PBF - Mały Chłopiec
- No jak to jaki? Normalny... paskudny. Strasznie cuchnie. Ale ma jedną zaletę; człowiek od razu dostaje halucynacji i żyje w innym świecie.
Faceman odwrócił się w stronę Lobo. W myślach śmiał się do rozpuku z marshala i bajeczki, jaką mu wcisnął. Powinno się udać...
- Bracie Lobo! Ruszamy czym prędzej w drogę. Dostaniemy samochód, poznamy trochę świata, nawrócimy parę dusz... i może w końcu znajdziemy, czego szukamy - dodał już ciszej, z wyczuwalnym smutkiem (oczywiście na pokaz).
Faceman odwrócił się w stronę Lobo. W myślach śmiał się do rozpuku z marshala i bajeczki, jaką mu wcisnął. Powinno się udać...
- Bracie Lobo! Ruszamy czym prędzej w drogę. Dostaniemy samochód, poznamy trochę świata, nawrócimy parę dusz... i może w końcu znajdziemy, czego szukamy - dodał już ciszej, z wyczuwalnym smutkiem (oczywiście na pokaz).
7 CZERWCA 2096,CIENISTE PIASKI,U PODNÓŻY SIERRA NEVADA
Mocno wysłużony pickup,z licznymi śladami rdzy na karoserii toczył się,wzbijając tuman kurzu starą zapomnianą drogą,wiodącą gdzieś w stronę skalnego masywu. Pozostawiające wiele do życzenia zawieszenie skrzypiało solidnie gdy auto co rusz podskakiwało na wybojach. Siedzący na pace Lobo modlił się z cicha pod nosem by pojazd dowiózł ich na miejsce nim się rozpadnie,jednocześnie jedną ręką pieszczotliwie gładził rekojeść swego rewolweru,czujnie obserwując Trolla,który leżąc związany obijał się o burty wozu,rzucając oskarżycielskie spojrzenia misjonarzowi. W kabinie siedzieli Desmond i Faceman,który jako jedyny radził sobie z prowadzeniem tego grata. Podczas gdy vocal starał się omijać wieksze dziury,tracker obserwował okolicę,przypominając sobie wskazówki udzielone przez bandziora leżacego z tyłu
Mocno wysłużony pickup,z licznymi śladami rdzy na karoserii toczył się,wzbijając tuman kurzu starą zapomnianą drogą,wiodącą gdzieś w stronę skalnego masywu. Pozostawiające wiele do życzenia zawieszenie skrzypiało solidnie gdy auto co rusz podskakiwało na wybojach. Siedzący na pace Lobo modlił się z cicha pod nosem by pojazd dowiózł ich na miejsce nim się rozpadnie,jednocześnie jedną ręką pieszczotliwie gładził rekojeść swego rewolweru,czujnie obserwując Trolla,który leżąc związany obijał się o burty wozu,rzucając oskarżycielskie spojrzenia misjonarzowi. W kabinie siedzieli Desmond i Faceman,który jako jedyny radził sobie z prowadzeniem tego grata. Podczas gdy vocal starał się omijać wieksze dziury,tracker obserwował okolicę,przypominając sobie wskazówki udzielone przez bandziora leżacego z tyłu
Noc spedziliście na tyłach baru w Cienistych Piaskach,w czymś co robiło za garaż dla dwóch aut. Śmierdziało smarami,paliwem i trochę spalenizną. Podczas gdy po uszykowaniu rzeczy niezbędnych do wyprawy w góry Desmond i Faceman pochrapywali w najlepsze,ksiądz Lobo nie mógł zasnąć. Nie chcąc jechać w ciemno i zdawać się na humory więźnia wstał i udał się na wieczorną ''wizytę duszpasterską'' do celi.
Kiedy wrócił uśmiechał się znacząco pod nosem,będąc pewnym iż zyskał wiernego sługę Pana Boga oraz wystarczająco informacji by niemal bezbłędnie trafić do siedziby gangu korsarzy.
LOBO
Kiedy wrócił uśmiechał się znacząco pod nosem,będąc pewnym iż zyskał wiernego sługę Pana Boga oraz wystarczająco informacji by niemal bezbłędnie trafić do siedziby gangu korsarzy.
LOBO
Spoiler!
UWAGA :wszelkie informacje przekazane Wam przez więźnia wplotę w fabularkę.
UWAGA 2 : proszę o notke jakie przygotowania poczyniliście przed wyjazdem
UWAGA 2 : proszę o notke jakie przygotowania poczyniliście przed wyjazdem
Od kilkunastu minut samochód toczył się resztkami jakiejś zapomnianej międzystanowej drogi. Przez lata które upłyneły od wybuchu wojny asfalt wykruszył się,znikneło betonowe podłoże,lecz na szczęście pozostał twardy,ubity trakt którego nie zdążyły zarosnąc żadne krzaki ani drzewa. Po drodze mineliście pozostałości jakiegoś miasteczka. Pozostały z niego tylko smutne sterty cegieł,jakieś spróchniałe domki oraz wielokrotnie splądrowane wypalone wraki pojazdów.
Mineliście cudem ocalałą z zawieruchy wojennej czerwoną tablicę z namalowanym jakimś zwierzakiem i eleganckim napisem " WELCOME TO BADGER''. Przed Wami rozciągał się widok na zrujnowane osiedle willowe. Znakomita większość domów stanowiła kupę gruzów,kilka jednak jako tako trzymało się w całości,otoczone mocno zarośniętymi ogrodami.
Mineliście cudem ocalałą z zawieruchy wojennej czerwoną tablicę z namalowanym jakimś zwierzakiem i eleganckim napisem " WELCOME TO BADGER''. Przed Wami rozciągał się widok na zrujnowane osiedle willowe. Znakomita większość domów stanowiła kupę gruzów,kilka jednak jako tako trzymało się w całości,otoczone mocno zarośniętymi ogrodami.
Ocalałe domostwa,podobnie jak cała okolica wyglądały na wielokrotnie splądrowane i ograbione z wszystkiego co mogło się do czegokolwiek przydać. Pickup toczył się więc dalej,mijając wypalone domy sterczące z bujnych zarosli,jakimi stały się przydomowe ogródki. Faceman zerknął przez moment we wsteczne lusterko,zastanawiając się jak wyglądało życie tutaj przed wojną gdy niespodziewanie wcisnął do dechy hamulec. Syknał z bólu kiedy kierownica wbiła mu się w żebra. Desmond poleciał do przodu,omal nie wybijając głową przedniej szyby. Na pace natomiast słychać było głosny łomot zakończony jękiem cierpiętnika i stek wyzwisk tak obrzydliwych że wiedły uszy. Po chwili dało się jednak słyszeć
-Wybacz Panie,albowiem zgrzeszyłem-
Tymczasem Faceman zerkał uparcie we wsteczne lusterko,chcąc upewnić się że było to złudzenie. Jednak po chwili znów to zobaczył. Odblask słońca w jednym z pustych okien w pobliskim domu.
-Wybacz Panie,albowiem zgrzeszyłem-
Tymczasem Faceman zerkał uparcie we wsteczne lusterko,chcąc upewnić się że było to złudzenie. Jednak po chwili znów to zobaczył. Odblask słońca w jednym z pustych okien w pobliskim domu.
Desmond czuł się niespokojnie. Ładował się dziś prosto do paszczy lwa, a raczej Trolla. Zaraz przypomniał sobie że nie raz i nie dwa wychodził z podobnych sytuacji będąc całkiem sam, a tą miejscowość odwiedził podczas poszukiwania Korsarzy. - Ale wtedy nie musiałem się troszczyć o dwóch azylantów - przeszło mu przez myśl. Niepokój powrócił. Tracker odruchowo już sprawdził czy posiada niezbędne - jego zdaniem - wyposażenie, czyli wierne miniradio, nóż, karabin z amunicją, zapalniczkę, trochę pożyczonych z Cienistych Piasków materiałów opatrunkowych, trochę czegoś jadalnego i parę innych pierdół.
Info o przygotowaniach w fabularce.
Ostatnio zmieniony 23 maja 2013, 07:08 przez Procjon, łącznie zmieniany 1 raz.
Nie biorę nic ponad to, co już miałem w plecaku/kieszeniach garnituru. Jedynie prowiant, o ile marshal chciał nam dać.
Faceman przetarł po raz trzeci oczy i znów zajrzał w lusterko. Błysk odbitego światła słonecznego w jednym z domów świadczył niechybnie o tym, że słońce odbijało się od szyby. A skoro gdzieś została szyba, i to ustawiona pod takim kątem, to znaczy, że pickup jest pod czyjąś obserwacją.- Ojcze Lobo! Jesteśmy pod obserwacją.
Kapłan podniósł gogle motocykolwe przecierając oczy. Płaszcz przeciwdeszczowy, któym się owinął co prawda chronił go przed światłęm słonecznym, lecz jednocześnie działał niczym urządzenie do pozyskiwania wody odparowując ją z ciała misjonarza.
Gdyby ogień demona miał nas dosiegnąć, już by to zrobił. Bądźcie spokojni- owieczki moje. Niechybnie ktoś nas obserwuje, lecz raczej ukrywa swoją obecność. Ruszajmy powoli, dojedź do tamtego zakrętu
-Lobo wskazał najbliższe rozwidlenie, po czym zwrócił się do Trackera-
na zakręcie niepostrzeżenie wyskocz z auta i przeturlaj się do najbliższych zabudowań po tej samej stronie, co ten obserwator, Pan pobłogosławi Twoim umiejętnościom zakradania się, a my postaramy się skupić uwagę obserwatora.
Następnie otworzył plecak i grzebiąc miedzy sztućcami, zapasem wody, menażką, opatrunkami, gdzieś na samym dnie, przy świętych balsamach znalazł stary cukierek. Przetarł go poślinionym palcem i pokazał więźniowi:
Słuchaj no gagatku. Jesteś po spowiedzi, więc gadaj mi tu zaraz szczerze, czy wiesz kto się tu może kręcić. Będziesz grzeczny, to dostaniesz cukmajka, jak nie będziesz to będzie trzeba się wyspowiadać i nadać pokutę.
-po czym uśmiechnął się szeroko i ojcowskim gestem poklepał więźnia po ramieniu.
Gdyby ogień demona miał nas dosiegnąć, już by to zrobił. Bądźcie spokojni- owieczki moje. Niechybnie ktoś nas obserwuje, lecz raczej ukrywa swoją obecność. Ruszajmy powoli, dojedź do tamtego zakrętu
-Lobo wskazał najbliższe rozwidlenie, po czym zwrócił się do Trackera-
na zakręcie niepostrzeżenie wyskocz z auta i przeturlaj się do najbliższych zabudowań po tej samej stronie, co ten obserwator, Pan pobłogosławi Twoim umiejętnościom zakradania się, a my postaramy się skupić uwagę obserwatora.
Następnie otworzył plecak i grzebiąc miedzy sztućcami, zapasem wody, menażką, opatrunkami, gdzieś na samym dnie, przy świętych balsamach znalazł stary cukierek. Przetarł go poślinionym palcem i pokazał więźniowi:
Słuchaj no gagatku. Jesteś po spowiedzi, więc gadaj mi tu zaraz szczerze, czy wiesz kto się tu może kręcić. Będziesz grzeczny, to dostaniesz cukmajka, jak nie będziesz to będzie trzeba się wyspowiadać i nadać pokutę.
-po czym uśmiechnął się szeroko i ojcowskim gestem poklepał więźnia po ramieniu.
Uzupełnione zapasy, jeśli to możliwe- przede wszystkim woda i opatrunki. Poza tym to samo, co miał odkąd wyszedł z bunkra. Dodatkowo jedynie kawałek drutu, lub linę i dodatkowy koc, jesli dało się coś takiego wydębić od osadników.
- Wyskoczyć wyskoczę. Czy niepostrzeżenie... Jestem w końcu tropicielem, nie zabójcą. Dobrze. Faceman, możesz zawrócić tak żebym mógł wysiąść, a potem odwrócić w jakiś sposób jego uwagę? - Desmond, mówiąc to, złapał wysłużony karabin i trochę amunicji, wrzucił do kieszeni radio, mówiąc: - Informujcie w razie czego - i złapał za drzwi, szykując się do ich otwarcia.