PBF - Góra Szeptów

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 sierpnia 2013, 18:55

Nadwodne zaułki, zniszczona osada

Biegnący ostrożnie Cichy wysunął się na czoło trójki, omiatając przestrzeń przed sobą lufą rewolweru. Na ściągniętej niespokojnym grymasem bladoskórej twarzy łowcy rysował się grymas posępnej determinacji i jakiejś dziwnej złości. Poruszając się na ugiętych w kolanach nogach, trzej przybysze z Enklawy przemknęli w szaleńczym tempie przez główną uliczkę zniszczonej osady, korzystając z faktu, że uwaga bezlitosnych obcych zaprzątnięta była wyłącznie osobą ostrzeliwującego się zawzięcie Rzeźnika. Nikt nie dostrzegł trzech gnających na złamanie karku postaci, które natychmiast zniknęły w wąskich przejściach pomiędzy zbudowanymi z gliny, kamieni i blachy domków po przeciwnej stronie wioski.

Przeskakując zwinnie nad leżącymi tu i ówdzie ciałami, pokrytymi czarnym całunem żerujących w promieniach słońca much, Cichy i jego towarzysze prześlizgnęli się kilkanaście metrów w kierunku kryjówki obcych, bezpiecznie odgrodzeni od nich ścianami domostw. Odległa o kilka kroków ciemna tafla jeziora poruszała się dotykana delikatnymi podmuchami wiatru, przywodząc na myśl plamę rozlanego w ciemnym korytarzu silnikowego oleju.

Przyciskając plecy do rogu następnego budynku, Cichy wychylił się zza węgła z wyciągniętą przed siebie uzbrojoną dłonią. Oczom łowcy okazał się widziany kawałek dalej placyk, a poza nim zbocze wzniesienia, z wysokości którego jeszcze niedawno cała grupa obserwowała w napięciu okupujących osadę najeźdźców. Walczący z Rzeźnikiem ludzie w maskach wciąż pozostawali poza zasięgiem wzroku łowcy, ukryci za budynkiem, ale Cichy zapomniał o nich na ułamek chwili, dostrzegając pośrodku uliczki kształt, na widok którego w jednej chwili zaschło mu w gardle.

- Gdzie... - wyrzuciła z siebie podniesionym szeptem Blizna, która wyślizgnęła się zza pleców łowcy z uniesionym wysoko nożem - O Boże... o Jezu...
Od strzelców dzieli Was bardzo krótki dystans - albo przesuniecie się do krawędzi placyku bieżącą uliczką, by ostrzelać zza węgła ich prawą flankę albo obejdziecie tyłem sąsiedni budynek, by znaleźć się na następnej uliczce wychodzącej wprost na plecy obcych... tyle, że natrafiliście właśnie na coś... interesującego...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 sierpnia 2013, 19:21

Rybacki składzik, zniszczona osada

Powtarzając przez zaciśnięte zęby mantrę mającą uwolnić go od przeraźliwego bólu, Rzeźnik pociągnął za gałkę rygla i wyrzucił z komory karabinu następną łuskę. Przez chwilę zdawało mu się, że czas zwolnił znienacka swój bieg, że lśniący niespotykaną czystością kawałek mosiądzu spada na podłogę w niewysłowienie powolnym tempie, odbijając się od niej pośród dźwięcznych brzęknięć.

Pocięta nożem oprawcy dziewczyna wydała z siebie cichy jęk i zwiotczała, nieruchomiejąc w sposób, który ścisnął serce Rzeźnika lodowatą trwogą. Jej ciało zwisało z metalowej ramy niczym połeć czekającego na oprawienie mięsa, a kapiąca z poklejonych w kosmyki włosów krew mieszała się z posoką cieknącą z trupa zarąbanego strażackim toporkiem kata.

Rzeźnik wiedział, że jego rana była poważna, być może nawet zagrażająca życiu. Zabrana z arsenału Enklawy ochronna kamizelka nie zdołała zatrzymać pocisku, nieznacznie go tylko zwolniła przed wejściem w miękką tkankę pod bladą skórą.

Strzały na zewnątrz ustały, zastąpione głośnymi krzykami, wśród których wydawała się dominować nuta lęku i desperacji. Niezbyt to Rzeźnika dziwiło, zważywszy na fakt, że jeden z pięciu najeźdźców już nie żył, a dwóch mogło wyzionąć lada chwila ducha. Ale tak czy owak, palce przeciwników wciąż były w stanie pociągać za spusty czterech karabinów.

Odczekawszy jeszcze chwilę, mężczyzna przygryzł w końcu wargi, a potem wychylił się za próg składziku pchany do działania desperacją zrodzoną z przekonania, że bezczynność może go zabić.

Nienawykły do jaskrawego słonecznego światła, zmrużył oczy spoglądając ponad lufą karabinu w kierunku placyku i kamiennego murku. Dwaj kryjący się po przeciwnej strony osłony obcy gdzieś zniknęli, ich hełmy i maski nie wystawały już ponad krawędź kryjówki. Człowiek postrzelony w rękę i bok czołgał się niemrawo po lepkiej od krwi ziemi, ruchami wieszczącymi rychłą agonię. Jego ciężko ranny kompan z trudem przekraczał okrakiem murek, szamocząc się z trzymaną wciąż w rękach bronią.

Rzeźnik wziął go na muszkę, świadomy tego, że obcy dostrzegł go kątem oka i chwiejnym ruchem podnosił własną broń do strzału. Zwiadowca Enklawy miał nad swym przeciwnikiem kilka bezcennych sekund przewagi.

Pociągnięty palcem język spustowy dotknął tylnej części kabłąka, ale pełnej napięcia ciszy nie rozdarł wyczekiwany przez Rzeźnika huk wystrzału. Zamiast niego skamieniały z wrażenia mężczyzna usłyszał metaliczny trzask iglicy, wieszczącej pustą komorę broni.
Niespodzianka! W magazynku zdobycznego karabinu były tylko trzy kule! Nie wiem, czy chcielibyście jeszcze dzisiaj jakieś updaty czy wolicie pójść już spać, ale na wszelki wypadek rozliczę sobie na papierku odwetowy strzał faceta w masce... :P

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 27 sierpnia 2013, 19:31

Kurwa mać, rzucił Rzeźnik, zamykam drzwi, zdejmuję dziewczynę, potem staram się zatamować jej rany, następnie swoje. Obym zdążył nim stracę przytomność i życie.
Dawaj dalej z akcją MG.
Ostatnio zmieniony 27 sierpnia 2013, 21:38 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 sierpnia 2013, 20:03

Rybacki składzik, zniszczona osada

Uświadomiwszy sobie istotę problemu, Rzeźnik runął w tył chcąc zejść czym prędzej z oczu mierzącemu w jego stronę człowiekowi, ale przewaga kilku sekund przestała już mieć jakiekolwiek znaczenie.

Ranny mężczyzna siedzący okrakiem na murku wystrzelił nie przykładając się zbytnio do mierzenia, ale i tak niewiele brakowało, by trafił. Pocisk wbił się w tynk futryny na odległość palca od skroni Rzeźnika, sypiąc w oczy odskakującego nożownika ostrymi drobinkami budulca. Odrzucając pozbawiony naboi karabin mężczyzna pchnął ledwie trzymające się na pogiętych zawiasach drzwi i zatrzasnął je z głuchym łoskotem, pośpiesznie szukając jakiegokolwiek rygla. Nagłe zniknięcie dwóch pozostałych strzelców nie mogło wieścić niczego dobrego, a instynkt samozachowawczy podpowiadał Rzeźnikowi, że obaj mogli go właśnie zachodzić gdzieś z boku albo co gorsza, przez dziury w tylnej ścianie budynku.

Lecz stare drewniane drzwi nie miały żadnego rygla ani innego zamka mogącego w jakiś cudowny sposób zatarasować wrogom wejście do składziku.
Test przeciwstawny, Konspira + Kaskaderstwo przeciwko Koordynacji i Siewcy ołowiu. Test człowieka w masce wyniósł ostatecznie 9, wysoko! Unik Rzeźnik zwieńczony rezultatem 10. Trafienie w futrynę drzwi!

Karabin bez naboi, toporek wciąż w ciele zabitego gościa, pozostaje tylko nóż?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 27 sierpnia 2013, 20:08

Wyszarpuję toporek z łba pierwszego, zdejmuję dziewczynę, tamuję jej rany na szybko, potem swoje, potem nóż i toporek w garście i staję z tyłu budynku nasłuchując. Jeśli czuję, że mogę zemdleć najpierw próbuję zatamować swój krwotok.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 sierpnia 2013, 20:13

Nadwodne zaułki, zniszczona osada

Przykryty częściowo płachtą brezentu, pośrodku uliczki stał niemiłosiernie poobijany i pocięty niezliczonymi rysami, ale wciąż widać sprawny jeep. Znajomy kanciasty kształt wojskowego samochodu, wciąż pokrytego ciemnooliwkową farbą, ale straszącego zarazem oczy rdzawą powierzchnią metalu wyzierającego spod kamuflażu, z miejsca skojarzył się Bliźnie z fotografiami w starych czasopismach czytywanych namiętnie w podziemiach Enklawy.

W podziemnej bazie nie było żadnych pojazdów, co zresztą nikogo specjalnie nie dziwiło: labirynt korytarzy, szybów wind i klatek schodowych dostosowany został przez budowniczych do rozmiarów pieszych użytkowników kompleksu. Znając w teorii znaczenie terminu "samochód" i mając w pamięci stare zdjęcia, dziewczyna mimo wszystko nie zdołała powstrzymać westchnięcia zdumienia.

Kolejny niezwykły skarb Nadświata, a zarazem łącznik z nieistniejącym już światem z przedwojennych czasopism stał na wyciągnięcie ręki, niczym uśpiony metalowy stwór czekający na przebudzenie przez swego pana.

- To tylko samochód - wyszeptał drżący z napięcia Cichy, gromiąc Bliznę srogim spojrzeniem - Nie hałasuj...
Co teraz, dywersanci? Gdzie chcecie się prześlizgnąć, co zrobić? Strzały zza budynku umilkły, ale czy to dobre wieści...

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 27 sierpnia 2013, 20:33

Nie wiem czy możemy z nim cokolwiek zrobić użytecznego. Jedyne co mi przychodzi do głowy, to przepchnąć go w charakterze osłony, bo na uczenie się prowadzenia nie mamy raczej czasu. Więc albo osłonimy się nim w celu zbliżenia się do obcych i w ostatniej chwili rzucimy się na nich z kosami, albo wręcz spróbujemy rozjechać ich jak taranem. Ale nie wiem czy to ma szanse powodzenia. Zawsze można by jeszcze spróbować odpalić wóz, żeby hałasem dodatkowo zdezorientować obcych. Ale to trochę naciągane. Jeśli nic z tego nie wchodzi w grę, to pozostaje ominąć wóz i kontynuować plan A.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 sierpnia 2013, 22:04

Rybacki składzik, zniszczona osada

Doskoczywszy do leżącego w kałuży krwi człowieka Rzeźnik zaparł się stopą o jego plecy na wysokości łopatek, po czym szarpnął z całej siły za stylisko toporka. Ostrze strażackiego narzędzia wyszło z głębokiej rany pośród odrażającego mlaśnięcia, ociekając krwią. Nie tracąc czasu na wycieranie oręża mężczyzna okręcił się w miejscu i zaczął przecinać dobytym zza pasa nożem rzemienie mocujące do ramy nieprzytomną bądź nawet już martwą dziewczynę.

Czarnowłosa młoda kobieta miała posiniaczoną, opuchniętą w wielu miejscach twarz, pociętą czerwonymi pręgami po zadawanych otwartą dłonią ciosach. Ściekająca z głębokich ran na całym ciele krew przeistoczyła jej ładne zapewne oblicze w budzącą przestrach karmazynową maskę.

Przeciąwszy więzy Rzeźnik upuścił w ostatniej chwili toporek i złapał ześlizgującą się z ramy kobietę w obie ręce, łapiąc ją i chroniąc w ten sposób przed upadkiem na podłogę. Ciężar bezwładnego ciała przygiął na moment do ziemi rannego mężczyznę, poraził jego umysł paroksyzmem bólu promieniującego z miejsca postrzału.

- Kurwa mać - wydyszał przez zaciśnięte zęby Rzeźnik, desperacko walcząc z zawrotami głowy - Tylko nie mdlej!

Ułożywszy nagą dziewczynę na podłodze nożownik pochwycił ponownie za toporek, nadstawił bacznie uszu próbując dosłyszeć jakikolwiek odgłos mogący sugerować, że dwaj strzelcy już dotarli do składziku.
Rozsądek podpowiada, że próba zajmowania się własnymi i cudzymi ranami w obliczu potencjalnego skradania się w okolicy wroga to nie najlepszy pomysł...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 sierpnia 2013, 22:16

Nadwodne zaułki, zniszczona osada

Słuchający jednym uchem szeptanej pośpiesznie propozycji Zadziora, Cichy wpatrywał się z pełną napięcia miną w przykryty brezentem samochód, znienacka jednak stężał i okręcił się na pięcie podrywając bez ostrzeżenia swój rewolwer.

Lufa pękatej broni zdawała się mierzyć prosto w skroń całkowicie zaskoczonej tym ruchem Blizny.

Zadzior otworzył szerzej oczy, w tej samej jednak chwili usłyszał inny dźwięk, który zmroził mu krew w żyłach: narastający w ułamku chwili odgłos pośpiesznych kroków, dobiegający gdzieś zza węgła sąsiedniego budynku, zdradzający obecność kogoś nadbiegającego zza ściany w szaleńczym tempie.

Pierwszy ściskający w ręce karabin człowiek w masce wypadł zza rogu częściowo spalonego domu sekundę później, bez wątpienia chcąc czym prędzej dopaść samochodu. Cichy już na niego czekał, zaalarmowany dźwiękami, których Blizna i Zadzior nie dosłyszeli. Człowiek w masce wydał z siebie głuche stęknięcie wyskakując wprost na trójkę obcych sobie ludzi, zaczął podnosić broń okręcając się jednocześnie bokiem w zamiarze wyhamowania impetu ruchu.

Rewolwer Cichego huknął tuż przy głowie Blizny, niemal oparty o ucho wciąż zaskoczonej dziewczyny: huknął raz i drugi. Blizna krzyknęła bezwolnie z przestrachu i bólu, ale ręka Cichego nawet nie drgnęła. Dwa małokalibrowe pociski trafiły obcego człowieka w wąskie szczeliny w masce, wniknęły w oczodoły obracając oczy w miazgę i sięgając mózgu.

Odrzucony trafieniem w tył, martwy człowiek wyrzucił szeroko na boki ramiona i wpadł prosto w wody jeziora, wzbijając w powietrze wielką fontannę wody.

Jego towarzysz deptał kompanowi po piętach, ale znalazł się zbyt blisko intruzów, by zdążyć obrócić w ich stronę lufę. Zamiast tego skoczył z rozpędu na ogłuszoną hukiem wystrzałów Bliznę próbując zdzielić ją kolbą karabinu w głowę.
Dwaj goście, którzy zniknęli wcześniej w tajemniczy sposób, obeszli od tyłu sąsiedni budynek w próbie przedarcia się do jeepa - wpadając po drodze wprost na Was. Pierwszego zastrzelił Cichy, ale drugi już skoczył na Bliznę! Co teraz?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 27 sierpnia 2013, 22:43

Spodziewając się zagrożenia zaczajam się w budynku z toporkiem, drugą dłonią uciskam ranę na brzuchu powstrzymując krwotok na ile zdołam. Cholera, oby dziewczyna wyżyła, ciekawe co z resztą naszych. Nie mdlej mówił w myślach sam do siebie Rzeźnik.

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 27 sierpnia 2013, 22:58

Zadzior rzuca się na Drugiego. Nie deklarowałem wyciągnięcia kosy, więc rzucam się z gołymi pięściami.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 27 sierpnia 2013, 23:09

Czy- czy cszyła- łapkaaaa! -wydarł się zrozpaczony cargo ruszając wbrew oczywistemu zagrożeniu pędem w kierunku rannej przyjaciółki, jedynej osoby, którą naprawdę lubił w całej Enklawie. Wielkie niczym, ziarna grochu łzy moczyły wunaturzone policzki mutanta, którego świat nagle zatrząsł się w posadach.
Pała biegnie pomóc Trzyłapce, jak nie będzie umiał, to weźmie ją na plecy i zaniesie do Enklawy. Pała nie zdaje sobie sprawy, że krwawym śladem łatwo jest podążać, jeśli reszta drużyny sobie nie poradzi. Myśli o ratunku tak, jak potrafi.

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 28 sierpnia 2013, 08:48

A ja poszłam wczoraj spać no ! ;)

Blizna miała już nóż w dłoni więc jeśli mój refleks i inicjatywa (10,7) pozwala na jakąś reakcję to płynnym ruchem schodzę mu z drogi
ataku o pakuję w przelocie nóż w tętnice udową. Zejście niżej w kolanach pozwala na uniknięcie ataku i zadanie ciosu w miękką
(mam nadzieję nie osłoniętą) nogę.


maciej
Reactions:
Posty: 1374
Rejestracja: 29 marca 2012, 21:53

Post autor: maciej » 28 sierpnia 2013, 17:45

Na razie jednak nie leczę się,sytuacja nadal jest stresująca. Nadal słychać strzały,poza tym kule siedzą mi w ciele. Zaciskając zęby wychylam głowę zza głazu i rozglądam się po okolicy. Jesli to możliwe,zbliżam się do najbliższego zabudowania i tam szukam wygodniejszej kryjowki.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 sierpnia 2013, 18:58

Wzniesienie ponad zniszczoną osadą

Zapłakany i bełkoczący coś pod nosem Pała pochylił się nad półprzytomną z bólu Trzyłapką, przybliżając do jej oczu swą mokrą od krwi groteskową twarz. Nim mutantka zdołała cokolwiek wykrztusić, rosły kompan pochwycił ją bez ostrzeżenia za ramiona, a potem podniósł w górę pośród serii głuchych stęknięć, nic sobie nie robiąc z krzyków Trzyłapki.

Przerzucona przez ramię Pały, emisariuszka Enklawy znalazła się znienacka w wyjątkowo niekomfortowej sytuacji, z głową wiszącą tuż nad szerokimi pośladkami towarzysza i płonącymi żywym ogniem nogami.

- Cszyłapka! - płakał rzewnie Pała, słusznie przypisując sobie winę za wszystkie straszne wydarzenia, które właśnie rozegrały się w jego otoczeniu. Okręcając się w miejscu olbrzym jął piąć się w górę wzniesienia, nie pragnąc niczego więcej jak tylko odniesienia ciężko rannej Trzyłapki do bezpiecznych podziemi bazy.

- Puść mnie! Ty ośle, puść mnie! - sarkała pomiędzy okrzykami bólu mutantka, ale Pała nie zważał na jej słabe żądania, prąc z dziką zawziętością przed siebie.
Wierny Pała uczyni wszystko, by ocalić swą przyjaciółkę!

ODPOWIEDZ