PBF - Łącznik z południa
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wątek techniczny
Waylander: Wojbot tej klasy nie jest wbrew pozorom rzadkim widokiem na ulicach Llaelu. Po wojnie Vanguard stał się poszukiwanym obiektem bogatszych kompanii najemnych. Sporo z nich armia Khadoru przerobiła na swoje maszyny, część poszła na "żyletki", a niektóre po zainstalowaniu słabszych cortexów zostały botami cywilnymi. Ten egzemplarz jest nawet niepomalowany i nie ma żadnych, widocznych na pierwszy rzut oka oznaczeń. Spokojnie mógłby uchodzić za parobota.
Dobro: Słyszałeś Lewisa krzyczącego po cygnarsku: Kryć się!, a nie widziałeś, żeby Cordillo rzucał granatem pod swoje nogi. Natomiast nie widziałeś też aby robił to Amistead. Cóż, pozostają Ci tylko domysły i własna interpretacja. Może Kendrik, Falko albo nawet Podolski rzucił granatem.
Waylander: Wojbot tej klasy nie jest wbrew pozorom rzadkim widokiem na ulicach Llaelu. Po wojnie Vanguard stał się poszukiwanym obiektem bogatszych kompanii najemnych. Sporo z nich armia Khadoru przerobiła na swoje maszyny, część poszła na "żyletki", a niektóre po zainstalowaniu słabszych cortexów zostały botami cywilnymi. Ten egzemplarz jest nawet niepomalowany i nie ma żadnych, widocznych na pierwszy rzut oka oznaczeń. Spokojnie mógłby uchodzić za parobota.
Dobro: Słyszałeś Lewisa krzyczącego po cygnarsku: Kryć się!, a nie widziałeś, żeby Cordillo rzucał granatem pod swoje nogi. Natomiast nie widziałeś też aby robił to Amistead. Cóż, pozostają Ci tylko domysły i własna interpretacja. Może Kendrik, Falko albo nawet Podolski rzucił granatem.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Zarzecze; Przed oficyną Cordillo; 27 Ketash 606 OR, przed południem;
Falko obejrzał się na kompanów doskakując do rogu budynku. Podolski i Banderas, może nie dosłyszeli okrzyku Umbrianina, a może go ziignorowali. Dennison właśnie miał smagnąć konie zaprzężone do pożyczonego wozu. Na środku ulicy pozostawał zakurzony Amistead, trzymający w ręku świstek papieru.
Tardiri powiódł nieco zawiedzionym wzrokiem po agentach. Nic jednak nie było jeszcze stracone, bo w grze pozostawał najważniejszy dla planu Falka uczestnik: Cygnarski Botmistrz i intuicja podpowiadała magianikowi, że Lewis podjął grę.
Obaj równocześnie spojrzeli na wóz i jako dobrze obeznani z wojbotami pomyśleli dokładnie to samo, jeden po llaelsku, a drugi po cygnarsku:
-"Kurwości, nadałby się taki zaprzęg."
Wątek techniczny
Falko już się skusił, patrz post 434. W świecie gry (w odróżnieniu od reala) od tego momentu minęło może pięć sekund.
Coś jeszcze przyszło Wam do głowy. Bot, jeśli prowadzić go ulicami Zarzecza, będzie dorównywał krokiem ludziom, ale będzie palił ogromne ilości węgla, a o dojściu do miejsca kontaktowego lub odległej kryjówki, bez "tankowania" raczej nie ma mowy.
Zarówno armie Żelaznych Królestw, jak i prywatni armatorzy niemal zawsze wożą paroboty wozami gdzie tylko się da. Przede wszystkim dla oszczędności paliwa i zużywających się podzespołów. Zaprzężony w pare ciężkich koni wóz bez trudu, a co najważniejsze szybko mógłby wyzwieźć bota...
Ha! Tylko trzeba go jeszcze okiełznać! (I tu MG wybucha złowieszczym śmiechem;)
Falko obejrzał się na kompanów doskakując do rogu budynku. Podolski i Banderas, może nie dosłyszeli okrzyku Umbrianina, a może go ziignorowali. Dennison właśnie miał smagnąć konie zaprzężone do pożyczonego wozu. Na środku ulicy pozostawał zakurzony Amistead, trzymający w ręku świstek papieru.
Tardiri powiódł nieco zawiedzionym wzrokiem po agentach. Nic jednak nie było jeszcze stracone, bo w grze pozostawał najważniejszy dla planu Falka uczestnik: Cygnarski Botmistrz i intuicja podpowiadała magianikowi, że Lewis podjął grę.
Obaj równocześnie spojrzeli na wóz i jako dobrze obeznani z wojbotami pomyśleli dokładnie to samo, jeden po llaelsku, a drugi po cygnarsku:
-"Kurwości, nadałby się taki zaprzęg."
Wątek techniczny
Falko już się skusił, patrz post 434. W świecie gry (w odróżnieniu od reala) od tego momentu minęło może pięć sekund.
Coś jeszcze przyszło Wam do głowy. Bot, jeśli prowadzić go ulicami Zarzecza, będzie dorównywał krokiem ludziom, ale będzie palił ogromne ilości węgla, a o dojściu do miejsca kontaktowego lub odległej kryjówki, bez "tankowania" raczej nie ma mowy.
Zarówno armie Żelaznych Królestw, jak i prywatni armatorzy niemal zawsze wożą paroboty wozami gdzie tylko się da. Przede wszystkim dla oszczędności paliwa i zużywających się podzespołów. Zaprzężony w pare ciężkich koni wóz bez trudu, a co najważniejsze szybko mógłby wyzwieźć bota...
Ha! Tylko trzeba go jeszcze okiełznać! (I tu MG wybucha złowieszczym śmiechem;)
Byłem przekonany że wóz jest za mały i nie wchodzi w grę... . Jak możemy go użyć. To jesteśmy ustawieni, o ile woźnica wykaże sie opanowaniem i nam pomoże
?
EDIT: Zapomniałem jeśli będzie miejsce to moglibyśmy chwycić(albo bot by mógł żeby było szybciej)jakąś skrzynie i wrzucić do niej ciało Cordillo na czas transportu. Wtedy będzie łatwiej się wyrwać bez zwracania uwagi a po za tym nawet jak byłaby kontrola to...uwagę skupią pewnie na bocie:P.
EDIT: Zapomniałem jeśli będzie miejsce to moglibyśmy chwycić(albo bot by mógł żeby było szybciej)jakąś skrzynie i wrzucić do niej ciało Cordillo na czas transportu. Wtedy będzie łatwiej się wyrwać bez zwracania uwagi a po za tym nawet jak byłaby kontrola to...uwagę skupią pewnie na bocie:P.
Ostatnio zmieniony 17 marca 2014, 15:28 przez Waylander, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Zarzecze; Przed oficyną Cordillo; 27 Ketash 606 OR, przed południem;
Tardiri ruszył wzdłuż muru z wyłomem czynionym przez Vanguarda, tak aby znaleźć się za plecami maszyny. Bot dostrzegł intruza i jakby od niechcenia machnął wielką stalową ręką aby odgonić przeszkadzającą mu w niszczeniu ściany postać. Falko w porę dostrzegł zbliżającą się ku niemu maczugę i zanurkował przed siebie, o włos unikając niebezpiecznego trafienia. Wojbot oderwał się od zdawałoby się hipnotycznego zacięcia z jakim rozrywał cegły oficyny i skierował swój wzrok na maleńkiego człowieczka, leżącego tuż koło niego i podnoszącego się z zakurzonej ulicy. Tardiri z przerażeniem w oczach dostrzegł jak Vanguard podnosi kilkusetfuntową nogę w zamiarze zdeptania intruza. Wiedział, że tylko cud uratuje go przed wdeptaniem w klepisko przed budynkiem.
I cud się zdarzył, co Falko złożył na karb miłosiernego Morrowa i obiecał sobie w duchu pielgrzymkę do sankuarium w cygnarskim Langmere. Automat nagle całkowicie stracił zainteresowanie leżącym na ziemi człowiekiem, odwrócił swój stalowy łeb od Falka i postawił niezręcznie nogę kilkanaście cali dalej, mijając cel i wzniecając chmurę kurzu wdzierającego się w nozdrza i oczy mężczyzny.
Tardiri nie liczył jednak na kolejny cud. Zerwał się na nogi, widząc jak wojbot go mija i rusza stawiając powoli i niezręcznie kroki na środek ulicy.
Lewis przestraszył się nieco. Impulsem magii zwrócił na siebie uwagę wojbota, ale spodziewał się, że uda mu się uspokoić maszynę, tak aby mógł spokojnie ją dotknąć i przejąć kontrolę nad cortexem Vanguarda. Tymczasem wyczuwał wrogie zamiary wobec siebie. Zdał sobie przerażony sprawę, że maszyna wciąż powoli, ale sumiennie wykonuje pośmiertny rozkaz swojego poprzedniego mistrza. Cortex Bota zaciął się i na nic zdadzą się kody dostępu, bo bez odcięcia energii nici z próby przejęcia maszyny.
Odruchowo cofnął się o krok i wtedy dostrzegł, jak Falko w porywie szaleństwa skoczył na plecy wojbota i nie zważając na parzący dłonie i twarz gorący piec maszyny, wetknął rękę pod znajdującą się na karku bota ruchomą klapkę.
Vanguard stanął w pół kroku, a wizjer maszyny świecący dotąd bursztynowym blaskiem zbladł i po bardzo krótkiej chwili przybrał szary kolor. Gęsty, czarny dym buchający z boliera nagle zamienił się w wąziutką, ledwie widoczną mgiełkę. Maszyna wyłączyła się!
Falko zeskoczył na ziemię, krzywiąc się z bólu i dmuchając na poparzone dłonie, a Amistead w lot zrozumiał czego właśnie dokonał magianik. Jaźń automata stała teraz przed botmistrzem otworem.
Wątek techniczny
Cortex zresetowany! Maszyna za sekundę zacznie znów budzić się do życia. Nic nie stoi teraz na przeszkodzie aby Lewis mógł teraz spróbować przejąć kontrolę nad botem!
Nie wiem jeszcze tylko czy Kendrik zwiewa wozem, czy czeka na kompanów?
Aha, Waylander, w jakim języku Lewis próbuje przejąć bota?
Tardiri ruszył wzdłuż muru z wyłomem czynionym przez Vanguarda, tak aby znaleźć się za plecami maszyny. Bot dostrzegł intruza i jakby od niechcenia machnął wielką stalową ręką aby odgonić przeszkadzającą mu w niszczeniu ściany postać. Falko w porę dostrzegł zbliżającą się ku niemu maczugę i zanurkował przed siebie, o włos unikając niebezpiecznego trafienia. Wojbot oderwał się od zdawałoby się hipnotycznego zacięcia z jakim rozrywał cegły oficyny i skierował swój wzrok na maleńkiego człowieczka, leżącego tuż koło niego i podnoszącego się z zakurzonej ulicy. Tardiri z przerażeniem w oczach dostrzegł jak Vanguard podnosi kilkusetfuntową nogę w zamiarze zdeptania intruza. Wiedział, że tylko cud uratuje go przed wdeptaniem w klepisko przed budynkiem.
I cud się zdarzył, co Falko złożył na karb miłosiernego Morrowa i obiecał sobie w duchu pielgrzymkę do sankuarium w cygnarskim Langmere. Automat nagle całkowicie stracił zainteresowanie leżącym na ziemi człowiekiem, odwrócił swój stalowy łeb od Falka i postawił niezręcznie nogę kilkanaście cali dalej, mijając cel i wzniecając chmurę kurzu wdzierającego się w nozdrza i oczy mężczyzny.
Tardiri nie liczył jednak na kolejny cud. Zerwał się na nogi, widząc jak wojbot go mija i rusza stawiając powoli i niezręcznie kroki na środek ulicy.
Lewis przestraszył się nieco. Impulsem magii zwrócił na siebie uwagę wojbota, ale spodziewał się, że uda mu się uspokoić maszynę, tak aby mógł spokojnie ją dotknąć i przejąć kontrolę nad cortexem Vanguarda. Tymczasem wyczuwał wrogie zamiary wobec siebie. Zdał sobie przerażony sprawę, że maszyna wciąż powoli, ale sumiennie wykonuje pośmiertny rozkaz swojego poprzedniego mistrza. Cortex Bota zaciął się i na nic zdadzą się kody dostępu, bo bez odcięcia energii nici z próby przejęcia maszyny.
Odruchowo cofnął się o krok i wtedy dostrzegł, jak Falko w porywie szaleństwa skoczył na plecy wojbota i nie zważając na parzący dłonie i twarz gorący piec maszyny, wetknął rękę pod znajdującą się na karku bota ruchomą klapkę.
Vanguard stanął w pół kroku, a wizjer maszyny świecący dotąd bursztynowym blaskiem zbladł i po bardzo krótkiej chwili przybrał szary kolor. Gęsty, czarny dym buchający z boliera nagle zamienił się w wąziutką, ledwie widoczną mgiełkę. Maszyna wyłączyła się!
Falko zeskoczył na ziemię, krzywiąc się z bólu i dmuchając na poparzone dłonie, a Amistead w lot zrozumiał czego właśnie dokonał magianik. Jaźń automata stała teraz przed botmistrzem otworem.
Wątek techniczny
Cortex zresetowany! Maszyna za sekundę zacznie znów budzić się do życia. Nic nie stoi teraz na przeszkodzie aby Lewis mógł teraz spróbować przejąć kontrolę nad botem!
Nie wiem jeszcze tylko czy Kendrik zwiewa wozem, czy czeka na kompanów?
Aha, Waylander, w jakim języku Lewis próbuje przejąć bota?
Ostatnio zmieniony 18 marca 2014, 18:32 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
- Jolly good job mate! - Lewis rzucił się w kierunku unieruchomionego wojbota biegiem woląc nie ryzykować że ten zdąży się uruchomić ponownie zanim zdoła przejąc nad nim kontrolę. Podświadomie zdał sobie sprawę że ostatnia uwaga ze względu na użyty język nie była szczytem konspiracyjnego kunsztu, ale już nic na to nie był w stanie poradzić.
Mam taki plan, przejmuje kontrole nad botem(eh te złudzenia co do szybkiego i bezproblemowego przeprowadzenia tego procesu;)) i zajmę się wprowadzeniem go na wóz(jeśli dam rade zrobić to samemu). Wy(ufnie zakładam że Kendrik udzieli pomocy:P) wbiegnijcie do środka żeby zdobyć ewentualne dokumenty(tudzież wspomniane wcześniej złoto) i przede wszystkim wzniecić pożar...w sumie albo mi się wydaje albo powinniśmy mieć chyba granat zapalający w spadku po Mime więc można by tylko cisnąc ten do środka, jeśli bardzo się wam śpieszy:P. Tyle że pozostała jeszcze kwestia skrzyni/worka na ciało Cordillo, bawimy się w to?
A jeśli wejdę do środka biura jeszcze to o ile zobaczę gdzieś na pierwszy rzut oka węgiel dla naszego "malucha" to staram się chwycić jakieś wiaderko/worek żeby móc dorzucić do kotła.
Co do języka to spróbuje miejscowego.
Mam taki plan, przejmuje kontrole nad botem(eh te złudzenia co do szybkiego i bezproblemowego przeprowadzenia tego procesu;)) i zajmę się wprowadzeniem go na wóz(jeśli dam rade zrobić to samemu). Wy(ufnie zakładam że Kendrik udzieli pomocy:P) wbiegnijcie do środka żeby zdobyć ewentualne dokumenty(tudzież wspomniane wcześniej złoto) i przede wszystkim wzniecić pożar...w sumie albo mi się wydaje albo powinniśmy mieć chyba granat zapalający w spadku po Mime więc można by tylko cisnąc ten do środka, jeśli bardzo się wam śpieszy:P. Tyle że pozostała jeszcze kwestia skrzyni/worka na ciało Cordillo, bawimy się w to?
A jeśli wejdę do środka biura jeszcze to o ile zobaczę gdzieś na pierwszy rzut oka węgiel dla naszego "malucha" to staram się chwycić jakieś wiaderko/worek żeby móc dorzucić do kotła.
Co do języka to spróbuje miejscowego.
Ostatnio zmieniony 18 marca 2014, 19:58 przez Waylander, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Zarzecze; Przed oficyną Cordillo; 27 Ketash 606 OR, przed południem;
Lewis doskoczył do bota. Tak jak uczono go w Akademii i jak to czynił wielokroć z cygnarskimi maszynami dotknął pancerza maszyny, tak jakby miał zamiar wyczuć pod stalową płytą bijące serce i przemówił w myślach do jaźni maszyny, przedstawiając jej na przemian wypisane słowa i obrazy z kartki Cordillo. Skończywszy uzmysłowił sobie, że zabezpieczenia automata są wciąż aktywne i cortex nie akceptuje jego kodu.
Spróbował po cygnarsku. Teraz poszło już wiele lepiej. Amistead poczuł jak jego zmysły zaczynają czuć obcą, nieludzką jaźń maszyny. Myślą nakazał botowi podnieść rękę, ale ku swojemu zdziwieniu Vanguard wykonał polecenie ze sporym opóźnieniem, zdawało się nie rozumiejąc do końca komendy.
Nie było się czasu się zastanwiać nad przyczyną tego stanu rzeczy. Botmistrz i tak już zmarnował szmat czasu próbując wprowadzić kody dostępu. Zaraz mogło być tutaj czerwono od płaszczy Gwardii Zimowej.
Falko nie przyglądał się temu jak Lewis przejmuje wojbota. Wparował do wnętrza oficyny, rozglądając się za cennymi z punktu widzenia wywiadu przedmiotami. Ominął kantorek, który już wcześniej ogarnął wzrokiem, nim zaczęła się awantura z Cordillem i wszedł przez wybitą przez maszynę dziurę w ścianie do magazynu.
Jeden rzut oka wystarczył magianikowi, aby domyśleć się co tu się działo: "Tu go dopiero co złożono i pewno s go nie złożył". Wszędzie walały się puste drewniane skrzynie. Wokół pełno było narzędzi do serwisowania bota.
Techniczna żyłka magianika przeważyła. Mężczyzna schwycił kilka najbardziej niezbędnych kluczy i wetknął za pas. Jego uwagę przykuły jeszcze dwie nieodpieczętowane skrzynie. Jedna długa i wąska, oraz druga swym rozmiarem przypominająca ogromną trumnę. Falko widział już takie skrzynie nie raz i domyślał się co w nich było.
Na półce stał jeszcze niewielki kuferek. Falko wziął go, a potem, gy już wychodził wziął z ziemi ogromną płachtę płótna, na tyle dużą, że można nią było przykryć konstrukcję wojbota.
Magianik wyszedł na zewnątrz cały czas czując z jednej strony ciężar zapalającego granatu w kieszeni, a z drugiej rozpacz, że tyle dobra trzeba będzie zostawić. Bot tymczasem był gotowy do akcji...
Wątek techniczny
Bot przejęty, choć Amistead ma wrażenie, że automat nie do końca rozumie polecenia. Zeszło trochę więcej czasu, bo były dwie próby przejęcia cortexu. Od początku awantury teraz minęła około minuta.
Założyłem, że Tardiri wparował do środka. Sporo tam ciekawych fantów dla magianika, tylko czasu nie wiadomo ile. Na razie Falko zwinął kilka kluczy do Vanguarda, małą szkatułkę i płótno.
Nie wiem, czy próbujecie jeszcze coś wynosić, (a jest co brać np brakujące elementy wojbota, części, narzędzia itp) czy sami wynosicie się z potencjalnie niebezpiecznego miejsca.
Ponieważ nie mam potwierdzenia od Kendrika, co robi, to pójdę na rękę. Ktoś z Was krzyknął na woźnicę i Dennison czeka na Was obgryzając z nerwów paznokcie u stóp;)
Lewis doskoczył do bota. Tak jak uczono go w Akademii i jak to czynił wielokroć z cygnarskimi maszynami dotknął pancerza maszyny, tak jakby miał zamiar wyczuć pod stalową płytą bijące serce i przemówił w myślach do jaźni maszyny, przedstawiając jej na przemian wypisane słowa i obrazy z kartki Cordillo. Skończywszy uzmysłowił sobie, że zabezpieczenia automata są wciąż aktywne i cortex nie akceptuje jego kodu.
Spróbował po cygnarsku. Teraz poszło już wiele lepiej. Amistead poczuł jak jego zmysły zaczynają czuć obcą, nieludzką jaźń maszyny. Myślą nakazał botowi podnieść rękę, ale ku swojemu zdziwieniu Vanguard wykonał polecenie ze sporym opóźnieniem, zdawało się nie rozumiejąc do końca komendy.
Nie było się czasu się zastanwiać nad przyczyną tego stanu rzeczy. Botmistrz i tak już zmarnował szmat czasu próbując wprowadzić kody dostępu. Zaraz mogło być tutaj czerwono od płaszczy Gwardii Zimowej.
Falko nie przyglądał się temu jak Lewis przejmuje wojbota. Wparował do wnętrza oficyny, rozglądając się za cennymi z punktu widzenia wywiadu przedmiotami. Ominął kantorek, który już wcześniej ogarnął wzrokiem, nim zaczęła się awantura z Cordillem i wszedł przez wybitą przez maszynę dziurę w ścianie do magazynu.
Jeden rzut oka wystarczył magianikowi, aby domyśleć się co tu się działo: "Tu go dopiero co złożono i pewno s go nie złożył". Wszędzie walały się puste drewniane skrzynie. Wokół pełno było narzędzi do serwisowania bota.
Techniczna żyłka magianika przeważyła. Mężczyzna schwycił kilka najbardziej niezbędnych kluczy i wetknął za pas. Jego uwagę przykuły jeszcze dwie nieodpieczętowane skrzynie. Jedna długa i wąska, oraz druga swym rozmiarem przypominająca ogromną trumnę. Falko widział już takie skrzynie nie raz i domyślał się co w nich było.
Na półce stał jeszcze niewielki kuferek. Falko wziął go, a potem, gy już wychodził wziął z ziemi ogromną płachtę płótna, na tyle dużą, że można nią było przykryć konstrukcję wojbota.
Magianik wyszedł na zewnątrz cały czas czując z jednej strony ciężar zapalającego granatu w kieszeni, a z drugiej rozpacz, że tyle dobra trzeba będzie zostawić. Bot tymczasem był gotowy do akcji...
Wątek techniczny
Bot przejęty, choć Amistead ma wrażenie, że automat nie do końca rozumie polecenia. Zeszło trochę więcej czasu, bo były dwie próby przejęcia cortexu. Od początku awantury teraz minęła około minuta.
Założyłem, że Tardiri wparował do środka. Sporo tam ciekawych fantów dla magianika, tylko czasu nie wiadomo ile. Na razie Falko zwinął kilka kluczy do Vanguarda, małą szkatułkę i płótno.
Nie wiem, czy próbujecie jeszcze coś wynosić, (a jest co brać np brakujące elementy wojbota, części, narzędzia itp) czy sami wynosicie się z potencjalnie niebezpiecznego miejsca.
Ponieważ nie mam potwierdzenia od Kendrika, co robi, to pójdę na rękę. Ktoś z Was krzyknął na woźnicę i Dennison czeka na Was obgryzając z nerwów paznokcie u stóp;)
Czy w środku było coś w co moglibyśmy zapakować Cordillo? Nie musi być skrzynia wystarczyłby jeszcze dodatkowy kawał płótna chociaż.
Z chęcią bym tam poszabrował ale lepiej już dłużej nie kusić losu. Rozkazuje botowi wchodzić na wóz.
A tak po za tym dowiemy się co według falko było w tych skrzyniach
?
Co do użytego języka to mogłem się zapytać głupi w jakim języku były podane hasło i polecenia na kartce.
czy mam jakieś podejrzenia czemu bot się tak zachowuje, może potrzebuje chwili do otrząśnięcia się po śmierci poprzedniego kontrolera?
Z chęcią bym tam poszabrował ale lepiej już dłużej nie kusić losu. Rozkazuje botowi wchodzić na wóz.
A tak po za tym dowiemy się co według falko było w tych skrzyniach
Co do użytego języka to mogłem się zapytać głupi w jakim języku były podane hasło i polecenia na kartce.
czy mam jakieś podejrzenia czemu bot się tak zachowuje, może potrzebuje chwili do otrząśnięcia się po śmierci poprzedniego kontrolera?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Spoiler!
Skrzyni jest w środku dostatek, płótna starczy żeby skryć pod nim zarówno bota jak i ciało.Napisałem Ci że kartka była zapisana w języku cygnarskim:p Co do reakcji bota, to nigdy się z czymś podobnym nie spotkałeś. Wygląda Ci na to, że bot nie do końca rozumie cygnarski jakim do niego przemawiasz.
To zapomniałem przepraszam, a co do tego że bot tak reaguje na mój cygnarski... to kto jeszcze unosi dłoń w górę kiedy krzyczę Mennici!!!, Ci fanatycy używają cygnarskiego ale przez lata znaczne go zmienili i powstał oddzielny dialekt, więc obstawiałbym że bot był użytkowany przez nich a "Cordillo" rzeczywiście miał do czynienia z kazamatami Protektoratu... jako jeden z oprawców.
Teraz dochodzę do wniosku że jego niesamowite zdolności są jak najbardziej na miejscu...jak na członka(nie jestem w stu procentach pewien czy dobra nazwa) Zakonu Pięści.
Teraz dochodzę do wniosku że jego niesamowite zdolności są jak najbardziej na miejscu...jak na członka(nie jestem w stu procentach pewien czy dobra nazwa) Zakonu Pięści.