PBF - Góra Szeptów
-Dajcie mnie to zrobić-ogromna mutantka roztrąciła stojących nad pogryzionym Pałą konowałów. Siedzący na ziemi cargo kurczowo ściskał zdobycz w obawie że ktoś mu ją zabierze.
-Pała-westchnęła Trzyłapka-odłóż to paskudztwo jeśli łaska bo dam po łapach-uśmiechnęła się wielorzędowym uzębieniem w stronę umorusanego mutanta wyciągając do niego w geście przyjaźni dłoń z widniejącym cukierkiem.
-Obiecałam,a teraz siedź spokojnie i daj się obejrzeć zanim padniesz nam na jakiegoś syfa albo przywleczesz coś za sobą.-zaczęła gmerać w swoich rzeczach w poszukiwaniu medykamentów.
-Pała-westchnęła Trzyłapka-odłóż to paskudztwo jeśli łaska bo dam po łapach-uśmiechnęła się wielorzędowym uzębieniem w stronę umorusanego mutanta wyciągając do niego w geście przyjaźni dłoń z widniejącym cukierkiem.
-Obiecałam,a teraz siedź spokojnie i daj się obejrzeć zanim padniesz nam na jakiegoś syfa albo przywleczesz coś za sobą.-zaczęła gmerać w swoich rzeczach w poszukiwaniu medykamentów.
Dryg 3 Łatanie 4 i korzystam z Zaradnego Chirurga. Ja się będzie Pała wydzierał znieczulam go albo jego ustrojstwem z wężykami albo piąchopiryną.
Pała powolnym ruchem drżąc nieco wskutek zbierającego się nad nim kłębowiska odłożył zdobycz, nie spuiszczając jej jednak z oka. Nie bardzo rozumiał powód nagłego zainteresowania wszystkich jego osobą, akurat teraz gdy wrócił z żarłem.
Dodatkowo Trzyłapka dawała mu cukierasa- kroiło się coś baardzo dziwnego..
Dodatkowo Trzyłapka dawała mu cukierasa- kroiło się coś baardzo dziwnego..
Czujnie, ze strachem w oczach Pała poddaje się kuracji.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Oczyszczalnia ścieków, poziom -6
Wszyscy uczestniczący w wyprawie śmiałkowie zabrali ze sobą plastikowe pojemniki z czystą wodą, słusznie obawiając się pragnienia wywołanego ciężkim fizycznym wysiłkiem. Trzyłapka zarekwirowała ten zapas bez chwili wahania, odkręcając pojemniku za pojemnikiem i wylewając cenną ciecz wprost na ślady po ugryzieniach znaczące skórę Pały. Zastraszony przez nią mutant siedział bez ruchu na krawędzi zbiornika, nie ważąc się nawet głośniej odetchnąć.
Opłukawszy rany z grożących paskudną infekcją ekskrementów Trzyłapka wyciągnęła z kieszeni swego kombinezonu jakieś w miarę czyste szmatki i gaziki, przyklejając je plastrami do cielska Pały.
- Teraz siedź i się nie ruszaj - prychnęła dokonawszy swego dzieła, podnosząc się z kucek i łapiąc za swój wielki łom - Mamy ciągle jeszcze robotę do skończenia.
Wszyscy uczestniczący w wyprawie śmiałkowie zabrali ze sobą plastikowe pojemniki z czystą wodą, słusznie obawiając się pragnienia wywołanego ciężkim fizycznym wysiłkiem. Trzyłapka zarekwirowała ten zapas bez chwili wahania, odkręcając pojemniku za pojemnikiem i wylewając cenną ciecz wprost na ślady po ugryzieniach znaczące skórę Pały. Zastraszony przez nią mutant siedział bez ruchu na krawędzi zbiornika, nie ważąc się nawet głośniej odetchnąć.
Opłukawszy rany z grożących paskudną infekcją ekskrementów Trzyłapka wyciągnęła z kieszeni swego kombinezonu jakieś w miarę czyste szmatki i gaziki, przyklejając je plastrami do cielska Pały.
- Teraz siedź i się nie ruszaj - prychnęła dokonawszy swego dzieła, podnosząc się z kucek i łapiąc za swój wielki łom - Mamy ciągle jeszcze robotę do skończenia.
Trudność testu wyniosła 5. Dryg Trzyłapki 3, do tego 1k12. Wyrzuciłem w sumie 11. Rany opatrzone, do tego wyleczony 1 pkt. obrażeń.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Oczyszczalnia ścieków, poziom -6
Obwiązana w pasie liną i asekurowana przez walczących z wymiotami towarzyszy, Trzyłapka wróciła ostrożnie na na śliski serwisowy pomost przylegający do zatkanego odpływu, ściskając palcami swój ubrudzony tu i ówdzie krwią łom. Świeże wspomnienie wyskakującego ze ścieku stwora nie dawało jej spokoju, toteż zwężone w szparki oczy mutantki co chwila śledziły uważnie bulgoczącą powierzchnię zbiornika.
Nic nie zdradzało ukrytej obecności innego rybozwierza, toteż nie tracąc czujności Trzyłapka zaczęła gmerać łomem w zaskorupiałych odchodach, drugą ręką świecąc sobie latarką, trzecią zaś trzymając się jednego z prętów kratownicy.
Atakowane z dziką zajadłością, ekskrementy zaczęły w końcu ulegać posępnej sile mutantki, ześlizgując się z powrotem w otchłań spienionego zbiornika.
- Dobrze ci idzie - wycharczał Zadzior, zaciskający palce jednej dłoni na skrzydełkach swego nosa i spazmatycznie łapiący powietrze ustami - Dalej, sprężaj się!
Niezadowolona z obcesowego ponaglania, Trzyłapka wydała z siebie niski pomruk, zrodzony gdzieś w głębi jej przepastnej gardzieli i półzwierzęcy w swym złowrogim brzmieniu. Zmieniając uchwyt dłoni na łomie mutantka wraziła narzędzie w śmierdzącą niemiłosiernie breję, odrywając od skorupy kolejny jej kawał.
Zadzior i Blizna stali najbliżej Trzyłapki, ale przez wzgląd na kiepskie oświetlenie nawet oni nie zrozumieli w pierwszej chwili, co takiego właściwie się stało. Ogromna mutantka znieruchomiała, a potem cofnęła się od kratownicy niczym oparzona, wymachując gwałtownie wszystkimi trzema rękami.
- Co jest?! - krzyknęła przestraszona Blizna, podświadomie spodziewając się ataku następnych rybostworów - Co?!
- Poczuliście to?! - wychrypiała z nutą nieudawanego lęku Trzyłapka - Czy wy też to poczuliście?!
Obwiązana w pasie liną i asekurowana przez walczących z wymiotami towarzyszy, Trzyłapka wróciła ostrożnie na na śliski serwisowy pomost przylegający do zatkanego odpływu, ściskając palcami swój ubrudzony tu i ówdzie krwią łom. Świeże wspomnienie wyskakującego ze ścieku stwora nie dawało jej spokoju, toteż zwężone w szparki oczy mutantki co chwila śledziły uważnie bulgoczącą powierzchnię zbiornika.
Nic nie zdradzało ukrytej obecności innego rybozwierza, toteż nie tracąc czujności Trzyłapka zaczęła gmerać łomem w zaskorupiałych odchodach, drugą ręką świecąc sobie latarką, trzecią zaś trzymając się jednego z prętów kratownicy.
Atakowane z dziką zajadłością, ekskrementy zaczęły w końcu ulegać posępnej sile mutantki, ześlizgując się z powrotem w otchłań spienionego zbiornika.
- Dobrze ci idzie - wycharczał Zadzior, zaciskający palce jednej dłoni na skrzydełkach swego nosa i spazmatycznie łapiący powietrze ustami - Dalej, sprężaj się!
Niezadowolona z obcesowego ponaglania, Trzyłapka wydała z siebie niski pomruk, zrodzony gdzieś w głębi jej przepastnej gardzieli i półzwierzęcy w swym złowrogim brzmieniu. Zmieniając uchwyt dłoni na łomie mutantka wraziła narzędzie w śmierdzącą niemiłosiernie breję, odrywając od skorupy kolejny jej kawał.
Zadzior i Blizna stali najbliżej Trzyłapki, ale przez wzgląd na kiepskie oświetlenie nawet oni nie zrozumieli w pierwszej chwili, co takiego właściwie się stało. Ogromna mutantka znieruchomiała, a potem cofnęła się od kratownicy niczym oparzona, wymachując gwałtownie wszystkimi trzema rękami.
- Co jest?! - krzyknęła przestraszona Blizna, podświadomie spodziewając się ataku następnych rybostworów - Co?!
- Poczuliście to?! - wychrypiała z nutą nieudawanego lęku Trzyłapka - Czy wy też to poczuliście?!
Nie wiem, co właściwie o tym sądzicie, ale Trzyłapka sprawia wrażenie autentycznie przestraszonej!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Oczyszczalnia ścieków, poziom -6
Ściskając oburącz własny łom, Rzeźnik postąpił o kilka kroków do przodu pochylając się nad krawędzią zbiornika i szukając wzrokiem źródła przestrachu Trzyłapki. Siedzący tuż obok Pała ponownie złapał upolowanego przez siebie rybozwierza, przycisnął śliskie od brei cielsko dziwacznego zwierzęcia do piersi tuląc je na podobieństwo ojca kołyszącego w ramionach dziecko.
- Co się dzieje?! - krzyknął Rzeźnik podążając wzrokiem za snopami światła rzucanymi przez trzy pracujące w rytm naciskanych gwałtownie dynam latarki.
Ściskając oburącz własny łom, Rzeźnik postąpił o kilka kroków do przodu pochylając się nad krawędzią zbiornika i szukając wzrokiem źródła przestrachu Trzyłapki. Siedzący tuż obok Pała ponownie złapał upolowanego przez siebie rybozwierza, przycisnął śliskie od brei cielsko dziwacznego zwierzęcia do piersi tuląc je na podobieństwo ojca kołyszącego w ramionach dziecko.
- Co się dzieje?! - krzyknął Rzeźnik podążając wzrokiem za snopami światła rzucanymi przez trzy pracujące w rytm naciskanych gwałtownie dynam latarki.
Maciej78 już wie, co się stało, więc poczekajmy cierpliwie na jego wpis...
-To bramy piekielne się otwierają-wyszeptała pełnym przerażenia głosem Trzyłapka.
-Rozjuszyliśmy Szatana albowiem pokonaliśmy jego pomiot piekielny. Zaprawdę powiadam Wam,teraz on wyśle przeciw nam swe legiony.
Mutantka złapała ręką pęk swoich świętych talizmanów
-Uchroń nas,Panie od zła wszelkiego bośmy Twymi dziećmi i wybrańcami. My jesteśmy Twoją gorliwą trzódką-potoczyła pełnym żaru i obłędu wzrokiem po zgromadzonych,zacisnąwszy wielką nieforemną dłoń na łomie i pogroziła wszystkim którzy w tej chwili nie odwoływali się do Pana.-Do Ciebie,Panie modły wznosimy i Ciebie prosimy o łaskę.
-Rozjuszyliśmy Szatana albowiem pokonaliśmy jego pomiot piekielny. Zaprawdę powiadam Wam,teraz on wyśle przeciw nam swe legiony.
Mutantka złapała ręką pęk swoich świętych talizmanów
-Uchroń nas,Panie od zła wszelkiego bośmy Twymi dziećmi i wybrańcami. My jesteśmy Twoją gorliwą trzódką-potoczyła pełnym żaru i obłędu wzrokiem po zgromadzonych,zacisnąwszy wielką nieforemną dłoń na łomie i pogroziła wszystkim którzy w tej chwili nie odwoływali się do Pana.-Do Ciebie,Panie modły wznosimy i Ciebie prosimy o łaskę.
-Niewierny Tomaszu-ryknęła Trzyłapka,oskarżycielsku wskazując Bliznę-Człeku małej wiary! Powiadam Ci,bluźnisz i w piekle skończysz...Zresztą już tam zmierzasz a ono cie woła! Pożąda Twej duszy i Twego ciała aż całe ściany drżą co odczuwamy ąz tutaj. Ręka diabelska już po ciebie sięga,bo owe kraty-wymierzyła łom w kierunku kratownic-całe dygocą,usiłując ją powstrzymać.
-Gniew pański,powiadam-gwałtownie gestykulując mutantka pokazała ścianę z kratownicą.-Wszystko się trzęsło,cała ściana. Diabła,mówię,rozjuszyliśmy i teraz on po nas idzie. Módlcie się by się przed Bogiem ukorzyć aby ten nas ochronił przed zgubą-zaczęła gwałtownie wymachiwać łomem,powodując że stojący najbliżej przezornie odsuwali się kilka kroków. Na szczęście tym razem w swym świętym szale Trzyłapka nikomu krzywdy nie wyrządziła...tym razem...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Oczyszczalnia ścieków, poziom -6
Nie rozumiejąc z bełkotu Trzyłapki żadnego słowa, Zadzior pozostawił linę na łasce Blizny i wskoczył z wielką dozą ostrożności na zajmowany przez mutantkę śliski pomost.
- Nie wymachuj tak tym łomem, bo mi łeb rozwalisz! - zasyczał świecąc przed siebie latarką w poszukiwaniu źródła lęku Trzyłapki. Wbrew jej podekscytowanym słowom Zadzior nie poczuł żadnego trzęsienia ziemi, żadnego poruszenia gruntu mogącego zdradzać niedawne otwarcie mitycznych bram piekielnych.
Rozhisteryzowana olbrzymka zamilkła na chwilę, cofnęła się o kilka kroków nie chcąc stawać zbyt blisko Zadziora - czy to w obawie, że ich połączony ciężar zarwie fragment kładki czy też czując nagłą niechęć do przebywania w bliskim sąsiedztwie potencjalnego grzesznika, tego mężczyzna nie wiedział.
Zadzior poświecił latarką w głąb tajemniczego odpływu, zmrużył oczy próbując tam cokolwiek dostrzec. Nie chcąc stracić równowagi złapał lewą dłonią za jeden z prętów kratownicy.
- O co ci cho... - zaczął, ale znienacka urwał w pół słowa.
Chłodna metalowa krata poruszyła się ledwie wyczuwalnie, przez kilka sekund drżąc delikatnie, wibrując w uścisku zdumionego Zadziora. Nim mężczyzna zdążył cokolwiek wykrztusić, pręt ponownie znieruchomiał.
Nie rozumiejąc z bełkotu Trzyłapki żadnego słowa, Zadzior pozostawił linę na łasce Blizny i wskoczył z wielką dozą ostrożności na zajmowany przez mutantkę śliski pomost.
- Nie wymachuj tak tym łomem, bo mi łeb rozwalisz! - zasyczał świecąc przed siebie latarką w poszukiwaniu źródła lęku Trzyłapki. Wbrew jej podekscytowanym słowom Zadzior nie poczuł żadnego trzęsienia ziemi, żadnego poruszenia gruntu mogącego zdradzać niedawne otwarcie mitycznych bram piekielnych.
Rozhisteryzowana olbrzymka zamilkła na chwilę, cofnęła się o kilka kroków nie chcąc stawać zbyt blisko Zadziora - czy to w obawie, że ich połączony ciężar zarwie fragment kładki czy też czując nagłą niechęć do przebywania w bliskim sąsiedztwie potencjalnego grzesznika, tego mężczyzna nie wiedział.
Zadzior poświecił latarką w głąb tajemniczego odpływu, zmrużył oczy próbując tam cokolwiek dostrzec. Nie chcąc stracić równowagi złapał lewą dłonią za jeden z prętów kratownicy.
- O co ci cho... - zaczął, ale znienacka urwał w pół słowa.
Chłodna metalowa krata poruszyła się ledwie wyczuwalnie, przez kilka sekund drżąc delikatnie, wibrując w uścisku zdumionego Zadziora. Nim mężczyzna zdążył cokolwiek wykrztusić, pręt ponownie znieruchomiał.
Wstrząs się powtórzył, czego świadkiem był tym razem Zadzior. Delikatna króciutka wibracja, wieszcząca jakiś odległy ruch gruntu... czymkolwiek by to nie było...