PBF - Klepsydra Wieczności
- Zdrowie naczelnika. Za udaną akcję - rzekł Ragax wznosząc toast rad, że została usprawiedliwiona jego dalsza obecność przy wieczerzy, bowiem ani przez chwilę nie miał zamiaru wałęsać się gdzieś po ciemku i zrazu ochoczo posłał tam chętnego do zwiadu gnoma.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
- Zdrowie! - zawtórował mu Kevfalcon, wznosząc własny kielich, by następnie osuszyć go w kilku łykach. - Zaiste, pyszne jedzonko... chyba zasłużyliście na moje występy! - dodał radośnie bard, dojadając ostatnie kęsy kaszy i szykując się do gwizdnięcia kurzego udka z talerza Berghara siedzącego obok.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
28 sgun-ran 9455 KI, górska sadyba opodal Algilu
Nartan Skandra pozostawił w domu zgromadzeń dwóch górali, najpewniej po to, by mieli oka na trójkę posilających się z zadowoleniem gości, z pozostałymi zaś opuścił pośpiesznie i bez czynienia zgiełku chatę, prawicę trzymając na ramieniu kroczącego u jego boku gnoma.
Słońce zaszło już całkowicie i strzeliste szczyty gór szkliły się słabo w blasku księżyców. Gorbak wciągnął w płuca rześkie nocne powietrze, przesycone mocną nutą żywicy i świeżo skoszonej trawy.
- Skargun, Gordo, wyjdźcie furtką za stajnią i obejdźcie ogrodzenie od wschodu - polecił cichym głosem naczelnik - Reszta niech się rozproszy między chatami, że niby do domów wraca albo do bydła idzie. A my dwaj przespacerujemy się wzdłuż częstokołu, panie gnomie.
Idąc powolnym krokiem człowiek i gnom jęli podążać wzdłuż częstokołu, pozornie pogrążeni w przyjacielskiej pogawędce na temat cen zboża i ryb w Halladorze. Dzieląc uwagę pomiędzy konwersację i obserwację okolicy, Gorbak zerkał ustawicznie przez szpary między drewnianymi słupami na przedpole sadyby. W przeciwieństwie do ludzkich, jego oczy sprawdzały się doskonale w ciemnościach.
Przyczajony w chaszczach opodal głównej bramy człowiek miał naciągnięty na głowę kaptur, toteż starający się zapanować nad ekscytacją gnom nie zdołał dostrzec jego oblicza, ale nieruchoma poza obcego nie pozostawiała żadnych złudzeń: czaił się przy ogrodzeniu nie chcąc jednocześnie zdradzić swej obecności.
Gorbak szturchnął naczelnika delikatnie łokciem dając mu do zrozumienia, że wypatrzył intruza.
- Ile worków powinienem kupić? - zapytał wciąż rozprawiający o cenach jęczmienia Skandra - Jeden czy więcej?
- Zdecydowanie jeden - odparł gnom - Chociaż głowy za to nie dam.
Nartan Skandra pozostawił w domu zgromadzeń dwóch górali, najpewniej po to, by mieli oka na trójkę posilających się z zadowoleniem gości, z pozostałymi zaś opuścił pośpiesznie i bez czynienia zgiełku chatę, prawicę trzymając na ramieniu kroczącego u jego boku gnoma.
Słońce zaszło już całkowicie i strzeliste szczyty gór szkliły się słabo w blasku księżyców. Gorbak wciągnął w płuca rześkie nocne powietrze, przesycone mocną nutą żywicy i świeżo skoszonej trawy.
- Skargun, Gordo, wyjdźcie furtką za stajnią i obejdźcie ogrodzenie od wschodu - polecił cichym głosem naczelnik - Reszta niech się rozproszy między chatami, że niby do domów wraca albo do bydła idzie. A my dwaj przespacerujemy się wzdłuż częstokołu, panie gnomie.
Idąc powolnym krokiem człowiek i gnom jęli podążać wzdłuż częstokołu, pozornie pogrążeni w przyjacielskiej pogawędce na temat cen zboża i ryb w Halladorze. Dzieląc uwagę pomiędzy konwersację i obserwację okolicy, Gorbak zerkał ustawicznie przez szpary między drewnianymi słupami na przedpole sadyby. W przeciwieństwie do ludzkich, jego oczy sprawdzały się doskonale w ciemnościach.
Przyczajony w chaszczach opodal głównej bramy człowiek miał naciągnięty na głowę kaptur, toteż starający się zapanować nad ekscytacją gnom nie zdołał dostrzec jego oblicza, ale nieruchoma poza obcego nie pozostawiała żadnych złudzeń: czaił się przy ogrodzeniu nie chcąc jednocześnie zdradzić swej obecności.
Gorbak szturchnął naczelnika delikatnie łokciem dając mu do zrozumienia, że wypatrzył intruza.
- Ile worków powinienem kupić? - zapytał wciąż rozprawiający o cenach jęczmienia Skandra - Jeden czy więcej?
- Zdecydowanie jeden - odparł gnom - Chociaż głowy za to nie dam.
Obchód ogrodzenia pozwolił dzięki infrawizji wypatrzeć jednego obcego. Gorbak ma zamiar wykazać się jakimś heroicznym wyczynem czy pozostawia resztę sprawy w rękach miejscowych?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Gorbak walczył z targającymi go emocjami. Adrenalina płynęła wraz z wartkim nurtem krwi przyspieszając bicie serca i oddechy. Chciał jak bohater pojmać czającego się się w mroku złoczyńcę... W małym i wątłym ciele chęci było mnóstwo, ale życie nauczyło Gorbaka szacować siły na zamiary. A sił brakowało.
- Nawet jeden worek jak na mój grzbiet to zanadto, co innego moi kompani, którzy ponieśliby i z tuzin. Czas mi iść na spoczynek - powiedział bez emocji w głosie Gorbak i skierował kroki do domy zgromadzeń.
- Nawet jeden worek jak na mój grzbiet to zanadto, co innego moi kompani, którzy ponieśliby i z tuzin. Czas mi iść na spoczynek - powiedział bez emocji w głosie Gorbak i skierował kroki do domy zgromadzeń.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
28 sgun-ran 9455 KI, górska sadyba opodal Algilu
Gnom powrócił do domu zgromadzeń i dosiadł się do spoglądających na niego niemo towarzyszy, udając przy tym, że wcale nie dostrzega ich pełnych ciekawości spojrzeń.
- No gadaj, widziałeś kogo? - nie wytrzymał w końcu Ragax, przełykając wpierw wielki kawał baraniny - Był tam ktoś przy tym częstokole?
- Jakiś człowiek albo mieszaniec krwi, a może nawet ork - wzruszył ramionami Gorbak - Czaił się w chaszczach, alem go sprytnie wystawił naczelnikowi. Resztą zajmą się górale, jak mniemam.
Ledwie przebrzmiały te słowa, drzwi budowli otwarły się ponownie i do środka wtargnęła cała gromada podnieconych górali, niosących w rękach czyjeś nieruchome ciało.
- Mają go! - zakrzyknął Lutter podnosząc się z ławy i spozierając z ciekawością na bezwładny ludzki kształ złożony tuż przy palenisku - Ubity na śmierć?
- Gdzie tam, dycha - machnął ręką Nartan Skandra - Próbował się wydrzeć, to go Skargun zdzielił po łbie pałką i omdlał. Znacie go?
Bard spojrzał z góry na znajome oblicze mężczyzny, którego wiele godzin wcześniej napastował na gościńcu Dino Berghar, posiadacza srokacza wędrującego jakoby do Algilu.
Gnom powrócił do domu zgromadzeń i dosiadł się do spoglądających na niego niemo towarzyszy, udając przy tym, że wcale nie dostrzega ich pełnych ciekawości spojrzeń.
- No gadaj, widziałeś kogo? - nie wytrzymał w końcu Ragax, przełykając wpierw wielki kawał baraniny - Był tam ktoś przy tym częstokole?
- Jakiś człowiek albo mieszaniec krwi, a może nawet ork - wzruszył ramionami Gorbak - Czaił się w chaszczach, alem go sprytnie wystawił naczelnikowi. Resztą zajmą się górale, jak mniemam.
Ledwie przebrzmiały te słowa, drzwi budowli otwarły się ponownie i do środka wtargnęła cała gromada podnieconych górali, niosących w rękach czyjeś nieruchome ciało.
- Mają go! - zakrzyknął Lutter podnosząc się z ławy i spozierając z ciekawością na bezwładny ludzki kształ złożony tuż przy palenisku - Ubity na śmierć?
- Gdzie tam, dycha - machnął ręką Nartan Skandra - Próbował się wydrzeć, to go Skargun zdzielił po łbie pałką i omdlał. Znacie go?
Bard spojrzał z góry na znajome oblicze mężczyzny, którego wiele godzin wcześniej napastował na gościńcu Dino Berghar, posiadacza srokacza wędrującego jakoby do Algilu.
To Wasz znajomy ze szlaku...
- Musiałeś mocno go trzepnąć Dino, skoro teraz nie potrafi znaleźć drogi do Algilu. Rzeknijcie nam naczelniku, czy to rzeczywiście tutejszy, czy tylko za takowego się podaje. Może on w zmowie z owymi czarnymi jest?
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
28 sgun-ran 9455 KI, górska sadyba opodal Algilu
Skandra przyjrzał się uważnie obliczu nieprzytomnego Osmundczyka, potem zaś potrząsnął przecząco głową.
- Mam ci ja rodzinę w Algilu, siostra moja wyszła za mąż za tamtejszego młynarza i często u niej bywam - oznajmił grobowym tonem - Znam wszystkich w miasteczku i możecie mi uwierzyć, ten człowiek ani tam nie mieszka ani nawet nigdy tam przejazdem nie bywał, kiedym był w Algilu w gościnie.
- Prawdziwie jesteście tego pewni, panie naczelniku? - zapytał na wszelki wypadek Grobak, oczami wyobraźni skacząc już pomiędzy rozpalonym do czerwoności żelazem, a cęgami do szarpania za przyrodzenie, nie potrafiąc się zdecydować, które narzędzie nada się lepiej do rozwiązania języka więźnia.
- Jak niczego innego w życiu, zacny gnomie - odrzekł Skandra - Nigdy w życiu nie widziałem tego człowieka, a mam wielką pamięć do twarzy.
Skandra przyjrzał się uważnie obliczu nieprzytomnego Osmundczyka, potem zaś potrząsnął przecząco głową.
- Mam ci ja rodzinę w Algilu, siostra moja wyszła za mąż za tamtejszego młynarza i często u niej bywam - oznajmił grobowym tonem - Znam wszystkich w miasteczku i możecie mi uwierzyć, ten człowiek ani tam nie mieszka ani nawet nigdy tam przejazdem nie bywał, kiedym był w Algilu w gościnie.
- Prawdziwie jesteście tego pewni, panie naczelniku? - zapytał na wszelki wypadek Grobak, oczami wyobraźni skacząc już pomiędzy rozpalonym do czerwoności żelazem, a cęgami do szarpania za przyrodzenie, nie potrafiąc się zdecydować, które narzędzie nada się lepiej do rozwiązania języka więźnia.
- Jak niczego innego w życiu, zacny gnomie - odrzekł Skandra - Nigdy w życiu nie widziałem tego człowieka, a mam wielką pamięć do twarzy.
Wygląda na to, że to jednak nie miejscowy...
- A to kłamca! Obić mu mordę, żeby gadał! - wrzasnął Lutter, wstając. - Nakłamał nam na szlaku, że to drwal, mieszka blisko i że pół wioski wyruchał! Taki z niego chojrak! - kontynuował podniecony bard, próbując podburzyć wieśniaków i oglądać zacne przedstawienie. Na szczęście Kevfalcon podjadł już co nieco i mógł bez skrępowania obserwować przesłuchiwanie...
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
28 sgun-ran 9455 KI, górska sadyba opodal Algilu
W domu zgromadzeń wybuchła wrzawa podniesionych głosów, bo zarówno miejscowi jak i członkowie eskorty Sahranina wdali się w dysputę na temat prawdziwej tożsamości intruza oraz jego intencji, najpewniej do szczętu niecnych.
Nim całe zgromadzenie, do którego w międzyczasie dołączyli kolejni zwabieni hałasem górale uradziło, co właściwie z więźniem uczynić, do domu zgromadzeń wkroczył prowadzony przez Soggę Uzuna tan Takan. Miejscowy kowal sprawiał wrażenie wyjątkowo wzburzonego, ale na widok leżącego na podłodze powściągnął nerwy na wodzy i przepuścił reptilliony przodem.
Widok dostojnego szlachcica wszystkich uciszył, bo Takan roztaczał wokół siebie prawdziwie władczą aurę.
- Pojmaliśmy jakiegoś szpiega, możny panie - ukłonił się Skandra wskazując dłonią na wciąż nieprzytomnego więźnia - Kręcił się skrycie przy ogrodzeniu. Radzimy właśnie, co z nim uczynić.
Rozumny jaszczur stanął w rozkroku nad brańcem, spojrzał na niego uważnie wysuwając z pyska rozdwojony jęzor. Widok ten sprawił, że część nienawykłych do obcowania z reptillionami górali cofnęła się na wszelki wypadek o parę kroków pod ściany sali.
- Wędrowiec z gościńca - oznajmił nienaganną Wspólną Mową tan Takan - Drwal jakoby, co wolał się od nas trzymać z daleka. I kłamca na dodatek, jak widzę.
Jeden z przybocznych wyciągnął do połowy z pochwy swój toporomiecz, ale szlachcic osadził go w miejscu niskim syknięciem.
- Skoro kłamca, to może i złodziej - sarknął kowal, odzyskując w końcu mowę - Może to on mnie okradł!
- Ktoś cię okradł, Sogga? - zdumiał się niepomiernie naczelnik Skandra - Kiedy?
- Ani chybi dziś lub wczoraj - odpowiedział kowal, zaciskając dłonie w pięści - Przy okazji wizyty znamienitych gości wyszła prawda na jaw. Złodziej u mnie był, ukradł Obsydianową Rękę!
Przez zgromadzonych w sali miejscowych przeszedł głośny pomruk niedowierzania pomieszanego z wzburzeniem.
- Jeśli to on, srogo zapłaci za zbrodnię - wycedził przez zęby Skandra, trącając Rizmunda Jansara czubkiem swego buta.
W domu zgromadzeń wybuchła wrzawa podniesionych głosów, bo zarówno miejscowi jak i członkowie eskorty Sahranina wdali się w dysputę na temat prawdziwej tożsamości intruza oraz jego intencji, najpewniej do szczętu niecnych.
Nim całe zgromadzenie, do którego w międzyczasie dołączyli kolejni zwabieni hałasem górale uradziło, co właściwie z więźniem uczynić, do domu zgromadzeń wkroczył prowadzony przez Soggę Uzuna tan Takan. Miejscowy kowal sprawiał wrażenie wyjątkowo wzburzonego, ale na widok leżącego na podłodze powściągnął nerwy na wodzy i przepuścił reptilliony przodem.
Widok dostojnego szlachcica wszystkich uciszył, bo Takan roztaczał wokół siebie prawdziwie władczą aurę.
- Pojmaliśmy jakiegoś szpiega, możny panie - ukłonił się Skandra wskazując dłonią na wciąż nieprzytomnego więźnia - Kręcił się skrycie przy ogrodzeniu. Radzimy właśnie, co z nim uczynić.
Rozumny jaszczur stanął w rozkroku nad brańcem, spojrzał na niego uważnie wysuwając z pyska rozdwojony jęzor. Widok ten sprawił, że część nienawykłych do obcowania z reptillionami górali cofnęła się na wszelki wypadek o parę kroków pod ściany sali.
- Wędrowiec z gościńca - oznajmił nienaganną Wspólną Mową tan Takan - Drwal jakoby, co wolał się od nas trzymać z daleka. I kłamca na dodatek, jak widzę.
Jeden z przybocznych wyciągnął do połowy z pochwy swój toporomiecz, ale szlachcic osadził go w miejscu niskim syknięciem.
- Skoro kłamca, to może i złodziej - sarknął kowal, odzyskując w końcu mowę - Może to on mnie okradł!
- Ktoś cię okradł, Sogga? - zdumiał się niepomiernie naczelnik Skandra - Kiedy?
- Ani chybi dziś lub wczoraj - odpowiedział kowal, zaciskając dłonie w pięści - Przy okazji wizyty znamienitych gości wyszła prawda na jaw. Złodziej u mnie był, ukradł Obsydianową Rękę!
Przez zgromadzonych w sali miejscowych przeszedł głośny pomruk niedowierzania pomieszanego z wzburzeniem.
- Jeśli to on, srogo zapłaci za zbrodnię - wycedził przez zęby Skandra, trącając Rizmunda Jansara czubkiem swego buta.
Co proponujecie zrobić z delikwentem?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Gorbak w sposób dla siebie zwyczajny zamyślił się gładząc kciukiem i palcem wskazującym swoją dokładnie ogoloną brodę.
W plecaku czekał nie wypróbowany jeszcze "korkociąg do palców" i gnoma kusiło, żeby wypróbować go właśnie na szpiegu podającym się za drwala z Algilu. Udane przesłuchanie dałoby mu kolejną sposobność do przypodobania się szlachcicowi i zdobycia kolejnego kamienia milowego w drodze do zdobycia protektora. Jak nikt nie lubił katów i oprawców, dlatego należało zmniejszyć liczbę widzów do minimum.
- Tannasss uddddna drkka runus materris manass urrs? Peress anaris. Rapasss unterkis moneswerum ai i aj.
W plecaku czekał nie wypróbowany jeszcze "korkociąg do palców" i gnoma kusiło, żeby wypróbować go właśnie na szpiegu podającym się za drwala z Algilu. Udane przesłuchanie dałoby mu kolejną sposobność do przypodobania się szlachcicowi i zdobycia kolejnego kamienia milowego w drodze do zdobycia protektora. Jak nikt nie lubił katów i oprawców, dlatego należało zmniejszyć liczbę widzów do minimum.
- Tannasss uddddna drkka runus materris manass urrs? Peress anaris. Rapasss unterkis moneswerum ai i aj.
Spoiler!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
28 sgun-ran 9455 KI, górska sadyba opodal Algilu
Dostojny gad potrząsnął w dziwaczny sposób łbem, po czym podciągnął rękaw swej luźno szytej jedwabnej kamizelki odsłaniając skryte w nim długie pazurzaste palce. Gorbak westchnął na widok licznych pierścieni, oblizał bezwiednie usta.
- Nie trzeba mitrężyć czasu, kiedy istnieją inne sposoby - oświadczył Makrel Takan zdejmując z palca wielki sygnet odlany z czarnego żelaza i ozdobiony wprawionym weń ogromnym rubinem.
- Przewróćcie go na brzuch i ocućcie - polecił umieszczając pierścień pomiędzy dwoma palcami i pocierając delikatnie pazurem klejnot.
- Jeśli to ma być tortura wsadzania czegoś przykrego w zadek, to szkoda takiego pierścienia, czcigodny - wtrącił pośpiesznie gnom - Taki klejnot jeno go połaskocze, tu trza rozgrzanego pręta.
Spoliczkowany po wielokroć rzekomy drwal ocknął się pośród stłumionego jęku, przewrócił oczami próbując widać dojść do tego, gdzie się znajduje i czemu właściwie leży na brzuchu. Takan nie dał mu dojść do słowa, klękając na plecach więźnia i przykładając mu rubinowy pierścień do tylnej części czaszki.
Osmundczyk wygiął się spazmatycznie pod wpływem dotyku kamienia, zatrzepotał niczym wyrzucona na brzeg rzeki ryba. Przez górali przebiegł stłumiony pomruk zalęknienia.
- Kim jesteś? - zapytał Takan, pochylając się nad głową porażonego jakimś zaklęciem więźnia.
- Rizmund Jansar, służbita świątyni Asteriusza w Halladorze - wydyszał dziwnie świszczącym głosem rzekomy drwal.
- Dlaczego nas śledzisz?
- Z woli arcykapłana, kthana Dalberta Mantara, chwała i błogosławieństwo jego czcigodnej osobie - świszczący głos więźnia brzmiał bardzo nienaturalnie, jakby wymuszony wbrew woli chcącego zachować milczenie brańca.
Dostojny gad potrząsnął w dziwaczny sposób łbem, po czym podciągnął rękaw swej luźno szytej jedwabnej kamizelki odsłaniając skryte w nim długie pazurzaste palce. Gorbak westchnął na widok licznych pierścieni, oblizał bezwiednie usta.
- Nie trzeba mitrężyć czasu, kiedy istnieją inne sposoby - oświadczył Makrel Takan zdejmując z palca wielki sygnet odlany z czarnego żelaza i ozdobiony wprawionym weń ogromnym rubinem.
- Przewróćcie go na brzuch i ocućcie - polecił umieszczając pierścień pomiędzy dwoma palcami i pocierając delikatnie pazurem klejnot.
- Jeśli to ma być tortura wsadzania czegoś przykrego w zadek, to szkoda takiego pierścienia, czcigodny - wtrącił pośpiesznie gnom - Taki klejnot jeno go połaskocze, tu trza rozgrzanego pręta.
Spoliczkowany po wielokroć rzekomy drwal ocknął się pośród stłumionego jęku, przewrócił oczami próbując widać dojść do tego, gdzie się znajduje i czemu właściwie leży na brzuchu. Takan nie dał mu dojść do słowa, klękając na plecach więźnia i przykładając mu rubinowy pierścień do tylnej części czaszki.
Osmundczyk wygiął się spazmatycznie pod wpływem dotyku kamienia, zatrzepotał niczym wyrzucona na brzeg rzeki ryba. Przez górali przebiegł stłumiony pomruk zalęknienia.
- Kim jesteś? - zapytał Takan, pochylając się nad głową porażonego jakimś zaklęciem więźnia.
- Rizmund Jansar, służbita świątyni Asteriusza w Halladorze - wydyszał dziwnie świszczącym głosem rzekomy drwal.
- Dlaczego nas śledzisz?
- Z woli arcykapłana, kthana Dalberta Mantara, chwała i błogosławieństwo jego czcigodnej osobie - świszczący głos więźnia brzmiał bardzo nienaturalnie, jakby wymuszony wbrew woli chcącego zachować milczenie brańca.
Chcecie dorzucić jakieś własne pytania czy tylko słuchacie?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Jakie jest twoje zadanie? - wyrwał się trochę zbyt szybko gnom.
Gorbaka nieco zgorszyła i jednocześnie zainteresowała metoda przesłuchania stosowana przez tan Takana. Gdyby wszyscy tak przesłuchiwali szybko stracił pracę, dzięki monopolowi na potencjał magiczny i rzadkości takich przedmiotów widmo utraty pracy było jednak dość dalekie.
Gorbaka nieco zgorszyła i jednocześnie zainteresowała metoda przesłuchania stosowana przez tan Takana. Gdyby wszyscy tak przesłuchiwali szybko stracił pracę, dzięki monopolowi na potencjał magiczny i rzadkości takich przedmiotów widmo utraty pracy było jednak dość dalekie.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
28 sgun-ran 9455 KI, górska sadyba opodal Algilu
Szlachetnie urodzony reptillion zerknął na gnoma z ukosa przybierając wyraz paszczęki sugerujący niezadowolenie z faktu, iż ktoś poważył się wtrącić w prowadzone przez niego przesłuchanie, ale poprzestał na wieloznacznym syknięciu, przenosząc spojrzenie z powrotem na więźnia.
- Mam obserwować cudzoziemców, by odkryć powody ich przybycia na Karmin - wykrztusił Rizmund Jansar - Kthan Mantar chce wiedzieć, czego tutaj szukają.
Szlachetnie urodzony reptillion zerknął na gnoma z ukosa przybierając wyraz paszczęki sugerujący niezadowolenie z faktu, iż ktoś poważył się wtrącić w prowadzone przez niego przesłuchanie, ale poprzestał na wieloznacznym syknięciu, przenosząc spojrzenie z powrotem na więźnia.
- Mam obserwować cudzoziemców, by odkryć powody ich przybycia na Karmin - wykrztusił Rizmund Jansar - Kthan Mantar chce wiedzieć, czego tutaj szukają.
Jeśli magiczny pierścień działa tak jak w założeniu powinien, możecie przyjąć, że zainteresował się Wam ktoś znaczny, przynajmniej na Karminie...
Bard zadziwiony oglądał całe wydarzenia stojąc na stole, z wysokości omiatając całe to towarzystwo. Czuł już pierwsze efekty obżarstwa; nadchodzące wzdęcia.
- Hej, zapytajcie przy okazji, czy to on coś skradł od kowala! - zawołał, pierwej bekając cicho.
- Hej, zapytajcie przy okazji, czy to on coś skradł od kowala! - zawołał, pierwej bekając cicho.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)