Sue uniosła się na łokciach dostatecznie wysoko, by móc wyjrzeć ponad warstwą skalnych odłamków, a jednocześnie z zachowaniem wszelkiej ostrożności. Na swe szczęście znajdowała się w takim miejscu, gdzie nie groziło jej zdradzenie pozycji błyskiem słonecznego światła odbitego w szkłach lornetki.
Kajdaniarze obozowali pół kilometra dalej, w cieniu skalnego nawisu zapewniającego im przynajmniej odrobinę wytchnienia od słonecznego żaru. Zbudowana byle jak szopa z drewna i szopy sprawiała wrażenie przyciśniętej do skał i tylko czekającej na mogący zakończyć jej nędzną egzystencję silniejszy podmuch wiatru.
- Trzech czy czterech i tylko jeden wygląda na uzbrojonego - powiedziała dziewczyna - Myślicie, że pozostają w kontakcie z więzieniem?
- Nie widzę żadnego radia - pokręcił głową Butler - Ale mogą mieć komunikator schowany w szopie... o ile w ogóle jakiś mają. My od całych miesięcy próbowaliśmy zdobyć taki sprzęt dla Primm i się nie udało, mamy tylko zwykłe radia do odbioru muzyki i wiadomości.
- W więzieniu nie było komunikatora? - zapytał leżący obok Sue Jim.
- Pewnie był - Butler wzruszył niepewnie ramionami - Tak myślę, ale nigdy tam nie byłem. Ale jeśli nawet, mała szansa, że jeśli był jeden, to trafił tutaj. Kajdaniarze mają więcej takich posterunków, rozstawili je wokół Jean pierścieniem.
- Możemy ich jakoś obejść? - zastanowiła się na głos Sue - Cofnąć się i wślizgnąć między wzgórza od strony Primm? Albo pójść dalej na północ, na przykład wzdłuż torów?
- Doszlibyśmy pewnie do Sloan - odpowiedział Butler - To górnicza osada przy kamieniołomach, tuż przy linii kolejowej. Dawno już nic stamtąd nie słyszeliśmy, chociaż żołnierze Hayesa mówili, że RNK ma kontakt radiowy ze Sloan i że Kajdaniarze jeszcze się tam nie wdarli. Ale to prawie pół dnia marszu stąd i daleko od więzienia.