To wam nie przeszkadza?

ghasta
Reactions:
Posty: 2356
Rejestracja: 29 września 2010, 23:48
Has thanked: 3 times
Been thanked: 9 times
Kontakt:

Post autor: ghasta » 15 lipca 2013, 09:13

Widzisz twój rycerz walczył walczył na tej przeleczy a w tym asamym miejscu postawiony mag wysmazylby przeciwników 5x szybciej i nawt by się nie spocil. A polbog i bez przemian dostaje mocne czary.
Nie miałem problemów z powstrzymaniem przepakowanych graczy, zaś graczy najzwyczajniej głupich zabija się zawsze bez żadnego problemu. Jednak zrzucanie na uber druzyne ciągle absurdalnych wyzwań jest bez senau. Nawet jeśli będziemy ignorowali wpływ takowych na świat. Bo robi się to po prostu nudne. Siedzi ten mg i kmini, hmm pincet strzyg było, smok był, 20 poz czarnoksieznik był, to teraz martwiaczy smok strzyga czrnokieznik! Bosz ale jestem pomysłowy!
Zlewa się to w jedną masę mega wrogów pamietanych jako naciecoa na broni czy amulecie. Zaś później sztucznie ograniczanie graczy aby zagrać sensowną przygode między superwyzwaniami jes bez sensu. Po pokonaniu takiego smoka gracze stają się niegrywalni bo wszyscy o tym wiedzą. No chyba że to pulp fantasy gdzie zavicie smoka czy powstrzymanie hordy sharanow osbywa aie na porządku dziennym.

O ile jeszcze w kc zawsze znajdzie się sposób na utemperowanie graczy to wiele systemów fantasy i nie tylko załamuje się na tym. Warhamer jest świetnym przykładem, lub światy white wolfa.

p.s.
Sorki za literowki, pisze z tel

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 16 lipca 2013, 07:59

Ja też miło wspominam pierwszą ekipę z jaką graliśmy i swoich pierwszych bohaterów, fakt były przegięcia z naszej strony ale ogólnie grało się świetnie, po prostu cieszyliśmy się zabawą.
Co do gry wysokimi POZ to też nie było problemu z tym tylko MG miał dla Naszych postaci już inne zadania na wyższym szczeblu, wystarczyło podnosić delikatnie poprzeczkę dla Naszych postaci i gra była świetna:-)
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
wasut
Reactions:
Posty: 745
Rejestracja: 25 stycznia 2009, 18:16
Lokalizacja: Kraków
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/wasut
Has thanked: 2 times
Been thanked: 2 times

Post autor: wasut » 16 lipca 2013, 15:49

Powergaming i powergrinding i naciąganie zasad - jak ktoś lubi to czemu nie - liczy się zabawa - ja tak nie lubię.
Jak już gdzieś tutaj pisałem postacie w mojej drużynie po przekroczeniu 10-15 poziomu przechodziły na ręce MP jako NPC i ubarwiały świat - a my graliśmy albo ich potomkami albo jakąś dalszą rodziną z czego zawsze tworzyło się bardzo ciekawe tło.

Postaci rzędu 50lev w jakiejkolwie profesji sobie nie wyobrażam dla mnie zawsze jakimś takim wyznacznikiem szklanego sufitu była rada Ostrogaru i to takie poziomy obieraliśmy w naszej ekipie jako odnośnik. Oczywiście pojawiali się i wyżsi levelowo NPC ale jednak to byli bohaterzy o skali legendy.

No ale Rikandur zaprezentował nam heroic pełną gębą i to przez duże H, choć lekko trąci munchkinem.

Awatar użytkownika
Rikandur
Reactions:
Posty: 392
Rejestracja: 06 lipca 2013, 21:40
Has thanked: 36 times
Been thanked: 3 times

Post autor: Rikandur » 16 lipca 2013, 20:44

@Ghasta, to dawaj im rzeczy niemożliwe do zrobienia jednym-dwoma zaklęciami. A co do tej przełęczy ... wątpię by mag na tym samym POZ, gdyby musiał bronić bandy nieudaczników i nie mógłby komfortowo się poruszać tylko stać jak kołek i tłuc, załatwić takiej rzeszy Sharanów. Przeciętny PM w amulecie nie starcza, a jak mu UM ze zmęczenia uderzy w podłogę, to koniec. Poza tym nasz drużynowy mag to był delikatny i on w takiej rąbance by został zmielony. Ja zwyczajnie, od ciosów które do mnie doszły, nie dostawałem obrażeń. Mag nie miał takich szkoleń ani tym bardziej wyparowań. On by został zjedzony odpaliwszy 2-3 szybkie zaklęcia. Tam były setki Sharanów. Sam przynajmniej tyle musiałem załatwić a mniej więcej co 10 mnie raz trafiał i zadawał to 1 uszkodzenie mojej mistrzowskiej zbroi odlewanej. Ja utłukiwałem jednego na atak a nawet zamaszystych ciosów nie robiłem. Amulet dostępny na rynku nie pomieści PM potrzebnego do załatwienia tylu ... a ja jeszcze wcześniej szalałem po nich na magicznym wierzchowcu, ale go padalce zjadły ... ale po grzyba Ci opowiadam ? I tak mag może to milion razy lepiej zrobić wg. Ciebie.

Troszkę się wpieniłem że mój heroiczny moment tak zdeprecjonowałeś, wybacz jadzenie.

A propo heroicznych momentów i maga z mojej drużyny, miał swoje ... i nie to nie było "Łubudubu i po potokach odpisuje X PM z amuletu." ale również z tych gdzie trzeba życiem zaryzykować bez gwarancji. Bo ja byłem przekonany że na tej przełęczy zginę, jak mój konik, bo jeden dwa krytyki i padłbym ...

@Mordimer, no właśnie o to chodzi. Powyżej pewnego POZ, a w KC jest nim 10 POZ, przestajesz być byle szmondakiem. I albo zostajesz bohaterem narodowym -> największym księciem w historii Get-War-Garu, albo jak z nikim się nie liczysz to jak ten licz zakichany w D&D siedzisz w wieży i czekasz pokornie aż banda "bohaterów" przylezie i ci wklepie. Albo Katan się ruszy i Ci wpierniczy Przemianą w Żabę. Mi raz się zdarzyła taka mini-przygoda jak mnie jakaś wredna baba otruła magiczną toksyną bo się z niej smiałem, i musiałem jako zajec przed moimi własnymi smoczkami zwiewać bo im się zdawało żem przegryzka. A jak wszyscy polewali jak mi fizyczne statstyki wylądowały na poziomie zwykłego szaraka polnego. Został mi po tej wstrząsającej przygodzie, bo matołki z drużyny tylko szczuły maluchy za mną przekonane że jeszcze pijaństwo odsypiam, wielki smak na marchewki. :D

@Wasut, dobrze kombinujesz. Rada Ostrogaru, jak dla mnie, również jest szklanym sufitem. Jak raz tamtejszy rycerz ... ten jakiśtam wpadł do mnie na audiencję i poprosił o szkolenie to mi normalnie wstyd było. A jeśli chodzi o min/maxing ... przyznaję się do grzechów. Moja drużynka, tak od 15 POZ zaczęła na potęgę używać wszelkich możliwych trików by się pakować. Najlepszy sprzęt jaki złoto daje, smocze zioła, magiczne zioła, narkotyki, księgi wiedzy, mikstury ... zwłaszcza te super-rzadkie trwale działające, szkolenia specjalne jakie były w MiM-ie wszyscy przeszliśmy. Plus MG pozwolił nam na doszkalanie się w Zawodach, jak mieliśmy wolne MD.

No i ja ganiałem z pasem Tytaniej siły, a 800 SF to nie w kij dmuchał. Plus "mitrylowa" maczuga co ją ten skąpiec mag udanie przerobił na artefakcik 3 stopnia. ;)

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 17 lipca 2013, 07:36

@Rikandur no aż tak to nie mieliśmy dobrze, żeby każdy z Nas miał dopalacze ale ja piszę tak o poz 20 nigdy więcej nie doszliśmy dalej bo stwierdziliśmy, że Nasze postaci mogą przejść do historii Orchii jako jej bohaterowie.
Nie powiem było śmiesznie, zabawnie czasem szczęki opadały co koledzy wymyślali ale ogólnie miło wspominam swoja pierwsza postać.
Książę reptylion Gwardzista/zabójca oj co on wyprawiał:-)
Morgi grał Kapłanem/Czarnoksięznikiem i wskrzeszał wszystkim na potęgę:-) biegał z puklami Naszych włosów, paznokciami itp.
Drugi kumpel grał Półolbrzymem Barbarianem który miał farta w losowaniu BGŁ i maxa miał w kamieniach do tego był rzeźbiarzem mistrzem LOL więc sam sobie robił te kamienie, pikuś jeszcze z tym był na małych POZ ale jak jego postać zaczęła awansować to zamiast w torbie te kamienie lub przy koniu wozić zmajstrowaliśmy mu specjalny rydwan i tam woził już 3-4 GŁazy i w razie czego hop Barbarian z wozu=koniom lżej a on za głazy i.......
Pamiętam jak pierwszy raz zdobyliśmy jakiś mały kasztel na Czerwonych Pustkowiach i wtedy się zaczęło, szukanie najemników, robienie inwentarza, szkolenie wojska itp....A sama organizacja:-)
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
Rikandur
Reactions:
Posty: 392
Rejestracja: 06 lipca 2013, 21:40
Has thanked: 36 times
Been thanked: 3 times

Post autor: Rikandur » 17 lipca 2013, 09:10

A rzeźbił te swoje Głazy ładnie i estetycznie ? :D

Hehe, nasz Kapłan naszych nie wskrzeszał. Bo innowiercy, musieliśmy pełzać do odpowiednich kapłanów NPC-ów. Aż się nam odechciało i zwyczajnie losowaliśmy nowego kolesia albo zastępowało się go jednym z popleczników który "udowadniał" że spadek jemu się należy.
A winny pogoni reszty graczy za dragami był w gruncie rzeczy MG, bo się wystraszył jak wylosowaliśmy księgę wiedzy ... to powiedział że to traktat o zielarstwie i wszelakich rzadkich gatunkach takich. A jak po "Smoczym Prawie" miałem małą hodowlę smoczysk to i kupka się na smocze zielsko znalazła i rynki zbytu ... a drużynowy "alchemik" przestał bimber pędzić a zielsko dla Zagara robić. A jak się skumał ile te dziadostwo kosztuje to zaczął liczyć ... mi po kosztach, gdyż byłem właścicielem "szklarni". Tak więc wcale się nie dziwię gdy gracze, I ja, jeszcze bardziej byliśmy uparci na to by nasze postacie żyły długo, wbrew wszystkiemu i pomimo kolekcji klątw jaką zebrało się po drodze.

Jakkolwiek budowanie zamku-ogrodu ze szkła to była przygoda w której się wszyscy troszeczkę zagubieni czuli, bo to ogromna inwestycja była ... a znikąd uzupełnić. No i kilka latek zeszło w niemal sielankowej atmosferze bo nikt nie zaczepiał. Okoliczni Czarni Rycerze byli zajęci łapaniem szwendających się martwiaków powstałych w czasie Smoka Grozy (a tego się dało ugłaskać skarbami na tyle aż go Zagar przemianami zamknął w pudełku ... które się przetransportowało i Katanowi na podołek dało w prezencie. Katan ponoć wysłał toto do Imperium Czerwonego Zmierzchu) i gracze którym bohaterkowie padli doszkalali nowe postacie (a jako krewni/znajomi mieli dużo startowych ulg w postaci kasy i dostępu do miłych dodatków) wzięte z pomiędzy stronników i krewnych.

Co do drużyny:Mój Ksiażę Cedryk, reptilionek łowca co go złośliwie harpia z dachu zrzuciła i wpadł do studni, ten włamyhobbit z podstawki zastąpiony później asasynem pół-orkiem co się w alchemię bawił pomimo anatem Glidii Zielarzy, barbarzyńca półolbrzym zastąpiony później głównym złym włamyhobbita goblinem Burgabą czy jak mu tam było w każdym razie Kupcem mafiozem, elfi mag Silvaran co z wiekiem zaczął pić, półbóg Zagar co miał chyba nawet własny kościół i miał zatargi z Gotham-Goritami (bo się jako bóg kowalstwa w metalu babrał więc się klechy jak kocury stroszyły) i był najpakerniejszą postacią jaką kiedykolwiek widziałem w KC a jego srebrny młotek miał status "artefaktu" pomimo bycia chyba jedyną niemagiczną bronią w drużynie. Ten wredny sknera krasnoludzki, czyli kapłan, no i jeszcze ten MiM-owy czarnoksiężnik półelf z Tagary Ciemnej co go klątwa w blondynę zamieniła.

Jak układało Ci się z Czarnymi Rycerzykami z okolicy (jeśli mnie pamięć nie myli) ?

A tak żeby nie był totalny off-top: Wpieniają mnie (jako MG i gracza) zasady robienia magicznych przedmiotów, bo wiele z nich to może powstać wyłącznie przypadkowo jak się krytyka na majsterkowaniu rzuci ... i MG zdecyduje że to nie czas na bombowe zabawki.
Ostatnio zmieniony 17 lipca 2013, 09:32 przez Rikandur, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 17 lipca 2013, 09:37

Z Rycerzami? Najpierw były podarunki i byliśmy ich lennikami ale w miarę rozrastania się Naszych ziem i wojsk to już po kolei braliśmy się za nich, np kilku daliśmy więcej kasy aby się nie mieszali, a kilku podsunęliśmy jakąś info o karawanie ze złotem czy tym podobnym badziewem i wtedy szybko braliśmy się za jednego czy dwóch, ale to były wtedy początki gry, więc przede wszystkim liczył się wygrzew, litry krwi i liczenie pokonanych wrogów na liście którą miał nasz kapłan:-)
Pamiętam też sytuację gdy Nasz kapłan/czarnoksiężnik w przygodzie (wyspa podzielona była na dwie frakcje zwalczające się dobro vs zło) i My pojechaliśmy najpierw na część wyspy zajmowanej przez złe moce (czytaj: martwiaki i inne stwory ciemności) i tam zapytani zostaliśmy w mowie martwiaków po co tutaj przybyliśmy a no to Nasz k/c i tu dosłowny cytat poleci:
-Jak to nie wiesz po co? Święta misja, wielka misja, bardzo wielka misja!
Chwila pauzy reszta ekipy czeka co k/c po zawieszeniu swojego poważnego głosu powie i:
-Przyjechałem kupić martwiaka!
I jak ten tekst poszedł to 2 godziny sesji z głowy były, takiej głupawki dostaliśmy, że Ja sam stwierdziłem, że moja postać spada z konia, masakra normalnie była!
Ostatnio zmieniony 17 lipca 2013, 19:55 przez mordimer00, łącznie zmieniany 1 raz.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

ODPOWIEDZ