Ryński alchemik uśmiechnął się ponownie, skinął przyjaźnie głową zapraszając młodzieńców do przejścia do sąsiedniego pomieszczenia. Myśliwi udali się w ślad za nim z niepewnymi minami, w skrytości ducha spodziewając się chytrej zasadzki.
Usytuowane w głębi domostwa pomieszczenie zastawione było licznymi regałami i szafami, a rozświetlająca je poświata rzucana przez kilka napełnionych wielorybim tłuszczem lamp nie docierała do wszystkich zakamarków pokoju. Chalerio usiadł za wielkim drewnianym biurkiem otwierając jedną z jego szuflad i wyciągając ze środka wykonaną z ciemnego drewna szkatułkę.
- Jesteście odważni i chętni do zarobku, a to wielce mi przypadło do gustu - oznajmił alchemik - Przeto chciałbym wam zaproponować cosik bardziej opłacalnego. Nie chcę już dłużej przywlekać do miasta kopników, to zbyt kłopotliwe i ryzykowne. Zamiast tego chciałbym, abyście polowali na te zwierzęta w puszczy i zabierali im jedynie to, co jest mi niezbędne.