PBF - Narodziny legendy

Procjon
Reactions:
Posty: 1090
Rejestracja: 22 lutego 2012, 14:38

Post autor: Procjon » 15 maja 2013, 21:56

- W stalowej zbroi zmarzniesz nawet szybciej niż bez niej - rzekł elf, sprawdzając czy lina nie ma żadnych uszkodzeń. - Ale i tak przywykłem do wyższych temperatur. Ach, te letnie dni w Cyrodiil... - rozmarzył się Sivariael.

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 16 maja 2013, 08:54

Przyzwyczajony do dość równych pustyń Tamriel, Hastur niezbyt pewnie czuł się ze świadomością, że zaraz straci oparcie dla stóp, a swe życie będzie musiał zawiesić na (czy aby na pewno wystarczająco mocnej?) linie. Jednak nie czuł strachu, raczej ciekawość czekającego go nowego doświadczenia.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 maja 2013, 21:43

Smocza Przystań, 14 dzień Ostatnich Siewów

Jeden po drugim cudzoziemscy najmici dołączyli do siedzącego okrakiem na ogrodzeniu Bretona, sięgając po własne liny i sprawdzając je ze zrozumiałą ostrożnością. Widząc ich gotowość do poprowadzenia forpoczty straceńców, Irileth mruknęła coś cicho pod nosem.

Chociaż jej słowa były tak ciche, że nikt ich nie zrozumiał, najmici nie mogli się oprzeć wrażenia, że wypowiedziano je tonem aprobaty.

- Bogowie, miejcie mnie w swej opiece - powiedział głośno Neviers. Nakreśliwszy na piersi znak Akatosha Breton opasał się liną, a potem przełożył drugą nogę za blanki i zniknął w jednej chwili. Któryś ze zbitych w ciasną grupę hersirów westchnął bezwiednie, ktoś inny gwizdnął z wrażenia. Ledwie chwilę później wszyscy rzucili się do ogrodzenia, z Irileth i Skarsim na czele, przechylając się ponad ostrokołem i spoglądając w dół.

Dumas Neviers opuszczał się niczym łasica w dół liny, ściskając ją grubymi skórzanymi rękawicami i odbijając się nogami od skalnego klifu.

- Barr'teh myśli, że on miał za przodka khajiita - przyznał niechętnie kotołak, strzygąc pociesznie uszami - Nie ma sierści ani ogona, ale bardzo zwinnaśny, bardzo... ale Barr'teh go zaraz prześcignie!

Dowodząc tego, że nie zwykł rzucać słów na wiatr, khajiit zaczął się opuszczać w dół pionowej ściany w ślad za Neviersem, poprzez zimną ciemność nocy rozpraszaną jedynie słabym blaskiem księżyca.

- Na święte piaski, trochę wysoko - powiedział przyciszonym głosem Hastur, czując w głowie lekki zawrót głowy, który wcale go nie dziwił. Odległość dzieląca mur Przystani od traw wyżyny jawiła się Redgardowi niepokojąco olbrzymia i jedynym pocieszeniem była dla niego świadomość, że schodzenie w dół liny było łatwiejsze od wspinaczki w górę.
Nie będę owijał w sreberka - czeka Was dość niebezpieczny test ZR. Skrycie liczyłem na to, że ktoś okaże dość pokory i poprosi o błogosławieństwo kapłanów Arkaya, bo w tym świecie bogowie zwykli wspierać swych wyznawców w potrzebie... ale teraz po ptokach, trzeba liczyć wyłącznie na siebie!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 16 maja 2013, 23:55

Khajit rzucił się w dół chąc znaleźć się na dole szybciej niż Breton. W zasadzie nie myślał o niebezpieczeństwie, bo kotołaki nie miały lęku przestrzeni, ale niespodziewana rywalizacja wprawiła Barr'teha w świetny nastrój. Mrucząc zadowolony zssuwał się po linie z wielką łatwością...
Pisząc znaleźć się na dole szybciej niż Breton, nie mam na mysli spaść:) Ale że koty spadają zawsze na cztery łapy i mają podobno siedem żyć, to zasuwam jak na zawodach

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 19 maja 2013, 18:54

Smocza Przystań, 14 dzień Ostatnich Siewów

Wędrówka w dół grubych lin okazała się nie lada wyzwaniem dla wszystkich podkomendnych Irileth, wielu z nich mrożąc krew w żyłach wysokością skalnego klifu. Rośli silni mężczyźni zaczęli opuszczać się ku podstawie wzniesienia w ślad cudzoziemskimi najemnikami, uznając niechętnie ich oczywistą odwagę i nie chcąc ujść w oczach zauszniczki jarla za tchórzy.

Chociaż spięty do wszelkich granic Hastur spodziewał się, że prędzej czy później ktoś odpadnie od liny i runie w dół gruchocząc sobie na skałach kości, błogosławieństwo Arkaya musiało mieć uczestników eskapady w swej opatrzności. Chroniący dłonie grubymi rękawicami i mający na sobie jedynie częściowe odzienie, nawykli do wspinaczki po górach hersirowie przedostawali się na trawiastą wyżynę odbiegając w ciemności nocy ze swoimi pakunkami i wdziewający ponownie wyciągane ze środka zbroje.

Kiedy Redgard zeskoczył z głośnym westchnięciem ulgi na ziemię w cieniu ogromnego zbocza Przystani, Neviers i Barr'teh już byli na dole, czekając w kucki na resztę towarzyszy. Przesłonięte bryłą dworu miasto zniknęło po przeciwnej stronie góry, do uszu zachowujących ciszę wojowników nie docierał z tamtego kierunku najlżejszy dźwięk.

Rozciągająca się po pełnym gwiazd niebem trawiasta równina sprawiała wrażenie opustoszałej, ale kotołaka ta pustka bynajmniej nie zwiodła. W ciemnościach nocy ustawicznie coś się cicho poruszało, coś poruszało niczym dotyk wiatru źdźbłami traw, coś wydawało z siebie niespokojne pomrukiwanie oddalając się w bezpiecznym kierunku.

Nagłe pojawienie się w jednym miejscu ponad sześćdziesięciu intruzów spłoszyło wiele żerujących pod osłoną nocy zwierząt, mogło też zwrócić uwagę innych, mniej płochliwych i bardziej żarłocznych.

Khajiit wstał z kucek na widok Hastura, zaczął wciągać w nozdrza wyczuwalne tylko przez siebie zapachy.

- Wszyscy już na dole? - opodal rozległ się znajomy szept Irileth.

- Ostatni w drodze, pani - odpowiedział Skarsi, wyłaniając się z mroku przy Bretonie i klepiąc go w przelocie dłonią po ramieniu.
W drodze jeszcze Ahraveen i Sivariael, reszta już na dole. Na razie nikt nie spadł, co jest miłą niespodzianką, możecie mi wierzyć!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 19 maja 2013, 21:41

- Człowieki siedzą cicho, a nie hałasują jak na uczcie, bo zwierzyne płoszą - syknął Barr'teh, dla którego niezdarne próby skaradania ludzi, były iście żałosne: - Każdy khajit wyczułby was z dwóch mil...

Kotołak był prawie przestraszaony, choć tak naprawdę nie miał się czym martwić. Khajitów w Skyrimie było jak przysłowiowy kot napłakał, a hersirowie jak na ludzkie standardy zachowywali się bardzo cicho. Niemniej ludzkie standardy dla kotołaka były istną kakofonią dźwieków i wszelkiego rodzaju znaków kłujących zmysły jednym prostym przekazem "Heeeej, tu jesteśmy!"

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post