Chram druidów, popołudnie, 2 dnia bakis-ranu
Koń Gusłka targnął głową wyrywając go z zamyślenia. Przy wąskiej ścieżce stał wyschnięty na wiór olbrzymi dąb o rozłożystych konarach na których siedziało stado kraczących kruków. Duże ptaszyska kręciły łepkami i wydawało się, że im się przyglądają.
- Jesteśmy na miejscu. Zsiądźmy z koni, druidzi nie lubią jak się przy nich jeździ na zwierzętach - powiedział Orofar obserwując kruki.
Gusłek zsunął się z ulgą z siodła w sam raz w czas, aby złapać za rękę Huskuna, który chciał cisnąć patykiem w ptaki.
- Nie Huskunie, to nie jest dobry pomysł. To słudzy druidów - skarcił swojego ucznia.
Ruszyli prowadząc wierzchowce za wodze. Zwierzęta nerwowo prychały i szarpały głowami, gdy mijali powarkującego niedźwiedzia jaskiniowego i błotnego smoka. Jednak Orofar mówił, że to próba determinacji przychodzących do druidów więc szli dalej starając się zachować spokój.
Usłyszeli dźwięki fujarki i ruszyli w tamtym kierunku. Na wielkim płaskim głazie siedział z zaplecionymi przed sobą nogami człowiek odziany w oprawioną skórę, a na jego nogach złożył łeb srebrny warg. Widząc przybyłych druid przestał grać i przemówił.
- Witajcie w Chramie Wierzby w którym zamieszkują druidzi kręgu ziemi, życia i czasu. Co was sprowadza do ostoi natury?
PBF - Boskie potyczki
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chram druidów, popołudnie, 2 dnia bakis-ranu
Ponieważ ani Gusłek ani Orofar nie odpowiedzieli na powitanie druida, Huskun poczuł się wywołany z szeregu. Chrząkając przez chwilę znacząco goblin postąpił o kilka kroków w kierunku gospodarza, zerkając jednocześnie z pewną dozą nieufności na srebrnego warga.
- Bądź pozdrowiony, czcigodny - przemówił zaklinacz siląc się na to, by jego głos brzmiał dźwięcznie i zdecydowanie - Jam jest Huskun Roztropny, akolita kthana Gusłaka Miłosiernego, ukochanego syna Pana Kielicha oraz przyjaciela tego oto świętego rycerza, ukochanego syna Cycatej Panny. Przybywamy do tego chramu o radę i pomoc w obliczu niebezpieczeństwa tak srogiego, że z samej swej natury przeczy ono prawom ziemi, życia i czasu!
Czując na sobie przenikliwe spojrzenie druida Huskun przełknął szybko ślinę, starając się trzymać na wodzy rosnące zdenerwowanie. Źródłem jego niepokoju było spostrzeżenie tyczące się osoby srebrnego warga, który taksował goblina wzrokiem równie przenikliwym jak jego ludzki towarzysz.
Oczy obojga - zarówno człowieka jak i warga - sprawiały wrażenie bliźniaczo podobnych.
Huskun wiedział, że musi mieć baczenie na swe słowa, w szczególności zaś dobór argumentów mających nakłonić druidów do udzielenia delegacji pomocy, strażnicy natury kierowali się bowiem zupełnie inną etyką i kodeksem moralnym niż cywilizowane istoty.
- Pół dnia drogi od tego świętego gaju gromadzi się wynaturzona armia nieumarłych, ogromna i przeżarta do szpiku kości nienaturalnym złem. Kiedy już ruszy, zmieni wszystko w tej krainie i w sąsiedzkich zapewne też. Że to nieumarli, tedy jawnie przeczą prawom życia i śmierci, bo po śmierci wciąż jeszcze nie chcą leżeć spokojnie w mogiłach. Nadto ziemię samą nękają, bo się z tych mogił ciągle wykopują i na dodatek pewnikiem jeszcze śmiertelnie krety płoszą, a inne niewinne podziemne istoty. I nie lza zapominać, że nieumarli zaprzeczeniem praw czasu są, bo na nich ewidentnie czas już przyszedł, coby w mogiłach leżeć, a oni tego nie czynią!
Ponieważ ani Gusłek ani Orofar nie odpowiedzieli na powitanie druida, Huskun poczuł się wywołany z szeregu. Chrząkając przez chwilę znacząco goblin postąpił o kilka kroków w kierunku gospodarza, zerkając jednocześnie z pewną dozą nieufności na srebrnego warga.
- Bądź pozdrowiony, czcigodny - przemówił zaklinacz siląc się na to, by jego głos brzmiał dźwięcznie i zdecydowanie - Jam jest Huskun Roztropny, akolita kthana Gusłaka Miłosiernego, ukochanego syna Pana Kielicha oraz przyjaciela tego oto świętego rycerza, ukochanego syna Cycatej Panny. Przybywamy do tego chramu o radę i pomoc w obliczu niebezpieczeństwa tak srogiego, że z samej swej natury przeczy ono prawom ziemi, życia i czasu!
Czując na sobie przenikliwe spojrzenie druida Huskun przełknął szybko ślinę, starając się trzymać na wodzy rosnące zdenerwowanie. Źródłem jego niepokoju było spostrzeżenie tyczące się osoby srebrnego warga, który taksował goblina wzrokiem równie przenikliwym jak jego ludzki towarzysz.
Oczy obojga - zarówno człowieka jak i warga - sprawiały wrażenie bliźniaczo podobnych.
Huskun wiedział, że musi mieć baczenie na swe słowa, w szczególności zaś dobór argumentów mających nakłonić druidów do udzielenia delegacji pomocy, strażnicy natury kierowali się bowiem zupełnie inną etyką i kodeksem moralnym niż cywilizowane istoty.
- Pół dnia drogi od tego świętego gaju gromadzi się wynaturzona armia nieumarłych, ogromna i przeżarta do szpiku kości nienaturalnym złem. Kiedy już ruszy, zmieni wszystko w tej krainie i w sąsiedzkich zapewne też. Że to nieumarli, tedy jawnie przeczą prawom życia i śmierci, bo po śmierci wciąż jeszcze nie chcą leżeć spokojnie w mogiłach. Nadto ziemię samą nękają, bo się z tych mogił ciągle wykopują i na dodatek pewnikiem jeszcze śmiertelnie krety płoszą, a inne niewinne podziemne istoty. I nie lza zapominać, że nieumarli zaprzeczeniem praw czasu są, bo na nich ewidentnie czas już przyszedł, coby w mogiłach leżeć, a oni tego nie czynią!
Jeśli druid nie odpowie, Huskun przejdzie do następnej paczki argumentów...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Ani chybi Balinie, juchci od Was jak byśta z truposzami zjedna balia kąpiel brali. - Barthur skrzywił się uśmiechnąwszy, nie wiedząc jakieteż ciężkie termina były udziałem bohaterskiego krasnoluda:
- Godom Wom co byśta kąpiel czym prędzej wzięli, bo tyro to Was żodna dziołcha nie zechce, nawet taka co na powonieniu słabuje
Wątek techniczny
Barthur bierze ogon gada. Mamy już orawie wszystko!
- Godom Wom co byśta kąpiel czym prędzej wzięli, bo tyro to Was żodna dziołcha nie zechce, nawet taka co na powonieniu słabuje
Wątek techniczny
Barthur bierze ogon gada. Mamy już orawie wszystko!