Brodaty mężczyzna obwiniający szwagierkę o śmierć brata nie wytrzymał ogromu wstrząsających doznań, jakim poddał go los. Zatrwożony świecącymi w ewidentnie bezbożny sposób kajdanami Hummela, przerażony bliskim sąsiedztwem srebrzystowłosej dziewczyny i przekonany o swej rychłej śmierci, wieśniak zaskoczył znienacka wszystkim zrywając się na równe nogi i krzycząc przeraźliwie.
- Co ci?! - Bernard podskoczył w miejscu przestraszony wybuchem histerii współwięźnia, ten jednak nie zwrócił na myśliwego najmniejszej uwagi wskakując na wiodące ku klapie schodki.
Blokujący ją w miejscu rygiel nie wytrzymał impetu potwornego zderzenia, chociaż prócz pękającego drewna do uszu więźniów dobiegł też suchy trzask łamanej kości. Skowyt płynący z ust brodacza zmienił wyraźnie nutę, zaczął wibrować tonem upiornego bólu.
Odtrąciwszy klapę w bok złamanym barkiem, brodacz wysadził dzikim susem z piwnicy, znikając w jednej chwili z oczu towarzyszy.
- Ma w sobie cząstkę zwierzęcia - oznajmiła Katarina, która podniosła się z klęczek i ruszyła w stronę schodów - Zapędzony w kąt, staje się najbardziej niebezpieczny.