PBF - Ścigając samego siebie
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Nipton, główna ulica
Obaj mężczyźni podeszli szybkim krokiem do zaparkowanego pośrodku ulicy pojazdu, taksując obcego przybysza badawczymi spojrzeniami. Człowiek we flanelowej koszuli sprawiał wrażenie myśliwego albo zwyczajnego włóczęgi. Miał przy sobie staroświecki rewolwer i strzelbę, ale trzymał dłonie z dala od broni świadomy tego, że jakikolwiek potencjalnie niebezpieczny ruch w obecności kilku żołnierzy RNK mógłby się dla niego skończyć w tragiczny sposób.
- Mnie nic do tego, chciałem tylko ostrzec - oznajmił spluwając pod nogi żutą cały czas prymką - Zrobicie z tym, co będziecie chcieli.
- Z czym? - zapytał pośpiesznie chudzielec, który wyrósł u boku człowieka w kapeluszu.
- Twierdzi, że na wschód od Nipton Legion pozostawił mały obóz, najpewniej dla tylnej straży wycofującej się w stronę rzeki - powiedział sceptycznym tonem sierżant.
- Przyszedłem wam o tym powiedzieć, bo tamci mają w obozie kilku więźniów - wtrącił człowiek w kapeluszu - Jednego powiesili na krzyżu, a potem go rozpruli nożami na pokaz, a resztę powiązali i trzymają pod lufami. Podkradłem się dość blisko, żeby wszystko obejrzeć. To są naprawdę popaprane skurwysyny, zresztą w Nipton też to widać na każdym kroku.
- Powinniśmy się trzymać naszego zadania - odparł sierżant, spozierający ostrzegawczo w kierunku Johna i Barta - Sprawdziliście wszystko, co chcieliście?
Obaj mężczyźni podeszli szybkim krokiem do zaparkowanego pośrodku ulicy pojazdu, taksując obcego przybysza badawczymi spojrzeniami. Człowiek we flanelowej koszuli sprawiał wrażenie myśliwego albo zwyczajnego włóczęgi. Miał przy sobie staroświecki rewolwer i strzelbę, ale trzymał dłonie z dala od broni świadomy tego, że jakikolwiek potencjalnie niebezpieczny ruch w obecności kilku żołnierzy RNK mógłby się dla niego skończyć w tragiczny sposób.
- Mnie nic do tego, chciałem tylko ostrzec - oznajmił spluwając pod nogi żutą cały czas prymką - Zrobicie z tym, co będziecie chcieli.
- Z czym? - zapytał pośpiesznie chudzielec, który wyrósł u boku człowieka w kapeluszu.
- Twierdzi, że na wschód od Nipton Legion pozostawił mały obóz, najpewniej dla tylnej straży wycofującej się w stronę rzeki - powiedział sceptycznym tonem sierżant.
- Przyszedłem wam o tym powiedzieć, bo tamci mają w obozie kilku więźniów - wtrącił człowiek w kapeluszu - Jednego powiesili na krzyżu, a potem go rozpruli nożami na pokaz, a resztę powiązali i trzymają pod lufami. Podkradłem się dość blisko, żeby wszystko obejrzeć. To są naprawdę popaprane skurwysyny, zresztą w Nipton też to widać na każdym kroku.
- Powinniśmy się trzymać naszego zadania - odparł sierżant, spozierający ostrzegawczo w kierunku Johna i Barta - Sprawdziliście wszystko, co chcieliście?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Nipton, główna ulica
Mężczyzna we flanelowej koszuli wzruszył ramionami., strzyknął ponownie prymką pod nogi. Obserwujący go z ukrywaną podejrzliwością John próbował zgadnąć, czy obcy przypadkiem nie jest szpiegiem Legionu mającym wciągnąć republikańskich żołnierzy w zasadzkę ludzi Cezara, ale spalona na ciemny brąz pomarszczona twarz człowieka i osadzone w niej wyblakłe oczy przydawały mężczyźnie wyglądu rodowitego mieszkańca Nevady, a nie przybysza zza wschodniego brzegu Kolorado.
- Mnie tam wszyscy wyglądali na biednych skurwysynów - rzucił myśliwy, opierając się barkiem o bok półciężarówki i odkręcając kurek swej manierki - To chyba Kajdaniarze, bo niektórzy mieli na sobie te więzienne łachy. Widziałem takie na skazańcach tyrających w kamieniołomach w Sloan.
- I wszyscy byli na chodzie? - wypytywał nadal Simpson - Żadnemu nic nie dolegało?
- Temu na krzyżu na pewno - prychnął człowiek w kapeluszu - Flaki mu wypadły z brzucha, tak go porżnęli. Reszcie się nie przyglądałem za bardzo, ale wszyscy chyba dostali porządne manto.
- Jak to daleko stąd? - spytał rzeczowo Flanagan, spoglądający znacząco na sierżanta RNK.
- Będą ze trzy mile, w tamtą stronę - myśliwy pokazał ręką w stronę południowego wschodu, po czym przystawił do ust swą manierkę pijąc małymi łyczkami.
- Nadal uważam, że to nie nasza sprawa - powtórzył ostrzyżony na irokeza sierżant, odpłacając się Johnowi nieprzyjaznym spojrzeniem - Mieliśmy sprawdzić Nipton i wrócić do bazy. Skończyliście swoje poszukiwania?
Mężczyzna we flanelowej koszuli wzruszył ramionami., strzyknął ponownie prymką pod nogi. Obserwujący go z ukrywaną podejrzliwością John próbował zgadnąć, czy obcy przypadkiem nie jest szpiegiem Legionu mającym wciągnąć republikańskich żołnierzy w zasadzkę ludzi Cezara, ale spalona na ciemny brąz pomarszczona twarz człowieka i osadzone w niej wyblakłe oczy przydawały mężczyźnie wyglądu rodowitego mieszkańca Nevady, a nie przybysza zza wschodniego brzegu Kolorado.
- Mnie tam wszyscy wyglądali na biednych skurwysynów - rzucił myśliwy, opierając się barkiem o bok półciężarówki i odkręcając kurek swej manierki - To chyba Kajdaniarze, bo niektórzy mieli na sobie te więzienne łachy. Widziałem takie na skazańcach tyrających w kamieniołomach w Sloan.
- I wszyscy byli na chodzie? - wypytywał nadal Simpson - Żadnemu nic nie dolegało?
- Temu na krzyżu na pewno - prychnął człowiek w kapeluszu - Flaki mu wypadły z brzucha, tak go porżnęli. Reszcie się nie przyglądałem za bardzo, ale wszyscy chyba dostali porządne manto.
- Jak to daleko stąd? - spytał rzeczowo Flanagan, spoglądający znacząco na sierżanta RNK.
- Będą ze trzy mile, w tamtą stronę - myśliwy pokazał ręką w stronę południowego wschodu, po czym przystawił do ust swą manierkę pijąc małymi łyczkami.
- Nadal uważam, że to nie nasza sprawa - powtórzył ostrzyżony na irokeza sierżant, odpłacając się Johnowi nieprzyjaznym spojrzeniem - Mieliśmy sprawdzić Nipton i wrócić do bazy. Skończyliście swoje poszukiwania?
Sierżant chce wracać na Przyczółek, nie pali się do konfrontacji z Legionem. Po jakie chcecie sięgnąć argumenty, jeśli zamierzacie go przekonać? Czy też może wybierzecie się na wschód sami? Inne plany, deklaracje, komentarze?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Primm, kasyno
Narada z udziałem porucznika Hayesa i miejscowych decydentów trwała ponad pół godziny, obfitując w liczne spory i dyskusje związane z doborem najlepszych dróg podejścia do więziennego kompleksu. Doszedłszy do porozumienia w spornych kwestiach wyznaczeni do roli przewodników członkowie rady miejskiej opuścili pośpiesznie wnętrze kasyna dając sobie następne pół godziny na sprawdzenie broni i innego niezbędnego w trakcie zwiadu ekwipunku.
Na zapleczu pozostał tylko kalifornijski oficer, pastor Gottschalk oraz para najemników z Arroyo. Wszyscy wciąż siedzieli na przystawionych do stolika krzesełkach, przyglądając się uważnie pokreślonej flamastrem mapie.
- Skoro zostaliśmy w kameralnej grupce, pozwolę sobie na pewną uwagę - porucznik pochylił się nad stolikiem zerkając jednocześnie w stronę wejścia do głównej sali kasyna, gdzie cały czas kręcili się jacyś miejscowi osadnicy oraz korzystający z wolnego czasu żołnierze.
- Chciałbym, abyście dołączyli do grupy sprawdzającej wjazd do Jean od strony Sloan - powiedział półgłosem - Inni nie muszą tego wiedzieć i liczę na waszą dyskrecję, ale chciałbym uderzyć na więzienie właśnie z tamtej strony.
- Dlaczego tam? - spytała zerkająca na mapę Sue - Przecież to główna droga dojazdowa. Pewnie brak osłon, odkryta przestrzeń i widok jak na strzelnicy. Nie lepiej pójść przez wzgórza?
- Przez wzgórza puszczę mniejsze grupki, najlepiej miejscowych - odpowiedział Hayes - Ale potrzebuję drogi, żeby mieć którędy wysłać ciężkie wsparcie.
- Mamy jakieś ciężkie wsparcie? - zapytał Doe przenosząc spojrzenie na twarz porucznika.
- Będziemy mieli - Hayes uśmiechnął się kącikami ust - Jest w drodze. Do tego czasu chcę zakończyć zwiad. Miejcie oko na miejscowych, spróbujcie wybadać poziom ich lojalności. Musimy wiedzieć, w jakim stopniu możemy na nich polegać. Macie jakieś pytania?
Narada z udziałem porucznika Hayesa i miejscowych decydentów trwała ponad pół godziny, obfitując w liczne spory i dyskusje związane z doborem najlepszych dróg podejścia do więziennego kompleksu. Doszedłszy do porozumienia w spornych kwestiach wyznaczeni do roli przewodników członkowie rady miejskiej opuścili pośpiesznie wnętrze kasyna dając sobie następne pół godziny na sprawdzenie broni i innego niezbędnego w trakcie zwiadu ekwipunku.
Na zapleczu pozostał tylko kalifornijski oficer, pastor Gottschalk oraz para najemników z Arroyo. Wszyscy wciąż siedzieli na przystawionych do stolika krzesełkach, przyglądając się uważnie pokreślonej flamastrem mapie.
- Skoro zostaliśmy w kameralnej grupce, pozwolę sobie na pewną uwagę - porucznik pochylił się nad stolikiem zerkając jednocześnie w stronę wejścia do głównej sali kasyna, gdzie cały czas kręcili się jacyś miejscowi osadnicy oraz korzystający z wolnego czasu żołnierze.
- Chciałbym, abyście dołączyli do grupy sprawdzającej wjazd do Jean od strony Sloan - powiedział półgłosem - Inni nie muszą tego wiedzieć i liczę na waszą dyskrecję, ale chciałbym uderzyć na więzienie właśnie z tamtej strony.
- Dlaczego tam? - spytała zerkająca na mapę Sue - Przecież to główna droga dojazdowa. Pewnie brak osłon, odkryta przestrzeń i widok jak na strzelnicy. Nie lepiej pójść przez wzgórza?
- Przez wzgórza puszczę mniejsze grupki, najlepiej miejscowych - odpowiedział Hayes - Ale potrzebuję drogi, żeby mieć którędy wysłać ciężkie wsparcie.
- Mamy jakieś ciężkie wsparcie? - zapytał Doe przenosząc spojrzenie na twarz porucznika.
- Będziemy mieli - Hayes uśmiechnął się kącikami ust - Jest w drodze. Do tego czasu chcę zakończyć zwiad. Miejcie oko na miejscowych, spróbujcie wybadać poziom ich lojalności. Musimy wiedzieć, w jakim stopniu możemy na nich polegać. Macie jakieś pytania?
Jakieś pytania?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Nipton, główna ulica
Któryś z wojskowych prychnął z niedowierzaniem, ale sierżant tylko zmrużył oczy, przyglądając się Johnowi badawczo.
- Chcesz na serio wpakować się w takie gówno? - zapytał po chwili milczenia, wsadzając palce dłoni za swój skórzany pas - Dla kilku skurwysynów, którzy zabili w trakcie buntu więziennych strażników, a potem zaczęli napadać i mordować na autostradach?
- Wcale mi na nich nie zależy - potrząsnął głową John - Jako ludzie sami się skreślili, zresztą zastrzeliłem paru własnymi rękami. Mnie chodzi wyłącznie o źródło cennych informacji. Przyjechaliśmy tutaj szukać Boxcara, bo Strażnik Jackson uważa, że ten gość może nam bardzo pomóc. Ja sądzę, że kilku następnych skazańców wziętych żywcem będzie dla niego jeszcze bardziej wartościowym nabytkiem.
Sierżant umilkł ponownie, wpatrując się w pustynny widnokrąg na wschodzie i zastanawiając się nad czymś intensywnie.
- Możesz nam wskazać drogę do tego obozu? - spytał w końcu myśliwego.
- Zależy, co będę z tego miał - mruknął wymijająco człowiek we flanelowej koszuli.
- Żarcie, wodę, trochę tabletek przeciwbólowych i udział w rzeczach, które znajdziemy na miejscu, jeśli nie boisz się puknąć z tej twojej giwery - zaproponował podoficer nie odrywając wzroku od twarzy myśliwego.
- Przydałby się jakiś RadX... - burknął przybysz cmokając znacząco - Albo stimpaki...
- Nie mamy - uciął dywagacje sierżant - Ale może znajdziemy na miejscu. Zaprowadzisz?
- Dobra, zaprowadzę - zgodził się w końcu myśliwy poprawiając pasek swej strzelby - Ale dzielimy się sprawiedliwie, tak?
- Tak. Crowe, zostajesz z Garretem, pilnujecie wozu. Reszta bierze tylko broń, amunicję i wodę. Wymarsz za pięć minut.
Któryś z wojskowych prychnął z niedowierzaniem, ale sierżant tylko zmrużył oczy, przyglądając się Johnowi badawczo.
- Chcesz na serio wpakować się w takie gówno? - zapytał po chwili milczenia, wsadzając palce dłoni za swój skórzany pas - Dla kilku skurwysynów, którzy zabili w trakcie buntu więziennych strażników, a potem zaczęli napadać i mordować na autostradach?
- Wcale mi na nich nie zależy - potrząsnął głową John - Jako ludzie sami się skreślili, zresztą zastrzeliłem paru własnymi rękami. Mnie chodzi wyłącznie o źródło cennych informacji. Przyjechaliśmy tutaj szukać Boxcara, bo Strażnik Jackson uważa, że ten gość może nam bardzo pomóc. Ja sądzę, że kilku następnych skazańców wziętych żywcem będzie dla niego jeszcze bardziej wartościowym nabytkiem.
Sierżant umilkł ponownie, wpatrując się w pustynny widnokrąg na wschodzie i zastanawiając się nad czymś intensywnie.
- Możesz nam wskazać drogę do tego obozu? - spytał w końcu myśliwego.
- Zależy, co będę z tego miał - mruknął wymijająco człowiek we flanelowej koszuli.
- Żarcie, wodę, trochę tabletek przeciwbólowych i udział w rzeczach, które znajdziemy na miejscu, jeśli nie boisz się puknąć z tej twojej giwery - zaproponował podoficer nie odrywając wzroku od twarzy myśliwego.
- Przydałby się jakiś RadX... - burknął przybysz cmokając znacząco - Albo stimpaki...
- Nie mamy - uciął dywagacje sierżant - Ale może znajdziemy na miejscu. Zaprowadzisz?
- Dobra, zaprowadzę - zgodził się w końcu myśliwy poprawiając pasek swej strzelby - Ale dzielimy się sprawiedliwie, tak?
- Tak. Crowe, zostajesz z Garretem, pilnujecie wozu. Reszta bierze tylko broń, amunicję i wodę. Wymarsz za pięć minut.
Ruszacie w stronę rzekomego obozowiska Legionu, więc chyba będzie się działo! 
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Chudzielec powiercił palcem w nosie i odezwał się do sierżanta poważnym tonem:
- Ja wiem sierżancie że macie rozkazy ze sztabu i takie tam szmery bajery, ale tu, teraz w Nipton wy jesteście dowódcą. Jesli uznacie, że gra jest warta świeczki, to można się tam wybrać, a jak nie, cóż, Republika straci kilku obywateli. No ale rozumiemy, ja i Flanagan moglibyśmy ich rozpierdolić. Wiecie jak Flanagan strzela? Odstrzeliwuje Kajdaniarzowi napleta z ośmiuset jardów. Opowiadałem jak...
- TAK! Opowiadałeś! - przerwał mu zgodny chór wszystkich wliczając w tenże nawet i Johna.
- Ok, nie chciecie posłuchać to wasza strata. Jak już nie jedziemy skopać dupsk Legionowi, to trzeba pomyśleć o innych. - Chudzielec wskazał paluchem generator prądu i zrobił najmądrzejszą, niemal mentorską minę:
- Wiecie, trzeba pomyśleć o pomocy humanistycznej dla...
- O czym? - sierżant zdumiony wytrzeszczył oczy, mysląc zapewne, że Simpson chce zapewne zatargać miejscową bibliotekę na Przyczółek.
- No, pomocy humanistycznej dla powodzian, znaczy uchodźców...
- Chodzi mu o pomoc humanitarną - poprawił jeden ze zwiadowców śmiejąc się.
- No, tam jeden chuj, może być humanitarna. Przecież wiecie w jakich warunkach żyją. Generator bardzo bym im się przydał, bo tu już nikomu nie będzie potrzebny...
- Ja wiem sierżancie że macie rozkazy ze sztabu i takie tam szmery bajery, ale tu, teraz w Nipton wy jesteście dowódcą. Jesli uznacie, że gra jest warta świeczki, to można się tam wybrać, a jak nie, cóż, Republika straci kilku obywateli. No ale rozumiemy, ja i Flanagan moglibyśmy ich rozpierdolić. Wiecie jak Flanagan strzela? Odstrzeliwuje Kajdaniarzowi napleta z ośmiuset jardów. Opowiadałem jak...
- TAK! Opowiadałeś! - przerwał mu zgodny chór wszystkich wliczając w tenże nawet i Johna.
- Ok, nie chciecie posłuchać to wasza strata. Jak już nie jedziemy skopać dupsk Legionowi, to trzeba pomyśleć o innych. - Chudzielec wskazał paluchem generator prądu i zrobił najmądrzejszą, niemal mentorską minę:
- Wiecie, trzeba pomyśleć o pomocy humanistycznej dla...
- O czym? - sierżant zdumiony wytrzeszczył oczy, mysląc zapewne, że Simpson chce zapewne zatargać miejscową bibliotekę na Przyczółek.
- No, pomocy humanistycznej dla powodzian, znaczy uchodźców...
- Chodzi mu o pomoc humanitarną - poprawił jeden ze zwiadowców śmiejąc się.
- No, tam jeden chuj, może być humanitarna. Przecież wiecie w jakich warunkach żyją. Generator bardzo bym im się przydał, bo tu już nikomu nie będzie potrzebny...
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
- Sierżancie Chudy dobrze gada, nim wyruszymy załadujmy generator na ciężarówkę i nieco innych fantów, odpalimy wam niewielki udział, znaczy panu i Pana drużynie. Co Pan na to?
Ostatnio zmieniony 07 lutego 2015, 12:39 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Simpson strzelił Flanagana w ramię z niezadowoloną miną, sycząc cicho przez zęby do kompana:
- Jaki kurwa udział?! Przecież to pomoc humanistyczna!
Porem zwrócił się do sierżanta z promiennym uśmiechem ukazującym szczerbate uzębienie w pełnej krasie:
- No jasne. Postawimy jakoeś piwko w kantynie, a uchodźcy będą na rękach nosić. Urośniecie do rangi bohaterów, tak ja i Flanagan. Powodzenie u tamtejszych dziewczyn wam wskoczy, a widziałem tam kilka takich świnek, że ojjj, wyłomotałby takim brahmina, że uuuugh... Trzymajcie się mnie to wyjdziecie na ludzi.
- Jaki kurwa udział?! Przecież to pomoc humanistyczna!
Porem zwrócił się do sierżanta z promiennym uśmiechem ukazującym szczerbate uzębienie w pełnej krasie:
- No jasne. Postawimy jakoeś piwko w kantynie, a uchodźcy będą na rękach nosić. Urośniecie do rangi bohaterów, tak ja i Flanagan. Powodzenie u tamtejszych dziewczyn wam wskoczy, a widziałem tam kilka takich świnek, że ojjj, wyłomotałby takim brahmina, że uuuugh... Trzymajcie się mnie to wyjdziecie na ludzi.
Ostatnio zmieniony 07 lutego 2015, 10:07 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Primm, kasyno
- Tajemnicę wsparcia pozostawię na razie dla siebie - odpowiedział w wymijający sposób porucznik Hayes - Jeśli zaś o miejscowych idzie, miałem na myśli ludzi z Primm. Na peryferiach Jean nie żyje żaden trzeźwo myślący człowiek, tam w każdej chwili można zginąć od kuli albo noża Kajdaniarza.
- Czyli miejscowi mieliby poprowadzić ataki dywersyjne na flankach, żeby podzielić uwagę więźniów? - upewniła się Sue, która z trudem panowała nad narastającą ekscytacją na myśl o okazji do przestrzelania broni.
- Takie jest wstępne założenie - przytaknął oficer - Chciałem, żebyście się im po drodze przyjrzeli, żeby oszacować umiejętności tubylców i ich siłę ognia. Jeśli wszystkie sprawy potoczą się po naszej myśli, po odbiciu Jean będziemy chcieli przerzucić nasze siły do innego punktu zapalnego. W Primm kontrolę przejmie oddział miejscowej milicji, odpowiednio przeszkolony i wyposażony... ale najpierw musimy się dowiedzieć, komu tutaj możemy zaufać, a na kogo trzeba mieć oko. Myślę, że szturm na Jean pozwoli nam na wstępną selekcję i test lojalności miejscowych.
- Mamy dowodzić czy tylko obserwować? - spytał Jim, który wydawać się podzielać ekscytację przyjaciółki.
- Dajcie miejscowym wolną rękę - zaproponował Hayes - I nie ryzykujcie niepotrzebnie, jesteście dla nas cennym wsparciem. Chodźcie ze mną do obozu, wypożyczę wam broń i pancerze.
- Tajemnicę wsparcia pozostawię na razie dla siebie - odpowiedział w wymijający sposób porucznik Hayes - Jeśli zaś o miejscowych idzie, miałem na myśli ludzi z Primm. Na peryferiach Jean nie żyje żaden trzeźwo myślący człowiek, tam w każdej chwili można zginąć od kuli albo noża Kajdaniarza.
- Czyli miejscowi mieliby poprowadzić ataki dywersyjne na flankach, żeby podzielić uwagę więźniów? - upewniła się Sue, która z trudem panowała nad narastającą ekscytacją na myśl o okazji do przestrzelania broni.
- Takie jest wstępne założenie - przytaknął oficer - Chciałem, żebyście się im po drodze przyjrzeli, żeby oszacować umiejętności tubylców i ich siłę ognia. Jeśli wszystkie sprawy potoczą się po naszej myśli, po odbiciu Jean będziemy chcieli przerzucić nasze siły do innego punktu zapalnego. W Primm kontrolę przejmie oddział miejscowej milicji, odpowiednio przeszkolony i wyposażony... ale najpierw musimy się dowiedzieć, komu tutaj możemy zaufać, a na kogo trzeba mieć oko. Myślę, że szturm na Jean pozwoli nam na wstępną selekcję i test lojalności miejscowych.
- Mamy dowodzić czy tylko obserwować? - spytał Jim, który wydawać się podzielać ekscytację przyjaciółki.
- Dajcie miejscowym wolną rękę - zaproponował Hayes - I nie ryzykujcie niepotrzebnie, jesteście dla nas cennym wsparciem. Chodźcie ze mną do obozu, wypożyczę wam broń i pancerze.
Jeśli chcecie, możecie zabrać ze zbrojowni Hayesa następujące zestawy: kamizelka kuloodporna i hełm (1 PP na tors i głowę), plecak taktyczny, granat odłamkowy, M16 z dwoma pełnymi magazynkami, litrowa butelka wody, mała apteczka. Będzie to trzeba po akcji oddać, ale zawsze to coś więcej niż Wasze Beretty czy Glocki...
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Nipton, główna ulica
Przekonany do uderzenia na obozowisko Legionu, sierżant przestał przywiązywać jakąkolwiek wagę do innych próśb kurierów, w szczególności zaś tracenia czasu na szarpanie się z ciężkim i nieporęcznym generatorem.
- Zobaczymy po powrocie - uciął dyskusję podnosząc znacząco dłoń - Najpierw zadanie, potem szaber. Nie zamierzam tracić czasu, bo jeszcze nas tutaj ktoś wypatrzy i sami wpadniemy w zasadzkę. Garret, podprowadź wóz pod tamten dom, ale nic więcej na razie nie róbcie, po prostu pilnujcie okolicy. Jeśli coś się będzie działo, macie pozwolenie na otwarcie ognia.
Przyjmując do wiadomości potwierdzenie dwóch pozostawionych w Nipton żołnierzy, sierżant przywołał do siebie pozostałych zwiadowców i nie czekając na reakcję kurierów ruszył w towarzystwie przewodnika na peryferia spalonego niedawno miasteczka.
Przekonany do uderzenia na obozowisko Legionu, sierżant przestał przywiązywać jakąkolwiek wagę do innych próśb kurierów, w szczególności zaś tracenia czasu na szarpanie się z ciężkim i nieporęcznym generatorem.
- Zobaczymy po powrocie - uciął dyskusję podnosząc znacząco dłoń - Najpierw zadanie, potem szaber. Nie zamierzam tracić czasu, bo jeszcze nas tutaj ktoś wypatrzy i sami wpadniemy w zasadzkę. Garret, podprowadź wóz pod tamten dom, ale nic więcej na razie nie róbcie, po prostu pilnujcie okolicy. Jeśli coś się będzie działo, macie pozwolenie na otwarcie ognia.
Przyjmując do wiadomości potwierdzenie dwóch pozostawionych w Nipton żołnierzy, sierżant przywołał do siebie pozostałych zwiadowców i nie czekając na reakcję kurierów ruszył w towarzystwie przewodnika na peryferia spalonego niedawno miasteczka.
Sierżant odłożył kwestię załadunku generatora na potem. Ruszacie niezwłocznie czy nadal coś kombinujecie?