Szmery na górze ustąpiły miejsca głuchemu uderzeniu o podłogę - zupełnie, jakby ktoś rzucił workiem z mąką o ziemie. I znów cisza. Galvat i Nehaher niemal równocześnie wstrzymali oddechy. Oczekiwali w napięciu. Nagle kobieta na łóżku jęknęła - a odgłos ten zdawał się być niczym trąby sygnalizujące początek oblężenia zamku.
Na górze coś się poruszyło.
***
Adoth pewnie chwycił rękojeść miecza i jednym susem doskoczył do ochroniarza, próbując mu wbić ostrze w bebechy. Ten uskoczył błyskawicznie, zamykając za sobą drzwi. Żelazo przebiło się przez drewno i nie napotkało żadnego oporu po drugiej stronie. W budynku rozległ się dźwięk dzwoneczków. Adoth otwrzył szybko drzwi i zobaczył, jak do korytarza wpadają czarnoskórzy wojownicy z sejmitarami w dłoniach. Uderzenie serca później z pokoju obok osunął się na kolana jeden z alfonsów, z przebitym na wylot gardłem.
Sigurd przeliczył się nieco: nie wziął pod uwagę, że ochroniarz zamtuza będzie się szarpał. Drugi zaś uciekł schodami do góry, wrzeszcząc w niebogłosy.
- Szkoda, byliście jednymi z lepszych klientów - sapnęła zła kurtyzana z wnętrza izby, w której był Sigurd.
Lecz nie było czasu na czcze gadanie i żale. Gladiatorzy zaatakowali niemal natychmiast. Adoth sam musiał stawić czoła na dwóch: z trudem sparował oba cięcia: jedno zwykłe wycelowane w szyje, drugie zaś podstępne, z zamiarem podcięcia przeciwnika. Sam nie mógł kontraatakować, gdyż czarnoskórzy atakowali bez wytchnienia, raz za razem, robiąc sobie miejsce na wyprowadzenie ciosu. Korytarz był wąski, lecz mimo to nie mieli problemu, by swobodnie wyprowadzać pchnięcia i cięcia. Zaraz jednak szala walki wyrównała się, gdy Sigurd wkroczył do akcji. Obaj barbarzyńcy wymieniali się ciosami z gladiatorami, na przemian klnąc i sapiąc, krzycząc i prychając ze złością.
W końcu, po kilkunastu niegroźnych zadrapaniach, paru siniakach i odciętym koniuszku prawego ucha aesira, walka dobiegła końca. Gladiatorzy padli, a wycieńczeni i krwawiący z licznych, ale drobnych ran barbarzyńcy stali na korytarzu, mierząc wzrokiem czterech pozostałych ochroniarzy, którzy widać, nie byli już tacy chętni do walki. Garro czekał już w pogotowiu, rozdzierając nowe porcje szmat do pokrycia ran, zaś kurtyzany zupełnie obojętnie wróciły do holu. Z góry, po schodach, klaszcząc w dłonie, schodził niewielki mężczyzna, z modnie zakręconym wąsikiem i bródką. Jego chytre oczy i uśmieszek od razu wyjaśniły jego imię.
Orlando.
- No, no! Nie wiedziałem, że będą silniejsi i bardziej zręczni w walce ludzie, od mojego Zaro i Naro! - powiedział z udawanym uznaniem w głosie. - Skoro tych już nie ma, to może wy zajmiecie ich miejsce? Co? Płacę po sto złotych lun miesięcznie. Będziecie panami w tym mieście! - dodał, gestykulując wyraziście, niczym aktorzy z wędrownej trupy teatralnej.
Adoth: 1 Lekka Konsekwencja. Sigurd: 1 Średnia Konsekwencja , tracisz też na stałe mały fragment prawego ucha. Możecie też skorzystać z Punktów Losu, ale wtedy dalej będziecie mieli zakreślone pola Presji (czyli zostaje zmęczenie, dużo zadrapań i cięć. W przypadku Sigurda również wróci kawałek ucha na swoje miejsce.
Co odpowiadacie na taką propozycję? Garro ty też to słyszałeś.