10 CZERWCA 2096,PODNÓŻE GÓR SIERRA NEVADA
Bladym świtem ciężarówka ze zgrzytem zatrzymała się na kamienistym pustkowiu.
Desmond przetarł mocno zaczerwienione oczy.
-Kurwa,nareszcie-westchnął na widok równiny tracker i oparł się o kierownicę. Ręce bolały jak diabli od ciągłego szarpania się z potężnym pojazdem.
-To dlatego że wóz nie ma wspomagania-wymądrzał się w nocy Faceman.
Padający na pysk tracker zerknął na vocala. Ten do spółki z Tysonem chrapali w najlepsze na szerokim siedzeniu obok.
Oczy zaczęły się zamykać same. Nikt nie zwrócił uwagi na cichy szmer z tyłu kabiny.
-Co jest,kurde bele,panienki?-ryknął albinos wsadzając głowę w tylne okienko kabiny.
Cała trójka śpiących w kabinie zerwała się nagle otrzeźwiała. Tyson niechcący kopnął klamkę w drzwiach i wypadł po nagłym otwarciu się drzwi. Faceman spadł z siedzenia w ciasną lukę między miejscem pasażera a pulpitem kabiny.
-JezusMariaKurwaChryste-sapnął Desmond na widok szczerzącej się wytatuowanej gęby albinosa.
-Czemu ten cyrk na kółkach stoi,się pytam-wystający łeb Lobo zagadał.
-Bo jesteśmy na dole-trzymający się za serce Desmond spojrzał bykiem na misjonarza.
-Aha-stwierdziła lakonicznie głowa Lobo i zniknęła z trzaskiem zamykanego okienka.
Albinos rozejrzał się po śpiącym babińcu. Przeszedł ostrożnie przez pakę i zeskoczył na ziemię. Otworzył tylną burtę i klepnął w wydatny zadek najbliżej śpiąca kobietę.
-Dalej,budź przedszkole. Stoimy.
Wkrótce całe towarzystwo rozeszło się po najbliższej okolicy za potrzeba lub w celu rozprostowania nóg.
Krótko o postoju.
Paliwa starczy do Piasków,tak się przynajmniej wydaje.
Kobiet i dzieci jest jakieś dwa tuziny (z czego dzieci to raptem pięcioro,w tym niemowlę)
Wśród odbitych zakładniczek jest Kate,mechaniczka z Piasków.