PBF - Ścigając samego siebie

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 30 lipca 2014, 10:54

Chudzielcowi nie bardzo była w smak mowa Flanagana, bo jeszcze złodziejaszki mogły zjawić się niczym kawaleria w Goodsprings. Ten snajper wydawał się całkiem przystojny i jakby znalazł się w wiosce, to pewnie wyrwał by Sunny raz dwa, tuż z sprzed nosa Simpsona. Toteż nie wchodził w słowo Johnowi, tylko padł na kolana i wbłagalnym geście rozpłakał się głośno:

- Kobieta na mnie czeka, dzieci już w drodze... - łakł żałośnie widząc w wizji jaka była jego marzeniem Sunny z brzuchem noszącym jego dziecko: - Bądźcie ludźmi... . Chociaż ciuszki oddajcie... I broń... I pancerz... To chociaż działkę jeta kopsnijcie i już się zmywamy...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 30 lipca 2014, 20:28

Międzystanówka I-15 na południe od Primm

Cathy, Tim i mężczyzna o chrapliwym głosie cofnęli się o kilka kroków, rozpoczynając wiedzioną półgłosem, ale bardzo ożywioną dyskusję. Pilnowani przez uzbrojonych w M16 nastolatków, wciąż klęczący na gorącej ziemi półnadzy mężczyźni słyszeli tylko strzępy tej rozmowy, popadając w coraz czarniejszy nastrój.

- Jeśli nie kłamią i pracują dla RNK... może trzeba ich rozwalić od ręki, wszystkich trzech? - zapytał gość z Berettą - Jednego załatwiliśmy, reszta może przeciw nam świadczyć. Ich słowo przeciwko naszemu. Potem wyjdzie, że to my ich napadliśmy.

- Greg, to nie po naszemu - odparł snajper, który przez cały czas bacznie zerkał na jeńców - Nie zamorduję ich, choćby i byli Szakalami. Co innego w walce, a co innego strzałem w tył głowy.

- Niech pustynia zadecyduje - wtrąciła rudowłosa dziewczyna; twardym głosem zupełnie nie idącym w parze z jej w gruncie rzeczy przyjazną i ładną twarzą - Jeśli pisane im życie, dotrą do Przyczółka, w przeciwnym razie... pustynia zatrze wszystkie ślady.

Tim i Greg namyślali się przez chwilę, potem kiwnęli z aprobatą głowami. Snajper zniknął na chwilę w budynku posterunku, wyszedł z niego niosąc naręcze starych ubrań. Rzuciwszy je pod nogi więźniów cofnął się o kilka kroków.

- Stare koszule - oznajmił - Zróbcie z nich sobie turbany na głowy, to osłoni was przed słońcem. A teraz wynoście się, bo więcej rozmów nie będzie. Jeśli nie odejdziecie po dobroci, nasza cierpliwość się skończy.
Wydaje mi się, że to ostateczne ultimatum...

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 30 lipca 2014, 20:33

Przyglądam im się po kolei, z koszuli robię turban.
Biorę butelkę z wodą i maczetę i ruszam ku Mojave.


Jak odejdziemy poza zasięg słuchu, pytam pastora, jak to się do cholery stało, że zabili Venkmena, a Ty nam nie powiedziałeś, że to nie RNK ???
Co oni chcieli, chcieli was rozbroić czy kazali odejść?

Straciliśmy pożyczoną broń i sprzęt, jesteśmy w dupie u murzyna. Bo nie zajarzyliście, że w środku jest kilkoro gówniarzy, żadnych bandziorów i nie RNK jak myślałem ja...
Jak kazali wam spieprzać to było spieprzać, zwłaszcza, że ich snajper walił do mnie i Barta za wrakiem. Czemu staliście jak dupki?
Generalnie chcę wiedzieć, bo moja postać nie wie co tam się stało. Nie oczekuję opisu, chyba, że pastor mnie okłamie co do tego co tam zaszło.
Ostatnio zmieniony 30 lipca 2014, 20:56 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 30 lipca 2014, 20:56

Międzystanówka I-15 na południe od Primm

Pastor obejrzał się w stronę blondyna dziwnie pustym wzrokiem, wciąż pozostając w stanie ewidentnego szoku doznanego na widok śmierci Venkmena.

- Pete słyszał, że ktoś jest w środku i chciał ich nastraszyć - powiedział po bardzo długiej chwili milczenia kaznodzieja - Myślał chyba, że to jacyś włóczędzy. Odpowiedzieli strzałami, a kiedy zaczęliśmy gadać... był ukryty strzelec, sami przecież wiecie. Venkmen chyba stracił panowanie nad sobą, wyciągnął z kieszeni granat, kiedy tamci ostrzegli, że mają nas na muszce.

Gottschalk urwał, maszerując równym, aczkolwiek dziwnie automatycznym rytmem. John przyglądał się pastorowi przez dłuższą chwilę z ukosa, ale w końcu ugryzł się w język. Wyładowywanie złości na osobie duchownego mogło mu przynieść chwilową ulgę, ale nie dawało żadnych innych korzyści, a marnowanie energii na jałową kłótnię byłoby prawdziwą rozrzutnością w opłakanej sytuacji kurierów.

Palące niemiłosiernie słońce stało wysoko na niebie, zalewając pustkowia Nevady żarem, który wyciskał z odsłoniętych ciał ludzi każdą kroplę potu, znacząc je w zamian czerwonymi plamami poparzeń.
David Gottschalk jest od tej chwili NPC-em. mam nadzieję, że na Przyczółku Mojave trafi się okazja do zaciągnięcia do drużyny nowych rekrutów, ale wpierw trzeba się do Przyczółka dostać...

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 30 lipca 2014, 21:04

Spieprzyliście to maksymalnie.

Trudno, szkoda śliny, przez brak jaj i mózgów u pastora i śp. Venkmena, zostaliśmy załatwieni jak frajerzy, przez jebanych gówniarzy.
To mój ostatni komentarz na ten temat. Skupmy się na dotarciu do Mojave.

Idziemy Bart, a wielebny niech robi co uważa.

Po wylaniu resztek wściekłości i pomyj na pastora, skupiam się na wypatrywaniu zagrożenia, idziemy w pewnej odległości od siebie, tym razem ja z przodu.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 30 lipca 2014, 21:21

Międzystanówka I-15 na południe od Primm

Mordercza wędrówka środkiem rozgrzanej autostrady okazała się dla trójki mężczyzn prawdziwą udręką. Promienie słońca dosłownie paliły im skórę, a oszczędzone przed bezpośrednim światłem materiałem turbanów głowy i karki wędrowców ociekały potem. Zarysy policyjnego posterunku dawno już zniknęły gdzieś w tyle, zakończone widokiem pozornie bezkresnej pustyni ciągnącej się po obu stronach zapiaszczonej drogi międzystanowej. Wyrastające na południu góry przesłaniały widnokrąg, ale ku bezsilnej rozpaczy Flanagana jakby wcale się do kurierów nie przybliżały, chociaż zdesperowani mężczyźni maszerowali bez chwili wytchnienia.

Po kilku godzinach wysysającego z ciał resztki energii marszu mężczyźni dostrzegli przed sobą jakieś ślady cywilizacji: betonowe kształty obwodnicy przerzuconej nad nitkami głównej drogi, częściowo zawalone i dowodzące istnienia przedwojennego zjazdu z autostrady.

- Cień - wychrypiał spierzchniętymi ustami pastor, taksując wzrokiem betonowe wsporniki i jezdnię przerzuconą nad autostradę, mogącą zapewnić wędrowcom przynajmniej szczątkową osłonę przed promieniami słońca - Tam jest cień...
Ryzyko udaru wciąż nad Wami wisi, więc może warto skorzystać z okazji do chwili wytchnienia w cieniu obwodnicy?
<