Dyskutując z narastającym podnieceniem o byłym kupcu Ligi oraz perspektywach wyjazdu do Langmere, Grzmociciele opróżnili do końca sagan z rybną polewką. Przybyły pod sam koniec konsumpcji Fineasz musiał się obejść smakiem, nie odmówił jednak skosztowania mocnego samogonu z zielonej butelki, będącej kolejnym darem wdzięcznych sąsiadów dla szajki.
- W siodle do Langmere będzie pół dnia drogi - oszacował na głos Vain, który znał dość dobrze okoliczne trakty oraz meandry Murkhamu - Szlak niemal prosty i dobrze utrzymany, cięgiem idą nim pielgrzymi w góry, całymi kupami. Tamtędy najprostsza droga do Divinium.
- Gorzej z tymi, którzy siodeł nie mają - mruknął pod nosem Fogg oglądając się znacząco na Longswortha - A my co, okrakiem na jakim pielgrzymie mamy pomykać?
- Lepiej już na pielgrzymce, jakiej młódce, w którą można wbić ostrogi... czy też raczej jedną ostrogę - zarechotał Bannister, który zdążył już zapomnieć o ustępującym bólu w prawej dłoni - Taka podróż to choćby i cały dzień.
- Jeśli wszystko pójdzie po myśli i żaden dzisiaj w Cycku czego nie spartoli, jutro z ranka skoczymy do starego Kirswella - powiedział Stryker wygładzając rękawy swej koszuli - Ma ci on kilka osłów uczonych do chodzenia pod siodło i wynajmuje je za parę tarczy od sztuki.
- Na ośle mam jechać?! - Fineasz zakrztusił się przełykanym właśnie samogonem, a w oczach stanęły mu łzy - Postradałeś rozum?! Ja na ośle?!
- Morrow mi świadkiem, będziecie do siebie idealnie pasowali - wtrącił ze śmiertelnie poważną miną Bancroft, z całych sił powstrzymując wybuch śmiechu - Trudno jeno będzie orzec, który z was właściwie mądrzejszy!
- I wcale nie musisz, jeśli nie chcesz - dodał Stryker wzruszając ramionami - Możesz truchtać za końskimi ogonami, jeśli chcesz, ale zapomnij, że cię wezmę za siebie na siodło. Niby dziewki wolisz, ale kto cię tam wie, Fineasz, ponoć dawno już nie chędożyłeś, lepiej nie ryzykować.