Diamentowa Gwiazda, dwa tygodnie wcześniej
Oparty o futrynę włazu Haxtan Stern odetchnął kilka razy przez zaciśnięte zęby, przysłuchując się szokującej rozmowie ze sporą dozą niedowierzania. Już wcześniej podejrzewał, że śledztwo może się otrzeć o przemyt ksenotechnologii, ale wyznania Septimusa i Taurona okazały się dla niego głębokim wstrząsem. Wytwory Eldarów, przedmioty stworzone z użyciem bluźnierczego upiorytu! Haxtan nienawidził obcych z całego serca bez względu na ich pochodzenie, ale wobec Eldarów żywił wyjątkowo zapiekłą wrogość, zrodzoną z oczywistych uprzedzeń i lęków przed tą perwersyjną cywilizacją manipulatorów i zdradliwych tchórzy.
Bogaty w wiedzę wyniesioną z wojennych superprodukcji oraz kazań duchownych Ministorum, Stern miał na temat Eldarów doskonale wyrobioną opinię. Już samo istnienie tego gatunku stanowiło obrazę dla człowieka jako rozumnej istoty oraz jedynego prawowitego spadkobiercy wszechświata. Eldarowie naśladowali ludzi swą fizyczną formą w sposób nieznośnie wręcz udany, ale przesadnie podkreślony nienaturalną urodą i wdziękiem. Byli perwersyjnie piękni, co w opinii uczonych w księgach katechetów stanowiło zaplanowaną drwinę z doskonałej ludzkiej formy fizycznej.
Jeszcze gorsza była ich osobowość, przeżarta zazdrością wobec potęgi ludzkiego mocarstwa oraz siły charakteru jego przedstawicieli. Eldarowie byli słabi i tchórzliwi, zawsze gotowi wycofać się na widok zdecydowanego męstwa ludzi, a zarazem brakowało im jakichkolwiek skrupułów, by wstrzymać się przed skrytobójczymi napaściami na bezbronnych. Przez swe pozorne podobieństwo do ludzi potrafili mamić maluczkich, mącić im w głowach i zwodzić na ścieżki potępienia, jeśli ktoś okazywał się głupcem podatnym na pokusy obcych.
Tchórze, zdrajcy i kłamcy! Propaganda Imperium umiejętnie dowodziła słuszności twierdzenia, że czas Eldarów już dawno minął, że ich potęga znajdowała się w głębokim regresie, a oni sami nie byli w stanie podjąć otwartej walki z terrańskim mocarstwem. Ich technologia, znajdująca się znacznie poniżej standardów Imperium, opierała się przede wszystkim na defensywie. Zamiast stawić czoła ludziom we frontalnej kosmicznej bitwie, zacofani cywilizacyjnie Eldarowie woleli budować znacznie szybsze okręty wyposażone w tarcze pól maskujących o doskonałych profilach kamuflujących. Dzieła ich rąk - uzbrojenie, pancerze, przedmioty codziennego użytku - były znacznie trwalsze i bardziej ekonomiczne od ludzkich odpowiedników, ponieważ niedostatki przemysłu produkcyjnego nie pozwalały im na wytwarzanie masowych tańszych substytutów mogących rywalizować ilościowo z produktami Imperium.
Świadomy swej przewagi nad dekadenckimi Eldarami, Haxtan nie żywił żadnych obaw przed konfrontacją z nimi, ufny w wytrzymałość swego pancerza, niezawodność broni, refleks i krzepę. Jego zaniepokojenie wzbudziło coś innego - nagłe podejrzenie, że obcy ci mogli wciąż znajdować się gdzieś w obrębie sektora Calixis, ukryci wśród setek gwiezdnych systemów, obserwujący, knujący, gotowiący się do wbicia ludziom ostrza w plecy.
Stern wzdrygnął się na samą myśl o tak charakterystycznej dla Eldarów podłości, życząc im w duchu wieczystego potępienia na samym dnie piekieł Osnowy.
Enoulianie byli dla niego w zamian zaskakującą niewiadomą. Łowca nagród nigdy wcześniej nie słyszał o tej enigmatycznej cywilizacji, a zwykł się postrzegać za człowieka obytego w świecie. Wszystko wskazywało zatem na to, że Enoulianie byli jedynie przypisem na kartach wykazu ksenogatunków, istotami o znikomym znaczeniu dla propagandowej machiny Imperium niewartymi tego, by wyprodukować choćby jeden epicki film przedstawiający ich eksterminację przez bohaterskich żołnierzy Imperialnej Gwardii.
I tak sobie duma nasz Haxtan zamiast wziąć aktywny udział w wymianie opinii. Moi drodzy, myślę, że możemy już zamknąć wątek obrad w pierwszym tygodniu podróży. Medea, Nathan i Hoster otrzymują po 10 PD za próbę analizy zebranych materiałów (i od razu taka prośba ode mnie, żeby każdy sam sobie prowadził rejestr zdobytych PD, ok?). Wiecie zatem, że znalezione na Dziedzicu Xantry przedmioty są ksenoartefaktami, a przewożący je Viggo Morhunsen najpewniej pochodził ze Spectoris. Dalsze śledztwo będziecie mogli podjąć dopiero po lądowaniu na tej oceanicznej planecie. Drugą kwestią pozostaje odrębny (albo i powiązany) temat drapieżnych czapek latających po Gwieździe. Za chwilę udacie się na kolację do kapitana Galahara, gdzie będzie można pociągnąć ten wątek przygody.