Zaplecze chińskiej restauracji śmierdziało zjełczałym tłuszczem i starą rybą, tworząc silną mieszankę zdolną przebić się nawet przez założone starannie nosowe filtry Vegi. Wprowadzeni do środka przez Chińczyka z tatuażami w postaci smoków, mężczyźni minęli uwijających się w gorącym wnętrzu kuchni pracowników, wszystkich bez wyjątku pochodzących z Azji. Wszyscy śledzili obcych kątami skośnych oczu, ale niczym innym nie dali po sobie poznać, że niezapowiedziana wizyta w jakikolwiek sposób ich zainteresowała.
Przewodnik wprowadził gości do pomieszczenia sąsiadującego z chłodnią, wyłożonego białymi ceramicznymi kaflami przydającymi pokojów chłodnego klinicznego klimatu. Bądź ubojni, jeśli spojrzało się nań z innej strony.
Na stalowym stole, ani chybi służącym do ćwiartowania świeżego mięsa, leżał krzywiący się z bólu młody Chińczyk w taniej podróbce markowego garnituru. Clarens z miejsca dostrzegł zakrwawioną nogawkę spodni, rozciętą tuż nad kolanem w miejscu, gdzie nieszczęśnik przyciskał do ciała jakąś ścierkę.
Dwaj towarzyszący mu Chińczycy obrzucili gości złym wzrokiem, ale żaden nic nie powiedział, kiedy czarnoskóry medyk położył na blacie stołu swą lekarską torbę.
Dla wiadomości fiksera, pana Lao w pomieszczeniu nie ma. Gonzo nie zna obecnych w chłodni gości, chociaż ich obecność w "Mahjongu" niezbicie dowodzi powiązań z rodziną Lao!