PBF - Czarne złoto

Herudaio
Reactions:
Posty: 105
Rejestracja: 12 stycznia 2014, 19:59

Post autor: Herudaio » 08 lutego 2014, 20:13

- Reynard dobrze prawi. Dzisiejszej nocy to oni będą się nas spodziewać, nic z tego dobrego nie wyjdzie.
"I ask only for an enemy worth fighting,
and a cause worth fighting for."
- Spartan prayer

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 lutego 2014, 22:22

6 Katesh 608 OR, nocne ulice Clockers Cove

Młody Grimes pochwycił złotą monetę niczym wygłodniały pies kawałek ciśniętego mu mięsa, na ułamek chwili tracąc z wrażenia mowę. W dzielnicach takich jak Mały Ostrów w obiegu znajdowały się miedziaki z pewną dozą bitych ze srebra tarczków, złoto widywało się tutaj od święta i skrzętnie chowano, by nie zwracało niczyjej uwagi.

- Wielkie dzięki, ogromne dzięki, panie Stryker! - wyrzucił z siebie chłopak - Niezwykła to hojność! Poczekamy do rana w zaułkach, jakby te kurwie paszczaki tu wróciły, damy wam wnet znać.

Nie czekając na odpowiedź Grzmocicieli chłopiec dosłownie rozpłynął się w ciemnościach nocy. Mały Ostrów sprawiał wrażenie opustoszałego kwartału, stojąc w wyraźnym kontraście z tętniącymi nocnym życiem uliczkami dzielnic portowych.

- Coraz więcej chmur - powiedział półgłosem Vain, spoglądając ponad rondem kapelusza na ciemne niebo widoczne pomiędzy dachami wielopiętrowych kamienic - Jutro może padać.

- Tylko nie deszcz, proszę - jęknął Fogg - Nienawidzę podróżować w deszczu!
Zakładam, że wracacie prosto do domu i kładziecie się spać. Co ewentualnie chcecie ustalić w kwestii wart? Gwoli ścisłości, Finch dostał tylko po grzbiecie, trollaki nie zdążyły mu zrobić większej krzywdy.

Mała podpowiedź w kwestii monetarnej: jedna złota korona warta jest dziesięć srebrnych tarczków albo sto miedziaków.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 08 lutego 2014, 22:33

Wartujemy po kolei, 1.5 do 2 godzin każdy.
Kolejność alfabetyczna. :P

Herudaio
Reactions:
Posty: 105
Rejestracja: 12 stycznia 2014, 19:59

Post autor: Herudaio » 08 lutego 2014, 22:52

Wątek techniczny:
Araven +1
"I ask only for an enemy worth fighting,
and a cause worth fighting for."
- Spartan prayer

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 08 lutego 2014, 23:12

Czyli 8art jest ostatni:)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 lutego 2014, 22:31

6 Katesh 608 OR, siedziba "Grzmocicieli" na Małym Ostrowie

Vain i Stryker sprawdzili przed spoczynkiem pełniącą rolę stajni szopę, ukrytą w ogrodzonym wysokim murem podwórku na tyłach domostwa i strzeżoną za pomocą grubej drewnianej bramy. Nakarmione resztkami obroku zwierzęta nie sprawiały wrażenie niespokojnych, co nieco uspokoiło widzących w każdym cieniu trollaka młodzieńców. Pozamykawszy wszystkie drzwi i okiennice Grzmociciele ułożyli się do snu w izbie na parterze, znosząc do niej swe koce i senniki i decydując się na sen w jednej grupie dla zapewnienia sobie większego bezpieczeństwa.

Czuwali na zmiany, budząc się nawzajem na odległy dźwięk wybijającego kolejne godziny zegara na wieży miejskiego ratusza i tkwiąc z nabitą bronią przy jedynym uchylonym nieznacznie okienku. Puste uliczki Małego Ostrowu sprawiały wrażenie ogołoconych z życia, o ile nie brało się pod uwagę paru zabłąkanych w drodze do domu pijaków i kręcących się pod ścianami kamienic szczurów.

Noc minęła spokojnie, nad samym zaś ranem stało się coś, czego Phineas Fogg obawiał się najbardziej: zaczął padać deszcz. Początkowo przybrawszy postać lekkiej mżawki, kapuśniaczek niemal uśpił swym miarowym cichutkim dźwiękiem opartego o futrynę okna Rogana, potem jednak przeszedł w rzęsistą ulewę, ciepłą przez wzgląd na letnią porę, ale i tak dokuczliwą.

Potrząsani przez Vaina za ramiona i ciągnięci za uszy, ziewający szeroko Grzmociciele poczęli się wiercić na posłaniach równo z nadejściem brzasku, niezbyt się kwapiąc do wyjścia spod koców. Żaden z nich nie spał tej nocy spokojnie, wszyscy śnili na przemian o trollakach, skrzatuchach i skwapliwie odrąbujących różne członki Rycerzach Proroka, toteż siadając na posłaniach tarli powieki mamrocząc jednocześnie pod nosami paskudne słowa.
Noc minęła, nadszedł świt! Nowy wspaniały dzień! Czas wyruszać za miasto i zniknąć co poniektórym tutejszym na jakiś czas z oczu! Czy już wspominałem, że nie macie nic na śniadanie? ;)

maciej
Reactions:
Posty: 1374
Rejestracja: 29 marca 2012, 21:53

Post autor: maciej » 11 lutego 2014, 09:44

-Kurwa,no nie!-stwierdził Fogg otwierając rankiem oczy. Oparł sie z ponurą miną o parapet i powtórzył- No po prostu kurwa,no nie. Morrowie,czy Ty to widzisz?-zadał pytanie,nie spodziewając się jakiejkolwiek odpowiedzi.
-Czemu akurat dziś musi lać?
"Mieli do wyboru wojn? lub ha?b?, wybrali ha?b?, a wojn? b?d? mieli tak?e"

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 11 lutego 2014, 10:10

- Mięczak - zaśmiał się Rogan - drobny deszczyk i marudzi. Kiedyś jechałem dwa tygodnie w deszczu, a skóra tak mi się rozmiękła, że krew zaczęła przesiąkać. Nic ci nie będzie jak trochę smrodu z nas ściągnie.

- Trza coś do żarcia skołować - zmienił temat Vain - w żołądku aż mnie skręca. Hej zbierajcie się szybciej, bo przed wyjazdem trzeba coś wtrząchnąć.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 11 lutego 2014, 10:49

- Fogg, tyś kurwa delikatny jak llaelska dwórka. Uważaj żeby Ci się od siodła nagniotki na rzyci nie porobiły i deszcz pudru nie rozmył, bo nie przymierzając wyglądu wiekowej ladacznicy rynsztoku nabierzesz. - zaśmiał się Nathaniel.

Nawykłemu do siodła Strykerowi niemal zajedbo było czy będą w słońcu czy w deszczu pracować, bardziej przeszkadzały mu braki aprowizacyjne. Miał nadzieję, że uda im się kupić kilka bochenków ciepłego pieczywa od któregoś z lokalnych piekarzy:

- Ruszajmy. Może już stary Jargo jakie podpłomyki ma już gotowe na piekarni, albo chrupiące bułki, bo co jak co w deszczu mogę jechać, ale z pustym bandziochem, to już nie bardzo.

maciej
Reactions:
Posty: 1374
Rejestracja: 29 marca 2012, 21:53

Post autor: maciej » 11 lutego 2014, 10:53

To bylismy po tego konia ? Bo doszedlem do wniosku jednak że sie wozem zabiorę,na wypadek jakby napastnicy odciągneli eskortę od karawany. Ktoś musi przecież bronić taboru
"Mieli do wyboru wojn? lub ha?b?, wybrali ha?b?, a wojn? b?d? mieli tak?e"

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 11 lutego 2014, 11:02

Pusty żołądek zdecydowanie wyostrzał humor Trzeciego:

- Jak chesz na wozach zostać jak baba, to Ci po przyjacielsku radzę: rzyci dobrze pilnuj, bo Cie jeszcze Rogan albo Longworth wezmą za markietantke i zdybią jak dziewice, a wiesz jakie oni psy na baby. Nie będzie zmiłuj, bedziesz miał potem rzyć jak khardzki garłacz.

Wątek techniczny

Mnie to wszystko jedno, czy wszyscy będziemy konno czy ktoś wozem będzie jechał. Tyle że Finn będzie musiał biec za nami z wywieszonym ozorem na miejsce spotkania, albo jak coś się stanie (a wszyscy wiemy, że coś się napewno stanie;) to może pozostać bez transportu.

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 11 lutego 2014, 11:15

Leto nie angażował się w rozmowę. Musiał akceptować rubaszny, momentami wulgarny sposób wysławiania się kompanów. Sam jednak starał się wulgaryzmów nie używać (choć zdarzały się wyjątki) i dbać o czystość języka mówionego. Skądś przecież musiał wziąć się przydomek Księcia.

- Jeśli już skończyliście tą jakże interesującą konwersację, to może przejdziemy do realizacji planu dnia, którego pierwszym, i jakże istotnym punktem powinno być spożycie porannego posiłku. Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale jestem przekonany, że od samego gadania brzuchy nam się nie napełnią. Udajmy się więc gdzieś, gdzie podadzą nam godny bohaterów dzielnicy posiłek i nie traćmy więcej czasu.
Też myślę, że lepiej, żeby każdy miał swojego wierzchowca. Finn może konia uwiązać za wozem jako luzaka. Lepiej mieć o jednego konia za dużo w spokojnej podróży, niż o jednego za mało w razie kłopotów (właśnie stworzyłem przysłowie).

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 11 lutego 2014, 11:21

Trzeba się streszczać z tym śniadaniem, rano bodajże mieli już na nas czekać.
Sprawdzam broń, ekwipunek, uprząż na koniu.

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 11 lutego 2014, 11:29

Zapewne cały nasz dobytek zabierzemy ze sobą, ale warto choć w minimalnym stopniu zadbać o bezpieczeństwo naszej kwatery. Da się zamknąć drzwi? Może jakąś drzazgę między zamknięte drzwi a futrynę wsadzić, żeby wiedzieć czy podczas naszej nieobecności ktoś skrycie naszego lokum nie odwiedzi.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 11 lutego 2014, 17:47

7 Katesh 608 OR, siedziba "Grzmocicieli" na Małym Ostrowie

Głodni i niezbyt ucieszeni wilgotną aurą, Grzmociciele pozbierali naprędce swój dobytek, upychając niezbędne przedmioty w impregnowanych przed wodą skórzanych plecakach i dokładając wielkich starań, by nie zamoczyć zapasu amunicji do rewolwerów. Wyprowadzone z szopy konie prychały z równie wielkim niezadowoleniem, strzygąc uszami i trącając swych właścicieli pyskami.

Deszczowa woda tryskała z miedzianych rynien, ciurkała po kamiennych gzymsach i wsiąkała w ubitą ziemię krętych uliczek Małego Ostrowu tworząc rozległe grząskie kałuże. Czujny jak zwykle Rogan Vain wyjrzał z okienka na poddaszu domostwa szukając wzrokiem śladu przyczajonych gdzieś trollaków, nigdzie jednak nie dostrzegł żadnego z nich.

Nieco uspokojeni, spakowani mężczyźni zaczęli wyprowadzać konie na ulicę upewniając się jednocześnie, że wszystkie okiennice i rygle ich domostwa były zamknięte, a sam budynek sprawiał wrażenie dość zadbanego, by przez kilka dni odstraszać włóczące się po okolicy w poszukiwaniu lokum gobbery.

Kiedy w głębi uliczki pojawiła się idąca szybkim krokiem poprzez deszcz szczupłą zakapturzona postać, Stryker pozdrowił ją uniesioną ręką i wyszczerzył zęby w uśmiechu, który niemal natychmiast spełzł z ust młodzieńca na widok miny przybysza.

Trącony niezgrabnie łokciem Bancroft zbyt późno zorientował się w grożącym mu niebezpieczeństwie, okręcił się w miejscu zbyt wolno i zupełnie nie spodziewając się zagrożenia.

- Gdzieś się wybierasz? - Juliana Montfort odrzuciła z głowy chroniący ją przed deszczem kaptur, odsłaniając morze kruczoczarnych włosów opadających lokami na ramiona i szyję - I pewnie bardzo się śpieszysz, że nie zdążyłeś się pożegnać, co?
Błyski w pięknych oczach tej damy sugerują, że w pewnych okolicznościach może być dużo groźniejsza od wściekłego trollaka...

ODPOWIEDZ