Dom Frakiego, przed północą, 38 dzień kepon-ranu
Zmroczony ciosem w głowę Balin nic nie odpowiedział na propozycję Barthura tylko wychylił kubek spirytusy. To, że później też nic nie odpowiedział, dziwnym nie było, bo tak zacny trunek potrafił odebrać mowę na kilka minut, a w przypadku słabeuszy to i na całe życie. Balin jednak do słabeuszy nie należał, takoż sięgnął po drugi kubek. Barthur w mig zrozumiał, że to ino znieczulenie przed zbliżającym się zabiegiem, dlatego zabrał się do roboty.
Cały problem polegał na tym, że nosal hełmu wygiął się i wgniatał w krwawiący nos krasnoluda. Na domiar złego dołączyła do tego opuchlizna otaczająca ten kawał żelastwa, a przy okazji zasłaniająca oczy. Należało działać niezwłocznie, póki krew nie krzepła i nie chowała pod strupem wygiętych części hełmu.
Barthur rozejrzał się po pomieszczeniu i w końcu zdecydował się na żelazny, okrągło zakończony nuż do smarowania placków agawy. Ustaliwszy głowę Balina w sinym uścisku dłoni Frakiego, wróżbita zabrał się do odginania nosala. Cóż ... udało się dopiero za trzecim razem, ale bez dodatkowych uszkodzeń twarzy.
W tejże chwili w holu zatłoczyło się. Pierwej od odzianej w pozłacane kirysy straży świątynnej, później przydreptał zgarbiona staruszka kompletnie pozbawiona zębów.
Fraki przeprowadził Nieulękłch do bardziej przestronnych wnętrz na piętrze, a sam czym prędzej pobiegł do kapłana.
Nad ułożonym na ławie Bazookhiem pochylała się starowina marszcząc się, mamrocząc i wcierając w okolice rany jakoweś śmierdzące maści. Gdy skończyła, podeszła do Balina i wcisnęła mu w dłoń coś co wyglądało i śmierdziało jak zawinięte w onucę końskie łajno.
Tym czasem w nieopodal położonej karczmie "Pod rezolutnym Goblinem", uradzono, że sprawę długów Gusłak trzeba załatwić niezwłocznie w miarę możliwości obniżając koszty tychże zabiegów. Kapłan Piana, bogatszy o siedem sztuk złotych monet i garść srebrników, zdobyte głównie za doradzanie jak tu chędożyć coby zbrzuchacić, ruszył do spokojniejszego pokoju na piętrze, gdzie przy świetle świec zaczął zgłębiać sztukę magiczną ukrytą w opasłym tomisku zdobytym całkiem legalnie od nieświadomego swoich poczynać i umierającego z pomąconymi myślami kapłana Arianny.
Stan Bazookha stabilny. Hełm Balina ściągnięty. Nadciągnęła odsiecz w postaci kapłana ze swoją strażą. Zachowanie Frakiego sugeruje, że wolałby, abyście ze wspomnianym kapłanem nie wchodzili w żadne interakcje.