PBF - Bezsłoneczna Cytadela
Pozostali towarzysze powstawali również. Zjedzono posiłek,oporządzono konie i rozpoczęto zwijanie obozu. Koło południa wszyscy zaczęli popatrywać w kierunku góry ze sterczącym kamiennym wierzchołkiem. Dym unosił się dalej,tym razem nawet bardziej wyrazistą wstęgą. Droga na szczyt była doskonale widoczna,co oznaczało łatwą wspinaczkę ale też odsłaniało wspinajacych się.
Jeśli to rzeczywiscie siedzba krasnoludzkiego rzemieślnika Durgeddina to czy aby na pewno nie zbudował dla siebie jakiegoś zapasowego wyjścia na wszelki wypadek. Krasnoludy i nie tylko,także inni posiadacze zamków zawsze mają ukryty tunel gdyby przyszło im uchodzić z siedziby. Kto jak kto ale szlacheckiej drużynie tego tłumaczyć nie trzeba.
Techniczny: z tym, że jak sam zauważyłeś, ukryte tunele są ukryte.
Bądźcie czujni podczas wspinaczki, towarzysze. łatwo nas będzie zobaczyć, a może i zaatakować. I trzeba by przepatrzyć poboczne ścieżki i jakieś dziury w skałach. A nuż trafimy na wyjście ewakuacyjne?
Bądźcie czujni podczas wspinaczki, towarzysze. łatwo nas będzie zobaczyć, a może i zaatakować. I trzeba by przepatrzyć poboczne ścieżki i jakieś dziury w skałach. A nuż trafimy na wyjście ewakuacyjne?
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Grag ubrał się w futro i wyszedł na skrzypiący ścieg. Poranek wstał prześliczny, gałęzie drzew przystroił mróz, a śnieg skrzył się jak diamenty.
- Trza nam iść na górę z tym fajfusem na szczycie. Gdziesik tam wejście musi być. Gumsha niech zostanie z przydupasem rycerza i strawę gotuje. Jak wrócimy będzie po konie i juki gorący posiłek będzie jak znalazł. My tymczasem obaczymy, kto tu mieszka i czy klepać się będziem z nimi po pyskach czy po plecach.
- Trza nam iść na górę z tym fajfusem na szczycie. Gdziesik tam wejście musi być. Gumsha niech zostanie z przydupasem rycerza i strawę gotuje. Jak wrócimy będzie po konie i juki gorący posiłek będzie jak znalazł. My tymczasem obaczymy, kto tu mieszka i czy klepać się będziem z nimi po pyskach czy po plecach.
-Panie Grag,u nas w cywilizowanym świecie nawet giermek jest szlachetnie urodzony-żachnął się tan Gonzor-nie jestem żadnym przydupasem rycerza jeno szlachcicem w służbie swego seniora,którym to jest tutaj obecny Tan Dino Berghar zwany Niezłomnym. Przydupasem to jest ta wasza goblińska kochanica albowiem ciągnię się za nami niczym smród. I nie wam mnie rozkazywać tylko memu panu. Poczekajmy co on postanowi. Jesli uzna że mam pilnować jego dobytku i waszych ufajdanych gaci pospołu z tą szpetną fafluniącą babą to spęłnię jego polecenie.-tu ork spojrzał wymownie na swego seniora,oczekując jego reakcji.
Spokojnie Goznorze, i Ty się nie miotaj Grag - rycerz zawczasu zmitygował barbarzyńcę, gotów do reakcji, gdyby sytuacja stała się gorąca - półolbrzymy z gór pewnie mają samych przydupasów, to i na cały świat swoje pojmowanie rozciągnęli. A Grag na pewno będzie wdzięczny za opiekę nad swoją damą, mimo, że czasem wydaje się jakby nie zasłużył na taką dobroć z naszej strony. Musisz mu wybaczyć nieokrzesanie, ale maniery zachowaj. I cieszę się, że wiesz kogo polecenia wykonywać.
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Grag spozierał zdziwiony to na Gonzora to na Berghara. Z nieznanych powodów wydawali się być rozdrażnieni. Zaczęli używać trudnych słów i czerwienić.
Grag od dłuższego czasu podejrzewał, że jego nauczyciel języka wspólnego, sam nie pojmował go zbyt dobrze. Dalsze nauki u boku ojca i na wyprawach łupieskich też mogły przynieść jakąś błędną interpretacje słów.
Pamiętał do dziś jak musiał obić ryja jednemu szlachetce po tym jak ten rzucił się na niego bez powodu , po tym jak Grag pochwalił urodę jego żony. Widać stwierdzenie:
- Fajną masz dziwkę! - niosło ze sobą jakąś dwuznaczność.
Grag nie miał czasu, ani ochoty wnikać w lingwistyczne niuanse.
- Robim, jak rzekłem. Sam żeś słyszał, że rycerz się zgodził - powiedział do giermka, machnął ręką urywając dalsze dyskusje i ruszył w góry.
Grag od dłuższego czasu podejrzewał, że jego nauczyciel języka wspólnego, sam nie pojmował go zbyt dobrze. Dalsze nauki u boku ojca i na wyprawach łupieskich też mogły przynieść jakąś błędną interpretacje słów.
Pamiętał do dziś jak musiał obić ryja jednemu szlachetce po tym jak ten rzucił się na niego bez powodu , po tym jak Grag pochwalił urodę jego żony. Widać stwierdzenie:
- Fajną masz dziwkę! - niosło ze sobą jakąś dwuznaczność.
Grag nie miał czasu, ani ochoty wnikać w lingwistyczne niuanse.
- Robim, jak rzekłem. Sam żeś słyszał, że rycerz się zgodził - powiedział do giermka, machnął ręką urywając dalsze dyskusje i ruszył w góry.
Górska ścieżka biegnąca na szczyt była kiedyś pieczołowicie wykuta w tutejszych skałach. Miejscami jeszcze widać kunszt krasnoludzkich kamieniarzy,jednak w znakomitej większości czas oraz pogoda zatarły ślady rzemieślniczej roboty. W miejscach gdzie na drodze zalegał śnieg widać było odciśniętę głębokie ślady.
Barbarzyńca od razu przypadł do ziemi,uważnie oglądając pokaźne wgłębienia. Sobie tylko znanymi sposobami ocenił trop po czym wstając obwieścił:
-Czterech ludzi lub coś podobnego. W wojskowych trepach,szli noga w nogę. Schodzili na dół. Pewno wcześniej niż leziem my.
Ścieżka tworzy ostatni stromy zakręt wiodąc do litej skały. Wąska smuga dymu zniknęła z pola widzenia. Zbocze po prawej stronie jest bardzo strome,po lewej zaś niebezpiecznie opada w dół. Na ostatnich metrach szlaku widać wszędzie pokruszone skały oraz różne odpadki-porzucone bukłaki,resztki kości i porozbijane beczki. Wyżej ścieżka ostro skręca wychodząc na skalną półkę. I na tej półce właśnie Grag zauważył straże. Dwóch odzianych w futrzane ubrania orków dreptających w miejscu prowadziło dość ożywioną rozmowę.
Barbarzyńca od razu przypadł do ziemi,uważnie oglądając pokaźne wgłębienia. Sobie tylko znanymi sposobami ocenił trop po czym wstając obwieścił:
-Czterech ludzi lub coś podobnego. W wojskowych trepach,szli noga w nogę. Schodzili na dół. Pewno wcześniej niż leziem my.
Ścieżka tworzy ostatni stromy zakręt wiodąc do litej skały. Wąska smuga dymu zniknęła z pola widzenia. Zbocze po prawej stronie jest bardzo strome,po lewej zaś niebezpiecznie opada w dół. Na ostatnich metrach szlaku widać wszędzie pokruszone skały oraz różne odpadki-porzucone bukłaki,resztki kości i porozbijane beczki. Wyżej ścieżka ostro skręca wychodząc na skalną półkę. I na tej półce właśnie Grag zauważył straże. Dwóch odzianych w futrzane ubrania orków dreptających w miejscu prowadziło dość ożywioną rozmowę.