PBF - W sieci pająka
Mad Dog osunął się na poszarpane i dziurawe siedzenie pasażera. Chwilę po wejściu do ciężarówki wygrzebał z niego dwa robale wielkości połowy jego pięści. Strzelbę ułożył na prawej nodze, lufą do góry, skierowaną za okno. Nie odzywał się kolejne minuty drogi - jak zawsze wolał milczeć i przemyśleć sprawy, niż pierdzielić o głupotach.
Po nieco spokojniejszych kilometrach postanowił się zdrzemnąć. Cóż, w jego wieku, nawet te 20 minut było jak nieskażona powojennym gównem mineralna prosto z butelki, lekko gazowana. Obudziło go walenie w szybę i w sumie nieprzyjemny głos.
- Co jest, w mordę? - rzucił nieco oszołomiony mężczyzna.
Spojrzał w stronę szefa konwoju i parsknął. Jakoś go nie lubił, chociaż nie miał ku temu powodów. Ot, przeczucie starego człowieka.
- No, to sobie strzelimy pogawędkę, heh - powiedział do Maxa i sam otworzył drzwi ciężarówki, przeciągając się, gdy był już na spalonej słońcem ziemi.
- Podwyżka? - zapytał ironicznie Perry'ego. Przeczuwał jednak, że rozmowa nie będzie przebiegała w pokojowym, jak na teksańskiej kolacji, tonie.
Po nieco spokojniejszych kilometrach postanowił się zdrzemnąć. Cóż, w jego wieku, nawet te 20 minut było jak nieskażona powojennym gównem mineralna prosto z butelki, lekko gazowana. Obudziło go walenie w szybę i w sumie nieprzyjemny głos.
- Co jest, w mordę? - rzucił nieco oszołomiony mężczyzna.
Spojrzał w stronę szefa konwoju i parsknął. Jakoś go nie lubił, chociaż nie miał ku temu powodów. Ot, przeczucie starego człowieka.
- No, to sobie strzelimy pogawędkę, heh - powiedział do Maxa i sam otworzył drzwi ciężarówki, przeciągając się, gdy był już na spalonej słońcem ziemi.
- Podwyżka? - zapytał ironicznie Perry'ego. Przeczuwał jednak, że rozmowa nie będzie przebiegała w pokojowym, jak na teksańskiej kolacji, tonie.
Ostatnio zmieniony 23 lipca 2015, 10:07 przez Yarin, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Czerwonoskóry spuścił nogi na przednią szybę ciągnika i ułożył łuk na kolanach. Na jego pociągłej twarzy nie pojawiła się żadna emocja a wzrok utkwił w dali. Wydawał się w ogóle nie zainteresowany całą sytuacją. Jednak każdy kto go znał wiedział, że słyszy każde słowo i zapamięta całą rozmowę w najmniejszym szczególe.
Mimo pozorów Ivaho był zainteresowany jak Perry, ich niby szef, załatwi sprawę. Da sobie radę i zdominuje Mad Doga, czy może w ruch pójdą noże i spluwy i będą mieli kolejnego osobnika uzurpującego sobie władzę.
Mimo pozorów Ivaho był zainteresowany jak Perry, ich niby szef, załatwi sprawę. Da sobie radę i zdominuje Mad Doga, czy może w ruch pójdą noże i spluwy i będą mieli kolejnego osobnika uzurpującego sobie władzę.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
12 czerwca 2045, okolice parku Stonewall
- Co się tam stało?! - Mason odszedł kilka kroków od ciężarówki zadzierając głowę w stronę siedzącego na szczycie cysterny Traya. Ściskający w ręce Garanda mężczyzna odpowiedział federaliście nieprzyjaznym wzrokiem, nie wystawiając nogi poza metalowy kojec zamontowany w tylnej części zbiornika na paliwo - Cały czas miałeś ich na oku! Co widziałeś, co to było?!
Greg wysiadł w międzyczasie z Mitsubishi, podszedł nieśpiesznym krokiem do ciągnika przewieszając pasek Uzi przez ramię i wyciągając z kieszeni flanelowej koszuli paczkę oryginalnych Marlboro.
- Jezu, ja pierdolę! - wyrzucił z siebie wsadzając do ust papierosa i podsuwając paczkę pod nos Mad Doga - Jak bym nie myślał, że to niemożliwe, to bym przysiągł, że do mnie celowałeś z tej swojej flinty! To był jakiś napad? Ja nikogo nie widziałem, kurwa mać. Wyście kogoś widzieli?
- Co się tam stało?! - Mason odszedł kilka kroków od ciężarówki zadzierając głowę w stronę siedzącego na szczycie cysterny Traya. Ściskający w ręce Garanda mężczyzna odpowiedział federaliście nieprzyjaznym wzrokiem, nie wystawiając nogi poza metalowy kojec zamontowany w tylnej części zbiornika na paliwo - Cały czas miałeś ich na oku! Co widziałeś, co to było?!
Greg wysiadł w międzyczasie z Mitsubishi, podszedł nieśpiesznym krokiem do ciągnika przewieszając pasek Uzi przez ramię i wyciągając z kieszeni flanelowej koszuli paczkę oryginalnych Marlboro.
- Jezu, ja pierdolę! - wyrzucił z siebie wsadzając do ust papierosa i podsuwając paczkę pod nos Mad Doga - Jak bym nie myślał, że to niemożliwe, to bym przysiągł, że do mnie celowałeś z tej swojej flinty! To był jakiś napad? Ja nikogo nie widziałem, kurwa mać. Wyście kogoś widzieli?
Było nie było, godzinę temu straciliście pięciu towarzyszy podróży oraz ich pojazd, co mocno osłabiło całą ekspedycję. Cały czas nasuwa się pytanie, co właściwie się stało i czy aby nadal nie grozi Wam jakieś niebezpieczeństwo. Proponuję nawodnić się, puścić dymka i przedyskutować aktualną sytuację...
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Był huk. Wystrzału. Mignął pocisk. Po tym samochód zjechał w przepaść - relacjonował Ivaho wykonując gesty rękoma. Lewa ręka, zaciśnięta w pięść, była fordem, prawa złożona w łódeczkę nadlatującym pociskiem. Lewa ręka pierw opadła a później uniosła się otwierając - musieli trafić Gregorego, bo on kierował.
Mad Dog uśmiechnął się, a Greg mógł przysiąc, że usłyszał rechot mężczyzny, z którym rozmawiał. Zły Pies poniuchał podsunięty pod nos tytoń i nie pogardził. Schował fajkę za ucho i powiedział:
- A co? Miałem siedzieć w kabinie i drapać się po jajkach, jak coś się dzieje? Mam eskortować to cholerstwo, - wskazał niedbale dłonią na cysternę, nie odwracając wzroku od rozmówcy - za to mi płacą. Powiedzmy, że widziałem coś, co przebiegało tuz obok twojej fury, bracie. Muszę być czujny - zmrużył oczy Mad Dog. - A teraz przestań się spinać.
Mad Dog poprawił spodnie i podszedł do Masona:
- Czerwony Brat nie mógł lepiej tego zrelacjonować, hehe -mrugnął do Ivaho. - Zastanawiam się, po kiego grzyba stanęliśmy. Konwój jest? Jest. A że mniejszy, to chuj. Towar jest? Jest. To może zbierzmy dupy, zaciśnijmy pośladki i dostarczmy cysternę na miejsce, hm? - powiedział poważniej, zapalając swojego skręta.
- Co myślicie, bracia? - rzucił do towarzyszy, którzy jechali z nim cysterną.
- A co? Miałem siedzieć w kabinie i drapać się po jajkach, jak coś się dzieje? Mam eskortować to cholerstwo, - wskazał niedbale dłonią na cysternę, nie odwracając wzroku od rozmówcy - za to mi płacą. Powiedzmy, że widziałem coś, co przebiegało tuz obok twojej fury, bracie. Muszę być czujny - zmrużył oczy Mad Dog. - A teraz przestań się spinać.
Mad Dog poprawił spodnie i podszedł do Masona:
- Czerwony Brat nie mógł lepiej tego zrelacjonować, hehe -mrugnął do Ivaho. - Zastanawiam się, po kiego grzyba stanęliśmy. Konwój jest? Jest. A że mniejszy, to chuj. Towar jest? Jest. To może zbierzmy dupy, zaciśnijmy pośladki i dostarczmy cysternę na miejsce, hm? - powiedział poważniej, zapalając swojego skręta.
- Co myślicie, bracia? - rzucił do towarzyszy, którzy jechali z nim cysterną.
Ostatnio zmieniony 26 lipca 2015, 15:11 przez Yarin, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Tray przytaknął głową indiańcowi, który wyłuszczył sprawnie i bez ozdobników przebieg zdarzeń. Sam lepiej by tego nie ujął.
- Tak dokładnie było.
Miał zamiar wrócić tu po wypełnieniu misji i pozbierać to co ocalało z wypadku i nie zostnanie rozgrabione nim znajdzie się tu ponownie. Szkoda mu było całego sprzętu jaki pozostawili prawdopodobnie martwi najemnicy, ale cóż, Tray miał na razie inną robotę do wykonania. Fanty z Forda będą musiały zaczekać na znalazcę.
- Dobrze mówisz Mad Dog. Dobrze, że sami żyjemy. Jak dobrze pójdzie to przytulimy jeszcze ich kasiorę za robotę. Zabierajmy się stąd.
- Tak dokładnie było.
Miał zamiar wrócić tu po wypełnieniu misji i pozbierać to co ocalało z wypadku i nie zostnanie rozgrabione nim znajdzie się tu ponownie. Szkoda mu było całego sprzętu jaki pozostawili prawdopodobnie martwi najemnicy, ale cóż, Tray miał na razie inną robotę do wykonania. Fanty z Forda będą musiały zaczekać na znalazcę.
- Dobrze mówisz Mad Dog. Dobrze, że sami żyjemy. Jak dobrze pójdzie to przytulimy jeszcze ich kasiorę za robotę. Zabierajmy się stąd.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
12 czerwca 2045, okolice parku Stonewall
Stojące wysoko słońce paliło niemiłosiernie, przez co wieziona przez najemników woda miała nieprzyjemny ciepły posmak. Przed wyjazdem wszyscy otrzymali butelki zdezynfekowane chlorem i letni płyn smakował wyjątkowo paskudnie, ale nikt z podróżnych nie narzekał. Każdy z należących do konwoju mężczyzn zbyt długo żył na pustkowiach kontynentalnego wschodu, by wiedzieć, czym groziło odwodnienie.
Wyłączony silnik ciągnika stygł wydając z siebie nieregularne metaliczne trzaski.
- Okolica nie jest bezpieczna - oznajmił po chwili grupowego milczenia Greg - Ciągle mi się przypomina ten frajer z rozpieprzonym motorem. Koleś był tak wściekły, że mógłby zeżreć rurę wydechową, widzieliście jego minę?
- Widzieliśmy - odparł Tray - Nie chciałabym być w skórze tego, który go puknął.
Mad Dog pokiwał głową wspominając niedawne spotkanie. Doskonale pamiętał szaleńczy grymas widniejący na twarzy mijanego motocyklisty, z ubioru sądząc członka jakiegoś gangu. Pół godziny wcześniej, na peryferiach Homewood, ubrany na czarno mężczyzna przerwał na chwilę kopanie rozrzuconych po ulicy szczątków motoru, by przyjrzeć się mijającej go cysternie. Pracownicy Carringtona położyli dłonie dyskretnie na broni, bo z miny gangstera można było wywnioskować, że gotów jest z wściekłości rzucić się na pierwszą lepszą ofiarą, choćby i z pogiętym kawałkiem kierownicy w rękach. Jego motocykl, w latach swej świetności zapewne Harley, został rozwalony w drobny mak, jakby jakiś ciężki pojazd przeciągnął go pod podwoziem kilkadziesiąt metrów.
Max dodał wtedy lekko gazu i opuścił opustoszałe miasteczko, obserwując w tylnym lusterku chmurę czarnych spalin i klnącego na czym świat stoi motocyklistę. Zachodnie pogranicze Federacji nie podobało mu się głównie z tego powodu: zbyt wielu świrów grasowało tam w biały dzień, siejąc terror, kradnąc i niszcząc, nic sobie nie robiąc z przepisów prawa, a czasami wręcz prawo stanowiąc, bo zgodnie z dekretem Drugiego Lorda Bruce Tenanta podstawę sił zbrojnych Wielkiej Marchii tworzyły paramilitarne bojówki złożone z najemników pochodzących spoza Federacji, głównie gangsterów z Zachodu. Wszyscy mężczyźni w kabinie i na dachu Kenwortha byli uzbrojeni, ale Mad Doga wciąż nie opuszczało uczucie niepokoju.
Cysterna przewoziła pełen ładunek ropy naftowej. Wart sporo gambli towar przeznaczony był dla prywatnej stacji benzynowej na obrzeżach Federacji, usytuowanej gdzieś w okolicach krzyżówki drogi stanowej 79 z drogą numer 19 wiodącą do Roanoke, ale mógł stanowić łakomy kąsek dla rabusiów, zwłaszcza członków zmotoryzowanych gangów.
Ostatnich federalnych żołnierzy obsada Kenwortha widziała w Bridgeport, w Lost Creek i South Park ich miejsce zajęli bojówkarze z lokalnych milicji, zatrzymujący nieliczne samochody do kontroli i przyglądający się ich ładunkowi na poły beznamiętnie, na poły drapieżnie. Większość z nich mówiła z akcentem mieszkańców Ohio i Kentucky, co Mad Doga dodatkowo martwiło - nie tylko pochodzili bez wyjątku z plebsu, ale i nie należeli do Federacji, pozostawali jedynie na jej żołdzie.
Spotkanie w Homewood skłoniło załogę konwoju do zaakceptowania pomysłu Masona sugerującego objazd przez dawny park krajobrazowy Stonewall. Nikt nie mógł się wtedy spodziewać tak dramatycznego obrotu wydarzeń i utraty w krótkiej chwili jednej trzeciej ekspedycji.
Stojące wysoko słońce paliło niemiłosiernie, przez co wieziona przez najemników woda miała nieprzyjemny ciepły posmak. Przed wyjazdem wszyscy otrzymali butelki zdezynfekowane chlorem i letni płyn smakował wyjątkowo paskudnie, ale nikt z podróżnych nie narzekał. Każdy z należących do konwoju mężczyzn zbyt długo żył na pustkowiach kontynentalnego wschodu, by wiedzieć, czym groziło odwodnienie.
Wyłączony silnik ciągnika stygł wydając z siebie nieregularne metaliczne trzaski.
- Okolica nie jest bezpieczna - oznajmił po chwili grupowego milczenia Greg - Ciągle mi się przypomina ten frajer z rozpieprzonym motorem. Koleś był tak wściekły, że mógłby zeżreć rurę wydechową, widzieliście jego minę?
- Widzieliśmy - odparł Tray - Nie chciałabym być w skórze tego, który go puknął.
Mad Dog pokiwał głową wspominając niedawne spotkanie. Doskonale pamiętał szaleńczy grymas widniejący na twarzy mijanego motocyklisty, z ubioru sądząc członka jakiegoś gangu. Pół godziny wcześniej, na peryferiach Homewood, ubrany na czarno mężczyzna przerwał na chwilę kopanie rozrzuconych po ulicy szczątków motoru, by przyjrzeć się mijającej go cysternie. Pracownicy Carringtona położyli dłonie dyskretnie na broni, bo z miny gangstera można było wywnioskować, że gotów jest z wściekłości rzucić się na pierwszą lepszą ofiarą, choćby i z pogiętym kawałkiem kierownicy w rękach. Jego motocykl, w latach swej świetności zapewne Harley, został rozwalony w drobny mak, jakby jakiś ciężki pojazd przeciągnął go pod podwoziem kilkadziesiąt metrów.
Max dodał wtedy lekko gazu i opuścił opustoszałe miasteczko, obserwując w tylnym lusterku chmurę czarnych spalin i klnącego na czym świat stoi motocyklistę. Zachodnie pogranicze Federacji nie podobało mu się głównie z tego powodu: zbyt wielu świrów grasowało tam w biały dzień, siejąc terror, kradnąc i niszcząc, nic sobie nie robiąc z przepisów prawa, a czasami wręcz prawo stanowiąc, bo zgodnie z dekretem Drugiego Lorda Bruce Tenanta podstawę sił zbrojnych Wielkiej Marchii tworzyły paramilitarne bojówki złożone z najemników pochodzących spoza Federacji, głównie gangsterów z Zachodu. Wszyscy mężczyźni w kabinie i na dachu Kenwortha byli uzbrojeni, ale Mad Doga wciąż nie opuszczało uczucie niepokoju.
Cysterna przewoziła pełen ładunek ropy naftowej. Wart sporo gambli towar przeznaczony był dla prywatnej stacji benzynowej na obrzeżach Federacji, usytuowanej gdzieś w okolicach krzyżówki drogi stanowej 79 z drogą numer 19 wiodącą do Roanoke, ale mógł stanowić łakomy kąsek dla rabusiów, zwłaszcza członków zmotoryzowanych gangów.
Ostatnich federalnych żołnierzy obsada Kenwortha widziała w Bridgeport, w Lost Creek i South Park ich miejsce zajęli bojówkarze z lokalnych milicji, zatrzymujący nieliczne samochody do kontroli i przyglądający się ich ładunkowi na poły beznamiętnie, na poły drapieżnie. Większość z nich mówiła z akcentem mieszkańców Ohio i Kentucky, co Mad Doga dodatkowo martwiło - nie tylko pochodzili bez wyjątku z plebsu, ale i nie należeli do Federacji, pozostawali jedynie na jej żołdzie.
Spotkanie w Homewood skłoniło załogę konwoju do zaakceptowania pomysłu Masona sugerującego objazd przez dawny park krajobrazowy Stonewall. Nikt nie mógł się wtedy spodziewać tak dramatycznego obrotu wydarzeń i utraty w krótkiej chwili jednej trzeciej ekspedycji.
Kto chciał, już pogadał, a zatem dopijcie wodę i wsiadajcie do wozów. Pora ruszyć w dalszą drogę!
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 151 times
Z kabiny ciągnika chwiejnie wyszedł ubrany w coś na kształt wora płóciennego mężczyzna w średnim wieku. Zwalisty facet poprawił niewielką resztkę włosów i jak zwykle mało obecnym wzrokiem potoczył po zebranych barciach. Niewiele się dało powiedzieć o nim na pewno. Mówili, że przywlekł się tu aż z Salt Lake za pewnymi ludźmi. Podobno kiedyś zajmował się czymś zupełnie innym. Komuś tam zdaje się też mówił, że spędził na na rozżarzonej pustyni czterdzieści dni. To wszystko mogły być plotki. Pewne natomiast było jedno, był jebnięty i to solidnie.
Dlatego mówili na niego Kaznodzieja albo Świszczący Joe, bo kiedy nie brał piguł na płuca, to grało mu w nich jakby kto je przestrzelił pełną serią z karabinu.
Kaznodzieja ostatnio w ogóle nie miał powodów do radości. Park krajobrazowy Stonewall był pechowy dla konwoju z większej ilości powodów niż by się mogło wydawać. To właśnie tam na jednym z krótkich postojów jaki zarządził Mason by załoganci mogli się odlać i solidnie wykasztanić niemal dosięgło go przeznaczenie. Kiedy poszedł się odpryskać ugryzł go wąż. Potem walczył z gorączką wrzucony do kabiny ciągnika przez chłopaków. Jak przez mgłę obserwował całe zdarzenie sprzed godziny był wtedy zajęty walką o swoje życie.
Najwyższy mnie jednak nie opuścił, wszak w piśmie jest napisane "Sam Pan, który pójdzie przed tobą, On będzie z tobą, nie opuści cię i nie porzuci.*". Dlatego Kaznodzieja żyje, a wąż nie. Dlatego Kaznodzieja trafi do nieba a podła gadzina wąż nie. Alleluja! - pomyślał.
- Radujcie się bracią albowiem dzisiaj Pan zachował was od najgorszego. Zachował mnie przy życiu, dzięki czemu nadal mogę paść jego owieczki prawdą i słowem Bożym! No to na chuja czekamy? Zbierajmy się stąd Bracia.
Kaznodzieja pociągnął łyk z manierki i przepłukał spieczone usta po czym połknął całą parszywą zawartość. Woda była cenna.
Dlatego mówili na niego Kaznodzieja albo Świszczący Joe, bo kiedy nie brał piguł na płuca, to grało mu w nich jakby kto je przestrzelił pełną serią z karabinu.
Kaznodzieja ostatnio w ogóle nie miał powodów do radości. Park krajobrazowy Stonewall był pechowy dla konwoju z większej ilości powodów niż by się mogło wydawać. To właśnie tam na jednym z krótkich postojów jaki zarządził Mason by załoganci mogli się odlać i solidnie wykasztanić niemal dosięgło go przeznaczenie. Kiedy poszedł się odpryskać ugryzł go wąż. Potem walczył z gorączką wrzucony do kabiny ciągnika przez chłopaków. Jak przez mgłę obserwował całe zdarzenie sprzed godziny był wtedy zajęty walką o swoje życie.
Najwyższy mnie jednak nie opuścił, wszak w piśmie jest napisane "Sam Pan, który pójdzie przed tobą, On będzie z tobą, nie opuści cię i nie porzuci.*". Dlatego Kaznodzieja żyje, a wąż nie. Dlatego Kaznodzieja trafi do nieba a podła gadzina wąż nie. Alleluja! - pomyślał.
- Radujcie się bracią albowiem dzisiaj Pan zachował was od najgorszego. Zachował mnie przy życiu, dzięki czemu nadal mogę paść jego owieczki prawdą i słowem Bożym! No to na chuja czekamy? Zbierajmy się stąd Bracia.
Kaznodzieja pociągnął łyk z manierki i przepłukał spieczone usta po czym połknął całą parszywą zawartość. Woda była cenna.
* Biblia Tysiąclecia, Księga Powtórzonego Prawa 31, 8
Dzień dobry Panowie! :/uklon Przepraszam za spóźnienie ale ja w zastępstwie.
Dzień dobry Panowie! :/uklon Przepraszam za spóźnienie ale ja w zastępstwie.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
12 czerwca 2045, droga nr 79
Podniszczona droga stanowa 79 świeciła pustkami. Spękana nawierzchnia była odbarwiona w wielu miejscach opadami żrących deszczy stanowiących uciążliwą pozostałość po chemicznych atakach Molocha, pogięte barierki rozdzielające przeciwne pasy ruchu obracały się z wolna w rdzę. Kenworth minął po drodze kilkadziesiąt skorodowanych pojazdów - głównie samochodów osobowych i półciężarówek - całkowicie zniszczonych, zdewastowanych, ograbionych ze wszystkiego co dało się ponownie wykorzystać.
Przecinająca Zachodnią Wirginię autostrada wiła się pomiędzy stokami wzgórz, porośniętych karłowatą roślinnością o dziwnym, burozielonym kolorze. Krajobraz ten w połączeniu z przeraźliwą pustką sprawiał, że pasażerowie Kenwortha popadli w ciężkie milczenie, tracąc ochotę nawet na niewybredne żarty na temat Indianina.
Max pierwszy spostrzegł ciężarówkę, bo siłą rzeczy musiał ciągle obserwować jezdnię przed sobą; pozostali pasażerowie spoglądali w tym czasie na widoczne po obu stronach siedemdziesiątki dziewiątki wzgórza.
Samochód wychynął zza łuku szerokiego zakrętu, ukazując swą tylną klapę i brezentową plandekę zasłaniającą pakę. Jechał w tym samym kierunku, co obsada Kenwortha, ale znacznie wolniej, bo wóz Maxa szybko zmniejszał dzielącą go od drugiego pojazdu odległość.
- Auto! - syknął ostrzegawczym tonem kierowca, nie odrywając wzroku od ciężarówki. Pasażerowie Kenwortha otrzeźwieli w jednym momencie, spięci i czujni. Wszyscy sięgnęli po broń, chociaż trzymali ją w ukryciu, poniżej okien. Doświadczenie nakazywało zachować ostrożność, ale prowokowanie obcych bronią też mogło przysporzyć kłopotów.
- Ten złom musi palić więcej oleju niż benzyny - zauważył rzeczowym tonem Mad Dog - Patrzcie, jaki dym wali z rury. To chyba Reo M35. Przechodzony gruchot.
Faktycznie, za sporych rozmiarów ciężarówką unosił się obłok sinoszarych spalin, buchających z rury wydechowej. Max zmienił pas, kiedy Kenworth zbliżył się na pięćdziesiąt metrów do drugiego pojazdu. Jego kierowca musiał spostrzec ruch w tylnym lusterku, bo zwolnił jeszcze bardziej i przesunął się na pobocze autostrady, sunąc niebezpiecznie blisko połamanego, najeżonego sterczącymi na boki prętami ogrodzenia.
- Nie widać, czy ktoś siedzi na tyle, plandeka jest zbyt szczelna - rzucił Mad Dog sprawdzając raz jeszcze bezpiecznik swego Winchestera.
Podniszczona droga stanowa 79 świeciła pustkami. Spękana nawierzchnia była odbarwiona w wielu miejscach opadami żrących deszczy stanowiących uciążliwą pozostałość po chemicznych atakach Molocha, pogięte barierki rozdzielające przeciwne pasy ruchu obracały się z wolna w rdzę. Kenworth minął po drodze kilkadziesiąt skorodowanych pojazdów - głównie samochodów osobowych i półciężarówek - całkowicie zniszczonych, zdewastowanych, ograbionych ze wszystkiego co dało się ponownie wykorzystać.
Przecinająca Zachodnią Wirginię autostrada wiła się pomiędzy stokami wzgórz, porośniętych karłowatą roślinnością o dziwnym, burozielonym kolorze. Krajobraz ten w połączeniu z przeraźliwą pustką sprawiał, że pasażerowie Kenwortha popadli w ciężkie milczenie, tracąc ochotę nawet na niewybredne żarty na temat Indianina.
Max pierwszy spostrzegł ciężarówkę, bo siłą rzeczy musiał ciągle obserwować jezdnię przed sobą; pozostali pasażerowie spoglądali w tym czasie na widoczne po obu stronach siedemdziesiątki dziewiątki wzgórza.
Samochód wychynął zza łuku szerokiego zakrętu, ukazując swą tylną klapę i brezentową plandekę zasłaniającą pakę. Jechał w tym samym kierunku, co obsada Kenwortha, ale znacznie wolniej, bo wóz Maxa szybko zmniejszał dzielącą go od drugiego pojazdu odległość.
- Auto! - syknął ostrzegawczym tonem kierowca, nie odrywając wzroku od ciężarówki. Pasażerowie Kenwortha otrzeźwieli w jednym momencie, spięci i czujni. Wszyscy sięgnęli po broń, chociaż trzymali ją w ukryciu, poniżej okien. Doświadczenie nakazywało zachować ostrożność, ale prowokowanie obcych bronią też mogło przysporzyć kłopotów.
- Ten złom musi palić więcej oleju niż benzyny - zauważył rzeczowym tonem Mad Dog - Patrzcie, jaki dym wali z rury. To chyba Reo M35. Przechodzony gruchot.
Faktycznie, za sporych rozmiarów ciężarówką unosił się obłok sinoszarych spalin, buchających z rury wydechowej. Max zmienił pas, kiedy Kenworth zbliżył się na pięćdziesiąt metrów do drugiego pojazdu. Jego kierowca musiał spostrzec ruch w tylnym lusterku, bo zwolnił jeszcze bardziej i przesunął się na pobocze autostrady, sunąc niebezpiecznie blisko połamanego, najeżonego sterczącymi na boki prętami ogrodzenia.
- Nie widać, czy ktoś siedzi na tyle, plandeka jest zbyt szczelna - rzucił Mad Dog sprawdzając raz jeszcze bezpiecznik swego Winchestera.
Pojazd na drodze, jadący w tym samym kierunku, ale wolniej od Was - jakieś szczególne deklaracje?
Mad Dog zamyślił się. Było wiele opcji, jednak stwierdził, że auto nie stanowi obecnie problemu - nikt do nich nie strzelał, nie zajeżdżał drogi. Wolał jechać dalej, ale mieć cały czas na oku ten wojskowy grat. kto wie, może ot zasadzka, jednak szkoda czasu na zatrzymywanie się i pieprzenie trzy po trzy.
- jedź dalej, ale bądź gotów na rozpierdolkę - rzucił do kierowcy Mad Dog. - Jak dla mnie luz-blues, więc zawieźmy to gówno do celu.
- jedź dalej, ale bądź gotów na rozpierdolkę - rzucił do kierowcy Mad Dog. - Jak dla mnie luz-blues, więc zawieźmy to gówno do celu.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
12 czerwca 2045, droga nr 79
Max nacisnął lekko pedał gazu. Silnik Kenwortha zamruczał zwiększając obroty, dystans między ciężarówkami malał z każdą chwilą. Kowalski, Mad Dog i Kaznodzieja czujnie przyglądali się Reo, ale nie dostrzegli niczego, co mogłoby potwierdzić ich obawy lub jednoznacznie je rozwiać. Z bliska ciężarówka sprawiał wrażenie totalnego złomu, farba łuszczyła się na niej wielkimi płatami, a blachy - w kilku miejscach naznaczone dziurami po kulach - okazały się wprost zżarte przez rdzę.
Po pełnej napięcia chwili pojazdy zrównały się ze sobą. Siedzący przy prawym oknie Mad Dog dostrzegł w kabinie sąsiedniej ciężarówki samotnego mężczyznę w średnim wieku, lekko już łysiejącego, o pospolitej twarzy. Facet był wyraźnie zdenerwowany, jego czoło pokrywały krople potu, a ruchy były gwałtowne, nieskoordynowane. Kiedy Max zaczął powoli opuszczać szybę, dając jednocześnie obcemu znak, by zrobił to samo, kierowca spojrzał na niego podejrzliwie i dopiero po chwili zawahania uchylił szybę.
- Co tam, stary?! - krzyknął ponad dźwiękiem silników Max, starając się nadać swojemu głosowi przyjazny ton - Masakrycznie dymi ta twoja fura, może potrzebujesz pomocy?!
- Nie, nie, wszystko w porządku! - odkrzyknął mężczyzna twardym, nie znoszącym sprzeciwu głosem - Zawsze tak kopci! I zawsze dowozi mnie na miejsce, nie ma powodu, żebyście się martwili!
Mad Dog nie mógł nie zauważyć, że kiedy facet mówił, jego prawa ręka zniknęła z kierownicy i powędrowała gdzieś w dół. Starszy mężczyzna nie widział ze swojego miejsca, po co kierowca Reo sięgnął, ale instynkt podpowiadał mu, że nie była to bynajmniej butelka piwa.
Max nacisnął lekko pedał gazu. Silnik Kenwortha zamruczał zwiększając obroty, dystans między ciężarówkami malał z każdą chwilą. Kowalski, Mad Dog i Kaznodzieja czujnie przyglądali się Reo, ale nie dostrzegli niczego, co mogłoby potwierdzić ich obawy lub jednoznacznie je rozwiać. Z bliska ciężarówka sprawiał wrażenie totalnego złomu, farba łuszczyła się na niej wielkimi płatami, a blachy - w kilku miejscach naznaczone dziurami po kulach - okazały się wprost zżarte przez rdzę.
Po pełnej napięcia chwili pojazdy zrównały się ze sobą. Siedzący przy prawym oknie Mad Dog dostrzegł w kabinie sąsiedniej ciężarówki samotnego mężczyznę w średnim wieku, lekko już łysiejącego, o pospolitej twarzy. Facet był wyraźnie zdenerwowany, jego czoło pokrywały krople potu, a ruchy były gwałtowne, nieskoordynowane. Kiedy Max zaczął powoli opuszczać szybę, dając jednocześnie obcemu znak, by zrobił to samo, kierowca spojrzał na niego podejrzliwie i dopiero po chwili zawahania uchylił szybę.
- Co tam, stary?! - krzyknął ponad dźwiękiem silników Max, starając się nadać swojemu głosowi przyjazny ton - Masakrycznie dymi ta twoja fura, może potrzebujesz pomocy?!
- Nie, nie, wszystko w porządku! - odkrzyknął mężczyzna twardym, nie znoszącym sprzeciwu głosem - Zawsze tak kopci! I zawsze dowozi mnie na miejsce, nie ma powodu, żebyście się martwili!
Mad Dog nie mógł nie zauważyć, że kiedy facet mówił, jego prawa ręka zniknęła z kierownicy i powędrowała gdzieś w dół. Starszy mężczyzna nie widział ze swojego miejsca, po co kierowca Reo sięgnął, ale instynkt podpowiadał mu, że nie była to bynajmniej butelka piwa.
Co teraz, panowie? Dodajecie gazu i odjeżdżacie w siną dal czy macie ochotę jeszcze troszkę pokonwersować?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Spokojnie koleś. Nikt tu nie będzie cie chciał sprzątnąć. Mamy swoją robotę do odwalenia. - spokojnie oświadczył Tray, widząc jak obcy trzyma rękę najprawdopodobniej na broni. Potem ciekawsko wychylił się i uśmiechnął:
- Mam tu koleś taki wzbogacacz do wachy. Przestanie ci dymić po jakimś czasie. Połowa wozów w Wirginii jeździ na tym wynalazku i efekty są zarąbiste, mówię ci. Mogę odpalić ci kapkę tego specyfiku. Tani nie jest bracie, ale zrobię ci promocję na dziś.
- Mam tu koleś taki wzbogacacz do wachy. Przestanie ci dymić po jakimś czasie. Połowa wozów w Wirginii jeździ na tym wynalazku i efekty są zarąbiste, mówię ci. Mogę odpalić ci kapkę tego specyfiku. Tani nie jest bracie, ale zrobię ci promocję na dziś.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
12 czerwca 2045, droga nr 79
Tray pokrzykiwał z wysokości kojca na szczycie zbiornika z ropą, ale mężczyzna w ciężarówce jakoś go dosłyszał ponad hałasem generowanym przez dwa spalinowe silniki.
- Nie martw się stary, radzę sobie w życiu! - odkrzyknął szofer - Nieraz już tędy jechałem i jak widzisz, mam się dobrze. Jeśli nie nadziejecie się na Hell Angels, to wam też nic nie powinno się stać! Szerokiej drogi!
Kierowca chyba postanowił zakończyć rozmowę, bo szyba jego ciężarówki zaczęła się powoli podnosić. Max ponownie przyśpieszył, starając się obserwować na przemian drogę przed sobą i prawe lusterko - na wypadek, gdyby kierowca Reo zamierzał zrobić coś głupiego. Kenworth był cięższy od zdezelowanej wojskowej ciężarówki, więc Kowalski nie obawiał się zepchnięcia z drogi, ale nie zamierzał pozwolić na to, by ktoś mu bezkarnie rysował karoserię.
Tray pokrzykiwał z wysokości kojca na szczycie zbiornika z ropą, ale mężczyzna w ciężarówce jakoś go dosłyszał ponad hałasem generowanym przez dwa spalinowe silniki.
- Nie martw się stary, radzę sobie w życiu! - odkrzyknął szofer - Nieraz już tędy jechałem i jak widzisz, mam się dobrze. Jeśli nie nadziejecie się na Hell Angels, to wam też nic nie powinno się stać! Szerokiej drogi!
Kierowca chyba postanowił zakończyć rozmowę, bo szyba jego ciężarówki zaczęła się powoli podnosić. Max ponownie przyśpieszył, starając się obserwować na przemian drogę przed sobą i prawe lusterko - na wypadek, gdyby kierowca Reo zamierzał zrobić coś głupiego. Kenworth był cięższy od zdezelowanej wojskowej ciężarówki, więc Kowalski nie obawiał się zepchnięcia z drogi, ale nie zamierzał pozwolić na to, by ktoś mu bezkarnie rysował karoserię.
Właściciel Reo nie jest zbyt rozmowny, ale też nie przejawia agresywnego usposobienia. Macie teraz do wyboru wyprzedzenie go i oddalenie się w swoją stronę; ustawienie się za nim i zwolnienie tempa podróży; dalszą jazdę na sąsiednim pasie, co jest na tyle nienaturalne, że może wzbudzić obiekcje drugiego użytkownika autostrady. Jakieś pomysły?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times