osłonami na barki, kolana i łokcie. Po odwróceniu ciała Barthur ujrzał ładnie wykonany dwuręczny miecz i rycerską, trójkątną tarczę z herbem z dwoma jeleniami na niebieskim tle. Jako, że posturą i wzrostem trup zbliżony był do Barthura, największy goblin świata zaczął przebierać się w jego pancerz. Robiąc to odnalazł na jego szyi szczerozłoty amulet ze znakiem oka oraz pękatą sakiewkę.
Przebiegający od ciała do ciała Mordil zabierał sakiewki i inne widoczne kosztowności. Podobnie czynił nienasycony zdobyczy Huskun.
Nieznajomy ork odmówił ostentacyjnie pomocy medycznej, spluwając zieloną flegmą pod buty Gusłaka.
Radosne łupienie przerwał nagły chlupot wody w pobliskiej Senil. Sitowa zatrzęsły się, a z pomiędzy nich wychynęły nagie i obrzękłe ciała osób tracących życie w wodnych topielach. Te zwłoki jednak poruszały się i emanowały aurą Pana Śmierci.
Barthur zyskał zbroję łuskowo-metalowaną miarową, amulet i sakiewkę, Mordil zgromadził pięć sakiewek, dwa złote sygnety, rubinowe kolczyki, dwa świetnie wykonane krótkie miecze, Huskun znalazł jeszcze 4 sakiewki, buty z wysuwanymi ostrzami i malutką kuszę.
Gusłkowi rzuciła się w oczy wypchana flaszkami torba na ramię.
Tymczasem od strony rzeki nadciągnął wróg w postaci dwóch zbyt żwawych jak na trupy topielców.
Żywych koni brak. Więcej amuletów brak. Da się znaleźć żywność i wodę, jest na wozach.
Gusłkowi rzuciła się w oczy wypchana flaszkami torba na ramię.
Tymczasem od strony rzeki nadciągnął wróg w postaci dwóch zbyt żwawych jak na trupy topielców.
Żywych koni brak. Więcej amuletów brak. Da się znaleźć żywność i wodę, jest na wozach.
Ostatnio zmieniony 23 kwietnia 2013, 12:54 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Miejsce walki, wczesna noc
Huskun obnażył bezwiednie kiełki, cofnął się o krok na widok dwóch ociekających wodą, nabrzmiałych ożywieńców. Okropny fetor bił od opuchniętych groteskowo ciał, animowanych makabryczną mocą czarnej magii.
- Une chybaście nie wyjaki! - parsknął ostrzegawczo goblin, zaciskając palce jednej dłoni na swym żelaznym amulecie, drugimi zaś mierząc prosto w opasłe cielsko bliższego utopca.
- Pierduth! - skrzeknął zaklinacz wypowiadając po raz kolejny tego emocjonującego dnia słowo splatające zaklęcie.
Huskun obnażył bezwiednie kiełki, cofnął się o krok na widok dwóch ociekających wodą, nabrzmiałych ożywieńców. Okropny fetor bił od opuchniętych groteskowo ciał, animowanych makabryczną mocą czarnej magii.
- Une chybaście nie wyjaki! - parsknął ostrzegawczo goblin, zaciskając palce jednej dłoni na swym żelaznym amulecie, drugimi zaś mierząc prosto w opasłe cielsko bliższego utopca.
- Pierduth! - skrzeknął zaklinacz wypowiadając po raz kolejny tego emocjonującego dnia słowo splatające zaklęcie.
Czarny Pocisk, UM 80. Potem wycofuję się za bardziej walecznych/okazałych druhów szukając schronienia za ich plecami!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Barthur pomny grozy sytuacji jaka spotkała go zaledwie kilka godzin temu nie miał zamiaru iść w zapasy z niespodziewanym wrogiem. Szkoda było jednak całego dobra, które tu leżało i miało się stać pastwą jakiś bydlaków (czyli każdego innego niz oni sami). Schwycił pałę oburącz szykując się do szarzy na spuchnięte zwłoki, animowane nekromantycznaą siłą.
Zaatakuję, jesli tylko nie ucieknę w popłochu...
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Mordil przyglądał się co robi reszta goblinów, pamiętał ich niedawną ucieczkę (znaczy się wycofanie się na z góry upatrzone pozycję) mimo wszystko nie chciał zakończyć swojego życia tak szybko. Czekał na innych co zrobią, czy znowu wezmą nogi za pas czy jednak podejmą walkę.
Na razie obnażył swoje kły i mocniej zacisnął ręce na styliskach toporów.
Na razie obnażył swoje kły i mocniej zacisnął ręce na styliskach toporów.
Jeśli ktoś podejmie walkę to idę mu na pomoc ale jeśli uciekną to wycofuję się ostrożnie osłaniając uciekających.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Miejsce walki, wczesna noc
Na czubkach palców goblina zaiskrzyła na ułamek chwili kulka czarnej energii, oderwała się od nich z suchym trzaskiem pokonując odległość dzielącą zaklinacza od bliższego ożywieńca. Trafiony magicznym pociskiem martwiak nawet nie zwolnił kroku, a łuki rażącej go mrocznej elektryczności momentalnie zgasły budząc Huskunie bezbrzeżne rozczarowanie.
- Ty kurwi paszczaku! - sarknął goblin cofając się o kilka kroków. Droga okazała się zatarasowana przez Gusłka, szukającego schronienia za plecami swego akolity. Rad nie rad, goblin zgarbił się uginając jednocześnie nogi w kolanach i ponownie wyciągając przed siebie prawą rękę. Do jego uszu dotarły mamrotane pośpiesznie słowa kapłańskiej inkantacji, pianickiego błogosławieństwa zsyłanego na goblina przez niezmiernie wzburzonego widokiem ożywieńców humhuma.
Na czubkach palców goblina zaiskrzyła na ułamek chwili kulka czarnej energii, oderwała się od nich z suchym trzaskiem pokonując odległość dzielącą zaklinacza od bliższego ożywieńca. Trafiony magicznym pociskiem martwiak nawet nie zwolnił kroku, a łuki rażącej go mrocznej elektryczności momentalnie zgasły budząc Huskunie bezbrzeżne rozczarowanie.
- Ty kurwi paszczaku! - sarknął goblin cofając się o kilka kroków. Droga okazała się zatarasowana przez Gusłka, szukającego schronienia za plecami swego akolity. Rad nie rad, goblin zgarbił się uginając jednocześnie nogi w kolanach i ponownie wyciągając przed siebie prawą rękę. Do jego uszu dotarły mamrotane pośpiesznie słowa kapłańskiej inkantacji, pianickiego błogosławieństwa zsyłanego na goblina przez niezmiernie wzburzonego widokiem ożywieńców humhuma.
Jak już Deliad wspomniał, rzut na UM wyniósł 40, ale Pocisk zadał jedynie 20 obrażeń (ot, troszkę martwiaka połaskotał). Poproszę o wyniki rzutu Błogosławieństwa, a potem znowu Pocisk, tym razem na UM 88).
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Dno parowu, wczesna noc.
Martwiak prężył właśnie zaschnięte mięśnie do skoku, gdy nagle tuż przed nim pojawiła się uśmiechnięta zalotnie goblinka. Grubella rozwarła ramiona prezentując sterczące jędrne piersi i objęła monstrum w pasie.
Nieco zdezorientowany stwór zastygł na chwilę, po czym starał się rozszarpać widziadło na strzępy. Gdy jego łapska przeniknęły przez ciało goblinki, iluzja zafalowała, aby zniknąć po potężnym kłapnięciu zębów, mających na celu jej dekapitację. Ugryzienie było tak, potężne, że gdy zęby nie trafiły na opór w postaci żywego ciała, dwa kły rozprysły się sypiąc odłamkami na boki.
W tym czasie do umarlaka zdążyły dobiec dwa krasnoludy. Zaatakowały niemal równocześni. Balin ciął w pół obusiecznym toporem, a Bazookh od góry swoim niezawodnym kopleszem. Nie docenili jednak przeciwnika, który uchylił się od cięcia toporem, a łapskiem zbił uderzenie ostrza drugiego krsnoluda.
Balin jedna nie należał do osób łatwo godzących się z niepowodzeniem . Ciął na odlew po raz drugi, trafiając w brzuszysko bestii. Cios powaliłby niemal każdego człowieka, martwiak jednak jedynie ryknął wściekle wbijając zawistne spojrzenie w krasnoluda.
Nieumarły niczym błyskawica zaatakował szponami, krzesząc iskry i rozrywając zbroję Balina. W powietrze wystrzeliły oderwane od skórzanego podłoża metalowe łuski. Dwa silne ciosy były jedynie wstępem mającym rozbić zastawę Balina, tuż po nich zębiska ucapiły za ramię ze zgrzytem miażdżąc naramiennik. Umarlak przywarł do przeciwnika szarpiąc szczękami w boki i w tył, starając się oderwać ramię trzymające topór.
Szamocząc się w zwarciu para uniemożliwiła skuteczne ataki ze strony drugiego z krasnoludów.
Gdy Balin wykonał gwałtowny obrót starając strącić przeciwnika, stojący za nim gnom, kopniakiem pod kolano martwiaka wytrącił go z równowagi.
Trzymany zębiskami Balin, wykorzystał to w jednej chwili, targnął toporem od dołu trafiając przeciwnika w podbrzusze i odcinając mu zaschnięte przyrodzeni. Bestia odskoczyła niemal na trzy metry w tył i dotknęła dymiącego cięcia w okolicy krocza.
Wściekle łypiąc wzrokiem zdechlak skoczyła na ścianę parowu tylko po to aby się od niej odbić i spaść z potwornym pędem na syna Gotam-gora. Balin starał się wykonać przeciwtempo i zejść z linii atak pozostawiając tam jedynie ostrze topora. Jednak ciężka zbroja łuskowa zbytnio go spowolniła a szpony łapsk z piskiem zjechały po jego zbroi, po czym nie znajdując oparcia uderzyły o ziemię. Nie mogąc wyhamować pędu martwiak wpadł na ostrze topora, które zaparło się o ziemię i wbiło z trzaskiem w jego mostek.
Cios był tak potężny, że ostrze topora utkwiło w kościach, a szamoczący przeciwnik targał się na boki jak na smyczy, trzymanego mocno topora. Z chwilowego unieruchomienia wroga skorzystał Bazookh i Goblin, powalając i rąbiąc go na strzępy.
Oparty o ścianę parowu Skela, który przez całą bitkę, zasłaniał się włócznią, skiną z szacunkiem w stronę walczących.
Tym czasem na zachodnim krańcu parowu pojawiły się dziesiątki zbliżających się falującym marszem śmierci, nieznanych przeciwników.
Jeżeli chodzi o mechanikę to było to tak:
Runda I:
Biorąc pod uwagę, że gnom posiada widziadło Grubelli na własność działa jako pierwszy. Goblinka przyjmuje wszystkie trzy ciosy przeciwnika na siebie (dwa łapskami i jeden paszczą).
Pierwszy atakuje Balin. Pierwszy atak 64, chybia, drugi atak 8, trafia. Na obrażenia 20 więc odliczamy od obrażeń 30 i mamy gotową sumkę 156. Przeciwnik nie posiada zbroi więc dostaje tyle samo ran. Pierwsze obrażenia i to błogosławiona bronią, skupiają uwagę martwiaka na Balinie.
Bazokh dwukrotnie chyba.
Runda II:
Pierwszy atakuje niezwykle szybki martwiak. Trafia Balina trzykrotnie ( nie będę zdradzał TR przeciwnika). Pierwszą łapą 72 więc plus 22 w sumie 192 obrażenia tnące, minus 180 wyparowań tnącyhc Balina równa się 19 ran. Druga łapa 55, więc w sumie 175, zbroja przedziurawiona, ale krasnoludzka gruba skóra zatrzymała cios. Trafienie paszczą za 50 więc plus 0, co równa się 150 obrażeń kłutych. Wyparowania 130, Balin pokąsany za 20 ran. W ciągu rundy utrata 2 punktów energii życiowej. Uszkodzeń zbroi nie chce mi się liczyć, zrobię to później.
Bazokh atakuje kopleszem, rzut na trafienia 83 i 35. Oba chybione.
Kopniak gnoma, 37, trafiony. Na obrażenia 37 więc odliczam od bazowej ilości obrażeń obuchowych 13, co daje 110 obrażeń.
Runda III końcowa.
Martwiak trafia Balina dwukrotnie łapami, a chybia paszczą. Rzuty na obrażenia to 57 i 32, co daje w sumie 177 i 152 obrażenia tnące. Wszystko wyparowane.
Atak Balina. Pierwszy 43, trafienie i drugi 92, chybiony. Pierwsze cięcie rzut na obrażenia 70 więc plus 20 co daje 206 obrażeń tnących. Potężny cios.
Bazokh dwa ataki. Pierwszy 7 trafiony, drugi 68 chybiony. Rzut na obrażenia 68, doliczamy 18, więc 187.
Imaginarus
Kopniak, rzut na trafienie 19. Trafienie. Na obrażenia 50, w sumie 123 obrażenia obuchowe.
Skela przyjął postawę obronną stosując powstrzymanie, martwiak go jednak nie nękał.
W taki to sposób zabiliście przeciwnika. W trakcie całej walki martwiak dostaaaał.... werble! 964 obrażenia co go definitywnie zniszczyło, zadając jedynie Balinowi 32 rany i pozbawiając go 2 punktów energii życiowej. To dopiero początek nocy, kto wie czy szczęście nie opuści waszych bohaterów. Do świtu kawał czasu. Nowi wrogowie już nadciągają.
Runda I:
Biorąc pod uwagę, że gnom posiada widziadło Grubelli na własność działa jako pierwszy. Goblinka przyjmuje wszystkie trzy ciosy przeciwnika na siebie (dwa łapskami i jeden paszczą).
Pierwszy atakuje Balin. Pierwszy atak 64, chybia, drugi atak 8, trafia. Na obrażenia 20 więc odliczamy od obrażeń 30 i mamy gotową sumkę 156. Przeciwnik nie posiada zbroi więc dostaje tyle samo ran. Pierwsze obrażenia i to błogosławiona bronią, skupiają uwagę martwiaka na Balinie.
Bazokh dwukrotnie chyba.
Runda II:
Pierwszy atakuje niezwykle szybki martwiak. Trafia Balina trzykrotnie ( nie będę zdradzał TR przeciwnika). Pierwszą łapą 72 więc plus 22 w sumie 192 obrażenia tnące, minus 180 wyparowań tnącyhc Balina równa się 19 ran. Druga łapa 55, więc w sumie 175, zbroja przedziurawiona, ale krasnoludzka gruba skóra zatrzymała cios. Trafienie paszczą za 50 więc plus 0, co równa się 150 obrażeń kłutych. Wyparowania 130, Balin pokąsany za 20 ran. W ciągu rundy utrata 2 punktów energii życiowej. Uszkodzeń zbroi nie chce mi się liczyć, zrobię to później.
Bazokh atakuje kopleszem, rzut na trafienia 83 i 35. Oba chybione.
Kopniak gnoma, 37, trafiony. Na obrażenia 37 więc odliczam od bazowej ilości obrażeń obuchowych 13, co daje 110 obrażeń.
Runda III końcowa.
Martwiak trafia Balina dwukrotnie łapami, a chybia paszczą. Rzuty na obrażenia to 57 i 32, co daje w sumie 177 i 152 obrażenia tnące. Wszystko wyparowane.
Atak Balina. Pierwszy 43, trafienie i drugi 92, chybiony. Pierwsze cięcie rzut na obrażenia 70 więc plus 20 co daje 206 obrażeń tnących. Potężny cios.
Bazokh dwa ataki. Pierwszy 7 trafiony, drugi 68 chybiony. Rzut na obrażenia 68, doliczamy 18, więc 187.
Imaginarus
Kopniak, rzut na trafienie 19. Trafienie. Na obrażenia 50, w sumie 123 obrażenia obuchowe.
Skela przyjął postawę obronną stosując powstrzymanie, martwiak go jednak nie nękał.
W taki to sposób zabiliście przeciwnika. W trakcie całej walki martwiak dostaaaał.... werble! 964 obrażenia co go definitywnie zniszczyło, zadając jedynie Balinowi 32 rany i pozbawiając go 2 punktów energii życiowej. To dopiero początek nocy, kto wie czy szczęście nie opuści waszych bohaterów. Do świtu kawał czasu. Nowi wrogowie już nadciągają.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Miejsce walki, wczesna noc
Barthur, kończąc zakładać zbroję, z zadowoleniem wcisnął na głowę hełm garncowy. Poczuł się jak prawdziwy rycerz. Tuż obok leżał pięknie zdobiony w księżyce mały młot bojowy zakończony z jednej strony szpikulcem. W lewą dłoń chwycił rycerską tarczę. Zaryczał z radości.
Teraz dopiero dostrzegł, że cała gromada pozostałych zwiadowców chowa się za jednym z wozów. Z drugiej strony nadchodziły spuchnięte i zzieleniała postacie topielców. Może to zbroja tak pokrzepiła odwagę Barthura, albo widok kolejnych tego dnia żywych trupów już mu spowszedniał, lecz nie odczuł na ich widok nic oprócz odrazy.
Gdy dobiegł do wozu, Huskun właśnie kończył wściekać się na niewielki efekt jego czaru. Po chwili posłał kolejny pocisk, który wstrząsnął konwulsyjnie jednym z martwiaków.
Gdy utopce zwęszyły żyjących, ruszyły szybki chwiejnym krokiem ku nim. Gdy na ich drodze wyrósł wóz dzieląc ich pożywienia, zagulgotały z wściekłości. Nagle zadziałały z niespotykanym u tych stworów intelektem. Chwyciły za burtę wozu i z ogromną siłą wyrzuciły go niemal w powietrze. Wóz przekoziołkował na stronę zwiadowców i wpadł do ogniska. Tylko niewyobrażalny łut szczęści spowodował, że każdemu z nich udało się w porę uskoczyć.
Tymczasem od strony różanych krzewów nadeszło pięć niewysokich szkieletów ściskających w rękach pordzewiałe sztylety.
Barthur, kończąc zakładać zbroję, z zadowoleniem wcisnął na głowę hełm garncowy. Poczuł się jak prawdziwy rycerz. Tuż obok leżał pięknie zdobiony w księżyce mały młot bojowy zakończony z jednej strony szpikulcem. W lewą dłoń chwycił rycerską tarczę. Zaryczał z radości.
Teraz dopiero dostrzegł, że cała gromada pozostałych zwiadowców chowa się za jednym z wozów. Z drugiej strony nadchodziły spuchnięte i zzieleniała postacie topielców. Może to zbroja tak pokrzepiła odwagę Barthura, albo widok kolejnych tego dnia żywych trupów już mu spowszedniał, lecz nie odczuł na ich widok nic oprócz odrazy.
Gdy dobiegł do wozu, Huskun właśnie kończył wściekać się na niewielki efekt jego czaru. Po chwili posłał kolejny pocisk, który wstrząsnął konwulsyjnie jednym z martwiaków.
Gdy utopce zwęszyły żyjących, ruszyły szybki chwiejnym krokiem ku nim. Gdy na ich drodze wyrósł wóz dzieląc ich pożywienia, zagulgotały z wściekłości. Nagle zadziałały z niespotykanym u tych stworów intelektem. Chwyciły za burtę wozu i z ogromną siłą wyrzuciły go niemal w powietrze. Wóz przekoziołkował na stronę zwiadowców i wpadł do ogniska. Tylko niewyobrażalny łut szczęści spowodował, że każdemu z nich udało się w porę uskoczyć.
Tymczasem od strony różanych krzewów nadeszło pięć niewysokich szkieletów ściskających w rękach pordzewiałe sztylety.
Nikt nie chce atakować jako pierwszy więc grając na czas skryliście się za wozem. Huskun cisnął drugi czarny pocisk. Rzut na UM 78, na obrażenia 9, na odporność martwiaka 52, czyli nie odparł. Co się równa 90 obrażeń na czysto. Wóz jednak przekoziołkował pod wpływem ogromnej siły martwiaków. I tu miłe zaskoczenie. Każdemu wyszedł test na ZR, choć Barthur już teraz w ciężkiej zbroi miał niewesołą sytuację.Rzuty były następujące. Mordil 49, Huskun 60, Gusłek 6, Barthur 21.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Miejsce walki, wczesna noc
Na widok unoszącego się w powietrzu wozu Huskun poczuł jak jego kolana miękną niczym stopiony pszczeli wosk, a w gardle zasycha pod wpływem przemożnego przerażenia. Rzuciwszy się na złamanie karku w bok goblin uszedł przed opadającym w dół zaprzęgiem, dźgnięty hukiem pękającego drewna niczym czujący ostrogę koń.
Przetoczywszy się przez ramię zaklinacz stanął na ugiętych lekko nogach, wytrzeszczając z całej siły oczy i oblizując bezustannie spierzchnięte usta. Strzaskany wóz w niczym już nie przypominał pojazdu, który chwilę wcześniej frunął w górze poderwany z ziemi niebywałą krzepą utopców, już prędzej kojarzył się z zawalonym doszczętnie szałasem.
- Kurwiwości! - goblin zawył niczym zwierzę, ledwie panując nad biorącą go w swe władanie paniką - Uny toże nie wyjaki! Kościludy idają! Barthur, Mordil! Rżnijtajcie unych topników!
Na widok unoszącego się w powietrzu wozu Huskun poczuł jak jego kolana miękną niczym stopiony pszczeli wosk, a w gardle zasycha pod wpływem przemożnego przerażenia. Rzuciwszy się na złamanie karku w bok goblin uszedł przed opadającym w dół zaprzęgiem, dźgnięty hukiem pękającego drewna niczym czujący ostrogę koń.
Przetoczywszy się przez ramię zaklinacz stanął na ugiętych lekko nogach, wytrzeszczając z całej siły oczy i oblizując bezustannie spierzchnięte usta. Strzaskany wóz w niczym już nie przypominał pojazdu, który chwilę wcześniej frunął w górze poderwany z ziemi niebywałą krzepą utopców, już prędzej kojarzył się z zawalonym doszczętnie szałasem.
- Kurwiwości! - goblin zawył niczym zwierzę, ledwie panując nad biorącą go w swe władanie paniką - Uny toże nie wyjaki! Kościludy idają! Barthur, Mordil! Rżnijtajcie unych topników!
Co teraz, co teraz?! Utopce wydają się znacznie bardziej niebezpieczne od szkieletów przez wzgląd na podwojoną Siłę i bonus do ŻYW. Wiedziony czystym egoizmem proponuję, by na utopców uderzyli Barthur i Mordil. Ten obibok ork, którego jeszcze nie znamy z imienia niech osłania mnie i Gusłka. Gusłek w razie konieczności niech wali pałą, Huskun wejdzie do CC jedynie w ostateczności, najpierw do oporu wali Pociskami. Czy Błogosławieństwo okazało się udane?