Nie chcąc uchodzić w oczach powalonego paladyna za niewdzięcznika, zaklinacz runął w jego stronę równie żwawo jak krasnoludzki kapłan, z całych sił powstrzymując się przed wymierzeniem Balinowi podstępnego kuksańca. Jeśli świątynny rycerz wciąż żył, w interesie Huskuna leżało okazanie jak największej troski o jego zdrowie, przejawianej w tak teatralny sposób jak to tylko było możliwe.
- Do mnie, do mnie! - wrzasnął goblin - Trza ratować zacnego paladyna! Pozwólcie, że zdejmę mu ten hełm, trza obadać czaszkę! Barthur, leć po zioło, szukaj żwawo!
Wykrzykując władczym - w swoim mniemaniu - głosem rozkazy, gobliński zaklinacz strzelał jednocześnie na wszystkie strony oczami w poszukiwaniu choćby śladu powracającego zza ogrodzenia stwora.