PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 10 sierpnia 2015, 21:53

Cichy ciemny dom. A w nim kilka niespokojnych dusz, które nasyciwszy się ludzką krwią na powrót udawały ludzi. Cichy stary dom. A w jego ciemnościach które rozświetlał jedynie stary świecznik troje wiecznie młodych starców. Horacego zdawało się nie być. Stał w ciemnym kącie zupełnie zatopiony w swoich myślach. Pełen obaw. Niepokorne myśli biegły w kierunku syna.

Taka silna krew i we mnie i w nich. Tylko dlaczego, nie potrafiłem w takim razie ochronić Otta, do cholery jasnej!

Zatrzeszczała komórka ściśnięta w dłoni. Telefon jakby z lęku przed tym co może mu się stać rozpoczął cicho dźwięczeć sygnalizując przychodzące połączenie.

- Rozumiem, będziemy tam zaraz - odparł Horacy. Po czym rzucił nijako wypowiedziane zdanie w stronę koterii. - Są na Levis Street. Koło sklepu zoologicznego.

Czy żyje. Pytanie które uwięzło mu w gardle, którego nie był w stanie wypowiedzieć, tłukło się teraz po głowie z siłą huraganu demolując wszelkie inne myśli. Nie śmiał zapytać bowiem czuł że było bardzo źle. Nie chciał jeszcze teraz poczuć tej rozpaczy. Był jak w transie, czuł że musi tam natychmiast ruszać. Było coś jeszcze, coś pominął...

- Ach.. i jeszcze Gavin, Namtr prosił żebyś mu przyprowadził jego motocykl. Jeśli go zarysujesz, to Namtar ukarze za to motocykl nożem.

Wszystko się miesza w tyglu niepokoju. Skołatane myśli i strach, któż może rozumieć teraz Horacego. Tylko inny ojciec.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 11 sierpnia 2015, 19:29

WV Charleston, dom Horacego, od piwnicy po przedpokój 10.08.1993, Po północy

Słowa starca z lampą zabrzmiały złowieszczo. Mimo to, Terry pożegnał go serdecznie. Przez chwilę jeszcze stał w popiołach Face-Off'a i pośród jego kości. Przyglądał im się przez chwilę, póki nie zaczęły do niego szeptać. Przypomniał sobie co poczuł na chwilę, zanim wszystkim rozdzwoniły się telefony, wtedy w samochodzie. Miał wrażenie, że słowa wygłoszone przez Sztygara w pewien sposób ewokują tamte wrażenia. Potrząsnął głową, strzepując z niej złe myśli i ruszył z powrotem na górę.
[center]
***[/center]
Malkavian siedział na powrót przy kuchennym stole, kiedy reszta grupy zaczęła się z wolna schodzić. A petem razem z nimi trwał w milczeniu, póki to nie zostało przerwane słowami które Nosferatu zaczął wypowiadać do słuchawki telefonu. Jak tylko skończył swą krótką rozmowę, wszyscy zaczęli wstawać od stołu.

Terry dogonił Horacego dopiero w korytarzu.

- Przyjacielu, czy mówi ci coś imię Sztygar? - Nosferatu nie zatrzymał się, ale zwolnił kroku, nadstawiając ucha. - Bo kiedy byliście polować, wyszedł z podłogi w piwnicy. Prosił, by ci przekazać co następuje. Dom twój stał się przejściem dla czegoś poza twym pojmowaniem. Twoim przeto obowiązkiem jest ów przejście zapieczętować, gdyż jako gospodarz domu swego, odpowiadasz za to, co w domu twym się dzieje. Albowiem tako rzecze Prastare Prawo Tej Ziemi. Wspomniał ponad to, byś nie ufał Rusty'emu, bo to szuja jadowita, z duszą oleistą, ze skał się toczącą. Oraz, że współpracuje on ze złem tę ziemię trawiącym.

Kiedy Horacy przystanął na moment, by ze zdziwieniem spojrzeć na księdza, ujrzał szeroki uśmiech na jego twarzy.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 11 sierpnia 2015, 20:06

Horacy zamrugał oczami. Słowa Terrego nie dotarły do niego od razu, więc postanowił subtelnie uściślić przedmiot całej jego wypowiedzi.

- Co ty pierdolisz...?

Z wolna sens słów, Ojczulka zaczął się układać w sensowny wzór a myśli zaczęły trybić w normalny sposób, wyłączając na chwilę sprawę zniknięcia jedynaka.

- Czy ktoś z was wie jak załatać tą dziurę w piwnicy? To chyba jakieś rozdarcie w rzeczywistości, sam nie wiem jak to nazwać a nie zwykły tunel prowadzący Bóg wie gdzie w głąb. Jak coś takiego zaszyć? To mi się wydaje bardziej robotą dla maga albo jakiej wiedźmy. - Rzucił ukradkowe spojrzenie na Victorię. - Cholera chyba to musi poczekać. Nie mam teraz głowy do tego jak to szybko załatać. Mogę co najwyżej rozpierdolić tunel żeby się zapadł ale muszę mieć pewność, że nie grzebię syna.

Mam nadzieję, że kiedy zamkniemy to cholerstwo to mój syn będzie już bezpieczny, a nie nadal gdzieś tam na dole. Może Namtar już go ma? Och, Rusty i jeszcze ty. Co ty znowu nabroiłeś...?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 12 sierpnia 2015, 01:51

WV Charleston, dom Horacego, 10.08.1993, przed świtem

Victoria spojrzała na Horacego, zatrzymując się w połowie drogi do wyjścia.

- Jeśli to "rozdarcie rzeczywistości", jak je nazwałeś, otworzyło przejście, zamknięcie go nie będzie prostym zadaniem. Nie znam się na tego rodzaju magi. Ten, kto wezwał tamte duchy prawdopodobnie był magiem. I niestety, ale w tej kwestii prawdopodobnie będziemy musieli zwrócić się do nich. Na chwilę obecną nie widzę innego rozwiązania. Zanim jednak cokolwiek zrobimy tutaj... - na chwilę jej wzrok powędrował gdzieś daleko, skupiając się na informacjach i wiedzy zgromadzonej przez setki lat. - ... jeszcze tej nocy chcę udać się do mojej biblioteki. W Baltimoore. Muszę zabrać z niej kilka rzeczy. Niemniej jednak, będziemy potrzebowali maga.

Spojrzała na Terrego, ruszając z wolna w kierunku wyjścia, po czym podjęła dalej.

- Ów Sztygar, którego Terry spotkał w piwnicy... Jak mniemam znasz go. Jeśli jego ostrzeżenie jest prawdziwe, istnieje prawdopodobieństwo, że takie samo przejście znajduje się w domu pogrzebowym. A być może tez w innych miejscach. Dlatego zamknięcie ich nie jest wcale łatwą sprawą. I dlatego potrzebuję informacji. I dostanę je. Jeszcze dzisiaj.

Ruszyła szybkim krokiem, zapinając marynarkę i związując włosy w gruby kok na karku.

- Do świtu pozostało niewiele czasu i musimy się spieszyć. - Zwróciła się do wszystkich. - Nie wiem Horacy co planujesz zrobić z zamkami, ale prawdopodobnie nie wrócimy tu już dzisiejszej nocy. Jeśli Namtar ich znalazł, powinniśmy wrócić do sanktuarium.

Nie tracąc czasu koteria ruszyła do samochodu. Horacy wydał kilka prostych wskazówek Lucasowi i po chwili ruszyli we wskazanym kierunku, kontynuując rozmowy. Gavin jechał za nimi przez ciemne opustoszałe miasto.

- Czy Namtar wspominał coś o Twoim synu? Jak mniemam, odnalazł Kreta, a to oznacza, że raczej jest on unieszkodliwiony i będziemy mogli go przesłuchać... I kim jest Sztygar?

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 14 sierpnia 2015, 00:07

WV Charleston, 10.08.1993, przed świtem

Namtar czekał na koterię oparty o ścianę pobliskiego budynku, obserwując okolicę. Było spokojnie jakby przed burzą. Po kilkunastu minutach zjawiła się reszta wybrańców Red'a. Gdy Assamita podszedł do auta Gavin odezwał się:

- Przepraszam was, ale mnie ta cała sprawa przekracza. Gdy pozostali dostali dziwne telefony, ja dowiedziałem się że ktoś chce mnie po prostu zabić, a ja nie wiem nawet kim jest ta organizacja. Jeszcze raz przepraszam. Już skontaktowałem się z rodziną Whuzo, którzy przyślą kogoś na moje miejsce. Przykro mi, ale czuję że ktoś trzynastego pokolenia nie jest w stanie sprostać zadaniu, które otrzymałem. Zamierzam zabrać Lucjusza ze sobą i mam nadzieję, że Victoria nie będzie żywić urazy. Tutaj się rozdzielimy. Mój następca z klanu Ravnos będzie czekał pon waszym domem. Wie tyle, ile zdążyła mu przekazać rodzina Whuzo. Zegnam was teraz i życzę udanych łowów. Powodzenia - to powiedziawszy zsiadł z motoru Assamity i zrobił kilka kroków, próbując oddalić się.
Spotkaliście Namtara. Gavin właśnie opuścił waszą koterię podając swoje powody.
Ostatnio zmieniony 14 sierpnia 2015, 13:12 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 14 sierpnia 2015, 12:52

WV Charleston, Levis St., 10.08.1993, Po północy

Reakcja Mordercy była natychmiastowa. Błyskawicznie znalazł się przed Ravnosem i zanim Gavin zdążył zareagować, wbił mu kołek w serce. Reszta koterii zarejestrowała cios dopiero w momencie, gdy bezwładne ciało Gavina zaczęło osuwać się na chodnik.

- TafaDDal* - syknął Namtar, szczerząc zęby. - A jednak zrobiłeś mi tą przyjemność, ya zebala**. Nie złamiesz woli Atra-hasisa w ten sposób. Nie pozwolę ci na to.

Przytrzymał Oszusta i przeniósł jego ciało w stronę samochodu.

- W takim razie kogo ładujemy do bagażnika? Kreta, czy tego zdrajcę? - zapytał spokojnie pozostałych.

W mrocznym zaułku na Levis Street zapadła chwila dziwnie krępującej ciszy.

- Nie zabiłem go tylko z uwagi na Kontrakt - dodał cicho po chwili, widząc ich spojrzenia. - Ale nie wierzę w ani jedno jego słowo. Okłamuje nas, chce tylko uciec. Nie możemy pozwolić mu odejść, za dużo wie. Jeśli chcecie mogę go usunąć już teraz. Albo w Sanktuarium. Wybierajcie.
Ponieważ niedawno piłem krew Kreta używam Niewidzialności by objąć siebie i Gavina - ma ona działać na wszystkich, poza drużyną.
Poza tym palę 1 PK na Akcelerację, wbijając kołek w Ravnosa.

* arab. No proszę
** arab. ty kupo śmieci
Ostatnio zmieniony 14 sierpnia 2015, 16:53 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 15 sierpnia 2015, 22:25

"... Jeśli chcecie mogę go usunąć już teraz. Albo w Sanktuarium."

Horacy przez chwilę, stał jakby otumaniony i patrzył na to co się stało. Nawet nie zdążył zareagować na to co się zdarzyło. W jednym momencie zabójca zakołkował jednego z koterii. Wszystko docierało do niego jakby wolniej, z jakimś niezwykłym opóźnieniem. Ten przeklęty duch pustyni dawał im wybór w zasadzie żaden. Prawda była taka, że Nosferatu był w szoku. Nigdzie bowiem nie było Otta.

Jeśli się okaże, że go zgładził lub zostawił na pastwę losu, to za chwilę... rzucił okiem na Gavina. Zwisał bez ruchu, przytrzymywany jedynie przez silne ramiona zabójcy. Horacy nie przejmował się stanem Ravnosa. Wkurwiała go wesołość zabójcy i te wszystkie nie istotne sprawy o których mówił Namtar. Nosferatu czuł jak bestia się zbliżała. Zawsze tak było kiedy była napięta sytuacja. Zawsze kiedy się pojawiała, przynosiła z sobą dwa uczucia. Były one jasne i klarowne strach lub gniew. Do póki Otto był bezpieczny, Horacy zawsze starał się być zachowawczy. Teraz jednak, jego życie się, zmieniło. Ktoś zabrał mu jego sens. A myśl, że ten wesoły zabójca mógłby coś Ottowi...

- Gdzie jest mój syn? - wycharczał powoli i spokojnie, choć będąc już wyraźnie na samej granicy opanowania.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 16 sierpnia 2015, 09:14

WV Charleston, Levis St., 10.08.1993, Po północy

- Proszę, proszę... - rzuciła krótko Victoria na bezceremonialne oświadczenie Ravnosa, obserwując kołek wystający z jego piersi. Szybkość reakcji Zabójcy na jego próbę wycofania się, jak by nie było z gracją właściwą jego Klanowi zdumiewała ją. Choć musiała przyznać, że szybko i efektywnie załatwiał sprawy. - Chyba nie sądziłeś chłopcze, że tak łatwo uda ci się wywinąć... Doskonale!

W chwili, gdy miała powiedzieć coś więcej, zgrzytliwym i złowieszczym tonem odezwał się Horacy.

- Gdzie jest mój syn?

Spojrzała na niego zaskoczona, a jego wyraźne wzburzenie nie wróżyło niczego dobrego. Podeszła do Nosferatu i odezwała się spokojnie i stanowczo.

- Spokojnie Horacy. Twoje słuszne wzburzenie i strach nic dobrego nie przyniosą w tej chwili nikomu. Jeśli Namtar wrócił tu jedynie z Kretem, prawdopodobnie nie trafił na śladu twojego syna. Nie wiemy kto za tym stoi, Kret jest jedynie marionetką. Jednak w tej chwili będziemy mogli dowiedzieć się czegoś więcej i wypytać go szczegóły. Zatem proszę cię... - zaakcentowała ostatnie słowa by było jasne, iż jakikolwiek sprzeciw jest bezcelowy - ... byś powstrzymał swoje emocje i słowa, które nieopatrznie mogły by paść z ust twoich. Zabójca wypełnił swoje zadanie, teraz nasza kolej. A do tego potrzebujemy twojej wiedzy i opanowania. Nie pomożesz synowi z szalejącym gniewem wewnątrz siebie Horacy, choć jest zrozumiały. Znajdziemy go Horacy...

Po ostatnich słowach podeszła do bagażnika, otwierając go. Jej wzrok na chwilę powędrował w górę, w kierunku szarzejącego na wschodzie nieba.

- Do świtu zostało mało czasu, więc radzę się pospieszyć, jeśli mamy dzisiaj jeszcze wyciągnąć z nich jakiekolwiek informacje. - Zwróciła się do Namtara. - Jeśli możesz, Kreta zapakuj tutaj. - wskazała miejsce w bagażniku. - Nasz mały złodziejaszek równie dobrze może siedzieć z tyłu. Mamy sobie dużo do wyjaśnienia i również jestem zdania, że coś kręci. Każdy z nas ma trupy w swoich szafach, a tylko on na tyle jest wystraszony, by złamać przysięgę złożoną Mędrcowi. Jak widzicie zatem, słowom Ravnosów nie można ufać, chyba że naprawdę przekona mnie, że jest inaczej. Do tego czasu poleży sobie w swojej trumnie. - Spojrzała kolejno na wszystkich zebranych.

- Każdy z was wie i zdaje sobie sprawę, o jaką stawkę toczy tu się gra. Możemy zginąć i to jest chyba zrozumiałe. Ale jeśli ten strach ma czynić z was zdrajców, lepiej zastanówcie się nad tym dobrze. Lojalnie uprzedzam. Nie będę tolerować takiego zachowania. Chyba, że macie bardzo ale to bardzo cholernie kurwa dobry powód. Ten tutaj raczej takiego nie ma... Poza tym, nie pozwolę na to, by jakiekolwiek informacje o naszych działaniach pozostały w jego sprytnej małej główce... Co jest chyba zrozumiałe dla wszystkich? Jeśli jest tak jak mówi i kolejny z nich będzie czekał przed domem, rozważymy tę sprawę. Do tego czasu Gavin poleży trochę z kołkiem. Nie chciałabym się przekonać, że jego udział w sprawie Atrahasisa był kolejnym jego oszustwem. Ale w tej chwili zmuszona jestem założyć również taką ewentualność. Jeśli macie z tym problem, to cóż... - uśmiechnęła się złośliwie pod nosem. - Zawsze możecie zrezygnować, jak ten tutaj...

Kiedy ciała zostały ułożone na swoich miejscach, Lasombra zajęła miejsce obok kierowcy czekając na pozostałych.

- Radzę pospieszyć się! Wracamy do Sanktuarium.
Używam autorytetu, by ogarnąć Horacego i ruszyć koterię z miejsca.
Ostatnio zmieniony 16 sierpnia 2015, 13:21 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 16 sierpnia 2015, 14:47

WV Charleston, Levis St., 10.08.1993, Po północy

Na dźwięk słów Horacego Morderca podniósł gwałtownie głowę, odrywając się od kontemplacji kołka w sercu Ravnosa. Już miał coś odrzec, gdy ubiegła go Victoria. Przeczekał więc spokojnie jej wypowiedź i odezwał się, kierując się wprost do Szczura.

- Mabaraf*, nie znalazłem go. Tylko Kreta. Tam w dole jest cały labirynt. Gdybym nie szedł jego śladem - wskazał skinieniem głowy na leżącego Nosferatu. - zgubiłbym się. Pamiętam o naszej umowie. I o krwi, którą mi płacisz. Krew jest święta. Ale, na honor, nie widziałem tam nikogo innego. W tych warunkach nie byłem w stanie go odszukać. Uznałem, że ważniejsze jest bym dopadł Kreta niż łaził tam bez sensu...

Przerwał na chwilę, zbierając myśli. Wydawał się zupełnie nieporuszony wzburzeniem Horacego, tak jakby nawet go nie zauważył. Coś innego wydawało się nurtować Assamitę bardziej, niż emocje Niewiernych z jego otoczenia. I kiedy odezwał się ponownie, mówił spokojnie jak zwykle, lecz w jego głosie było coś, co przejmowało dreszczem.

- Coś jest w tych tunelach. Głęboko, pod ziemią... - powiedział powoli. - Jakaś moc, która oddziałuje na bestię. Nie wiem, dlaczego. Nie wiem, czym jest. Nie miała na mnie wpływu. Chroni mnie Prawda -wzruszył ramionami, jakby to było oczywiste. - Ale wyczułem ją... Cokolwiek tam się kryje, jest potężne...
Wkładam Kreta do bagażnika a Ravnosa na tylne siedzenie. Sprawdzam, czy kołki dobrze leżą.

* arab. Nie wiem
Ostatnio zmieniony 16 sierpnia 2015, 23:01 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 16 sierpnia 2015, 22:50

- Rozumiem... - powiedział cicho Horacy i spuścił głowę.

W środku wrzało. Poczuł, że ma zaciśnięte w pięści dłonie, więc je na siłę rozluźnił. Nie pamiętał w którym momencie je zacisnął. Chciał coś zrobić lecz mógł jedynie czekać do następnego wieczora. Ta konieczność bezruchu była dla niego straszna. Potrzebował koniecznie coś zrobić. Podszedł szybkim krokiem do drugiego ciała, kiedy Namtar był zajęty pakowaniem pierwszego. Czuł jak zabójca w jednej chwili się spina. Niepotrzebnie. Horacy nawet nie dotknął kołka, tylko wrzucił drugie ciało do samochodu niczym worek kartofli.

Byle szybciej do Sanktuarium, tam duch więzi w bezruchu Kreta. Tam się wszystkiego dowiem.

Wsiadł do samochodu i przez chwilę milczał, kiedy samochód nabierał prędkości.

- Sztygar to Nosferatu... Rzadko go widujemy cały czas łazi po swoich sztolniach, które Bóg wie jak głęboko ciągną się w ziemię. To wszystko.

Potem zamilkł. Jechał patrząc w okno na migające światła latarni, na ulice które znał.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 17 sierpnia 2015, 22:15

Wirginia, Roanoke 10.08.1993, Po północy

Zwodziciel był po rozmowie z szanowanym członkiem Rodziny Whuzo. Podobno jego poprzednik, niejaki Gavin nie wytrzymał presji i poprosił o zwolnienie z przydzielonego zadania. To była sprawa honoru, a sam Red Wisdom znany był przez wielu starszych Ravnosów. Teraz był martwy, ale dług do spłacenia pozostał. Nieumarły jadąc kradzionym samochodem zbliżał się do miasta Roanoke w stanie Wirginia. Jest dobrze, na pewno zdążę przed świtem. To ostatnie miasto w tym stanie i niebawem znajdę się Zachodniej Wirginii - pomyślał.

Whuzo zabijali wrogów klanu. Ciemiężycieli, zdrajców, a także każdego kto śmie wystąpić przeciwko starej tradycji i Rodzinie Romów. Red nie potrzebował zabójcy, albowiem zdecydował się na wynajęcie Assamity. Potrzebny był raczej ktoś silny krwią, posiadający wiedzę, charakter i umiejętności. Ktoś, kto godnie reprezentowałby Klan. Sergio okazał się za słaby.
Wiedział, że wybrali jego, gdyż tu, w Ameryce tylko on spełniał kryteria. Miał swoje lata, doświadczenie i nie był zabójcą. Dobrze wiedział, że Whuzo składa się głownie z morderców, którzy nie są profesjonalnymi złodziejami, a to o złodzieja prosił Atrahasis podczas ostatniej wizyty.

Był w już blisko. Łuna miasta rozświetlała noc przed nim, a niespokojne myśli przepływały przez umysł i spływały wraz z ostatnimi kroplami deszczu ściekającymi po szybach. Dochodziła pierwsza i zdecydował, że czas już odwiedzić stację benzynową. Nowy samochód miał swoje potrzeby. Wyszedł z pojazdu i przetarł oczy. Po długiej jeździe czuł piasek pod powiekami. Spojrzał przed siebie i zauważył coś dziwnego. Na horyzoncie, w kierunku, w którym zmierzał widniała jakaś dziwaczna łuna, która rozświetlała rozgwieżdżone nocne niebo. W tej samej chwili radio w samochodzie zakrztusiło się, a zamiast melodyjnych dźwięków ZZ Top, Ravnos usłyszał niepokojące trzaski i powtarzającą się frazę. Podszedł bliżej, by wsłuchać się lepiej.

- ...CROATOAN, CROATOAN, CROATOAN, CROATOAN, CROATOAN, CROATOAN, CROATOAN...

Po chwili wszystko wróciło do normy. Muzyka ponownie popłynęła z głośnika. Zastanowił się chwilę. Wiedział, że z pewnością nie zdawało mu się - Zachodnia Virginia, tak, ponoć tu zdarzały się dziwne rzeczy. Rzeczywistość była bardziej płynna. Słyszał o telefonach, które przestają działać, elektronice, która sama włącza się i wyłącza, wariujących kompasach i gadających radiach... Spojrzał na pełny bak paliwa i wcisnął pedał gazu.

Jechał cały czas obserwując dziwne światła na niebie, jednak gdy zbliżał się do źródła, widok ten jakby zanikał. W końcu, gdy wyjechał z miasta Roanoke przekraczając granicę stanu, ujrzał w lusterku samochodu w całej pełni, co było przyczyną tego światła. Za pojazdem wznosiła się na kilka metrów w górę i rozciągającą się wzdłuż horyzontu, ściana z duchowych istot. Były ich setki, poruszały się bardzo szybko będąc niezauważalnym dla oczu śmiertelników i Wampirów. Zwodziciel zatrzymał samochód na poboczu, po czym wyszedł na drogę by się lepiej przyjrzeć zjawisku.

Dlaczego ich nie ujrzałem? Musiałem przez nich przecież przejechać. Teraz mnie widzą, czuję to
- pomyślał i odruchowo spojrzał na zegarek. Za mało czasu, by to zbadać. Muszę odnaleźć koterię Red'a jeszcze tej nocy - zdecydował w myślach, po czym wsiadł do pojazdu i ruszył do miasta Charleston. Miał przed sobą niecałe dwie godziny jazdy.

[center]***[/center]
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Członkowie koterii dojechali bez problemów do domu Mędrca w Czerwieni. Gdy wysiedli z samochodu, natychmiast zobaczyli, iż na parkingu obok domu stoi zaparkowany nowy granatowy Ford. Dodatkowo główną ulicą ujrzeli rozpędzony ciemnoczerwony Chevrolet z przyciemnianymi szybami. Zmysły Wampirów skupiły się na otoczeniu.
Spoiler!
Test Percepcji ST:7 = 1 sukces. Zauważasz auto pod domem Red'a i słyszysz silnik innego pojazdu na drodze głównej.
Spoiler!
Test Percepcji ST:7 = 4 sukcesy. Zauważasz samochód pod domem Red'a i słyszysz silnik innego pojazdu na drodze głównej. W Fordzie nie widzisz żadnej osoby, natomiast pędzący Chevrolet jest wypełniony jakimiś punkowcami z irokezem na głowie. Dwóch z nich ma wystawione głowy za okno pojazdu.
Spoiler!
Test Percepcji ST:7 = 4 sukcesy. Zauważasz Forda pod domem Red'a i słyszysz silnik innego pojazdu na drodze głównej. W Fordzie nie widzisz żadnej osoby, natomiast pędzący Chevrolet jest wypełniony punkowcami z irokezem na głowie. Dwóch z nich ma wystawione głowy za okno pojazdu. Natychmiast ich rozpoznajesz, to Robin i Pablo, lokalni Anarchiści.
Spoiler!
Test Percepcji ST:7 = 3 sukcesy. Zauważasz koterię Red'a, która podjechała przed dom. Słyszysz silnik innego pojazdu na drodze głównej. Jest to pędzący Chevrolet wypełniony jakimiś punkowcami z irokezem na głowie. Dwóch z nich ma wystawione głowy za okno pojazdu.

Możesz wybrać sobie miejsce, gdzie teraz jesteś. Nie może to być jednak teren wnętrza domu. Miałeś niecały kwadrans na obczajenie okolicy, zanim pojawiła się koteria Red'a. Jesteś w dobrym punkcie obserwacyjnym.

Test Ukrywania się ST: 6 = 6 sukcesów. Jesteś jak kameleon. Jesteś zajebiście wtopiony w otoczenie.
Spoiler!
Test Percepcji ST:7 = 5 sukcesów. Zauważasz samochód pod domem Red'a i słyszysz silnik innego pojazdu na drodze głównej. W Fordzie nie widzisz żadnej osoby, natomiast pędzący Chevrolet jest wypełniony jakimiś punkowcami z irokezem na głowie. Dwóch z nich ma wystawione głowy za okno pojazdu. Jesteś pewien, że to Anarchistyczne wampiry.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 18 sierpnia 2015, 21:24

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Ktokolwiek zaparkował przed domem, nie chciał ukryć swojej obecności. Samochód pozostawiono na widoku celowo, Assamita był tego pewny. Nie wierzył w przypadki. Nawet przez chwilę jednak nie rozważał możliwości, że słowa Gavina zawierały w sobie choć ziarno prawdy. Klan Oszustów miałby przysłać kogoś innego? Śmieszne. Wszyscy byli warci tyle samo. Pewnej nocy ich prochy zatańczą z wiatrem. Musiałby więc być głupcem, by wierzyć temu kalb ayaar*. Cieszył się jednak. O tak. Zdrada tego kundla dawała mu bowiem prawo do krwi. Tak mówił Kontrakt. Niech tylko spróbują mnie powstrzymać... To było dobre. Tak dobre jak nauki Silsila, ciężar noża przy pasie i ryk silnika Hondy, gdy mknął przez noc... Zagwizdał kilka taktów Your Possible Future, Pink Floydów. Tym razem nie będzie to kwestia możliwych wyborów. Tym razem miał pewność. Wiatr wyssał dźwięki z jego warg, porwał je i rozproszył je w ciemnościach nocy...

Anarchiści przyciągnęli jego uwagę jedynie na krótką chwilę. Nie czuł od nich zagrożenia. Oczywiście mógłby... Laa, wiedział, że nie może pozwolić sobie na to, by zabijać tak blisko domu Klienta. To mogłoby narazić koterię Arta-hasisa. Poza tym miał już jeden worek z krwią. Obserwował ich jednak uważnie. Warto było zapamiętać twarze, sylwetkę, ruchy. Być może zdarzy się jeszcze okazja, aby spotkać się po raz drugi. In sza' Haqim**, w bardziej sprzyjających okolicznościach. A wtedy będzie wiedział, kogo nie chronią prawa Amira... Uśmiechnął się i odruchowo oblizał wargi. Teraz jednak nie było na to szansy... Obserwując zbliżających się Kainitów, pomyślał o Ravnosie, rzuconym na tylne siedzenie samochodu. I o krwi w jego żyłach. Krwi, której smak poczuje już niebawem...



* arab. Nieuczciwemu psu
** arab. Jeśli taka będzie Wola Haqima...
Ostatnio zmieniony 18 sierpnia 2015, 22:13 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 18 sierpnia 2015, 21:29

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Oczy wszystkich skupiły się na skręcającym pod dom Red'a Chevrolecie. Pojazd z piskiem opon wszedł ostro w zakręt wpadając tyłem na chodnik, jednak nie stracił impetu. W kilka sekund znalazł się kilka metrów obok auta koterii, zatrzymując się na zniszczonym trawniku. Drzwi Chevroleta otworzyły się ukazując czterech dobrze zbudowanych mężczyzn. Zanim ktoś z koterii zdołał coś powiedzieć, kierowca z papierosem w dłoni odezwał się:

[center]Obrazek[/center]
- Piękną mamy noc, co Horacy?

- Daruj sobie Robin - odburknął Nosferatu. Zdecydowanie nie był w nastroju do rozmów - Czego chcesz?

- Tak sobie jadę z chłopakami i się zacząłem zastanawiać jak wam idzie robota dla Red'a - powiedział tamten, wysiadając z auta. - Krążą ploty, że pozwalacie swojemu ochroniarzowi uprawiać kanibalizm... To delikatnie mówiąc, niedobrze. Wszyscy przez to robią się nerwowi - zmierzył wzrokiem członków koterii, zatrzymując się na Victorii.

- Podobno teraz to twoja chata - wskazał ręką z papierosem na nieruchomość - Sama ją chciałaś, czy ktoś ci ją dał? Ulica mówi, że Democritus nadał jej status twojej domeny. To był kurewsko duży błąd! Harpie się już zebrały u Garibalda Lshandt'a debatując na twój temat. Nie wiem o co dokładnie chodzi, ale Ventrue z Camarilli mają problem i szukają czarnej owcy. Takiej bardzo czarnej...

Brujah wciągnął dym papierosa, po czym kontynuował:

- Nie znam reszty z was, ale może ktoś mi odpowie na jedno proste pytanie. Kto zaprosił do Charleston Christiana Paina? Wiem, że ktoś podsunął mu ten pomysł i jest to jakiś palant z Camarilli. Komuś się popierdoliły tryby i chce wszcząć pierdoloną rozróbę? Ten Iconoclast poznał sekret Palącej Zemsty, a to oznacza nadchodzącą wojnę. Pain lubi rozpierdol i jest jak oko cyklonu. Widzicie ja jestem z grupy Indywidualistów i chyba jako jeden z niewielu zdaję sobie sprawię z tego, do czego zdolni są zjednoczeni Iconoclaści.

- Aha... I jeszcze jedno. Niech wam nie przyjdzie do głowy zabijanie Paina - mówiąc to spojrzał na Assamitę - Jego śmierć zmieni to miasto w Total War Zone, gdzie nikt nie będzie bezpieczny i tym samym zablokujecie sobie możliwość działania w Zachodniej Wirginii.

- Więc... Podzielicie się informacjami, czy obrazicie się za zniszczony trawnik?
Rozmowę słyszą wszyscy obecni. Darshan Vimal też ją słyszy dzięki Nadwrażliwości.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 18 sierpnia 2015, 22:08

- Jak sam zauważyłeś, to nie jest mój trawnik... - powiedział Horacy po czym zaczął dokładnie oglądać brud za swoimi długi paznokciami. Katem oka śledził jednak reakcję Victori. Dokładnie tej Victorii...
Jeszcze przed chwilą piłowała ryja, a to ciesząc się z tego jak potraktowano Gavina, a to grożąc reszcie koterii na przemian. Teraz ma okazje się wykazać w lepszej aranżacji.
Pazury wyglądały paskudnie. Stwierdził z satysfakcją.
Ostatnio zmieniony 18 sierpnia 2015, 23:15 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 18 sierpnia 2015, 22:18

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Zsiadł zwinnie z motoru i zbliżył się do samochodu koterii. Nie nachalnie, lecz na tyle, by Anarchista miał świadomość tego, w jaką rolę przydzielono mu w tym filmie. Obserwował Robina z kamiennym wyrazem twarzy. Wiedział, że tamten czuje ciężar jego spojrzenia. Lecz to była tylko zabawa. Nie coś co mogłoby zastąpić (krew) przyjemność, czerpaną z łowów... Mimo to, starał się wykorzystać sytuację, bawiąc się na tyle dobrze, na ile pozwalała mu jego praca...
Namtar stanie w pobliżu, w mocno profesjonalnej pozie. Jest w niej widoczna pewna groźba. Będzie się trzymał za plecami Koterii i uważnie lustrował rozmówców.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

ODPOWIEDZ