PBF - Klepsydra Wieczności
- W zasadzie przyszliśmy tu po własność kowala. Jeśli ją gdzieś widzicie, to bierzmy ją i zmykajmy do osady.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 sgun-ran 9455 KI, podziemia ruin
Berghar przykucnął bardzo powoli na ostatnim kamiennym stopniu, starając się nie czynić najmniejszego szelestu i taksując jednocześnie szeroko otwartymi oczami wnętrze rozświetlonej blaskiem łuczyw komnaty. Dziesięć ożywieńców o szklistym wzroku i otwartych bezwiednie ustach tkwiło w nienaturalnie idealnym bezruchu, widokiem swym podnosząc włosy na karku szczerze zalęknionego półolbrzyma. Obyty co nieco ze światem Dino słyszał wiele o martwiakach, ale dobrzy bogowie oszczędzali mu jak dotąd spotkań z ofiarami nekromantycznej magii.
Widok ożywieńców wstrząsnął nim do głębi, poruszając w umyśle półolbrzyma jakąś pierwotną nutę.
Po przeciwnej stronie komnaty znajdowało się obramowane blokami czarnego kamienia przejście, częściowo przymknięte dwoma skrzydłami rozsuwanych ciężkich wrót z jakiegoś dziwnego stopu metalu.
- Patrzcie, to chyba klucz - szepnął znienacka Ragax wskazując palcem na jedno ze skrzydeł wrót, gdzie pomimo głębokiego półmroku komnaty można było dostrzec wetkniętą w powierzchnię drzwi rzeźbę w postaci wykonanej z jakiegoś czarnego tworzywa rękę naturalnych rozmiarów.
W głębi przejścia najmici dostrzegli fragment następnej komnaty i poruszających się tam ludzi, zbitych w grupę i zawzięcie nad czymś dyskutujących.
Berghar przykucnął bardzo powoli na ostatnim kamiennym stopniu, starając się nie czynić najmniejszego szelestu i taksując jednocześnie szeroko otwartymi oczami wnętrze rozświetlonej blaskiem łuczyw komnaty. Dziesięć ożywieńców o szklistym wzroku i otwartych bezwiednie ustach tkwiło w nienaturalnie idealnym bezruchu, widokiem swym podnosząc włosy na karku szczerze zalęknionego półolbrzyma. Obyty co nieco ze światem Dino słyszał wiele o martwiakach, ale dobrzy bogowie oszczędzali mu jak dotąd spotkań z ofiarami nekromantycznej magii.
Widok ożywieńców wstrząsnął nim do głębi, poruszając w umyśle półolbrzyma jakąś pierwotną nutę.
Po przeciwnej stronie komnaty znajdowało się obramowane blokami czarnego kamienia przejście, częściowo przymknięte dwoma skrzydłami rozsuwanych ciężkich wrót z jakiegoś dziwnego stopu metalu.
- Patrzcie, to chyba klucz - szepnął znienacka Ragax wskazując palcem na jedno ze skrzydeł wrót, gdzie pomimo głębokiego półmroku komnaty można było dostrzec wetkniętą w powierzchnię drzwi rzeźbę w postaci wykonanej z jakiegoś czarnego tworzywa rękę naturalnych rozmiarów.
W głębi przejścia najmici dostrzegli fragment następnej komnaty i poruszających się tam ludzi, zbitych w grupę i zawzięcie nad czymś dyskutujących.
Zombi nie reagują w żaden sposób na Waszą obecność. Czciciele Morglitha znajdują się w następnym pomieszczeniu i coś tam kombinują, chociaż ze swojego obecnego miejsca nie widzicie, co dokładnie...
- Prawie idealnie. Gdyby tak udało się zamknąć te wrota i wyjąć klucz, naszym jedynym zmartwieniem na tę chwilę byłyby truposze. A ci w środku mogą sobie dalej deliberować i to choćby w nieskończoność. Dino, czy odważyłbyś się na sprint w stronę wrót, zatrzaśnięcie ich i próbę powrotu do mnie i Gorbaka? Jeśli zombiaki zareagowałyby na twoje posunięcia, to związalibyśmy kilka z nich walką, licząc na to, że ich powalenie nie zabrałoby nam wiele czasu. Chociaż gdybyście poszli razem z Gorbakiem, mógłby on wystraszyć naszych dyskutantów, gdyby próbowali do nas dotrzeć. Być może mam coś, co pomogłoby nam w walce z tymi wynaturzeniami, ale niestety każdym z osobna. Co myślicie?
Ostatnio zmieniony 08 czerwca 2014, 18:47 przez Treant, łącznie zmieniany 1 raz.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Zostaje jeszcze jeden problem: nie wiem, czy wrota będzie można zamknąć bez znacznego nakładu siły. Jeśli okaże się, że nie sposób ruszyć żadnego ze skrzydeł, cały plan pewnie przypłacimy życiem.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 sgun-ran 9455 KI, podziemia ruin
Pozostawieni samym sobie, półolbrzymi tkwili jeszcze przez chwilę w bezruchu, dopieszczając w myślach swój zuchwały i ryzykowany plan. Dino Berghar poruszył się w końcu ponaglony spojrzeniem Ragaxa, jął stawiać krok za krokiem na gładkiej kamiennej posadzce nie odrywając niespokojnego wzroku od zombi. Ożywieńcy stali nieruchomo na swoich miejscach, z jakiegoś niezrozumiałego powodu zupełnie nie zwracając uwagi na śmiertelnika, który zapuścił się pomiędzy ich szeregi.
Berghar przystanął w połowie drogi, przykucnął na posadzce oglądając się na obie strony. Zombi stały po obu jego bokach, górując nad kucającym półolbrzymem i nie przejawiając najmniejszego zainteresowania jego osobą. DIno poczuł pewien przypływ optymizmu uświadamiając sobie, że martwiaki najpewniej wykonywały wydane im wcześniej polecenia trwania w miejscu bez względu na okoliczności.
Uwaga mężczyzny pobiegła ku kamiennym wrotom i wsadzonemu w nie Obsydianowemu Kluczowi. Nadal zachowując najwyższą ostrożność półolbrzym jął się skradać w ich stronę, zerkając jednocześnie za przeciwny próg komnaty.
Jego oczom ukazała się kolejna krypta, pogrążona w głębokim półmroku rozjaśnianym blaskiem pochodni oraz płomieniami wypełniającymi dwie zapalone całkiem niedawno kamienne misy. Migotliwa poświata odbijała się słabymi refleksami od kanciastego podwyższenia pośrodku komnaty, wykonanego z takiego samego kamienia, co reszta podziemi, ale wypolerowanego w niemal idealny sposób. Otaczający podwyższenie ludzie w ciemnych strojach rozmawiali między sobą pełnymi ekscytacji głosami, wodząc po gładkim kamieniu czubkami palców.
- Klepsydra Wieczności da nieśmiertelność jedynie tym, którzy są tego warci! - na oczach Dina jeden z mężczyzn zrzucił na posadzkę swój powłóczysty płaszcz ukazując szczupłą żylastą sylwetkę oraz skrywaną dotąd po kapturem twarz o dumnych wyniosłych rysach - Módlcie się do Morglitha o błogosławieństwo w chwili tej podniosłej próby!
Pozostawieni samym sobie, półolbrzymi tkwili jeszcze przez chwilę w bezruchu, dopieszczając w myślach swój zuchwały i ryzykowany plan. Dino Berghar poruszył się w końcu ponaglony spojrzeniem Ragaxa, jął stawiać krok za krokiem na gładkiej kamiennej posadzce nie odrywając niespokojnego wzroku od zombi. Ożywieńcy stali nieruchomo na swoich miejscach, z jakiegoś niezrozumiałego powodu zupełnie nie zwracając uwagi na śmiertelnika, który zapuścił się pomiędzy ich szeregi.
Berghar przystanął w połowie drogi, przykucnął na posadzce oglądając się na obie strony. Zombi stały po obu jego bokach, górując nad kucającym półolbrzymem i nie przejawiając najmniejszego zainteresowania jego osobą. DIno poczuł pewien przypływ optymizmu uświadamiając sobie, że martwiaki najpewniej wykonywały wydane im wcześniej polecenia trwania w miejscu bez względu na okoliczności.
Uwaga mężczyzny pobiegła ku kamiennym wrotom i wsadzonemu w nie Obsydianowemu Kluczowi. Nadal zachowując najwyższą ostrożność półolbrzym jął się skradać w ich stronę, zerkając jednocześnie za przeciwny próg komnaty.
Jego oczom ukazała się kolejna krypta, pogrążona w głębokim półmroku rozjaśnianym blaskiem pochodni oraz płomieniami wypełniającymi dwie zapalone całkiem niedawno kamienne misy. Migotliwa poświata odbijała się słabymi refleksami od kanciastego podwyższenia pośrodku komnaty, wykonanego z takiego samego kamienia, co reszta podziemi, ale wypolerowanego w niemal idealny sposób. Otaczający podwyższenie ludzie w ciemnych strojach rozmawiali między sobą pełnymi ekscytacji głosami, wodząc po gładkim kamieniu czubkami palców.
- Klepsydra Wieczności da nieśmiertelność jedynie tym, którzy są tego warci! - na oczach Dina jeden z mężczyzn zrzucił na posadzkę swój powłóczysty płaszcz ukazując szczupłą żylastą sylwetkę oraz skrywaną dotąd po kapturem twarz o dumnych wyniosłych rysach - Módlcie się do Morglitha o błogosławieństwo w chwili tej podniosłej próby!
Skradający się w stronę wrót Dino ma okazję śledzić jednym okiem poczynania czcicieli Morglitha w sąsiedniej komnacie...
Dino dotarł w końcu do upragnionej osłony. Schował swą potężną figurę za jednym ze skrzydeł i rzucał okiem na mroczne sceny wewnątrz krypty. Uznał po drodze, że martwiaki miały bronić wyznawców Morghlihta przed doznaniem krzywdy lub po prostu odwalały brudną robotę bez zmęczenia. Jako, że krzywdy nikomu czynić nie zamierzał, Dino poczuł się cokolwiek bezpiecznie w danym momencie. Na westchnienie ulgi jednak sobie rozsądnie nie pozwolił. Poczekał dłuższą chwilę na głośniejsze tony zbiorowej modlitwy, po czym zaczął napierać na drzwi.
Plan podobał mu się coraz bardziej - skoro Morghliht miał im dać nieśmiertelność, to niech im da - nikt nie mówił, że mają statąd wyjść nieśmiertelni...
Plan podobał mu się coraz bardziej - skoro Morghliht miał im dać nieśmiertelność, to niech im da - nikt nie mówił, że mają statąd wyjść nieśmiertelni...
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 sgun-ran 9455 KI, górski las
Kevfalcon Lutter uciekał jak nigdy dotąd w życiu, gnając śladem dwóch mężczyzn w czerni z duszą na ramieniu i przeświadczeniem, że lada chwila coś skoczy mu na plecy zadając śmiertelny cios. Obaj czciciele Czaszkogłowego przestali się już cofać rakiem, tylko runęli do panicznej ucieczki skacząc poprzez spróchniałe pnie obalonych drzew i tratując kępy paproci.
Widok dwóch bezwzględnych zabójców uciekających w ewidentnej panice i pozbawionych choćby cienia swej wcześniejszej pewności siebie tylko spotęgował grozę ściskającą gardło barda. Dyszący desperacko artysta nawet nie próbował się obejrzeć za siebie, chociaż rozszalała wyobraźnia podsuwała mu makabryczne obrazki, w których o lepsze walczyły ze sobą tygrys szablozębny, pełna lubieżnej chuci samica giganta-opasa i przerośnięty górski niedźwiedź.
Próbujący wysforować się do przodu mieszaniec potknął się znienacka o jakiś wystający z ziemi korzeń i runął na trawę pośród zduszonego jęku. Lutter skoczył w górę niczym spłoszony jeleń, w ostatniej chwili przesadzając nieszczęśnika i omal samemu nie wywijając koziołka. Jakiś przerażający zgrzyt uciął w jednej chwili zduszony wrzask mieszańca, a plecy i kark barda obryzgała w mgnieniu oka ciepła lepka ciecz.
Przerażenie Luttera sięgnęło zenitu.
Kevfalcon Lutter uciekał jak nigdy dotąd w życiu, gnając śladem dwóch mężczyzn w czerni z duszą na ramieniu i przeświadczeniem, że lada chwila coś skoczy mu na plecy zadając śmiertelny cios. Obaj czciciele Czaszkogłowego przestali się już cofać rakiem, tylko runęli do panicznej ucieczki skacząc poprzez spróchniałe pnie obalonych drzew i tratując kępy paproci.
Widok dwóch bezwzględnych zabójców uciekających w ewidentnej panice i pozbawionych choćby cienia swej wcześniejszej pewności siebie tylko spotęgował grozę ściskającą gardło barda. Dyszący desperacko artysta nawet nie próbował się obejrzeć za siebie, chociaż rozszalała wyobraźnia podsuwała mu makabryczne obrazki, w których o lepsze walczyły ze sobą tygrys szablozębny, pełna lubieżnej chuci samica giganta-opasa i przerośnięty górski niedźwiedź.
Próbujący wysforować się do przodu mieszaniec potknął się znienacka o jakiś wystający z ziemi korzeń i runął na trawę pośród zduszonego jęku. Lutter skoczył w górę niczym spłoszony jeleń, w ostatniej chwili przesadzając nieszczęśnika i omal samemu nie wywijając koziołka. Jakiś przerażający zgrzyt uciął w jednej chwili zduszony wrzask mieszańca, a plecy i kark barda obryzgała w mgnieniu oka ciepła lepka ciecz.
Przerażenie Luttera sięgnęło zenitu.
Zakładam, że bard wkłada w swe nogi wszystkie siły!
I to jeszcze jak! Uciekam jak szalony! Kieruje się na oślep, byle dalej, byle szybciej!
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 sgun-ran 9455 KI, podziemia ruin
Wstrzymując oddech, Dino Berghar naparł bezszelestnie na kamienne wrota krypty próbując przesunąć je z powrotem na środek progu i zatrzasnąć tym samym w środku czcicieli Morglitha. Mięśnie półolbrzyma napięły się natychmiast, na jego szerokie czoło wystąpiły żyły oraz krople potu, ale mimo ogromnego wysiłku kamienne drzwi nawet nie drgnęły. Berghar pomyślał, że równie dobrze mógłby próbować przesunąć filary, na których wspierał się fronton świątyni Dagonina Białego w Halladorze, ale wrodzony upór nie pozwalał mu poddać się zbyt szybko zwątpieniu.
Jednocześnie do jego uszu docierały fragmenty prowadzonej w krypcie rozmowy, obracającej się wokół tematu otwarcia skrytki w podwyższeniu chroniącym Klepsydrę Wieczności przed zakusami niepożądanych gości.
- Naciśnijcie jednocześnie te ornamenty w narożnikach - polecił pełnym namaszczenia tonem mężczyzna wydający się przewodzić całej ekspedycji - Na mój znak... teraz!
Do uszu Dina dotarło ciche szczęknięcie, które przeszło z miejsca w zgrzytliwy dźwięk trących o siebie kamiennych powierzchni. Zaintrygowany tym hałasem Berghar przestał na chwilę siłować się z wrotami, przekrzywił w bok głowę zerkając jednym okiem za próg krypty.
Zbudowane z czarnego kamienia podwyższenie zaczęło się opuszczać w dół, wsuwać wzdłuż niewidocznych wcześniej krawędzi w posadzkę komnaty. Kiedy jego górna część zrównała się z podłogą, przewodzący grupie mężczyzna wyciągnął spod szat długi sztylet i bez ostrzeżenia przeciągnął nim po gardle stojącego najbliżej towarzysza.
Berghar znieruchomiał na ten widok, zmrożony przejawem okrutnej bezwzględności człowieka. Ofiara zdradzieckiego cięcia podniosła ręce do szyi, gulgocząc krwią i osuwając się jednocześnie na kolana. Na znak dany zakrwawionym sztyletem pozostali towarzysze zabójcy doskoczyli do swego kompana i pochwyciwszy go pod ramiona pochylili nieszczęśnika nad obrysem podwyższenia.
Krew tryskająca z głębokiej rany ściekała na szczyt kamiennego podwyższenia, teraz tkwiącego głęboko w podłodze.
- Nadeszła długo wyczekiwana chwila! - zakrzyknął z emfazą mistrz ponurej ceremonii - Oto Klepsydra Wieczności! Oto nieśmiertelność i niezgłębiona dotąd mądrość prastarej wiedzy!
Wstrzymując oddech, Dino Berghar naparł bezszelestnie na kamienne wrota krypty próbując przesunąć je z powrotem na środek progu i zatrzasnąć tym samym w środku czcicieli Morglitha. Mięśnie półolbrzyma napięły się natychmiast, na jego szerokie czoło wystąpiły żyły oraz krople potu, ale mimo ogromnego wysiłku kamienne drzwi nawet nie drgnęły. Berghar pomyślał, że równie dobrze mógłby próbować przesunąć filary, na których wspierał się fronton świątyni Dagonina Białego w Halladorze, ale wrodzony upór nie pozwalał mu poddać się zbyt szybko zwątpieniu.
Jednocześnie do jego uszu docierały fragmenty prowadzonej w krypcie rozmowy, obracającej się wokół tematu otwarcia skrytki w podwyższeniu chroniącym Klepsydrę Wieczności przed zakusami niepożądanych gości.
- Naciśnijcie jednocześnie te ornamenty w narożnikach - polecił pełnym namaszczenia tonem mężczyzna wydający się przewodzić całej ekspedycji - Na mój znak... teraz!
Do uszu Dina dotarło ciche szczęknięcie, które przeszło z miejsca w zgrzytliwy dźwięk trących o siebie kamiennych powierzchni. Zaintrygowany tym hałasem Berghar przestał na chwilę siłować się z wrotami, przekrzywił w bok głowę zerkając jednym okiem za próg krypty.
Zbudowane z czarnego kamienia podwyższenie zaczęło się opuszczać w dół, wsuwać wzdłuż niewidocznych wcześniej krawędzi w posadzkę komnaty. Kiedy jego górna część zrównała się z podłogą, przewodzący grupie mężczyzna wyciągnął spod szat długi sztylet i bez ostrzeżenia przeciągnął nim po gardle stojącego najbliżej towarzysza.
Berghar znieruchomiał na ten widok, zmrożony przejawem okrutnej bezwzględności człowieka. Ofiara zdradzieckiego cięcia podniosła ręce do szyi, gulgocząc krwią i osuwając się jednocześnie na kolana. Na znak dany zakrwawionym sztyletem pozostali towarzysze zabójcy doskoczyli do swego kompana i pochwyciwszy go pod ramiona pochylili nieszczęśnika nad obrysem podwyższenia.
Krew tryskająca z głębokiej rany ściekała na szczyt kamiennego podwyższenia, teraz tkwiącego głęboko w podłodze.
- Nadeszła długo wyczekiwana chwila! - zakrzyknął z emfazą mistrz ponurej ceremonii - Oto Klepsydra Wieczności! Oto nieśmiertelność i niezgłębiona dotąd mądrość prastarej wiedzy!
Kamienne drzwi ani drgną, półolbrzym mimo ogromnego wysiłku nie potrafi ruszyć ich z miejsca!
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Gorbak poprawił pozycję, bo siedzenie w kucki skrywając się cieniu wejścia do podziemi zaczynało mu doskwierać. Serce biło mu jak dzwon, a czas dłużył się niemiłosiernie.
Ile może trwać zamykanie drzwi?
Gnom nie przywykł do takich nerwowych sytuacji i wytarł spocone dłonie w spodnie. Nieumarli, wyznawcy Morghlitha, źródło nieśmiertelności, szpiegowska misja, podejrzany pracodawca i to wszystko na raz.
Ile może trwać zamykanie drzwi?
Gnom nie przywykł do takich nerwowych sytuacji i wytarł spocone dłonie w spodnie. Nieumarli, wyznawcy Morghlitha, źródło nieśmiertelności, szpiegowska misja, podejrzany pracodawca i to wszystko na raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 sgun-ran 9455 KI, podziemia ruin
Nie potrafiąc uwolnić się od ciążącego coraz bardziej niepokoju, gnom pokonał z nadzwyczajną zwinnością dzielącego go od wykopu korytarze, wspinając się ku majaczącemu wysoko w górze jasną poświatą otworu wiodącego na zewnątrz podziemnej części świątyni. Na czoło wystąpiły mu krople zimnego potu zrodzonego nie tyle z wysiłku, co jakiegoś niezrozumiałego złego przeczucia, które mroziło gnomowi krew w żyłach.
W prastarych ruinach morglithańskiej świątyni czaiło się jakieś niewysłowione zło, ukryte za zasłoną starych pajęczyn i ciemności, wyciągające spragnione obcowania z żywymi istotami macki eterycznego lęku. Coś podpowiadało Gorbakowi, że powinien się czuć obserwowany, chociaż mimo umysłowego wysiłku gnom nie potrafił zidentyfikować źródła tego nieodpartego wrażenia.
Docierając do wykopu Gorbak przykucnął bezszelestnie, po czym wyjrzał na zewnątrz mrużąc oczy pod wpływem rażących nieco słonecznych promieni. Pełniąca rolę obozowiska polanka sprawiała wrażenie opustoszałej, ale pozornie bezpieczną atmosferę psuły jakieś dobiegające od strony pobliskiego lasu dźwięki ludzkich głosów.
Skuliwszy się jeszcze bardziej gnom przełknął nerwowo ślinę, kiedy spośród gęstych chaszczy wychynęły znienacka postacie sześciu mężczyzn powracających szybkim krokiem w stronę ruin. Wszyscy trzymali w rękach obnażone miecze i rozglądali się bacznie wokół siebie, budząc tym widokiem przyśpieszone bicie serca Gorbaka.
Nie potrafiąc uwolnić się od ciążącego coraz bardziej niepokoju, gnom pokonał z nadzwyczajną zwinnością dzielącego go od wykopu korytarze, wspinając się ku majaczącemu wysoko w górze jasną poświatą otworu wiodącego na zewnątrz podziemnej części świątyni. Na czoło wystąpiły mu krople zimnego potu zrodzonego nie tyle z wysiłku, co jakiegoś niezrozumiałego złego przeczucia, które mroziło gnomowi krew w żyłach.
W prastarych ruinach morglithańskiej świątyni czaiło się jakieś niewysłowione zło, ukryte za zasłoną starych pajęczyn i ciemności, wyciągające spragnione obcowania z żywymi istotami macki eterycznego lęku. Coś podpowiadało Gorbakowi, że powinien się czuć obserwowany, chociaż mimo umysłowego wysiłku gnom nie potrafił zidentyfikować źródła tego nieodpartego wrażenia.
Docierając do wykopu Gorbak przykucnął bezszelestnie, po czym wyjrzał na zewnątrz mrużąc oczy pod wpływem rażących nieco słonecznych promieni. Pełniąca rolę obozowiska polanka sprawiała wrażenie opustoszałej, ale pozornie bezpieczną atmosferę psuły jakieś dobiegające od strony pobliskiego lasu dźwięki ludzkich głosów.
Skuliwszy się jeszcze bardziej gnom przełknął nerwowo ślinę, kiedy spośród gęstych chaszczy wychynęły znienacka postacie sześciu mężczyzn powracających szybkim krokiem w stronę ruin. Wszyscy trzymali w rękach obnażone miecze i rozglądali się bacznie wokół siebie, budząc tym widokiem przyśpieszone bicie serca Gorbaka.
Sześciu morglithian wróciło właśnie do obozu!
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times