Rezolutnu goblin, o świtaniu, 2 dnia bakis-ranu
Gusłek uśmiechnął się promiennie rad, że odchował takiego wiernego obyczajom wyznawcę Piana.
- Cichaj Huskunie, karczmarz ledwo co się położył, a zaraz wstawać musi. Na pewno nie będzie miał do nas żalu jeżeli się sami obsłużymy.
Chwilę później kubki palącej w gardle gorzałki poszły w ruch i uczyniono ofiarę na cześć Pina, a Pian był rad i przychylnym okiem spozierał na swych wyznawców. Przynajmniej tak twierdził Gusłek.
Okowita szybko uderzyła do głów i pozwolił zapomnieć o bólu ran i troskach. Nim jeszcze poczyniono dokładne plany na dzień jutrzejszy zmógł ich sen tak głęboki w jaki może zapaść jedynie człek uczciwy po pracowitym dniu.
Pobudka była tak niespodziewana i tak nieprzyjemna, że w głowie się Nieulękłym nie mogło pomieścić czym zasłużyli sobie na takie traktowanie. Dopiero kilka wiader zimnej wody z fontanny przywróciło im świadomość i zdolność postrzegania rzeczywistości taką jaka jest.
Było dość wczesne przedpołudnie pogodnie zapowiadającego się dnia. Mimo wczesnej godziny słońce prażyło niemiłosiernie przeganiając wszystkich mieszkańców w jakieś zacienione miejsca.
Karczma aż huczała od plotek. Jak można się domyślić tematem niemal wszystkich rozmów było zamieszanie w garnizonie orków i plotka, że Gardug Mocarny nie żyje. Na drugim miejscu przewijał się temat krwawej rzezi jak miała miejsce w nocy. Ponoć kolejna grupa pielgrzymów została zmasakrowana. Ponoć ich ciała były tak okropnie okaleczone, że strażnicy ze straży miejskiej płakali jak dzieci.
Gusłek słuchając tych niepokojących na wskroś wieści otworzył przyniesiony mu jak co dzień pergamin o stanie ojca Senil. Sinienie postępowało nadal obejmując coraz większe części nóg i dłoni. Żadnych ocknięć czy majaków.
Przy śniadaniu uradzono, że Huskun wraz z Gusłkiem oraz rycerzami uda się do komendanta straży jako przedstawiciela władz w mieście i dowie się jakiemu przestępstwu są winni Barthur i Balin. Do tego czasu wyżej wymienieni mieli skryć się w obszernej piwniczce karczmy mając za jedyne towarzystwo uwiązaną pumę i kilka szwendających się renginów.
Ereneg przyjął delegacją bez zbędnej zwłoki i z wyrazem męczeństwa na twarzy. Z resztą twarz miał tak poszarzałą ze zmęczenia, że Huskun zaczynał widzieć pewne podobieństwa z widzianym wczorajsze nocy zombi. Wysłuchał słów Gusłka wspierając głowę na rękach.
- Dobrze, że przyszliście prosto do mnie. Jak na razie to mamy zgłoszenie zabicia zwierzęcia będącego własnością setnika katańskiego garnizonu. Podejrzanymi jest właśnie tan Balin i Barthur. Wy natomiast twierdzicie, że to wina Mrocznych, a wasi kompani zostali ordynarnie wrobieni. Jednocześnie zapewniacie im alibi na wczorajszy wieczór. Ich obecność w karczmie, po zmroku, mogą potwierdzić znamienici rycerze i kapłan?
Komendant wyprostował się na krześle i popukał w stół.
- Tak, to bardzo dobre argumenty. Nawet dla katańskich wojsk. Mając tak mocne argumenty mogę wykluczyć Tan Balina i Barthura ze sprawy. Muszę ich oczywiście przesłuchać, a na pewno będzie to chciał uczynić ktoś z katańskich, na przykład tan Gargug gdy go wskrzeszą, o ile go wskrzeszą... Tak czy owak do czasu jego powrotu lub przybycia jego następcy tan Balin i Barthur musi pozostać w Rotgan-kir lub jego okolicy. Od tana Balina wystarczy danie szlacheckiego słowa, jednak Barthur musi się stawiać do komendantury codziennie rano w celu potwierdzenia swojego pobytu.
Dalej Huskun opowiedziało o wydarzeniach na cmentarzu i prośbie stacjonujących tam strażników o posiłki.
Komendant przez chwilę wyglądał na bardzo zmartwionego, ale szybko na jego twarz powróciła pewność siebie i zacięcie.
- Ja nawet nie zapytam co wy tam robiliście o północy. Wolę nie wiedzieć. Przyciągacie wszelkie cholerstwo z całego miasta jak psie ogony rzepy. Wyślę tam dziś ludzi i tak muszę tam wysłać transport trupów do szczeliny - skomentował krótko Ereneg -
skoro musicie tam jechać po towarzysza to zabierzcie się z nimi.
Druidzi mają swój gaj w północnych lasach, na trzęsawiskach. Ponoć prowadzi tam ścieżka. W tym samym kieunku co cmentarz. Trzeba iść około dziesięć godzin.
Do druidów wybiera się Gusłek, Husku i Orofar.
Po zwłoki krasnoluda zombi Balin i Urgrim.
Co robi Bazookh, Drayaharus i Barthur? Zdobywacie łuskę z mistycznej rośliny rosnącej na niedostępnej i objętej zakazem wstępu wysepce? Ruszacie zapolować na lemeona, czy może szukacie zwłok tego z garnizonu? Idziecie do astrologa dowiedzieć się czym jest i jak krąży Eon? Czy urabiacie alchemika, żeby wyznał bez zapłaty gdzie jest druga część recepty na eliksir Elissy? Czy może jakieś inne plany?