Nie zdążyłem wkleić posta wyżej.
Derrick przez cały czas uważnie przysłuchiwał się rozmowie, nawet wzburzony i grożący mu otwarcie Cymeryjczyk nie dał rady wyprowadzić Bossończyka z równowagi.
- Hmmm - Doire ciężko wciągną powietrze do płuc - Tak, chyba należą się wam moje wyjaśnienia. Teraz jak widzę w co wdepnąłem lepiej mi się z wami przyjaźnie obejść. Tak się składa, że trafiłem do Kordawy by uzupełnić zapasy i ruszyć na pustkowie Piktów. Nie lubię miast, za dużo tu hałasu. Wśród lasów i gór, w krainie Piktów można spotkać legendarne zwierze - Wiwerne, mającą - ponoć - gniazdo niedaleko ziem Klanu Niedźwiedzia, kilkadziesiąt mil przy granicy z Zingarą. Do lochu wtrącono mnie zupełnie przez przypadek. Ten pierdolony Liguryjczyk wyśmiał mnie i uznał za wsiowego głupka, niedorastającego do pięt tak sławnemu myśliwemu jak on. Gównozjad, będzie teraz sobie jedynie papkę na obiad ciamkał, bo gryźć to on już nie ma czym. Wszystko byłoby już dobrze, gdyby nie napatoczył się ten wyszczekany gówniarz, jakiś synalek arystokraty, no i wiecie jak to jest, wypiłem za dużo i jakżem się już rozpędził z wybijaniem zębów to jakoś tak z płatka poszło, żem nawet nie zauważył. - młody myśliwy zwiesił bezradnie głowę - Powiedzieli, że cały rok odsiadki za wybicie zębów młokosowi mi przywalą, bo tatuś jakiś postawiony wysoko. I tak bracia z deszczu pod rynnę. Gospodarz ma chyba rację, puszczą za mną psy tropiące bo będą myśleć żem współudziałowca. Jedynie mi pozostaje trzymać się was towarzysze i wspierać wasze wysiłki moimi umiejętnościami.
Znamy siebie samego na tyle, na ile nas kto? sprawdzi?.