Słysząc pytanie Bannistera pohukacz przeniósł spojrzenie w kierunku posępnego sierżanta, w irytujący sposób świdrując nieludzkimi oczami twarz człowieka.
- To warownia w trzewiach ziemi, wycięta w skale przed wieloma wiekami - oznajmił trollak przekraczając jednocześnie okazały głaz - Miejsce, gdzie Orgoci oddawali cześć swym bogom i gdzie płynęła wartko krew ofiar. My strzeżemy jeno wejścia do niej, nie zapuszczamy się do środka, bo to prawdziwie przeklęte miejsce. Ci, którzy nie usłuchali nakazu starszyzny albo nigdy stamtąd nie wracali albo wracali tak odmienieni, że nie mogli już przynależeć do krielu. Gdy przybyły tu krasnoludy, starszyzna przekazała im wiedzę o warowni w dobrej wierze, by żaden z nich nie poważył się wejść do środka...
- Ale weszli - dopowiedział coraz bardziej nerwowy Hawke.
- Chciwość ludu z dalekich gór dorównuje żądzy złota człeków - pokiwał głową pohukacz - Nie usłuchali naszych rad ufni w moc swego runicznego oręża i krzepy ramion. Sprowadzili na świat zło, które na wieczność winno było spoczywać pod ziemią.