że skoro RNK pomogło miastu to może najlepiej oddać się im pod stałą opiekę
PBF - Ścigając samego siebie
-
Kargan
- Reactions:
- Posty: 1420
- Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
- Has thanked: 8 times
- Been thanked: 7 times
Sue chciałaby popytać o tę rozróbę i wyczuć nastroje mieszkańców względem RNK jednocześnie sugerując,
że skoro RNK pomogło miastu to może najlepiej oddać się im pod stałą opiekę
Oczywiście wszystko z wdziękiem i nonszalancją
że skoro RNK pomogło miastu to może najlepiej oddać się im pod stałą opiekę
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[
Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)
Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Primm, skarbiec kasyna "Vikki & Vance"
Czterej mężczyźni zamilkli na chwilę, popijając piwo z butelek i taksując się wzajemnie wzrokiem. Przygnębiająca opowieść Kira nikogo nie zszokowała, ponieważ na Pustkowiach Mojave dochodziło do wielu podobnych scen każdego bez mała dnia.
- Chłopaki, co do tego sprzętu, który ode mnie wypożyczyliście... - przerwał w końcu ciszę Nash - Myślę, że możemy się dogadać, ale to sprawy biznesowe, załatwimy to u mnie w biurze. Kir, dzięki za wieści i pamiętaj, zawsze jesteś u nas mile widzianym gościem. Sara zaraz doniesie ci coś do picia i jedzenia. Długo u nas tym razem zostaniesz?
Niebieskooki mężczyzna podrapał się palcem po policzku, potem skinął nieznacznie głową.
- Wszystko zależy od tych tutaj dobrych ludzi - oznajmił odsłaniając w uśmiechu zdumiewająco zdrowe zęby, świadczące o obfitej w witaminy i minerały diecie - Jeśli zgodzą się na moje towarzystwo, chętnie pobędę parę dni, choćby i do szturmu na Jean.
- Odpoczywaj, my niedługo wrócimy - oznajmił Johnson łapiąc Barta za rękaw - Chodźcie chłopaki do sklepu, tam pogadamy w spokoju o długu i innych naszych sprawach.
Czterej mężczyźni zamilkli na chwilę, popijając piwo z butelek i taksując się wzajemnie wzrokiem. Przygnębiająca opowieść Kira nikogo nie zszokowała, ponieważ na Pustkowiach Mojave dochodziło do wielu podobnych scen każdego bez mała dnia.
- Chłopaki, co do tego sprzętu, który ode mnie wypożyczyliście... - przerwał w końcu ciszę Nash - Myślę, że możemy się dogadać, ale to sprawy biznesowe, załatwimy to u mnie w biurze. Kir, dzięki za wieści i pamiętaj, zawsze jesteś u nas mile widzianym gościem. Sara zaraz doniesie ci coś do picia i jedzenia. Długo u nas tym razem zostaniesz?
Niebieskooki mężczyzna podrapał się palcem po policzku, potem skinął nieznacznie głową.
- Wszystko zależy od tych tutaj dobrych ludzi - oznajmił odsłaniając w uśmiechu zdumiewająco zdrowe zęby, świadczące o obfitej w witaminy i minerały diecie - Jeśli zgodzą się na moje towarzystwo, chętnie pobędę parę dni, choćby i do szturmu na Jean.
- Odpoczywaj, my niedługo wrócimy - oznajmił Johnson łapiąc Barta za rękaw - Chodźcie chłopaki do sklepu, tam pogadamy w spokoju o długu i innych naszych sprawach.
Nash chce pogadać o interesach w swoim biurze, więc albo nie do końca ufa Kirowi albo sprawa dotyczy tajemnicy służbowej Mojave Express albo chce z Wami obgadać jakiś nowy sekret...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Primm, kasyno "Vikki & Vance"
Upijając niewielki łyczek trunku z ciemnozielonej butelki, Sue omiotła przeciągłym spojrzeniem po stolikach zajętych przez kalifornijskich żołnierzy, po czym odwróciła głowę z powrotem w stronę barmana.
- Opowiedz coś więcej o tej całej sprawie - poprosiła przybierając ze skrywaną niechęcią zalotny wyraz twarzy - Jak to się stało, że ci z RNK weszli do miasteczka? I co zamierzacie z tym zrobić?
- Wszystko zaczęło się od napaści Kajdaniarzy. To bandziory z więzienia w Jean, niedaleko stąd. Więzienie należało do RNK, trzymali tam skazańców pracujących w kamieniołomach w Sloan - barman oparł się o kontuar spoglądając na dziewczynę - Skurczybyki wywołały bunt i przejęły więzienie, a potem zaczęły napadać na okoliczne osady i karawany. Myśleliśmy, że się z nimi jakoś dogadamy i pohandlujemy, ale jak zabili szeryfa McBaina i kilku innych z naszych, musieliśmy się schować w kasynie. To solidna budowla, sama widzisz. Nie mogli nas tu ugryźć, ale panoszyli się w całym mieście, dopóki nie ruszyli na nich Kalifornijczycy.
- Weszliście z nimi w układ? - spytała Sue upijając następny łyczek piwa.
- Nash wszystko załatwił - odparł barman - Poprosił o pomoc tych gości, z którymi przed chwilą siedziałaś. To twoi kumple?
- Można tak powiedzieć - wzruszyła ramionami Sue - Poznaliśmy się już po wszystkim.
- Goście ściągnęli Kalifornijczyków, a ci wjechali na Kajdaniarzy z zaskoczenia. Była tu istna bitwa, granatami rzucali, walili z cekaemu. Ci pieprzeni skazańcy nie mieli szans. Swoją drogą, jeśli nie za dobrze znasz tych gości... uważaj na chudego. Ludzie mówią, że to istny wariat. Podobno kule się go nie imają. Jak rzucił się na hotel z granatami, Kajdaniarze padali jak muchy. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale lepiej na takich facetów uważać.
- Dogadacie się jakoś z RNK? - spytała Sue - Chcecie ich w mieście?
- Ciężko powiedzieć - mruknął młody człowiek za kontuarem - Niektórzy zaczynają gadać o przyłączeniu do Republiki, ale inni się boją. Podobno Kimball dowali nam podatki i wprowadzi obowiązkową służbę wojskową. Ja tam nie wiem, może nawet bym wolał. Zobacz jaki tu spokój z tymi wszystkimi żołnierzami na miejscu. Teraz nikt nam w Primm nie podskoczy.
Upijając niewielki łyczek trunku z ciemnozielonej butelki, Sue omiotła przeciągłym spojrzeniem po stolikach zajętych przez kalifornijskich żołnierzy, po czym odwróciła głowę z powrotem w stronę barmana.
- Opowiedz coś więcej o tej całej sprawie - poprosiła przybierając ze skrywaną niechęcią zalotny wyraz twarzy - Jak to się stało, że ci z RNK weszli do miasteczka? I co zamierzacie z tym zrobić?
- Wszystko zaczęło się od napaści Kajdaniarzy. To bandziory z więzienia w Jean, niedaleko stąd. Więzienie należało do RNK, trzymali tam skazańców pracujących w kamieniołomach w Sloan - barman oparł się o kontuar spoglądając na dziewczynę - Skurczybyki wywołały bunt i przejęły więzienie, a potem zaczęły napadać na okoliczne osady i karawany. Myśleliśmy, że się z nimi jakoś dogadamy i pohandlujemy, ale jak zabili szeryfa McBaina i kilku innych z naszych, musieliśmy się schować w kasynie. To solidna budowla, sama widzisz. Nie mogli nas tu ugryźć, ale panoszyli się w całym mieście, dopóki nie ruszyli na nich Kalifornijczycy.
- Weszliście z nimi w układ? - spytała Sue upijając następny łyczek piwa.
- Nash wszystko załatwił - odparł barman - Poprosił o pomoc tych gości, z którymi przed chwilą siedziałaś. To twoi kumple?
- Można tak powiedzieć - wzruszyła ramionami Sue - Poznaliśmy się już po wszystkim.
- Goście ściągnęli Kalifornijczyków, a ci wjechali na Kajdaniarzy z zaskoczenia. Była tu istna bitwa, granatami rzucali, walili z cekaemu. Ci pieprzeni skazańcy nie mieli szans. Swoją drogą, jeśli nie za dobrze znasz tych gości... uważaj na chudego. Ludzie mówią, że to istny wariat. Podobno kule się go nie imają. Jak rzucił się na hotel z granatami, Kajdaniarze padali jak muchy. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale lepiej na takich facetów uważać.
- Dogadacie się jakoś z RNK? - spytała Sue - Chcecie ich w mieście?
- Ciężko powiedzieć - mruknął młody człowiek za kontuarem - Niektórzy zaczynają gadać o przyłączeniu do Republiki, ale inni się boją. Podobno Kimball dowali nam podatki i wprowadzi obowiązkową służbę wojskową. Ja tam nie wiem, może nawet bym wolał. Zobacz jaki tu spokój z tymi wszystkimi żołnierzami na miejscu. Teraz nikt nam w Primm nie podskoczy.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Primm, sklep Nasha Johnsona
Właściciel miejscowej filii ME sprawiał wrażenie rozluźnionego i prowadząc znajomych do swego biura pozwolił sobie na kilka żartów, ale obserwujący go uważnie John podejrzewał, że staruszek pozostawał ogromnie spięty.
Zamknąwszy za plecami gości drzwi Nash zaprosił obu mężczyzn do spoczęcia na rozkładanych krzesełkach w rogu części sklepowej. Ruth zeszła na dźwięk ludzkich głosów z pierwszego piętra budynku, pozdrowiła kurierów życzliwym uśmiechem, po czym zniknęła na zapleczu sklepu.
- W kasynie jest fajniej niż tutaj, ale tu możemy pogadać na spokojnie - oświadczył Johnson i w jego oczach ponownie pojawiły się iskierki niepokoju - Rozmawiałem z kilkoma tutejszym osobami po tej całej akcji w hotelu, z Beagle'em, Duncanem, Samanthą i Fredem. Reszta Primm się z nimi liczy.
- A o czym rozmawialiście? - spytał od niechcenia chudzielec, z miejsca poświęcając całą swą uwagę dziwacznemu ślizgaczowi rozłożonemu na sklepowej ladzie.
- Mamy problem i myślę, że wy możecie nam pomóc - odparł Nash - Ale zanim przejdziemy do szczegółów, mam dla was dobrą wiadomość. Po śmierci McBaina i jego żony ich chatka stoi pusta, zadbaliśmy o to. Jeśli chcecie, możecie ją przejąć na własność. Uznamy was za mieszkańców Primm, na takich samych prawach jak wszyscy pozostali, którzy tu żyją. Chcecie do nas dołączyć?
Właściciel miejscowej filii ME sprawiał wrażenie rozluźnionego i prowadząc znajomych do swego biura pozwolił sobie na kilka żartów, ale obserwujący go uważnie John podejrzewał, że staruszek pozostawał ogromnie spięty.
Zamknąwszy za plecami gości drzwi Nash zaprosił obu mężczyzn do spoczęcia na rozkładanych krzesełkach w rogu części sklepowej. Ruth zeszła na dźwięk ludzkich głosów z pierwszego piętra budynku, pozdrowiła kurierów życzliwym uśmiechem, po czym zniknęła na zapleczu sklepu.
- W kasynie jest fajniej niż tutaj, ale tu możemy pogadać na spokojnie - oświadczył Johnson i w jego oczach ponownie pojawiły się iskierki niepokoju - Rozmawiałem z kilkoma tutejszym osobami po tej całej akcji w hotelu, z Beagle'em, Duncanem, Samanthą i Fredem. Reszta Primm się z nimi liczy.
- A o czym rozmawialiście? - spytał od niechcenia chudzielec, z miejsca poświęcając całą swą uwagę dziwacznemu ślizgaczowi rozłożonemu na sklepowej ladzie.
- Mamy problem i myślę, że wy możecie nam pomóc - odparł Nash - Ale zanim przejdziemy do szczegółów, mam dla was dobrą wiadomość. Po śmierci McBaina i jego żony ich chatka stoi pusta, zadbaliśmy o to. Jeśli chcecie, możecie ją przejąć na własność. Uznamy was za mieszkańców Primm, na takich samych prawach jak wszyscy pozostali, którzy tu żyją. Chcecie do nas dołączyć?
Własny domek w tym okrutnym i dzikim świecie?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- My? - szczęka chudzielca niemal wypadła mu z miejsca. Czuł jakby odzyskał dawno straconą rodzinę, jakby wrócił jako syn marnotrawny i został godnie przyjęty. Simpson przez krótką chwilę nie mógł wypowiedzieć ani słowa, potem niespodziewanie objął Nasha i wybuchnął płaczem:
- Naprawdę nas chcecie...? Boże mój ale się wzruszyłem...? Jeszcze nigdy... a przynajmniej odkąd straciłem pamięć nikt nas nie przygarnął...
Nash patrzył dziwnym wzrokiem na Flanagana, ale nie odepchnął wzruszonego i beczącego jak zmutowany bóbr Barta.
- Naprawdę nas chcecie...? Boże mój ale się wzruszyłem...? Jeszcze nigdy... a przynajmniej odkąd straciłem pamięć nikt nas nie przygarnął...
Nash patrzył dziwnym wzrokiem na Flanagana, ale nie odepchnął wzruszonego i beczącego jak zmutowany bóbr Barta.
Lepiej to przemysleć, ale Primm to chyba niezła baza wypadowa i byłoby gdzie graty trzymać. Flanagan, ostudzisz uczucia Simpsona, czy dołączysz do wzruszonego chudzielca?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Primm, sklep Nasha Johnsona
Johnson uśmiechnął się zdawkowo widząc żywiołową reakcję Barta, ale na wszelki wypadek odsunął się od chudzielca przesuwając swe krzesło w kąt pomieszczenia.
- Nasi uważają, że sprawy nie mają się dobrze. Kajdaniarze wciąż panoszą się w okolicy, chociaż dostali solidne lanie. Podobno przed buntem w Jean siedziało prawie trzystu skazańców. Po tych wszystkich potyczkach pewnie została im już tylko połowa, jeśli nawet nie mniej.
- Kalifornijczycy się nimi zajmą - podpowiedział John - Nie znamy jeszcze szczegółów, ale RNK już przygotowuje szturm na więzienie.
- Tak też słyszeliśmy - przyznał Nash - Samantha i Duncan widzieli ich zwiadowców w pobliżu Jean, wczoraj wieczorem. Chyba sprawdzają drogi dojazdowe do więzienia.
- Więc wasz kłopot niebawem przestanie istnieć - roześmiał się życzliwie Simpson - Primm będzie bezpieczne i wszyscy będziemy mogli cieszyć się spokojnym życiem!
- Możecie wprowadzić się do domku szeryfa choćby zaraz - naczelnik filii ME odpowiedział po chwili milczenia na wcześniejsze pytanie Flanagana, zerkając na blondyna z ukosa - Ale muszę was poprosić o pomoc w pewnej delikatnej sprawie...
Johnson uśmiechnął się zdawkowo widząc żywiołową reakcję Barta, ale na wszelki wypadek odsunął się od chudzielca przesuwając swe krzesło w kąt pomieszczenia.
- Nasi uważają, że sprawy nie mają się dobrze. Kajdaniarze wciąż panoszą się w okolicy, chociaż dostali solidne lanie. Podobno przed buntem w Jean siedziało prawie trzystu skazańców. Po tych wszystkich potyczkach pewnie została im już tylko połowa, jeśli nawet nie mniej.
- Kalifornijczycy się nimi zajmą - podpowiedział John - Nie znamy jeszcze szczegółów, ale RNK już przygotowuje szturm na więzienie.
- Tak też słyszeliśmy - przyznał Nash - Samantha i Duncan widzieli ich zwiadowców w pobliżu Jean, wczoraj wieczorem. Chyba sprawdzają drogi dojazdowe do więzienia.
- Więc wasz kłopot niebawem przestanie istnieć - roześmiał się życzliwie Simpson - Primm będzie bezpieczne i wszyscy będziemy mogli cieszyć się spokojnym życiem!
- Możecie wprowadzić się do domku szeryfa choćby zaraz - naczelnik filii ME odpowiedział po chwili milczenia na wcześniejsze pytanie Flanagana, zerkając na blondyna z ukosa - Ale muszę was poprosić o pomoc w pewnej delikatnej sprawie...
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Możemy na to pójść, ale będziemy lobbować za sojuszem i współpracę z RNK, w celu obrony przed Legionem i innymi zagrożeniami.
Nie możemy oficjalnie sprzeciwiać się przystąpieniu do Republiki. By zachować twarz prze RNK i ich pomoc, będziemy nakłaniać do współpracy z nimi, sprawę przystąpienia zostawiając późniejszemu referendum mieszkańców.
Nie możemy oficjalnie sprzeciwiać się przystąpieniu do Republiki. By zachować twarz prze RNK i ich pomoc, będziemy nakłaniać do współpracy z nimi, sprawę przystąpienia zostawiając późniejszemu referendum mieszkańców.
Powyższe mówię do Nasha, to moje zdanie, można się nie zgadzać. Co na to Chudy?