Reynard Bannister odetchnął głęboko i spojrzał na ściskającego zawinięty w płótno miecz alchemika Loży. Thane zachował kamienną twarz, a jego zmrużone oczy nie okazały żadnych emocji, ale Caspianin wyczuł pod tą beznamiętną maską jakieś gwałtowne emocje.
Biorąc drugi oddech były sierżant straży miejskiej zrobił krok w stronę bramy i przekroczył jej próg oczekując podświadomie świstu tnących powietrze strzałek albo dźwięku innej podstępnej pułapki.
Nie usłyszał niczego prócz przyśpieszonego oddechu swych towarzyszy.
- Dalej, ruszcie się - Bannister wycedził przez zęby ponaglenie, unosząc w górę swe łuczywo i spoglądając podejrzliwie na gładkie ściany korytarza, wyłożone nieskazitelnie czarnym kamieniem, który w niewytłumaczalny sposób zdawał się wchłaniać światło.