North Harbour; McCartney's Arena Square; Fri 31/07/2020; 2240hrs
Garcia już niemal wypluwał płuca. Taki sprint był niemal zabójczy. Na szczęscie wpadli na plac przed stadionem McCartney'a dokładnie w momencie, gdy z trybun wysypywały się tysiące ludzi, którzy przyszli obejrzeć dzisiejsze spotkanie Rangersów. Na placu dominowały charakterystyczne czerowno-czarne koszulki miejscowych, a sądząc po radosnych okrzykach, futboliści rozgromili przyjezdnych. Hector zatrzymał w środku nurtu niosącego wszystkich opuszczających mecz. Nie interesował go wynik, nogi wręcz omdlewały. Latynos podparł ręcę o kolana i zwymiotował mieszaniną luksusowych alkoholi jakie jeszcze kilkanaście minut temu wsysał w rezydencji na Westbrook:
- Kurwa, ja pierdolę! Co robisz koleś? - Rzucił jakiś kibic odsuwając się od wymiotujacego Garcii. Fixer machnął przepraszająco reką. Tuż obok stał Eugene i nie prezentował się lepiej niż Hec. Ciężko oddychał, a jego twarz, tętniąca podniesionym ciśnieniem wyglądała jak czerowny balon. Gdzieś z tłumu wypłynął nagle Wilson, którego sprint przez miasto nie zblizył bynajmniej do stanu przed zawałowego. Zresztą nie dziwne. Gladzio niemal codziennie biegał, a kiedyś w kiedy jeszcze chodzili do szkoły kilkakrotnie miał wyniki w stanowych zawodach lekkoatletycznych. Solo schwycił Schwarza za ramię:
- Ej, musimy stąd zawijać mandżura. Ci ludzie zaraz się kurwa rozejdą.
Słowa Gladzia miały sens choć wydawało się, że wylewająca się ze stadionu ciżba nigdy nie skończy. Na razie jednak w różnokolorywm tłumie chłopaki poczuli się bezpiecznie i nie przeszkadzał im nawet ciągły napór ludzi, przypadkowe poszturchiwania i krzyki.
- Chwila kurwa... Zaraz płuca wypluję... - wyjęczał z bólem Czarny.
- Dacie radę ziomy... Musimy spieprzać... - Kapusta stał z boku. Choć zmęczony, wpadł na pewien pomysł, który postanowił od razu zrealizować. Zagadał do kilku kolesi, kibiców Rangersów:
- Ej ziomki, dam Wam trzy stówy za wasze koszulki.
Zaskoczeni mężczyźni zatrzymali się nagle, patrząc na siebie ze zdziweniem. W koncu jeden z nich, gościu o posturze Gladzia odezwał się krótko, zdejmując swojego t-shirta:
- No dobra kolo...
Chwilę później Kapusta lżejszy o pareset eurodolców nałożył na siebie lekko przepoconą koszulkę miejscowych. Chłopaki poszli w jego ślady. Johny cisnął swoją zajebistą marynarkę na chodnik, co przyprawiło Hectora niemal o zawał. Ciuch musiał kosztować fixera kilka dobrych tysiaków, a teraz miał zostać zadeptany przez tysiące ludzi. Garcia trzymał w reku skórzaną kurtkę EJi bijąc się w głowie z rozterką, czy podobnie jak Johny pozbyć się jej, czy zostawić, by móc oddać towar Aileen z domu towarowego Marshalla. Swojego T shirta nałozył na różową koszulę Hilfigera. Teraz kołnierzyk eleganckiej koszuli wystawał spod czerowno zarnej koszulki. Choć połączenie wyglądało idiotycznie, to nie miał sumienia wywalać wszystkiego do śmieci. Zresztą i tak chodziło tylko o to aby pozornie wtopić się w kolorowy tłum, a nie o rewię mody. Wyrzucenie czegoś o takiej wartości w moralności fixera było jak grzech ciężki. Zrolował tylko skórę na lewą stronę i postanowił, że dalej będzie ją niósł w ręce.
- Rozdzielmy się - stwierdził jeszcze Kapusta.
Daliście nogę na plac przed stadionem. Czarny i Hec ledwo dyszą. Przebieżka pod stadion kosztowała ich sporo siły. Gladzio ma się lepiej. Ma wysportowanie na +4, co stawia go w rzędzie niemal z profesjonalnymi sportowcami. Kapusta postanowił zmienić Wasz image. W koszulkach Rangersów napewno będziecie się rzucać w oczy mniej niż w ciuchach za grube tysiące dolców. Co robicie panowie? Rozdzielacie się, czy może macie jakieś inne sugestie i pomysły? Chwilowo jest bezpiecznie, ale nie wydaje Wam się żeby korporacyjni zaniechali pościgu.