Posterunek RNK w Primm
Dowódca placówki pozostawił gości pod dyskretną, ale oczywistą strażą kilku żołnierzy, po czym zniknął we wnętrzu większego z dwóch polowych namiotów zabierając ze sobą kaprala. Siedzący na metalowych kanistrach mężczyźni jedli pośpiesznie, rozkoszując się smakiem posiłku, który mógł uchodzić za zwyczajny w oczach możnych Stripu, ale który dla zmęczonych kilkoma godzinami marszu mężczyzn był prawdziwym rarytasem.
Jedząc, przybysze z Goodsprings obserwowali jednocześnie skrycie swe otoczenie, taksując spojrzeniami noszących kuloodporne kamizelki żołnierzy, ich automatyczne karabiny i przypięte do taktycznych uprzęży granaty, płaskie metalowe hełmy i naciągnięte na nosy chusty mające chronić właścicieli przed piaskowymi zadymkami.
- Kaliber 5.56, chyba dwudziestostrzałowe, opcja pełnej serii - mruknął pod nosem jasnowłosy snajper, spoglądając na broń Kalifornijczyków z zawodowym zainteresowaniem.
- Nie gap się tak, bo jeszcze pomyślą, że chcesz ich obrobić - odburknął oblizujący palce chudzielec, oglądając się jednocześnie w stronę polowej kuchni.
- Jeśli nic tu nie wskóramy, powinniśmy wrócić do Goodsprings - powiedział jasnowłosy przenosząc wzrok na posępnego pastora - Bez naszej pomocy mogą nie wytrzymać następnego ataku Kajdaniarzy.
Porucznik Hayes wychynął z namiotu po niecałych dziesięciu minutach, zmierzając szybkim krokiem w stronę gości. Kapral szedł u jego boku, z prawą dłonią spoczywającą na przewieszonym przez ramię automacie.
- Wygląda na wrednego - przestrzegł towarzyszy chudzielec - Zapomniałem wam wcześniej powiedzieć. Wredny z gęby. Lepiej uważajcie, co mówicie, żeby się bardziej nie wkurzył.
[center]

[/center]
Uniformy RNK prezentowałem już wcześniej, na powyższej ilustracji standardowa broń armii Republiki.