Przytulony do chłodnych szorstkich kamieni muru khajiit podniósł głowę w górę, otaksował bacznym spojrzeniem wysoki wał. Przy odrobinie wysiłku mógł dostać się na szczyt blanków za pomocą własnych mięśni i pazurów, ale w górze znajdowali się uzbrojeni strażnicy, którzy najpewniej nie odnieśliby się do futrzastego intruza przyjaźnie. Kotołak zdążył już zauważyć, że miejscowi bywali nadmiernie podejrzliwi, a nadto cechował ich impulsywny charakter, co w połączeniu z ich upodobaniem do broni tworzyło nieco niebezpieczną mieszankę.
Okuta żelazem wielka brama okazała się zamknięta na cztery spusty i miało tak pozostać aż do nadejścia brzasku. Barr'teh nie zamierzał na ten moment czekać, a chociaż mógł liczyć na ciepłe derki w obozowisku khajiitów, wolał dołączyć czym prędzej do swych podejmowanych gościną w dworze towarzyszy.
Zastrzygł uszami, po czym przyjrzał się ponownie strzelistemu murowi zakończonemu drewnianymi parapetami przechodzącymi tu i ówdzie w wartownicze pomosty. Bijąca od zatkniętych na blankach łuczyw poświata tworzyła migotliwe plamy światła, a stłumione męskie głosy zdradzały obecność co najmniej kilku czujnych strażników.
Jak kotołak chciałby się dostać do środka grodu? Na przełaj przez mur czy waląc do upadłego w bramę?
