PBF - Czarne Królestwa

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 06 listopada 2013, 23:38

Patrol zwiadowców natrafił na jakiegoś wojownika z sił księcia rannego.
Przyprowadzono go do namiotu dowództwa. Mówi, że doszło do jakiejś zdrady, księcia zdradził jeden z królów Tombalku, bo to miasto ma 2 królów, jednego czarnoskórego, a drugiego białego (raczej brązowoskórego) z semickiego plemienia jakie kiedyś podbiło Tombalku.
Wezwano Darfarczyków i zaatakowano ziemie księcia.
Ungurius zdołał odeprzeć pierwszy najazd, ale poniósł duże straty, sam jest ranny.
Macie jakieś pytania, co robicie?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 07 listopada 2013, 12:08

Kolejna wizja Chen Shu, wszyscy ją widzą, tym razem okazuje się, że Amalryk zetknął się z królem akwilonii Conanem, gdy ten był najemnikiem. Wizja dostarcza jednak pewnych ważnych informacji o Tombalku. A jego królowie, zdradzili księcia Unguriusa, raczej jeden z nich. Tym razem wizja z Lisą, jaka ocalił Amalryk, wydaje się mieć miejsce kila lat temu. Autorem jest R.E. Howard, ja tylko przytaczam fragment jednego z opowiadań, jako wizję Chen Shu, dla klimatu.
W miarę jak nadciągała noc, zbliżali się też czarni jeźdźcy. Amalryk spojrzał na Lissę i
jęknął. Jego koń potknął się i upadł. Słońce skryło się za widnokręgiem; cień w kształcie
nietoperza zasłonił księżyc. W zupełnej ciemności krwawo płonęły gwiazdy i Akwilończyk
usłyszał za sobą narastający poszum, jakby nadciągającej burzy. W mroku majaczył
czarniejszy, pędzący obłok, rozświetlany iskrami upiornego światła.
Jedź, dziewczyno! wykrzyknął z rozpaczą. Dalej, ratuj się! Oni chcą tylko mnie!
W odpowiedzi zsunęła się z wielbłąda i zarzuciła mu ramiona na szyję.
Umrę razem z tobą!
Siedem czarnych postaci gnało na nich jak wiatr; ich oczy gorzały pod kapturami jak ognie
na bagnach, a trupie szczęki zdawały się kłapać złowieszczo.
Nagle zaszło coś nieoczekiwanego: jakiś jeździec przemknął obok Amalryka i z głuchym
łoskotem wpadł na nadjeżdżających jeźdźców. W ciemności Akwilończyk dostrzegł ogromną
sylwetkę, usłyszał przeraźliwe rżenie koni i tubalny głos wołający coś w jakimś nieznanym
języku. Gdzieś opodal chór głosów odpowiedział na to wołanie.
Działo się coś dziwnego. Rozległ się tętent końskich kopyt i łoskot zadawanych ciosów;
ten sam stentorowy głos klął soczyście. Nagle księżyc wyłonił się zza chmur i oświetlił
niezwykłą scenę.


Człowiek na ogromnym wierzchowcu rąbał, siekł i kłuł powietrze. Z przeciwnej strony
nadjeżdżała chmara jeźdźców; w blasku księżyca migotały uniesione szable. W dali, za
szczytem wydmy znikało siedem czarnych postaci w płaszczach rozwianych jak skrzydła
nietoperzy.
Nadjeżdżający zeskoczyli z koni i całą ciżbą rzucili się na Amalryka, obalając go na
piasek. Żylaste ręce przycisnęły go do ziemi; ujrzał nad sobą brązowe, groźne twarze. Lissa
wrzasnęła.
Człowiek na wielkim koniu wjechał między napastników, roztrącając ich na prawo i lewo.
Przechylił się w siodle i spojrzał Amalrykowi w twarz.
Do diabła! ryknął. Amalryk z Akwilonii!
Conan! wykrzyknął zdumiony młodzieniec. Conanie! Ty żyjesz?
Jestem bardziej żywy, niż ty zdajesz się być odparł tamten. Na Croma, człowieku,
wyglądasz jakby wszystkie demony pustyni deptały ci po piętach. Cóż to za stwory cię
ścigały? Objeżdżałem obóz, który rozbili moi ludzie, i upewniałem się, że wróg nie czai się w
pobliżu, gdy nagle księżyc zgasł jak zdmuchnięta świeca i usłyszałem tętent kopyt.
Pojechałem w kierunku, z którego dochodził ten dźwięk i na Machę! wpadłem na nich,
zanim zrozumiałem, co się dzieje. Złapałem za miecz i zacząłem siec… Na Croma! Ich ślepia
jarzyły się w ciemnościach jak węgle! Wiem, że moje ostrze dosięgło niejednego; lecz gdy
wzeszedł księżyc, zniknęli jakby rozwiali się w powietrzu. Ludzie to byli czy demony?
Bestie wysłane z Piekieł zadrżał Amalryk. Nie pytaj: o pewnych sprawach lepiej
nie mówić głośno.
Conan nie naciskał, nie wyglądał też na zdumionego. Świat jego wierzeń obejmował
wampiry, upiory, gobliny i karły.

Ty potrafisz znaleźć kobietę nawet na pustyni rzekł, zerknąwszy na Lissę.
Dziewczyna przywarła do Amalryka
i obejmowała go mocno, spoglądając na otaczające ich, groźne postacie.
Wina!- ryknął Conan. Dajcie no bukłak! Migiem! Złapał podaną mu manierkę i
wepchnął ją w dłoń Akwilończyka.


Daj dziewczynie i sam też się napij poradził. Potem wsadzimy was na konie i
pojedziemy do obozu. Potrzebujecie jedzenia, wypoczynku i snu. Zadbam o to.
Przyprowadzono wierzgającego i tańczącego wierzchowca w bogato zdobionej uprzęży i
życzliwe ręce pomogły Amalrykowi usiąść w siodle. Podano mu dziewczynę i wraz z
gromadą brązowoskórych wojowników odzianych w malownicze łachmany pojechali na
południe. Niektórzy z nowych towarzyszy nosili maski zasłaniające całą twarz oprócz oczu.
Kto to jest? szepnęła Lissa, obejmując rękoma szyję ukochanego. Posadził ją przed
sobą na końskim grzbiecie.
To Conan Cymeryjczyk mruknął Amalryk. Ten, z którym wędrowałem przez
pustynię po klęsce armii najemników. A to są ci, którzy zastrzelili mu konia. Zostawiłem go
leżącego na piasku wyglądał na martwego. A teraz spotykamy go, jak dowodzi nimi i
najwyraźniej cieszy się ich szacunkiem.
To straszny człowiek szepnęła.
Uśmiechnął się.
Tak sądzisz, bo jeszcze nigdy nie widziałaś białego barbarzyńcy. On jest wędrowcem,
rabusiem i zabójcą, ale ma swój własny kodeks honorowy. Nie sądzę, żebyśmy musieli się go
obawiać.
W głębi duszy Amalryk nie był tego taki pewien. Właściwie można powiedzieć, że zerwał
więzy przyjaźni z Conanem, odjeżdżając i zostawiając go nieprzytomnego w rękach wrogów.
Jednak nie wiedział, że barbarzyńca żyje. Amalrykiem miotały wątpliwości. Bezgranicznie
lojalny względem swoich towarzyszy, dziki Cymeryjczyk nie widział powodu, aby nie
zabierać wszystkim pozostałym tego, czego potrzebował. Żył ze swego miecza. Amalryk z
trudem powstrzymał dreszcz na myśl o tym, co mogło się zdarzyć, gdyby Conan zapragnął
Lissy.


Nieco później, posiliwszy się i ugasiwszy pragnienie w obozowisku, Amalryk usiadł przy
ogniu płonącym przed namiotem Cymeryjczyka; Lissa, okryta jedwabnym płaszczem,
drzemała z głową na kolanach kochanka. Conan zasiadł naprzeciw; płomienie ogniska
migotały na jego twarzy, na przemian oświetlając ją i kryjąc w mroku.
Co to za ludzie? spytał młody Akwilończyk.
To jeźdźcy Tombalku odparł Cymeryjczyk.

Tombalku! wykrzyknął młodzieniec. A więc to nie mit!

Oczywiście, że nie! przytaknął Conan. Kiedy ten przeklęty koń padł pode mną,
uderzyłem się w głowę i straciłem przytomność, a kiedy ją odzyskałem, te łotry związały mi
już ręce i nogi. To mnie zezłościło, więc zerwałem kilka sznurów, którymi mnie skrępowali;
jednak wiązali mnie nowymi szybciej, niż nadążałem je zrywać nawet na chwilę nie
zdołałem oswobodzić choć jednej ręki. Mimo to uznali, że jestem niezwykle silny;
Amalryk bez słowa gapił się na Cymeryjczyka. Ten był równie wysoki i potężnie
zbudowany jak Tilutan, ale bez grama zbytecznego tłuszczu. Mógłby skręcić kark
Ghanatanina gołymi rękami.

Postanowili zanieść mnie do swego miasta, zamiast zabijać od razu mówił dalej
Conan. Uważali, że taki mężczyzna jak ja będzie długo umierał na torturach i dostarczy im
wspaniałej rozrywki. Tak więc przywiązali mnie do konia bez siodła i pojechaliśmy do
Tombalku.


Tombalku rządzą dwaj królowie. Zaprowadzili mnie przed nich. Chudy, brązowoskóry łotr
zwał się Zehbeh, a obok niego na tronie ze słoniowych kłów drzemał jakiś tłusty, wielki
Murzyn. Zehbeh spytał brązowoskórego kapłana, Daurę, co ma ze mną uczynić, a Daura
rzucił kostkami zrobionymi z owczych kości i powiedział, że trzeba mnie żywcem obedrzeć
ze skóry na ołtarzu Jhila. Tłum wydał radosny okrzyk i to obudziło czarnego króla.
Splunąłem Daurze w twarz i przekląłem go do siódmego pokolenia, razem z królami.
Powiedziałem im, że jeśli mają mnie obedrzeć ze skóry, to na Croma! żądam, żeby dali
mi się dobrze napić wina, nim zaczną, i nazwałem ich złodziejami, tchórzami oraz synami
dziwek.


Słysząc to, czarny król otworzył oko, usiadł i spojrzał na mnie. Później wstał i wrzasnął:
Amra!. Wtedy go poznałem. To był Sakumbe z plemienia Suba, gruby awanturnik,
którego dobrze znałem z czasów, gdy byłem korsarzem na Czarnym Wybrzeżu. Handlował kością
słoniową, złotym piaskiem i potrafiłby okpić nawet samego diabła. No, kiedy mnie poznał,
ten cuchnący stary łotr zszedł z tronu i uściskał mnie z radości, po czym rozwiązał mnie
własnymi rękami. Później oznajmił, że ja jestem Amra, Lew i jako jego przyjacielowi nie
wolno mi robić żadnej krzywdy.

Potem zaczęła się długa dyskusja, ponieważ Zehbeh i Daura chcieli mojej głowy. Jednak
Sakumbe zawołał czarodzieja, Askię i ten przybiegł cały w piórach, dzwoneczkach i
skórach węży typowy szaman, diabli pomiot z Czarnego Wybrzeża.
Askia potańczył, rzucił kilka zaklęć i oznajmił, że Sakumbe jest wybrańcem Czarnego
Ajujo
i ma być, jak każe. Wszyscy czarni w Tombalku wznieśli głośny okrzyk i Zehbeh wziął
ogon pod siebie.


Bowiem to czarni stanowią siłę w Tombalku. Kilka wieków temu shemickie plemię
Aphaków
ruszyło na pustynię i założyło królestwo Tombalku. Zmieszali się z czarnymi
mieszkańcami pustyni i powstał brązowoskóry lud o prostych włosach, bardziej podobny do
białych niż czarnych ludzi. Oni są rządzącą kastą w Tombalku. Jednak są w mniejszości i
obok ich króla na tronie zawsze zasiada drugi, czarnoskóry.

Aphakowie podbili nomadów zamieszkujących południowo-zachodnią pustynię oraz
murzyńskie plemiona ze stepów leżących na południu. Na przykład większość z tych
jeźdźców należy do plemienia Tibu i ma żyłach krew zarówno murzyńską, jak i stygijską.
Inni należą do szczepów Bigharma, Mindanga lub Borni.

Tak więc Sakumbe, dzięki Askii, jest prawdziwym władcą Tombalku. Aphakowie czczą
Jhila, ale czarni oddają cześć Czarnemu Ajujowi i jego krewniakom. Askia przybył do
Tombałku z Sakumbe i wskrzesił kult Ajuja, podupadły za przyczyną kapłanów Aphaków.
Sam czci również jakichś innych bogów, nie wiedzieć jak okropnych. Askia rzucił czary,
które okazały się silniejsze od zaklęć Aphaków i czarni obwołali go prorokiem przysłanym
przez bogów. Władza Sakumbe i Askii wzrosła, natomiast znaczenie Zehbeha i Daury
zmalało.



Ponieważ jestem przyjacielem Sakumbe i Askia ujął się za mną, czarni zgotowali mi
owacyjne przyjęcie. Sakumbe kazał otruć Kordofo, generała dowodzącego jazdą, i dał mi jego
stanowisko, co uradowało czarnych i przygnębiło Aphaków.
Spodoba ci się Tombalku! Jest jakby stworzone dla takich jak my! Pół tuzina wpływowych
stronnictw nieustannie knuje przeciw sobie intrygi. W tawernach i na ulicach wciąż zdarzają
się bójki, skrytobójstwa, pobicia i egzekucje. Są tam kobiety, wino i złoto - wszystko to,
czego potrzeba najemnikowi! A ja cieszę się władzą i królewską łaską! Na Croma, Amalryku,
nie mogłeś zjawić się w sposobniejszej chwili!
No, o co chodzi? Nie wyglądasz na tak
uradowanego, jak niegdyś w takich chwilach.


Proszę, wybacz mi, Conanie rzekł Amalryk. To nie brak zainteresowania, lecz
ogarnęła mnie senność i zmęczenie.
Jednak Akwilończyk nie myślał o złocie, kobietach i intrygach, lecz o dziewczynie śpiącej
w jego ramionach. Nie cieszyła go myśl o wciąganiu jej w taki wir spisków i przelewu krwi,
jaki opisywał Conan. Amalryk zmienił się, choć sam niezbyt zdawał sobie z tego sprawę.
Ostrożnie dobierając słowa, rzekł:


Dopiero co uratowałeś nam życie, za co zawsze będę ci wdzięczny. Jednak nie mam
prawa przyjąć twojej szczodrej propozycji, bo odjechałem, zostawiając cię na pastwę
Aphaków. To prawda, że myślałem, iż nie żyjesz, ale Conan odchylił głowę w tył i ryknął grzmiącym,
szczerym śmiechem. Później klepnął młodzieńca w plecy, niemal rozciągając go na piasku.
Zapomnij o tym! Właściwie powinienem był nie żyć, a gdybyś próbował mnie ratować,
nadzialiby cię na włócznie jak żabę. Jedź z nami do Tombalku przydasz mi się!
Dowodziłeś oddziałem jazdy u Zapayo, prawda?
Tak, tak było.
No właśnie: potrzebuję adiutanta, który szkoliłby moich chłopców. Walczą jak dzikie
bestie, lecz bez ładu i składu, każdy z osobna. Razem możemy zrobić z nich prawdziwych
żołnierzy. Więcej wina! ryknął.
Ostatnio zmieniony 07 listopada 2013, 12:15 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 07 listopada 2013, 18:42

- Zgadzam się, podwójny zwiad to dobry pomysł, Tranicosie. Teraz naszą pierwszorzędną sprawą jest pomóc Księciu - naszemu chlebodawcy.
Mistrzu, ważne pytanie. Jaki mamy czas? Zdążyliśmy wypocząć po ostatniej bitwie?
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 07 listopada 2013, 19:00

Tak jesteście wypoczęci. Jakieś pytania, czy maszerujecie w stronę obozu księcia?
O Tombalku poczytaliście?

avnar
Reactions:
Posty: 1140
Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
Has thanked: 2 times
Been thanked: 8 times

Post autor: avnar » 07 listopada 2013, 21:45

O Tombalku poczytaliśmy i możemy maszerować dalej.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 07 listopada 2013, 22:30

Kolejny dzień.
15 minut od obozu księcia, osada w jakiej książe Ungurius ma siedzibę jest atakowana przez Darfarczyków, jakieś 2000 piechoty. Ale ciężko na pewno to stwierdzić, może być ich więcej.
Co czynicie?

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 07 listopada 2013, 22:38

Zakładam że zwyczajowo jednemu z nas dym leci z nóżki w trakcie i jak mniemam przez chwile po wizji tak? Jeśli tak to Druss jest całą sprawą porządnie wkurzony i żąda odpowiedzi.

- Mam tego dość!- Druss poderwał się z ziemi po kolejnej przeklętej wizji. W pierwszej chwili zachwiał się wciąż oszołomiony całym zajściem. Szybko jednak odzyskał równowagę podpierając się na toporze, jednocześnie wściekle rozglądając się w poszukiwaniu sprawcy całego zajścia, nie zawiódł się odnajdując wzrokiem Chen-Shu i widząc obłoczek dymu unoszący się nad towarzyszem.

- Jesteś nam dobrym towarzyszem Chen-Shu, mężnie stajesz w boju, można na Tobie polegać w tarapatach - Cymmeryjczyk starał się cedzić słowa spokojnie, ale widać było że utrzymanie samokontroli ledwo mu wychodzi i w każdej chwili może ją stracić - Dlatego Spytam się Ciebie jeszcze raz o co chodzi z tym przeklętym dymem z Twojej nogi i tymi przeklętymi majakami?Radzę Ci lepiej odpowiedź szybko i szczerze bo Klnę Się Na Croma Że Jak Znowu Będziesz Milczał To Jednego z Nas Stąd Wyniosą! Masz prawo do posiadania swoich spraw, ale są pewne granice, narażasz nas wszystkich na Crom wie jakie niebezpieczeństwo, więc gadaj lepiej sam, bo wyduszę odpowiedź!
Dla MG
Spoiler!
Druss jest wkurzony i to nie bez powodu, barbarzyńca ma dość pomijania spraw wizji jakby były najnormalniejszą sprawą w świecie, chce odpowiedzi, chociażby najkrótszej, jak zaraz nie zacznie jej słyszeć to może się zrobić bardzo niewesoło Dla Chen- Shu(poważne ubytki w uzębieniu tak na początek myślę) i wszystkich którzy wezmą go w obronę. Druss nie zamierza nikogo zabić ale jak dojdzie do bójki(w wypadku braku odpowiedzi, świętego oburzenia na Cymmeryjczyka itp.) to sprawy mogą się wymknąć spod kontroli bo jak wiemy barbarzyńcy z delikatności i cierpliwości nie słyną;). Wiec jeśli Chen- Shu nie zacznie śpiewać deklaruje podejście i atak pięścią, w ramach skłonienia go do większej rozmowności. Czas pograć wielkiego złego barbarzyńce dwd;.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 08 listopada 2013, 00:17

Niedługo czeka Was bitwa kolejna, ale Cymeryjczyk jest wkurzony, ma dość tych wizji, zdaje się kipieć gniewem, choć stara się tego nie pokazywać,
ale może dojść do rękoczynów, barbarzyńcy są porywczy, pies Chen Shu, warczy ostrzegawczo na Drussa...
Będący mistrzem walki wręcz żółtoskóry wojownik zachowuje spokój...
Co robicie, to wasza sprawa. Ale za 15 minut jeśli pomaszerujecie dalej czeka was najpewniej bitwa. Z siłami jakie nękają księcia Unguriusa.

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 08 listopada 2013, 10:46

Akcja z wkurzonym barbarzyńca miała być tuż po wizji skoro poleciałeś już do przodu, to nieaktualne.... .

Druss zabiera się za uszykowanie swoich ludzi do bitwy. Jak wygląda teren? Czy zostaliśmy zauważeni?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 08 listopada 2013, 10:53

Do przodu, po wizji ruszyłem w poście 636. Już przed postem o wkurzonym barbarzyńcy.
Wygląda na to, że na razie was nie zauważono. Wasze oddziały przezbrojone w dużej części w zdobyczną broń, oraz napełnione duchem zwycięstwa po niedawnej walce mają wysokie morale.

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 08 listopada 2013, 11:46

Do MG
Spoiler!
Posty napisaliśmy niemal równocześnie dlatego napisałem że skoro lecimy do przodu to akcja niebyła,no ale żeby już nie było kajam się uniżenie itd.
To lepiej żebyśmy pozostali niezauważeni, Druss rozkazuje(zakładam że Zorian nic nie będzie mieć przeciwko) żeby zachować cisze,zająć pozycje w ukryciu i wystawić strażników/zwiadowców.

Jak duża jest obóz księcia i jakie ma fortyfikacje? Czy trwa w tej chwili szturm czy wróg go oblega raczej? Jak bardzo nieprzyjaciel jest rozproszony dookoła obozu?Lekka osłona dookoła obleganych i koncentracja głównych sił w jednym miejscu czy raczej rozłożone równomiernie?

Myślę że mamy szanse ich pobić jeśli zaatakujemy z zaskoczenia, tylko silnie i zdecydowanie od razu przechodząć do walki wręcz a nie jak ostatnio będziemy się najpierw ostrzeliwać na początku, bo wtedy zdążą się przeformować i zaleją nas masą.
Trzeba się rozeznać czy będzie szansa przesłania jakieś wiadomości do obleganych, idealnie byłoby żeby któryś z nas się przedarł do księcia(może nawet z jakimś kapłanem skoro książę jest ciężko ranny), zapoznał go z sytuacją i powiedział kiedy zaatakujemy żeby skoordynować atak z obleganymi. Można też spróbować załatwić to inaczej np. posyłając strzałę z wiadomością, albo niech kapłani opętają jakiegoś ptaka żeby ten dał się złapać, przywiązać wiadomość i pokierować do księcia.

Ilu ludzi może mieć książe(na podstawie obserwacji jak i słów znalezionego niedobitka)?

avnar
Reactions:
Posty: 1140
Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
Has thanked: 2 times
Been thanked: 8 times

Post autor: avnar » 08 listopada 2013, 12:19

Ok, akcję z wkurzonym barbarzyńcą przełożymy na później :) Ja też dzisiaj nie mam czasu się rozpisywać.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 08 listopada 2013, 12:41

Proponuję konny szybki zwiad, byśmy nie dali się zaskoczyć. -rzucił Vanko spinając wierzchowca.

Potem uderzmy z całą siłą na tyły nacierających, postaramy się przedrzeć i i dotrzeć do obrońców wspierając ich swymi siłami.
Sprawdzamy, czy w pobliżu są inne siły. Potem pchamy się do walki na tyły wroga. Sztandary w górę, by obrońcy widzieli naszą odsiecz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 08 listopada 2013, 16:35

Wstępnie siły oblegających bardziej 3000 nieregularnej lekkiej piechoty z Darfaru, nie mają umocnień. Mają poniżej 100 łuczników shemickich i poniżej 100 jazdy najemnej raczej Tibu, tylko oni zasłaniają twarze.
Siły Darfarskie zablokowały obóz księcia, otoczony wałem ziemnym i palisadą.

Siły księcia to około 500 ludzi zdolnych do walki, reszta ranna albo zabita, morale niskie mają, otaczają ich hordy ludożerców, a wycofać się nie ma gdzie...
Szykują drabiny, tarany.

Propozycje macie sprzeczne od frontalnego ataku Vanko, by się przebić do obozu, po ukrycie się i atak z zaskoczenie z ew. wysłaniem kogoś do obozu, ciężko będzie się przedostać.
Czekam na decyzje i dalsze ruchy.
Spoiler!
To mój błąd nie sprawdziłem, że się zdublowaliśmy. Trudno. Akcja z tatuażem odłożona.

avnar
Reactions:
Posty: 1140
Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
Has thanked: 2 times
Been thanked: 8 times

Post autor: avnar » 08 listopada 2013, 18:46

Chyba naszą jedyną szansą jest zorganizowanie ataku nocnego w celu zabicia dowódcy. Mamy chyba tylko trochę za mało informacji. Trzeba by poprosić kapłanów Joullaha o pomoc. Również przy pomocy jakiegoś ptaka mogliby zanieść wiadomość do obozowiska żeby książe wiedział że przybywamy.
Ewentualnie jeśli byłyby sprzyjające okoliczności moglibyśmy spróbować ataku równoczesnego. No i powtórzyć sztuczkę ze stadem jeśli jest to możliwe.

ODPOWIEDZ