PBF - Boskie potyczki
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Karczma "Pod rezolutnym goblinem", południe 38 dzień kepon-ran
Wystrojony Huskun wraz z Gusłkiem wyszli z karczm z zamiarem odwiedzenia świątyni Arianny. Po poranne mgle, która była tak gęsta, że można było ją kroić nożem, nadeszło skwarne południe. Słońce osiągnęło zenit, zsyłając na ziemię ogromną dawkę promieniowania cieplnego. Mimo uciążliwego upału miejski rynek tętnił życiem. Wokół centralnie położonej fontanny rozlokowały się budki i stragany. Sprzedawcy zachwalali swoje towary obiecując niską cenę. Na najbliższych straganach wisiały pstre korale, naszyjniki i tym podobne ozdoby, obok piętrzyły się gliniane garnce i wazy, nieco dalej szaty i buty. Jedynie część placu leżąca blisko dwumetrowego płotu była pusta. W niewielkim cieniu płotu stało lub przechadzało się kilku uzbrojonych strażników.
Mimo, że dzień był słoneczny, zza płotu wyzierał mrok, jakby coś pożerało promienie światła.
Wpatrujący się w tamto miejsce Gusłek poczuł zimne ciarki przebiegające po plecach. Nagle poczuł uderzenie w plecy.
- Gusłek! - rozległ się wesoły, piskliwy głos - a więc to prawda, że wróciłeś do Rotgan kir.
Klepnięcie w dolną część pleców wyrwała Gusłka z pewnego złowieszczego transu. Osobą przemawiającą był kędzierzawy hobbit o szerokim uśmiechu. Widząc go kapłan Pianna odruchowo chwycił się za sakiewkę. Drakii Omseltoph był typowym stereotypowym hobbickim złodziejaszkiem.
- No, popatrz, jak Argoh usłyszał, że wróciłeś do miasta rzekł cytuję "Albo do reszty wypalił sobie mózgownicę grzybkami, albo ma tęgą sakiewkę, skoro śmie się pokazywać w moim mieści". Widząc cię z goblinem obstawiam to pierwsze - hobbit roześmiał się szturchając zaskoczonego, niewiedzącego co robić Huskuna - spodziewaj się gości klecho - powiedział hobbit już pozbawionym rozbawienia głosem i zniknął w tłumie.
Gusłek przełknął głośno ślinę, która nagromadziła mu się w gardle. To musiało się w końcu stać. Odnaleźli go wierzyciele. Mieszkając w Rotgan-kir narobił sobie sporo długów, to właśnie dlatego wyruszył na bagna po zioła. Dla zarobku. Ugadał się z miejscowym alchemikiem, który zobowiązał się zapłacić za zioła. Na moczarach jednak popadł w niewolę goblinów i zapomniał o całej sprawie.
Drakii był członkiem gildii złodziej, zwących się "Mrocznymi". Gusłek pożyczał od nich pieniądze, po uwzględnieniu procentu będzie tego z siedemdziesiąt sztuk złota. Gildią rządził zamaskowany elf. Bezlitosna i okrutna kreatura. Nigdy nie słyszał jego imienia, podwładni nazywali go po prostu szefem. Jego zastępcą był ork typowy mięśniak - Argoh. Dziwne, że hobbit wspomniał jego, a nie szefa. Może coś się pozmieniało na gildyjnych stołkach?
Te właśnie myśli towarzyszyły Gusłkowi podczas spaceru na drugą stronę rynku gdzie znajdowała się świątynia Arianny. Świątynia ta mieściła się w jednej z kamienic, którą ozdobiono zwiędłymi wieńcami kwiatów, koszami gnijących płodów rolnych i girlandami zaschniętych kwiatów spoczywających na ramionach posągu przedstawiającego brzemienną kobietę. Drzwi były zamknięte.
Gusłek zapukał do nich raz, a po kilku minutach drugi raz. Nic się nie działo, nikt nie podchodził. Zirytowany Gusłek, który już zaczynał ociekać potem, załomotał w drzwi gwałtowniej.
Po dłuższej chwili klapka w drzwiach uchyliła się, a w otworze ukazała się twarz kapłana. Wyglądał jeszcze gorzej niż dwie noce temu. Skóra była chorobliwie żółta, pokryta wątrobowymi plamami. Wytrzeszczone oczy otaczały zaczerwienione obwódki. Oddech był bardzo ciężki i rzężący.
- Odejdźcie - powiedział z trudem kapłan - świątynia jest zamknięta. Łaska Arianny się ode mnie odwróciła. Przyjdźcie za kilka dni - powiedział i rozkaszlał się potwornie.
Wystrojony Huskun wraz z Gusłkiem wyszli z karczm z zamiarem odwiedzenia świątyni Arianny. Po poranne mgle, która była tak gęsta, że można było ją kroić nożem, nadeszło skwarne południe. Słońce osiągnęło zenit, zsyłając na ziemię ogromną dawkę promieniowania cieplnego. Mimo uciążliwego upału miejski rynek tętnił życiem. Wokół centralnie położonej fontanny rozlokowały się budki i stragany. Sprzedawcy zachwalali swoje towary obiecując niską cenę. Na najbliższych straganach wisiały pstre korale, naszyjniki i tym podobne ozdoby, obok piętrzyły się gliniane garnce i wazy, nieco dalej szaty i buty. Jedynie część placu leżąca blisko dwumetrowego płotu była pusta. W niewielkim cieniu płotu stało lub przechadzało się kilku uzbrojonych strażników.
Mimo, że dzień był słoneczny, zza płotu wyzierał mrok, jakby coś pożerało promienie światła.
Wpatrujący się w tamto miejsce Gusłek poczuł zimne ciarki przebiegające po plecach. Nagle poczuł uderzenie w plecy.
- Gusłek! - rozległ się wesoły, piskliwy głos - a więc to prawda, że wróciłeś do Rotgan kir.
Klepnięcie w dolną część pleców wyrwała Gusłka z pewnego złowieszczego transu. Osobą przemawiającą był kędzierzawy hobbit o szerokim uśmiechu. Widząc go kapłan Pianna odruchowo chwycił się za sakiewkę. Drakii Omseltoph był typowym stereotypowym hobbickim złodziejaszkiem.
- No, popatrz, jak Argoh usłyszał, że wróciłeś do miasta rzekł cytuję "Albo do reszty wypalił sobie mózgownicę grzybkami, albo ma tęgą sakiewkę, skoro śmie się pokazywać w moim mieści". Widząc cię z goblinem obstawiam to pierwsze - hobbit roześmiał się szturchając zaskoczonego, niewiedzącego co robić Huskuna - spodziewaj się gości klecho - powiedział hobbit już pozbawionym rozbawienia głosem i zniknął w tłumie.
Gusłek przełknął głośno ślinę, która nagromadziła mu się w gardle. To musiało się w końcu stać. Odnaleźli go wierzyciele. Mieszkając w Rotgan-kir narobił sobie sporo długów, to właśnie dlatego wyruszył na bagna po zioła. Dla zarobku. Ugadał się z miejscowym alchemikiem, który zobowiązał się zapłacić za zioła. Na moczarach jednak popadł w niewolę goblinów i zapomniał o całej sprawie.
Drakii był członkiem gildii złodziej, zwących się "Mrocznymi". Gusłek pożyczał od nich pieniądze, po uwzględnieniu procentu będzie tego z siedemdziesiąt sztuk złota. Gildią rządził zamaskowany elf. Bezlitosna i okrutna kreatura. Nigdy nie słyszał jego imienia, podwładni nazywali go po prostu szefem. Jego zastępcą był ork typowy mięśniak - Argoh. Dziwne, że hobbit wspomniał jego, a nie szefa. Może coś się pozmieniało na gildyjnych stołkach?
Te właśnie myśli towarzyszyły Gusłkowi podczas spaceru na drugą stronę rynku gdzie znajdowała się świątynia Arianny. Świątynia ta mieściła się w jednej z kamienic, którą ozdobiono zwiędłymi wieńcami kwiatów, koszami gnijących płodów rolnych i girlandami zaschniętych kwiatów spoczywających na ramionach posągu przedstawiającego brzemienną kobietę. Drzwi były zamknięte.
Gusłek zapukał do nich raz, a po kilku minutach drugi raz. Nic się nie działo, nikt nie podchodził. Zirytowany Gusłek, który już zaczynał ociekać potem, załomotał w drzwi gwałtowniej.
Po dłuższej chwili klapka w drzwiach uchyliła się, a w otworze ukazała się twarz kapłana. Wyglądał jeszcze gorzej niż dwie noce temu. Skóra była chorobliwie żółta, pokryta wątrobowymi plamami. Wytrzeszczone oczy otaczały zaczerwienione obwódki. Oddech był bardzo ciężki i rzężący.
- Odejdźcie - powiedział z trudem kapłan - świątynia jest zamknięta. Łaska Arianny się ode mnie odwróciła. Przyjdźcie za kilka dni - powiedział i rozkaszlał się potwornie.
Na mapie wasza karczma jest pod nr 20. Świątyni Arianny - 3, Świątynia Morghlitha - 4.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Witaj czcigodny kapłanie i bądź pozdrowiony. Wpuść nas, proszę, w ważkiej sprawie przybywamy. Ważkiej nie dla nas jeno, a dla całego miasta, zaiste. Jam jest Gusłek, z woli Piana uniżony sługa Pana Kielicha, ten tu oto niski jegomość, to mój uczeń i pomocnik, Huskunem się zwący.
Mistrzu, aleś mnie w tarapaty wpakował, jakbym wiedział, że nie powinienem rozgłosu czynić sławną na całe miasto imprezę imieniem swym firmując, to bym bardziej incognito działał. No ale skoro tak już się stało, to trzeba coś uradzić. Gusłek nabrał nieco pewności siebie w pałce i inszych przydatnych umiejętnościach się szkoląc, zatem owo spotkanie zanieczyszczeniem bielizny się nie skończyło, ale i tak ostrożność trzeba wzmóc. Myślę, że warto by było sprowadzić jakowychś paladynów do naszej karczmogospody i interes jakiś z nimi ubić, coby tarczą swą biednemu kapłanowi służyli, a i mieczem może też.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Zakładaj galoty Mordil. Byde na cmyntorz szedł, to może bych poszedł ze mno? - Barthur delikatnie szturchnął przysypiającego na ławie goblina. Mordi o mało nie zleciał na ziemię, bo olbrzym szturchnął zaiście delikatnie, ale jak na standardy olbrzymów, a nie dwukrotnie mniejszych goblinów. Przybysz ze Wschodniego Archipelagu wyszczerzył kły i odruchowo złapał za rękojeść noża, ale poznawszy, że to tylko Barthur, zaniechał go, poprzysiągwszy sobie tylko, że kiedyś jakiemuś półolbrzymowi otworzy trzewia toporem w porywie radości.
No to ja idę na cmentarz, no i "delikatnie"
namawiam Mordiego:)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Świątynia Arianny, popołudnie 38 dnia kepon-ran
Ariański kapłan wyglądał na człowieka stojącego jedną nogą w grobie, toteż przezorny na co dzień Huskun cofnął się na widok jego chorego oblicza o kilka kroków przystając za plecami Gusłka i wyglądając zza nich podejrzliwie.
- My w sprawie powszechnego dobrobytu i niepospolitej szczęśliwości - oznajmił siląc się z całej siły na autorytarny ton - Oto kapłan Pana Uciech o niezwykłej mocy do wypędzania zła, nie tylko z karczemnej piwniczki, ale wręcz wszelakiego; jam jest zaś jego prawicą i sztyletem, znaczy się, instrumentem woli boskiego Piana.
Widok zwyczajnego goblina noszącego na głowie komiczną peryczkę i wysławiającego się w sposób zupełnie nie przystający dla przedstawiciela swego gatunku, zatrzymał chorującego ewidentnie kapłana w miejscu.
- Niedobrze się w mieście dzieje, ale ludzie i nieludzie dobrej woli mogą temu zażegnać - ciągnął dalej Huskun, zaczynając popadać w niekontrolowaną emfazę i emocjonując się swoimi własnymi słowami - Przychylcie uszy naszym słowom, a zechciejcie wpuścić nas w swe progi, a wspólnie uradzimy jakowyś ratunek dla tego miasta... jeno na nas nie kichajcie, jeśli łaska!
Ariański kapłan wyglądał na człowieka stojącego jedną nogą w grobie, toteż przezorny na co dzień Huskun cofnął się na widok jego chorego oblicza o kilka kroków przystając za plecami Gusłka i wyglądając zza nich podejrzliwie.
- My w sprawie powszechnego dobrobytu i niepospolitej szczęśliwości - oznajmił siląc się z całej siły na autorytarny ton - Oto kapłan Pana Uciech o niezwykłej mocy do wypędzania zła, nie tylko z karczemnej piwniczki, ale wręcz wszelakiego; jam jest zaś jego prawicą i sztyletem, znaczy się, instrumentem woli boskiego Piana.
Widok zwyczajnego goblina noszącego na głowie komiczną peryczkę i wysławiającego się w sposób zupełnie nie przystający dla przedstawiciela swego gatunku, zatrzymał chorującego ewidentnie kapłana w miejscu.
- Niedobrze się w mieście dzieje, ale ludzie i nieludzie dobrej woli mogą temu zażegnać - ciągnął dalej Huskun, zaczynając popadać w niekontrolowaną emfazę i emocjonując się swoimi własnymi słowami - Przychylcie uszy naszym słowom, a zechciejcie wpuścić nas w swe progi, a wspólnie uradzimy jakowyś ratunek dla tego miasta... jeno na nas nie kichajcie, jeśli łaska!
Huskun nalega, by ariański kapłan jednak zechciał z gośćmi chwilę porozmawiać...