PBF - Skarb Acheronu - Conan na Fate

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 08 kwietnia 2014, 09:30

Fabularyzowany opis powyższych zdarzeń.
- Czas odejść - szepnął Chen Shu i klepnął Gomę po ramieniu. Podnieśli się i skuleni nisko zaczęli się wycofywać. Za nimi małpoludy przetrząsały rzadkie, wyschnięte zarośla, płosząc nocne stworzenia, które z piskiem uciekały im z drogi. Tranicos i Druss wycofywali się, jednakże Tranicos trzymał łuk gotowy do strzału w razie czego, kusza Drussa także była gotowa do użycia.
- Ludzie przed nami - szepnął Goma.
Niewielki oddziałek żołnierzy, nadciągający od strony przeciwnej niż bumbana, próbował wziąć intruzów w dwa ognie.

- Obejdźmy ich z lewej - nakazał Tranicos i skręcił. Wiedział, że na szczęście przeciwnicy się nie orientują, ilu ich jest i uważają ich za nomadów zaznajomionych z pustynią. W przeciwnym razie, rzuciliby się na nich wszyscy naraz.
Szybko stało się jasne, że nie zdążą się wymknąć. Musieli zaatakować.

- Bierz tych dwóch na końcu! - syknął nagląco Chen Shu. - Bez bojowych okrzyków!
Goma posłuchał, ale nie mógł się powstrzymać od cichutkiego nucenia. Khitajczyk widział, że ludzie przed nimi jeszcze ich nie wypatrzyli. To działało na ich korzyść. Przełożył włócznię do lewej ręki i wyciągnął miecz.

Głownia była wysmarowana sadzą, nie mógł więc zdradzić go błysk stali.
Rzucili się na żołnierzy niczym duchy pustynnej nocy. Chen Shu był jak duch, uśpił jednego z wrogów. Nie widział toporu Gomy, ale dobiegły go odgłosy dwóch uderzeń, które nastąpiły tak szybko po sobie, że brzmiały prawie jak jedno. Potem usłyszał dźwięk, osuwającego się ciała, zakutego w zbroję.
Pozostali zaczęli pokrzykiwać jeden do drugiego, pytając, co się stało. W powstałym zamieszaniu Goma ciosem włóczni powalił następnego napastnika. Zbliżały się do nich spragnione krwi małpoludy, rycząc bełkotliwe bojowe okrzyki.

- Nie walcz z bumbana - powiedział Druss, nie zniżając już głosu do szeptu. - Są zbyt silni i zbyt liczni. Uciekajmy! - Pobiegli po własnych śladach, wśród krzyków i zamieszania. Słysząc wrzaski i szczęk, Cymmerianin zaryzykował zerknięcie przez ramię. W ciemności niektórzy z bumbana zaatakowali żołnierzy. Roześmiał się głośno, i w tej samej chwili usłyszał pytanie o hasło.

- Kto idzie? Co się tam dzieje? - dopytywali zaintrygowani wartownicy.
Było ich dwóch. Na szczęście oficer jeszcze nie zdążył podwoić straży. Chen Shu i Goma rozprawili się z nimi w jednej chwili i zniknęli w ciemności.
- Nikt nas nie ściga - powiedział Goma po półgodzinie. Zwolnili. Żaden nie był spocony, oddychali normalnie. - To była dobra walka. - Zęby przewodnika zalśniły w świetle miesiąca. - Ale teraz wiedzą, że wiemy, iż nas śledzą.
- Nie.
- Jak to nie? Wykryli nas i widzieli.
- Myślą, że to nomadowie. - Goma nie rozumiał rozmowy Sethmesa z oficerami, więc Chen Shu powtórzył mu ją w skrócie. - Wiedzą, że marynarze nie są obyci z pustynią, a Aquilończycy pochodzą z żyznego, bogatego kraju. Myślą, że ja jestem tylko góralem z zimnej krainy, a o tobie nie mają pojęcia. Tylko obecność nomadów może wyjaśnić taki zmasowany atak.
- Zmasowany atak? Ale nas jest tylko czterech.

Chen Shu roześmiał się głośno.
- Kiedy policzą martwych, nie uwierzą, że czterej ludzie zabili tylu w tak krótkim czasie. Brałeś udział w wielu wojnach, znasz wojowników. Każdy przysięgnie, że było nas pięćdziesięciu.
- Prawda! Nikt nie chce się przyznać, że został pokonany przez nielicznego wroga. Do rana sami w to uwierzą.
- Właśnie. I będą myśleć, że my nic o nich nie wiemy. Niech tak będzie. Co do naszych towarzyszy, wyszliśmy dziś w nocy na polowanie. Nie mów im nic o tych, którzy nas śledzą.
- Nawet temu wojownikowi o żółtej brodzie? - Druss wyraźnie usłyszał niezadowolenie w głosie Gomy. - Ależ on jest naszym przywódcą.
- Tak, i nie zdradzę go, ale niepokoi mnie mnóstwo rzeczy związanych z tą misją. Aquilończycy nie powiedzieli nam całej prawdy. Poczuję się lepiej, mając w zanadrzu własny sekret. Ty jesteś wojownikiem i może to być dla ciebie dziwne...

- Nie jestem jednym z tych kundli z wybrzeża - rzekł dumnie Goma. - Nie są mi obce sposoby królów i wielmożów. Zdrada i oszustwo są dla nich jak tchnienie życia. Nigdy nikomu nie ufają i zawsze są podejrzliwi. Lojalność względem jakiegoś księcia jest zwykle nagradzana ruiną albo śmiercią.
- Tak, możnowładcy są tacy sami na całym świecie. Zawsze się cieszę, że pochodzę z ludu, który cywilizowani zwą barbarzyńcami, że nigdy nie znaliśmy pana większego od naczelnika klanu, choć nawet i ci potrafią zaleźć człowiekowi za skórę.
Nim doszli do budzącego się po nocy obozowiska, każdy dźwigał na ramieniu tłuściutką gazelę.

- Myślę - zaczął Druss, nim znaleźli się w obrębie obozu - że twoje pochodzenie dla wielu może być niespodzianką, przyjacielu.
Goma poważnie pokiwał głową.
- Może i tak. Ale niezależnie od kłamstw i oszustw, które są plagą tej misji, wiesz, że ciebie nie okłamałem, wojowniku.
- To prawda, na Croma - boś w ogóle nic nie powiedział!
- I to jest wyśmienitym sposobem unikania kłamstw, nieprawdaż?
Niesiecie jeńca uśpionego przez Chen Shu, to stygijski żołnierz. Nieśli go na zmianę Goma i Druss jako najsilniejsi.
Co robicie? Jak wrócicie z nim do obozu to pozamiatane.
Ale tajemnicy pościgu się nie da długo zataić. Wkrótce Ktoś z Akwilończyków zauważy Sethmesa, to za duża grupa, odbłyski słońca na broni ich zdradzą z daleka.
Wiecie, że oni świadomie was nie doganiają. Trzymają pewien dystans.
Tranicos idzie skrycie po Vanko i Zoriana? Świt za godzinę będzie.
Ostatnio zmieniony 08 kwietnia 2014, 09:40 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 08 kwietnia 2014, 22:37

Jestem za tym żeby natychmiast wszystko opowiedzieć, trzeba przygotować zasadzkę i rozbić tamtych, pojmać/zabić kapłana.

Zastanawiam się tylko czy nie poczęstować naszego pościgu najpierw innym "specjałem", konkretnie zatruć źródło. Mogłoby to pozwolić nam wyeliminować znaczną część wrogów bez własnych start. Ale są też minusy sami stracimy najpewniej to źródło na czas naszej powrotnej podróży co może być niebezpieczne. Kolejna sprawa to nomadzi, jeśli dowiedzą się że zatruliśmy źródło wody to możemy mieć naprawdę przegwizdane.

Chce wypytać Goma o tych nomadów miał z nimi styczność? jacy są? wie gdzie ich szukać? mogliby się dać namówić do wspólnego ataku na Stygijczyków?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 09 kwietnia 2014, 14:49

Goma rzekł, Ngai stwórca życia, nie pochwala zatruwania wody, nie wezmę w tym udziału.
Nomadzi bywają tu rzadko, to Ghanatanie albo Tibu, łapią niewolników głównie i napadają nielicznych wędrowców jakich tu można spotkać, jeśli tylko ci, nie są dość silni.
Nie mam żadnych kontaktów wśród nich. Ale można spróbować ich znaleźć, ale nie wiadomo ile to potrwa.
Mamy pewien impas. Chcecie walczyć i zrobić zasadzkę? Czy ruszamy dalej? Informujecie resztę o ogonie?
Ostatnio zmieniony 09 kwietnia 2014, 22:12 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 09 kwietnia 2014, 22:46

Póki co to zwiadowcy muszą dojść do obozu i nam powiedzieć o swoich obserwacjach...
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 09 kwietnia 2014, 22:53

Zwiadowcy z jeńcem już dotarli do was. Załóżmy, że Tranicos dyskretnie obudził Ciebie i Vanko.
Więc możecie się naradzać poza obozem. Sugerowałem rozwiązanie jak wyżej, ale Procjon nie zareagował na moją sugestię.
Waylander przedstawił swoje propozycje w trybie technicznym.

El Bragh
Reactions:
Posty: 58
Rejestracja: 31 października 2013, 21:54

Post autor: El Bragh » 09 kwietnia 2014, 23:18

Mam nadzieję że do obozu wracaliśmy jakąś okrężną drogą tak żeby zmylić ewentualny pościg.
Ciekaw jestem czy jeńca da się wybudzić jakoś? Oczywiście związując, kneblując i dokładnie przeszukując go.
Czy wiem może czego się boją "stygijskie psy" albo przynajmniej ktoś z naszej grupy?
- Zaraz zacznie świtać. Obóz już blisko - Powiedział zabójca rozglądając się po okolicy - Czas najwyższy zdecydować co robimy z jeńcem. Czy zabieramy go do obozu i tym sposobem nasz wypad odtajnimy. Czy może jakiegoś miejsca ustronnego poszukamy w celu "zaprzyjaźnienia" się z naszym nowym kompanem. - Kończąc wypowieć zwrócił wzrok ku nieprzytomnemu więźniowi i demonicznie się uśmiechnął.
- Myślę że do przesłuchania przydałby się nam nasz przyjaciel Vanko, który na pewno ma wrodzony przekonywania dar.- zwrócił się do Tranicosa - Nie zechciałbyś go przyprowadzić zwiadowco? Oczywiście tak żeby nie wzbudzić niczyich podejrzeń.
- Drusscie powinieneś wrócić do obozu i zająć czymś naszych pracodawców tak aby nie zwrócili uwagi na nasze zniknięcie? Tobie ufają najbardziej z nas. - po czym lekko skłonił się na znak szacunku, w kierunku muskularnego wojownika.
- Gomo jako tych ziem bywalec pewno znasz przydatne akcesoria, które można znaleźć na pustyni do "przekonywania" opornych ludzi... - robiąc pauzę Chen Shu spojrzał się na każdego z kompanów.
- Oczywiście jeśli nie mamy w planach zabierać stygijczyka do obozu. - tu khitajczyk czekając na propozycję reszty kompanów, wyjął gwiazdkę i zaczął się nią bawić.
Akcesoria pomocne przy to