PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 25 lipca 2015, 13:51

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:30

Podczas gdy Solomon kontynuował, wydawało się nieskończoną tyradę pytań do Koroviewa, Price wymienił z Moreau porozumiewawcze spojrzenia. Langer jakby nie dostrzegał oczywistego dramatu z jaki był właśnie udziałem Marcusa. Skrzypek nie słyszał co do niego mówiono. W głowie miał tylko kakofonię wypowiadanych milionami głosów słów:

Krew, krew, krew!!!

Próbując się opanować wywracał oczyma, dłonie trzęsły mu się. Bestia trzymana na wodzy resztkami samokontroli podsuwała mu na usta cudowny smak krwi. Vitae, której tak bardzo mu teraz brakowało. Malkavian niebezpiecznie balansował na krawędzi szału spowodowanego głodem.

Krew, krew, krew!!!

Moreau mógłby udzielić wyczerpującej, quasi-medycznej odpowiedzi, dlaczego ślepiec jest w takim stanie, ale przedkładał działanie nade teoretyczne rozważania. Toreador sięgnął do lodówki i wyciągnął z jej mocno przetrzebionego już wnętrza plastikowy woreczek ze szkarłatnym płynem. Przez sekundę nawet on sam poczuł instynkt aby samemu opróżnić jego zawartość, ale było to tylko małe ukłucie głodu, nic czemu musiałby się przeciwstawiać. Marcus rzucił się na Moreau w sposób jaki Achile skojarzył się z atakiem wilkołaka jakiego doświadczył na własnej skórze kilka nocy temu.
Wyrwawszy torebkę kainita osuszył ją w szaleńczym tempie. Widmo szału zaczęło się po chwili oddalać, a do Malkavainina zaczęły wreszcie docierać słowa spokrewnionych.
PAnowie, jaki jest dalszy plan? Dzwonicie do Elzy? Chciecie zdemaskować sobowtóra Vallo?
Ostatnio zmieniony 25 lipca 2015, 15:05 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 27 lipca 2015, 11:40

- Marcusie, chciałbym żebyś mnie posłuchał. Najpierw moje słowa będą wydawały się niedorzeczne lub wręcz fałszywe jednak im dłużej będę mówił tym więcej sensu będzie w tym, co chcę ci przekazać... - Achille obserwował jak poziom szkarłatnego płynu w plastikowej, medycznej torebce obniża się krótkimi, urywanymi szarpnięciami. Wiedział ze Koroview jeszcze go nie słyszy jednak nie mówił mu nic ważnego. Chciał tylko przyzwyczaić go do swojego głosu. Pozwalał wiec słowom płynąć, rozbiegać się po pomieszczeniu i wracać, łączyć się w miękkie zdania.

- ... Jesteś w schronieniu pod Rhino, jest dziś środa, 26 listopada... - Krwi ubywało nieco wolniej. Koroview nieznacznie przechylił głowę. Zaczął słuchać. Moreau przyglądał się gasnącej bestii z zaciekawieniem i bez strachu. Jego lęk przed potworem tkwiącym w Spokrewnionych był bardzo osobisty, wręcz intymny i dotyczył tylko jego. Potwornie drażniły go łzawe metafory o przekleństwie wampirzego nieżycia. Prawie natychmiast przyjmowały formę masowej, dramatycznej masturbacji, takiej samej w kuluarach wielkiej sztuki, w pustych pomieszczeniach rad nadzorczych, pseudointelektualnych squatach, ciasnych, skąpanych w czerwieni pokoikach agencji towarzyskich. Och, jakie straszne konsekwencje, jakie to tragiczne... Jakby każdy z tych żałosnych pozerów myślał, że jądro ciemności to jego drugie imię. Jakby padła na nich jakaś zaćma, nie pozwalając dostrzec, że prawdziwy świat był bardziej drapieżny niż ktokolwiek z nich. I dalece bardziej efektywny.

- ... Postaramy się odpowiedzieć na twoje pytania tak ściśle, jak nasza wiedza o aktualnych wydarzeniach pozwoli. - Moreau nie potrafił powiedzieć co działo się teraz w głowie Marcusa ale przynajmniej był pewny, że wysłuchał go do samego końca. Achille potrafił sprawić by go słuchano. Bestia znikła.

Potworność pozostała. The horror! The horror!
Jak dostane priv to będę pisał dalej odnośnie planów.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 27 lipca 2015, 22:59

Wyniszczająca, przesłaniająca wszystko inne potrzeba zaspokojenia głodu stopniowo ustępowała miejsca realności. Odnalazł słodką nutę ukojenia w vitae. Bluźniercze uczucie wynaturzonego obcowania z samym stwórcą. Powoli rejestrował słowa. Ton.

- ... Jesteś w schronieniu pod Rhino, jest dziś środa, 26 listopada...

Wyczuwał w pobliżu członków koterii, lecz.. coś bardzo się nie zgadzało. Zbyt często ostatnio. W słowach pachnącego dziwnie znajomo kainity wyczuwał nutę groźby. Słodki zapach cygar i whisky sugerował obecność Price'a. Achille wciąż gładko płynął w potoku nic nie znaczących słów. Był z nimi ktoś jeszcze.

Czy wspominał o Lindsey?

Szantaż i groźba. Sprawdzają go. Kryjówka Ventrue przestała być bezpieczna. Mgliste wspomnienia, w których Xavier coś mówił o śmierci Steinbacha, pytania o kobietę.. kim była?

Nie po raz pierwszy zdarzyło mu się stracić kilka dni. Obawiał się wtedy najgorszego. Drżał na myśl o uwolnionej bestii i krzywdy, jaką mógłby wyrządzić bliskim. Był słaby jeszcze za życia, gdy przeznaczenie postanowiło zadrwić z niego przeklinając niekończącą się agonią. Umierał powoli, nieudolnie każdego ranka. Dość.

Nie po to tu się znalazł. Istniał jakiś powód. Istniał prowodyr zajścia. Vallo. Zatem on jest inspiratorem, bądź odpowiada na cios. Cios wymierzony w niego. Wiele ciosów. Długotrwała potyczka siegająca czasów przed narodzeniem Korovieva.

- Jesteśmy przynętą. Kto rozsądny posyłałby do boju ślepego szaleńca? Vallo, Francis, Anton... oni uczynili coś okropnego razem, a teraz boją się zemsty. Zemsty tych, których chcieli się pozbyć. Potęgi, którą obalili. To walka o dominację. Naszą rolą jest odwrócić uwagę i ...

i zginąć... -dokończył w myślach. Niezliczona fala bodźców napierała ze wszystkich stron. Rozsądek walczył o utrzymanie tronu w synaptycznym rozbłysku.

Jeśli chcemy przetrwać winniśmy się wycofać, ale tak, by Vallo nie miał nam tego za złe. Czyją córką jest Shelley? Kto wypowiedział Ventrom władzę? Skąd przyjaźń Vallo i Rundstedta? Dlaczego Shelley, Elza i Robert płyną jedną wanną naprzeciwko Vallo i Rundstedta, a Francis ..


-.. i z tej roli wywiążemy się doskonale- wypowiedział na głos. W bladym świetle polerowanego bunkra upiorny uśmiech wstąpił na twarz kainity. Wiedział już, co należy uczynić.
Dzwonimy do Elzy. Szukamy prawdziwego Vallo, a w wolnej chwili trzepiemy światomrokową wikipedię, żeby dowiedzieć się czyim rodzicem/ potomkiem była Shelley oraz skąd się znają Bock i Rundstedt i dlaczego doszło do wojny między Aszanti a Brytyjczykami. Słowem plączemy fabułę tak, że sam Vallo tego nie ogarnie.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 31 lipca 2015, 17:27

Ok, to kto dzwoni do Czarnej Matki? Jakiś kolektywna rozmowa na głośnomówiącym?

Sorry za straszne lagi, ale mam totalny spadek weny do Wampira. Chyba za dużo słońca latem i mroczny klimat szalg trafił:(

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 02 sierpnia 2015, 23:10

- Musi być straszliwą kobietą. - westchnął Achille. - Wyrachowaną, przebiegłą, śmiertelnie niebezpieczną. Gotową bez krzty żalu uśmiercić własnego potomka. - Moreau wstał i na stoliku, obok numeru Elizy i SIMu Thomasa ułożył swój smartfon, czarnym wyświetlaczem ku górze.

- I ten plan... Aby dosięgnąć tego biednego Tremera w samej jaskini lwa, tam gdzie pan domeny ma w szafie milion litrów krwi w rezerwie a w pokoju obok jest chirurg zdolny sprawnie wyjąć kulę gołymi rękoma. Podła baba. - Moreau oparł ramiona o oparcie fotela na którym siedział Solomon, splótł dłonie i położył na nich podbródek. - Może to okropne ale cieszę się że tego poczciwego, uczynnego Thomasa, którego znaliśmy i kochaliśmy, już nie ma na tym świecie. Pomyślcie co poczułby, kiedy jego matka wyjaśniłaby mu to wszystko, pytając z krwawymi łzami w oczach: czy nie mógł dla niej choć tyle wycierpieć? Trochę bólu? - Achille przekrzywił głowę opierając policzek o rękę. - Pewnie byłby do tego zdolny, prawda? Cóż, z taką kobietą może faktycznie powinien rozmawiać ktoś z twoimi politycznymi talentami Xavierze. Lecz cóż jej powiemy? Może tutaj warto uprzednio się czemuś przyjrzeć...

Moreau odsunął się od Solomona, stanął rozkładając dłonie i przebiegł wzrokiem sklepienie schronienia Ventrue.

- Spearmint Rhino. Sześć miesięcy temu ktoś uważnie przygotował atak aby dostać się do środka. Trudno powiedzieć mi z pewnością czy zrealizował swój cel, raczej nie. Nie mam jednak wątpliwości, że ty Xavierze nie jesteś tu jedyną linią obrony. Wiele wskazuje, że nawet... - Achille stając za fotelem Princea połozył dłonie na oparciu, tak, że jego palce niemal dotknęły ramion i szyi Ventrue. - ... Nie jesteś tu władcą. Kiedy twój ojciec został zniszczony Vallo nadal chciał mieć bezpośrednią kontrolę nad Rhino a ty byłeś naturalnym, znającym miejsce... - Zawahał się chwile szukając odpowiedniego słowa - Opiekunem. Masz wiele talentów Xavierze ale sadzę, ze Vallo był w tej sytuacji jak kot - przywiązał się do miejsca, nie właściciela.

- Czy wiecie, że ten budynek wzniesiono w połowie XIX wieku? Tuż obok krypty Shelley, mniej więcej w tym samym czasie. Oczywiście, przekonaliśmy się z Solomonem, krypty zwykły rozczarowywać i sądzę, że ta w St Peters Church byłaby podobna. Z drugiej jednak strony - Achille stojąc na środku pomieszczenia obrócił się dookoła, wyciągając dłonie ku ścianom. - Gdzie lepiej szukać ciał niż pod ziemią?

[center]Obrazek[/center]

Muśnięty przez smukły palec ekran smartfona ożył, ukazując serię XIX wiecznych map Bournemouth. - Węzły kanalizacyjne, sieć gazowa, elektryczna. Bardzo mało informacji o jakichkolwiek pracach, prowadzonych w RH i jego pobliżu. - Torreador jeszcze raz omiótł pomieszczenie wzrokiem, uśmiechając się lekko. - Nawet tego imponującego schronienia nie odnotowują dokumenty. Twój stwórca Xavierze miał czas i środki aby dokładnie zatrzeć ślady. Zanim jednak sięgniemy po młoty i by obrócić ściany w pył, powinniśmy porozmawiać z tymi, którzy byli tu najpierw.

- Nina i Owen, Xavierze. Pracowali w RH dłużej niż ty. Nie powiedzieli Ci nic, oczywiście. Nie mogli. Ale być może to kwestia odnalezienia tej wiedzy tam, gdzie mogła zostać ukryta. - Achille przyłożył wskazujący palec do skroni.

- Bo pozostałych chyba nie mamy co pytać...
astrolog/alchemik 10/10 POZ