PBF - Charleston by Night

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 31 sierpnia 2015, 11:12

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 10.08.1993 Przed świtem

Z pozycji kwiatu lotosu, Darshan przyglądał się i przysłuchiwał elementowi chaosu, który niczym wiatr wtargnął do sanktuarium. Postanowił nie analizować na razie tego zjawiska. Zwłaszcza, że wypowiedzi i gesty Nosferatu świadczyły o tym, że jego percepcja próbuje śledzić kilka wątków jednocześnie i znajduje się w stanie pomieszania. Ravnos pozostał więc odprężony i czekał na rozwój wydarzeń.

"Przejście" do sanktuarium było zaskakujące ze względu na swą płynność i sposób w jaki zostało zainicjowane, ale nie zupełnie niezrozumiałe dla mistyka. Jego wiedza o kosmologii wystarczyła by orientować się co się właściwie działo. Był ciekaw szczegółów układu między Horacym a Duchem rezydującym w sanktuarium. Ze względu na swoje "zawodowe" zainteresowanie zaczął kontemplować doświadczenie tej rzeczywistości i dopiero po chwili zorientował się, że zadano mu pytanie.

- Jestem mistykiem, ale nie jestem jeszcze gotów nauczać - kiedy usłyszał swój głos, zrozumiał, że nie w takim kontekście Horacy użył słowa Mistrzu. Skupił więc swój wzrok na rozmówcy a umysł na słowach aby przywrócić sobie kompatybilność komunikacyjną. Trwało to kolejną krótką pauzę, gdyż teraz dopiero zaczął naprawdę analizować usłyszane słowa. - Czy naprawdę chcesz usłyszeć odpowiedź teraz, wolałbym poczekać aż pojawi się reszta koterii? Wierzę, że oni także będą chcieli znać odpowiedź na to pytanie... - i w tym momencie Darshan się zawahał. Przypominając sobie swoje kontakty z kulturą zachodu. Może pozostali nie byli zainteresowani jego osobą? Może traktowali ją jak konieczność ze względu na testament mędrca? Jego klan nie cieszył się popularnością wśród innych. Może ostracyzm był główną przyczyną problemów Sergia? Postanowił nie kontynuować ani swoich rozważań ani wypowiedzi...
Ostatnio zmieniony 31 sierpnia 2015, 18:42 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 31 sierpnia 2015, 15:34

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 10.08.1993 Przed świtem

Podczas krótkiej chwili jego nieobecności wybrańcy Atra-hasisa zdążyli już opuścić bibliotekę. Łowca udał się więc za nimi. Wbiegając po schodach, przeskakiwał co dwa stopnie, pamiętając, że czas w Sanktuarium posiada swą własną, dodatkową głębię - niczym tajemna rzeka, pełna ukrytych meandrów i zagadkowych wirów - które nie zawsze pojawiają się na powierzchni. Nie chciał przecież, aby Niewierni zbyt wynudzili się bez niego i eksperymentowali z przesłuchaniami na własną rękę. Nie wtedy, gdy w okolicy leżały dwa ciała z kołkami w piersiach. Wątpił co prawda w to, by Gavin miał stanowić jakieś zagrożenie - jednak wciąż miał słabą nadzieję na odrobinę krwi. Lub chociażby możliwość zadania Oszustowi bólu, co znacznie poprawiłoby nastrój Mordercy tej nocy. Cóż, nadzieja zawsze umiera ostatnia- pomyślał kwaśno, przekraczając magiczne linie wyryte w marmurze posadzki. Wpadł do Sanktuarium praktycznie chwilę po Terrym. Przebiegł spojrzeniem po zebranych, którzy w większości stali nieruchomo, wpatrując się z pewnym zaskoczeniem w nowego Ravnosa. Nowy Ravnos - pomyślał. To dobra ksywa. Na razie nie ma sensu nazywać go inaczej. Zmieniają się szybciej niż wydmy na pustyni.

- Gavin jednak mówił prawdę. To jest jego zmiennik, przysłany przez Wędrowny Klan. Ma go zastąpić - poinformował skrótowo tych, którzy jeszcze o tym nie wiedzieli.

Podszedł do Darshana i otaksował go wzrokiem, przekrzywiając lekko głowę - trochę tak, jak murena patrzy na rybę, zanim ją połknie. Nie było to jednak zamierzone - właściwie miał to we krwi. Korzystał po prostu z okazji, by przyjrzeć się Oszustowi uważniej. I musiał przyznać, że Nowy Ravnos wydawał się budzić zaufanie. Tak jakby wiedział, czym jest honor... Fashkh* sztuczka! - pomyślał. Każdy z tych zakłamanych kundli jest taki sam. Haraamiyya** chowający się za iluzjami. Axra min kida mafii?***Zachował jednak spokój, nie pozwalając, by ta myśl wywołała w nim gniew. Głupotą byłoby zresztą spodziewać się czegoś innego po tym kaddaab.**** Taka była przeklęta natura jego domu i krwi. Poza tym, był pewien, że nim nastanie świt uda mu się przejrzeć także i tą zasłonę. Łgarstwa Kuffrów nie miały bowiem władzy nad Synami Haqima, których serca były czyste i którzy kroczyli drogą Prawdy...

- Jestem Namtar Sharur, z Klanu Łowców - nie było to przedstawianie się, raczej przekazywanie informacji. Sterylne do bólu. - Jeśli ten tutaj - wskazał głową Gavina. - potwierdzi twoją tożsamość, to na mocy Kontraktu zawartego z Artahasisem, z krwi Brujah, będę miał obowiązek ochraniać cię w czasie tej misji.

Darshan skinął głową patrząc na Mordercę ze spokojem. Zauważył lekkie napięcie mięśni w ciele Łowcy, które wskazywało na to, że Namtar nie uważa tej rozmowy za konwersację, lecz raczej za niezbyt przyjemną powinność, którą ma nadzieję zakończyć jak najszybciej.

- Możliwe, że taka ostrożność wydaje ci się zbędna - dodał po chwili Assamita, dowodząc posiadania szczątków jakiegoś społecznego instynktu. Choć chyba niewiele dałoby się uratować z tych ruin. - Jednak mamy tutaj bardzo skomplikowaną sytuację. Zamieszane są w nią osoby udające inne osoby. Co jest specjalnością twojego Klanu. - uśmiechnął się zimno, w ten charakterystyczny dla siebie sposób, którzy nie budził dreszczu jedynie w samobójcach, ślepcach i podobnych mu potworach. - Tak więc dobrze jest wiedzieć, z kim się rozmawia.

- Co do tego psa i kłamcy - w głosie Assamity dało się słyszeć z trudem maskowaną odrazę, gdy skierował swój wzrok należące na ziemi ciało Oszusta. - Zdążył mi już wyjaśnić, jak bardzo Twój Klan nie szanuje Prawdy. Muszę więc uprzedzić cię, że próby okłamania mnie, będą kosztowały cię kilka połamanych żeber. A jeśli dotyczyły będą spraw kluczowych dla naszej misji, mogą zakończyć się twoją śmiercią. Ufam, więc, że to rozważysz zanim zechcesz mnie oszukać, oszczędzając sobie niepotrzebnych cierpień - wyszczerzył zęby, dając tym samym dowód na to, iż tak naprawdę nie narzekałby, gdyby Nowy Ravnos jednak dał mu okazję do spełnienia tej obietnicy. - Hal tafham?*****



* arab. Pierdolona
** arab. Złodzieje
*** arab. Nie ma większego gówna.
**** arab. kłamcy
***** arab. Rozumiesz?
Ostatnio zmieniony 31 sierpnia 2015, 20:34 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 31 sierpnia 2015, 21:07

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 10.08.1993 Przed świtem i powrotem Assamity, a także chwilę po.

Kiedy tylko wraz z Mroczną Panią znaleźli się w sanktuarium, spojrzenia Terry'ego padło na mężczyznę o śniadej karnacji, w długim i starym skórzanym płaszczu. I chociaż ten był osobą całkiem mu obcą, od pierwszej chwili poczuł wobec niego sympatię. Nie od razu zwrócił na to uwagę. Zdziwił się lekko widząc nową twarz, zatrzymał się więc by przyjrzeć się uważniej. Nowo przybyły, pomijając fakt, że nie powinien znajdować się w Sanktuarium, sprawiał wrażenie osoby godnej zaufania. Co trochę zdziwiło Malkaviana, nie miał bowiem w zwyczaju ufać osobom nowo poznanym. Ale też uzmysłowiło mu pewien fakt. Oto bowiem, wysłannik samego Pana stał przed nim, odwzajemniając badawcze spojrzenie. Wysłannik Pana, jak on. Umiał rozpoznać ten błysk w oku, zdążyło się mu już spotkać osoby które go posiadają. No i widział się w lustrze.

Wiedział jednak, co cechuje istoty o tej dziwnej aurze. Były przepełnione światłem Pana. Ponad przeciętnie. To trochę jak patrzenie na negatyw Darth'a Namtara.

Postanowił przywitać się i przestawić. Tylko ręka jakoś postanowiła nie współpracować z nim w tej chwili. Stał więc bez ruchu i słowa, wpatrując się w nowe Objawienie. I stałby tak jeszcze długo, gdyby nie przybycie Łowcy, który bez grama emocji wyjaśnił kim jest przybysz. Wygłosił przy tym swoją zwyczajową zastraszo-gadkę, której raczej nikt nie chciał przerywać. Zakończył ją jednym z tych swoich pytań, które według Terry'ego były sprytną pułapką. No bo jak odpowiedzieć na pytanie którego się nie rozumie. Całe szczęście, on zdążył już poznać magiczną odpowiedź. Kulu Tamam. Słowa, które uspokajają Mrocznego Jedi. Chciał nawet podpowiedzieć je nowemu Ravnosowi, nie był jednak pewien, czy nie naruszy jakiegoś świętego prawa czy kontraktu, postanowił więc zaczekać, aż ten sam wybrnie z sytuacji.
Ostatnio zmieniony 31 sierpnia 2015, 21:19 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 31 sierpnia 2015, 22:01

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem
Jesteście wszyscy w Sanktuarium. Pozostało wam bardzo dużo czasu na rozmowy i ewentualne inne działania w obrębie sfery z zwolnionym przepływem czasu.

Jako MG uznaję, że jeśli taka będzie wola gracza/graczy wystarczy napisać: streszczam z szczegółami przebieg śledztwa etc. Przyjmę wtedy, że Darshan będzie miał wiedzę z całej przygody. Nie ma sensu pisać wszystkiego, bo tego będzie za dużo.

Dla Darshana: Zobaczysz, że są tutaj trumny z symbolami klanów. Jest tu także znak klanu Ravnos, a przy nim stoją flakony z krwią. W zapasach masz 15 PK.
Ostatnio zmieniony 31 sierpnia 2015, 22:27 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 31 sierpnia 2015, 22:28

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 10.08.1993 Przed świtem

Po przekroczeniu granicy Sanktuarium, wzrok Victorii powędrował w kierunku nowego przybysza. Początkowe zaskoczenie jego obecnością szybko przerodziło się w ciekawość i skupienie na jego osobie. Siedział w pewnej odległości od zakołkowanych ciał. Pozycja, którą przyjął i spokój bijący od jego postaci świadczyły o doświadczeniu i świadomości dobrodziejstw płynących z medytacji. Śniada cera wyraźnie wskazywała na jego orientalne pochodzenie, co jeszcze bardziej zaintrygowało Lasombrę. Przez chwilę przemknęło jej przez myśl, czy również w tym przypadku odrębność kulturowa będzie stanowiła przyczynę nieporozumień. Choć było w nim coś, co pozwalało mieć nadzieję na konstruktywne wymiany poglądów i myśli...

Jest spokojny i cichy. Jakby rozumiał, po co tu jest i czekał. I nie boi się. Mądrze. - pomyślała, po czym podeszła bliżej ciał, przyglądając się kołkom wbitym w serca dwójki wampirów.

Namtar w tym czasie bez ogródek i z właściwym sobie wdziękiem przedstawiał swój punkt widzenia sytuacji. Zdążyła już przywyknąć do bezpośredniego sposobu, w jaki Assamita stawiał sprawy. Uśmiechnęła się lekko wiedząc, że pozostali mięli prawdopodobnie podobne odczucia. Nie chciała mu przerywać. Kiedy skończy i uzyska odpowiedzi, będzie czas na rozmowy, które już mniej będą go interesowały. Zatem czekała jak i pozostali na odpowiedź Ravnosa.

Sposób, w jaki zareagujesz i wybrniesz z tej sytuacji wiele nam powie o tobie samym. A skoro widok Gavina z kołkiem w piersi nie robi na tobie takiego wrażenia, być może okażesz się bardziej wartościowym elementem tej zagadki. Zobaczymy...

Spojrzała na ciało oszusta. Nie czuła żalu ani większych emocji w związku z jego sytuacją. W jej oczach nie sprawdził się. A skoro narzędzie do wykonywanej pracy się nie nadaje, trzeba je zastąpić innym. Ta świadomość była dla czymś naturalnym. Nie ma osób niezastąpionych, zwłaszcza jeśli liczy się efekt. Co prawda zamiana ta stanowiła niewielką komplikację w ich śledztwie i należało poinformować o tym Księcia, niemniej jednak nie sądziła by był to większy problem.

Czekała na odpowiedź przybysza, bawiąc się pierścieniem na palcu.
Ostatnio zmieniony 31 sierpnia 2015, 23:30 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 01 września 2015, 10:06

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Kiedy w sanktuarium pojawiła się Victoria i Frater Terry, Darshan wstał by ich przywitać, jednak powściągliwość ich ekspresji oraz milczenie, sprawiły że sam również powstrzymał się od jakichkolwiek gestów czy słów. Podobnie jak oni staną w milczeniu i czekał na rozwój wydarzeń. Gdyby cisza trwała jeszcze chwilę, przemówiłby ale wtedy zjawił się Assamita.

Ravnos wysłuchał jego słów z niezmiennym spokojem. Interesujące był fakt, że w obliczu całej koterii, tylko Łowca zabrał głos, nikt inny. Mógłby nawet pomyśleć, że jego obecność nie była tu mile widziana, jednak zainteresowanie jakie było widać po kobiecie w czerni i mężczyźnie w habicie, świadczyły o tym, że tak nie jest. To był dobry znak, ostracyzm ze strony pozostałych, mógłby uniemożliwić mu skuteczne działanie w sprawie śledztwa. Zastanawiała go teraz jedynie silna pozycja Łowcy. Darshan spekulował, czy zdobył ją tylko dzięki swojej retoryce, czy także poprzez bardziej bezpośrednie działanie. Postanowił nie martwić się tym teraz i pozwolić przyszłym wydarzeniom, zweryfikować jego pierwsze wrażenia.

- Witajcie, nazywam się Darshan Vimal. - tu skłonił się oszczędnie aczkolwiek wyraźnie - zostałem przysłany przez Tabaha Mufazzala aby reprezentować klan Ravnos w zastępstwie Gavina, który poinformował nas o swojej kapitulacji. - Hindus mówił z bezbłędnym brytyjskim akcentem, tonem jakim mówi się do przyjaciół - Obecny tutaj Horacy, zanim przybyliście, zapytał mnie o umiejętności jakimi dysponuję. Pozwólcie, że zanim odpowiem na to pytanie odniosę się do sprawy wspomnianego Gavina. Przede wszystkim, w imieniu klanu pragnę Was przeprosić za jego postawę i słabość jaką okazał w obliczu zaistniałej sytuacji. Jego zachowanie było niegodne członka rodziny. Zawiódł. Dług klanu Ravnos wobec Atra-hasisa jest sprawą honorową a te zawsze traktowaliśmy poważnie. W obliczu zaistniałej sytuacji możecie więc liczyć na moje całkowite zaangażowanie, prawdomówność i szacunek. Nie wiem co dokładnie powiedział Gavin na temat prawdy, więc nie mogę się do tego odnieść, jednak jeżeli powiedział on, że klan nie szanuje Prawdy to znaczy, że jest skończonym idiotą. - druga połowa ostatniego zdania, została powiedziana z determinacją i słusznym, zimnym, wyrachowanym gniewem. - Istotnie, nasz klan często używa kłamstwa i iluzji. Jest to broń, przeciw wrogom, i tym, którzy sami nas nie szanują, zwłaszcza tym mieszkającym na zachodzie, gdyż oni są biegli w tej sztuce. Umiemy jednak doskonale odróżnić je od Prawdy i tą drugą cenimy najwyżej. Jeżeli więc tylko w taki sposób mogę narazić się na Twój gniew, to jestem spokojny o moje żebra i egzystencję - powiedział do Namtara - Nie oczekuję, że uwierzycie mi na słowo i zrozumiem jeżeli będziecie mnie traktować podejrzliwie. Jestem świadom wizerunku mojego klanu wśród mieszkańców zachodu. Poczekam więc aż moje uczynki udowodnią Wam, że to dzisiaj powiedziałem jest Prawdą.

- Jeżeli chodzi o moje zdolności, które mogą okazać się pomocne w śledztwie, to podobnie jak Gavin, jestem włamywaczem. Ponad to, znam się także na komputerach i ich zabezpieczeniach, chociaż nie tak dobrze jak na zamkach. Jestem mistrzem sztuki Iluzji, chociaż nie wydaje mi się, żeby pomogło to w śledztwie, może jednak okazać się przydatne w rozgrywkach politycznych miejscowej społeczności. Widzę duchy, słyszę je a one słyszą mnie. Umiem zajrzeć do umysłu pogrążonego w torporze. Znam także rytuał, który uspokoi na kilka nocy waszą bestię, gdyby takie było wasze życzenie. Jestem przeciętnym kierowcą, znam podstawy posługiwania się bronią palną. Nie posiadam rozwiniętych dyscyplin bojowych, znam jedynie podstawy odporności i akceleracji. Odrobinę lepiej poznałem dyscypliny animalizmu, nadwrażliwości oraz niewidoczności. Posiadam także pewną zdolność, która pomaga mi dostawać się do zamkniętych miejsc, jednak jest ona tajemną nauką Mistrzów ze wschodu dlatego jeżeli nie będzie takiej potrzeby wolałbym o niej nie mówić. Nie posiada zastosowania bojowego.

- Proszę więc, zweryfikujcie moją tożsamość a kiedy poczujecie się pewni co do mojej osoby, chciałbym Was prosić o podzielenie się tym co udało się Wam dotychczas ustalić. Gavin nie informował klanu o szczegółach śledztwa, więc na chwilę obecną nie wiem nic. Im mniej wiem, tym mniej mogę pomóc. Chciałbym także porozmawiać z nim na osobności, z Twojej relacji - powiedział ponownie w kierunku Assamity - wnioskuję, że mógł traktować Was podejrzliwie, być może nie dzieląc się wszystkim co wiedział. Jutrzejszej nocy, jak nakazuje lokalny zwyczaj, będę musiał przedstawić się księciu, jesteście pierwszymi z którymi rozmawiam w tym mieście. Chciałbym także zorganizować eskortę dla Gavina, ponieważ jego niekompetencja każe mi wątpić w to, że będzie w stanie bezpiecznie opuścić miasto.

Darshan, nadal stał spokojnie i z powagą patrzył na zgromadzonych. Nie unikał kontaktu wzrokowego i zachowywał otwartą postawę ciała, był rozluźniony. Czuł jak wszechświat rezonuje swymi harmoniami nad miastem i jak prawda zawarta w tych nienamacalnych dźwiękach próbuje przebić się do jego zagubionych we własnych kłamstwach mieszkańców. Już dawno przestał postrzegać świat w kategoriach dobra i zła, nie istniał dla niego taki dualizm. Wszechświat składał się z najróżniejszych przejawów sił i energii, które czasem zwalczały i zabijały się nawzajem. To było naturalne. Jedynym prawdziwym konfliktem w który umiałby się szczerze zaangażować, był ten, który pojawił się wraz z rozwojem samoświadomości i ego. Ostateczny konflikt między tym co utrzymywało istoty w iluzji i cierpieniu a tym co prowadziło do wyzwolenia ducha i wolności, konflikt między prawdą a kłamstwem.
Ostatnio zmieniony 01 września 2015, 18:19 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 02 września 2015, 11:08

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Assamita przyjrzał się przez chwilę Ravnosowi. Tym razem jednak coś się zmieniło, tym razem w jego postawie dało się dostrzec iskrę autentycznego zainteresowania.

- Afham.* Jeśli twoje słowa są prawdą, nie musisz bać się o swoje żebra - uśmiechnął się, błyskając zębami. - Nie skrzywdzę nikogo z wybrańców Klienta, jeśli sami mnie do tego nie zmuszą.

Zrobił kilka szybkich kroków mijając Darshana i pochylił się nad Gavinem. Pewnym ruchem wyjął kołek z jego piersi, przyciskając drugą ręką złodzieja do podłogi.

- Czy to jest ten, który miał cię zastąpić? - zapytał krótko.

Gavin skwapliwie pokiwał głową, próbując jednocześnie wyślizgnąć się z uścisku:

- Tak, tak, jasne! Słuchaj, ja...

Nie skoczył, gdyż powracający na miejsce kołek przerwał przypływ jego elokwencji. Morderca wyprostował się, zlizując z palców krew.

- Mashy, wszystko jasne - odezwał się, odwracając w kierunku Darshana. - Od tego momentu Kontrakt zawarty z Atra-hasisem obejmuje ciebie, zamiast tego kaddaab'aliil**. Co do naszych relacji: Gavin pomógł mi wyrobić sobie opinię o twym klanie. Ten kundel łgał na okrągło, nawet odpowiadając na pytania odnośnie własnych kompetencji. To utrudniało współpracę. Moxxu gazma.*** Tak więc poczekam, aż twoje czyny pokażą mi, kim jesteś. Bowiem czyny, a nie słowa, świadczą o mężczyźnie.

Przerwał na moment rozważając coś, po czym uśmiechnął się szeroko:

- Jednak, jeśli ten śmieć obraził honor Twojego Klanu, mogę wybawić was od tego problemu. Tu i teraz. Za darmo, bezapt kidda.**** Kontrakt już go nie chroni. Więc powiedz słowo a zmyję wszelki ślad po jego kłamstwach krwią.

Głos Mordercy był jak zwykle spokojny, jednak gdzieś pod powierzchnią słów dało się wyczuć głód. Który czekał. I pragnienie zaspokojenia tego głodu.
Wszyscy, którzy już trochę znają Namtara i mają jakaś Empatię zorientują się natychmiast, że Morderca znów się nakręcił wizją bliskiej diabolizacji.

* arab Rozumiem.
** arab. bezwstydnego kłamcy (bardzo wulgarne określenie po arabsku)
*** arab. Jest głupi jak but (bardzo obraźliwe)
**** arab. Dokładnie tak.
Ostatnio zmieniony 02 września 2015, 14:25 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 02 września 2015, 12:42

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

- Dziękuję za tę propozycję - odpowiedział wyraźnie zaskoczony Darshan, Po chwili dodał już normalnie - splamił honor Klanu i odpowie za to przed Klanem. Czeka go Kris*.

Dziwna zmiana w zachowaniu Assamity, była czymś czego się nie spodziewał, jego ostatnie pytanie mogło świadczyć o pewnym braku profesjonalizmu. Nie chodziło o zdolności bojowe, lecz o zachowanie etykiety. Sugestia była na tyle nietaktowna, że przeciętny przedstawiciel rodziny Wuzho, uznałby ją za obrazę Klanu. Ponad to okrucieństwo z jakim traktował Gavina również wymagałoby jakiejś reakcji, jednak Darshan nie należał do istot, w których naturze leżało przejmowanie się takimi sprawami. Był mistykiem i widział w takich sytuacjach nic innego jak wyładowania karmy. Każdy był odpowiedzialny za swój los, a we wszechświecie było miejsce także dla takich istot jak Assamici. Współczuł oczywiście Sergiowi, lecz wiedział, że jego własne czyny sprawiły że spotkał go taki los. Pozostał więc w zgodzie ze swoją naturą, tak jak pozostawał w zgodzie ze swoją Łowca.

*sąd u Ravnosów
Ostatnio zmieniony 02 września 2015, 15:31 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 02 września 2015, 18:36

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

- Jak chcesz - Morderca wzruszył ramionami. Jego słowa zabrzmiały całkowicie beznamiętnie. - Niemniej, jeśli zmienisz zdanie, wiesz, gdzie mnie szukać.

Odsunął się i usiadł na sarkofagu, opierając się o ścianę. Wyglądało na to, że przynajmniej chwilowo stracił zainteresowanie tematem. Postarał się przyjąć odpowiednio rozluźnioną pozycję. Pozycję, która jednocześnie maskowała prawdziwe napięcie. Frustracja - ta nieumarłą dziwka, którą próbował pochować już tyle razy, że starczyłoby tego na niezłą nekropolię - znów zaczynała domagać się jego uwagi. Drapiąc w wieko kolejnej trumny. Zamknął oczy, wsłuchując się w ciszę pod powiekami. Ciemność, ciemność... Potrzebował jej... Być może w mroku to przeklęte skrobanie umilknie. Na razie nie mógł pozwolić im zauważyć jak cienki jest lód po którym stąpają. Akramah nie byłby zadowolony... Nie chciał i nie mógł go zawieść. Gdyby tylko mógł kogoś zabić, lub rozlać krew... Ale nie było sensu myśleć o tym. Skrobanie paznokci stawało się wtedy głośniejsze i niemal czuł, jak ta przeklęta suka napiera na kolejne drzwi w tym popieprzonym labiryncie, który nazywał swoim umysłem. Hak wciąż tkwił w kieszeni kurtki. Mógłby sięgnąć po niego, ale wtedy oni wiedzieliby... Zaklął bezgłośnie w myślach i spróbował skupić się na Zir. Mumu Tiamat Elu, Nar Mattaru... Potrzebował kilku chwil, by się uspokoić. Noc miała się już ku końcowi. Wiedział, że będzie musiał zabić. Jutro. Tak, wytrzyma do jutra. W kieszeni, obok rzeźnickiego haka wyczuwał kształt zdjęcia dziewczyny z psem...
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 02 września 2015, 22:21

Horacy się przez chwilę zadumał nad nieoczekiwaną wypowiedzią mistyka o sobie samym.

A niech to! Wygląda na to, że jednak ten Ravnos jest inny. Szczery. Sam fakt, że jest w sanktuarium i nic mu się nie przytrafiło już o czymś świadczy. No i trzydzieści sekund zajęło mu by opowiedzieć o sobie i wywalił więcej informacji o sobie niż niektórzy z koterii. Cholera poczułem jakby nagle jebnął przed nami swoim Curriculum Vitae i powiedział patrzta. Zaczynał to wszystko rozumieć. Toreadorzy na ten przykład są na swój sposób wszyscy podobni. W przypadku Ravnosów, gama jest jakby znacznie większa. - przez chwilę szukał jakieś swojskiej metafory, w której mógłby dalej rzeźbić swój myślowy ciąg To tak jak z... gównem w kanałach. Pływają tam różne, czarne, brązowe, duże i małe, w większości są płaskie ale bywaj i inne w kształcie. Gavin był taki bardziej, z tych bardziej rzadkich co się do butów przylepiają. Ten wydaje się twardszy. Uśmiechnął się pod maską, kontent z genialnego w swym mniemaniu wywodu logicznego, zakończonego równie celną sentencją, którą w duchu sam sobie wygłosił.

- Po pierwsze dzięki za informacje o tobie zacny mistyku, na pewno się przydadzą by skutecznie poszukać mojego syna i rozwiązać sprawę Red Wisdoma. Po drugie czy Kris czy Kross* co za różnica. Teraz żadna. Skupmy się więc na zadaniu. Mamy jeszcze jednego pacjenta do przesłuchania tej nocy zanim opowiemy ci całą historię.

Odwrócił się w kierunku leżącego w kącie Kreta.

- Widzisz Darshanie nasz leżący bez ruchu towarzysz o mocnych łapakach ma pewne informacje, które należy wydobyć. Poprosiłem Wielkiego Pulhu-Imela by go unieruchomił tak by mógł jedynie mówić. Podobnie jak ten Wielki Duch zrobił to z Ravnosem Lucjanem, który nawiasem mówiąc nie wrócił nam do domostwa a wie zbyt wiele by o nim zapomnieć. Namtarze czy zechciałbyś uczynić honor i... - długi pazurzasty palce wskazał na kołek w sercu Kreta, a oczy pod maską rozpaliła złowroga iskra na nagłe wspomnienie o synu.

Nie bez ciekawości obserwował też reakcję Łowcy choć pamiętny sposobu traktowania obu schwytanych sabatników nie oczekiwał niczego ludzkiego.

Ciekawe czy zachowa się jak ogar, któremu rzucono suchą kość i pozwolono pokazać jedną ze swoich ulubionych sztuczek więc zaśliniony rzuci się by z radością wykonać polecenie. Czy też może okaże odrobinę godności.

* Nawiązanie do pewnej popularnej grupy we wczesnych latach 90tych. Tak mi się przypomniało, że się ich słuchało akurat wtedy...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 02 września 2015, 22:49

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

- Z rozkoszą - odparł Morderca, wstając płynnie z sarkofagu. Mimo, że mówił cicho jak zwykle, coś w jego głosie sprawiało, iż brzmiał bardziej jak warknięcie drapieżnika niż ludzka mowa.

Nie mógł narzekać. W tej sytuacji każda możliwość uspokojenia się... Zadania odrobiny cierpienia, przelania paru kropel krwi... Tak, każda taka opcja była na wagę złota....

Błyskawicznie znalazł się przy Krecie i bez wysiłku dźwignął go jedną ręką w powietrze, opierając jego ciało o ścianę. Drugą wyciągnął kołek i oblizał go. Przymknął przez chwilę oczy pozwalając by smak krwi zatrzasnął te drzwi, które powinny pozostać zamknięte... Wyszczerzył zęby czując jak wraca mu pełna kontrola. Obnażone kły Assamity błysnęły w półmroku sanktuarium.

- Myślę, że jest gotów do rozmowy. Jeśli będziesz miał problem, powiedz mi, a pomogę mu się odblokować - Uśmiech Łowcy mógłby ostrzyć żyletki.
Ostatnio zmieniony 03 września 2015, 13:03 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 03 września 2015, 14:34

Terry na chwilę przestał gapić się na Ravnosa, przyglądając się działaniom Mrocznego Jedi. Stracił jednak zainteresowanie w momencie, w którym ten oblizał kołek wyjęty z piersi Kreta. Ponownie spojrzał na nowego towarzysza, po czym uśmiechając się do niego, podszedł bliżej.

- Witaj. Mówią na mnie Frater Terry. Jestem z Krwi Malkava i podobnie jak ty, jestem przepełniony Światłem Pana na Wysokościach. - wyciągnął rękę w kierunku Darshana. - Mógłbym opowiedzieć o sobie więcej, jednak moja historia nie należy do tych które miłe są w opowiadaniu czy słuchaniu. Jeśli jednak pragniesz zadać mi jakieś konkretne pytania, z pewnością na nie odpowiem.

Kiedy już wymienili grzecznościowy uścisk dłoni, Malkavian zajął miejsce obok Ravnosa, tak by oboje mogli patrzeć w stronę przesłuchiwanego. I jego opr... I prowadzących przesłuchanie.

- Odpowiadając na pytanie o dotychczasowy przebieg śledztwa, wierzę, że Horacy zechce zachować tego tu Kreta przy życiu. Wiesz, po zadaniu mu już wszystkich pytań. To znaczy, że chyba musimy poczekać z tą historią aż zbędne pary uszu opuszczą pomieszczenie.

Coś sobie chyba przypomniał, bo po krótkiej chwili odwrócił się plecami do podziwianego spektaklu. Minę miał niewyraźną i chwilowo stracił zainteresowanie toczącymi się wydarzeniami.

Szybko znalazł się przy swoim sarkofagu, stając plecami do zebranych przy pojmanym Nosferatu.

Nie chcę na to patrzeć. Niby jest tam Horacy, który w razie zbytnich zapędów powstrzyma Dartha Namtara. Tylko, że sprawa tyczy się jego syna. W takiej sytuacji, boję się, że sprawy mogą wymknąć się spod kontroli. Powinienem tam pójść i ich pilnować, jednak po pierwsze nie znam mocy Animalizmu, po drugie jestem piekielnie ciekawy, jak daleko posunie się porządny przecież Horacy, by ratować Otta...

Terry po chwili ponownie zajął miejsce obok Darshana. Tym razem jednak nie odezwał się ni słowem, z uwagą przyglądając się Łowcy i Nosferatu.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 04 września 2015, 17:20

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Horacy podszedł do Kreta, przytrzymywanego przez Namtara w stalowym uścisku i odezwał się:

- Witaj przyjacielu... - ostatnie słowo powiedział przeciągle, jakby chciał strzepnąć coś kwaśnego ze swojego języka - Mam nadzieję, że jeszcze nie straciłeś resztek instynktu samozachowawczego i czujesz co się może zaraz stać. Choć z drugiej strony chyba jednak go straciłeś. Bo podpieprzyć kości Indianina to jedno ale... - w Horacym coś z wolna ale nieuchronnie zaczęło wypływać na powierzchnię - ale, wjebać się do mojego domu! Porwać mi mojego syna! Jak śmiesz!! Ty jebany smarku, rozwlekę twoje kości po najgorszych kanałach!, gadaj gdzie Otto! Komu go dałeś, kto ci to zlecił, gdzie kości indiańca!?

Horacy od dawna wiedział że tylko dzięki mocy Animalizmu będzie w stanie porozumieć się z swoim klanowym bratem. W czasie rozmowy pozostali członkowie koterii czekali obok i tylko Darshan rozumiał, co mówią do siebie dwaj Nosferatu. Kret z wytrzeszczonymi oczami patrzył na Horacego, gdy ten przemawiał piszcząc w języku kretów. Gdy padły słowa tyczące się Otta, z oczu Kreta zaczęły płynąć krwawe łzy, a wielkie palczaste ręce opadły niżej w geście bezradności.

- Horacy! To wszystko moja wina! - zapiszczał żałośnie głosem. - Dobrze mi tak, dobrze mi tak! - szlochał, mając najwyraźniej na myśli kołek i obecność Assamity. - Zasłużyłem na to! Tam na dole odkopałem prastare zło, które chce teraz nas zgładzić! Powiedziałem o tym Rustemu, ale to był błąd! Och, wielki błąd! Przez lata nasz ojciec przychodził do kretowiska i nie pozwalał mi się tam zbliżać! Kazał mi nikomu o tym nie mówić. Nie wiem jak to coś, wygląda, ale słyszałem jak w podziemiach karmi Rustego zatrutymi opowieściami... Jego słowa są trucizną... Rusty... On przyprowadził zło do twojego domu... A mi rozkazał czekać na dole. To właśnie Niewidzialne Zło zabrało kości Cornstalka! Gdy się okazało, że Otta nie ma w domu, Rusty wpadł w szał i zaczął niszczyć co tylko miał pod ręką. W tym czasie Zło stało niewidzialne tuż obok, rzucając przekleństwa na twoje figury. Naprawdę bałem się, słysząc to wszystko... Opętane rzeźby... One miały w przyszłości cię pojmać... Rusty chce cię szantażować, i zniszczyć całą swoją linię... Wierzy, że wtedy zostanie Księciem Virginii... Wielu Nosfertu zginie następnej nocy, a na ciebie spadnie cała odpowiedzialność. Tylko Sztygar zna prawdę, ale i on nie wytrzyma długo pod ziemią bez wsparcia. Sztygar mówi, że znalazłem śpiącego Nictuku... Na wszystkie kochane kreciki, co ja uczyniłem... Chlip, chlip... - piszczał przerażony. - Mam nadzieję, że to tylko legenda i Sztygar się pomylił...

Łzy płynęły po zniekształconej twarzy Kreta omijając wargi, a ich strumyczki zbiegały się na brudnej brodzie. Nosferatu potrząsał głową, zawodząc co chwila niczym męczone małe zwierzątko, co zresztą wprawiało trzymającego go Mordercę w coraz lepszy nastrój. Po chwili zaczął mówić dalej:

- Moje kretowisko zostało przejęte przez plugawą krew - zawył w rozpaczy, jakby czuł ból wszystkich swoich krecich towarzyszy. - Moje wszystkie małe kreciki są przerażone, a mnie zmuszono do współpracy siłą. Tam na dole zło śpiewem zatruwa ich wspaniałe i delikatne Bestie. Pomóż mi bracie! Tak bardzo dziękuję ci, że jestem tutaj i nie słyszę więcej tej niszczącej melodii. Ona sprawiała, że nie wiedziałem co robię... Ona sterowała moimi działaniami... Och, och, przejść jest tak dużo! Dźwięki docierają do wielu najważniejszych domów. Niebawem pieśń zacznie działać na pozostałych Spokrewnionych i miasto pogrąży się w chaosie!
Spoiler!
Test Wiedzy o Rodzinie: ST:6 = 0 sukcesów. Nie wiesz czym są Nictuku, ale słyszałeś już wiele razy to określenie. Jedyne co ci się teraz kojarzy, to fakt, że jest to związane z klanem Nosferatu.
Spoiler!
Test Wiedzy Kosmologia ST:6 = 4 sukcesy. Jest możliwe, aby uwięzić duchy w rzeźbach. Jednak ten ktoś musiał mieć obszerną wiedzę na temat Umbry oraz natury istot tam egzystujących. Wiedział jak spętać duchowe istoty i narzucić im swoją wolę. Wiesz, że ścieżka Taumaturgii którą posiadasz pozwala robić takie rzeczy, ale tylko jej krańcowe moce. Sama ścieżka jednak nie wystarcza przy kontaktach z potężniejszymi bytami i wtedy wspierana jest specjalnymi rytuałami. Generalnie zdajesz sobie sprawę z faktu, że ten ktoś może być niskiego pokolenia, zakładając że jest wampirem.
Oprócz tego masz podejrzenia, że Niewidzialne Zło może być natury duchowej i pochodzić z Umbry. Oznacza to, że wcale nie musi być wampirem. Kojarzysz sporo bytów, które mogłyby wpisać się w tą sytuację.
Może to także być: Mag, Wright lub Demon...
Na razie masz za mało danych.
Ostatnio zmieniony 04 września 2015, 19:56 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 04 września 2015, 21:33

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Kiedy Terry podszedł się przywitać, Darshan wysłuchał go patrząc mu w oczy, po czym skinął głową na znak, że rozumie i akceptuje to co usłyszał. Słowa Malkawianina o "Świetle Pana" zrozumiał naturalnie jako odniesienie do wartości duchowych. Nie miał nic do dodania.

Widok przerażonego Kreta przepełnił go smutkiem, wynikał on ze współczucia. Współczucia istoty, która cierpiała bo wierzyła, że jej czyny sprowadziły na jego najbliższych cierpienie i śmierć. Mimo to w obliczu tej sytuacji Nosferatu nie ukrywał nic przed swym sumieniem i pozostał szczery względem siebie. To była czysta chwila dla niego, oczyszczająca. W oczach Darshana Kret był niewinny. Na swojej ścieżce szedł w kierunku swoich instynktów. Zdarzyło się jednak, że na jego drodze pojawiła się jakaś siła, która wykorzystała to i ścieżki jego losu zaprowadziło go do tego "Wielkiego Zła". W jego smutku i nadziei jednakże była siła. Widział w tym jego Gwiazdę. Czuł jak woła do wszechświata. Czuł jak wpływa na rzeczywistość dookoła. Zbyt słabo. Waga kłamstw i złej woli tłamsiła w tym mieście każdy przejaw dobroci. Tak czy inaczej, ze względu na jego duchowe nastawienie, Hindus postrzegał w tej chwili Kreta jako sprzymierzeńca.

Kości indiańca? Uderzyło go bardzo silnie wspomnienie ściany duchów przez którą przejechał tej nocy i to słowo, powtórzone kilka razy przez radio, chórem trzeszczących głosów CROATOAN... to było tak oczywiste, że nie wymagało dodatkowego komentarza.
Nastawienie do Malkawianina: przyjazne. Hindus jest zainteresowany jego osobą i otwarty na to co powie. Nawet jeżeli będzie mówił coś na pierwszy rzut oka dziwnego, będzie zakładał, że jest w tym jakiś sens, nawet jeśli będzie miał problemy go dostrzec.
Wysłuchawszy pisków i zgrzytów przesłuchiwanego Nosferatu, Darshan wyskrzeczał krótkie:
Spoiler!
Możesz mi powiedzieć proszę czym jest Nictuku?
Ostatnio zmieniony 05 września 2015, 19:36 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 05 września 2015, 15:25

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 10.08.1993 Przed świtem

Horacy powoli przetłumaczył wypowiedź Kreta na ludzki język. Czuł jednak jak jego własny staje mu kołkiem, podczas tłumaczenia niektórych zdań. Jednak w trakcie tłumaczenia złość w nim powoli ustąpiła usuwając się w mrok ale pozostając nadal gdzieś blisko w ciemnych zakamarkach umysłu.

- Możesz mi powiedzieć proszę czym jest Nictuku? - Ravnos zapytał się Horacego w języku kretów.

Horacy widocznie sam nie wiedział, co kryje się za tym pojęciem, gdyż powtórzył pytanie Kretowi:

- No dobra, po kolei kim lub do cholery czym są Nictuku? - zapytał, choć w tyle głowy wrzeszczało mu zupełnie inne pytanie. Gdzie w takim razie jest do cholery mój synek!

- Nictiku to... To... według starej legendy, wysłannicy samego Prze...Przedpotopowca Absimiliarda, naszego Progenitora - wyjąkał Kret. - To bezpośrednie dzieci z jego krwi, które służą tylko jego woli. Legenda mówi, że gdy wszyscy potomkowie Absimiliarda zostaną unicestwieni, wtedy sam Kain zdejmie klątwię z jego krwi. Nie wierzę w to... Przedpotopowcy to mit, ale Sztygar ma inne zdanie na ten temat. Nie wiem, gdzie jest Otto, na wszystkie kreciki, przysięgam! Nie było go tam...

- Co dokładnie znalazłeś w tych czeluściach. I jak się dostać do... leża? - Horacy zadał kolejne pytanie.

- Czarne kamienne wrota, których nie mogłem sforsować siłą. Były gładkie i nie miały żadnych znaków i w zadziwiający sposób nie odbijały światła. Jednak słyszałem za nimi jakiś bardzo cichy śpiew. Potem Rusty zajmował się tym miejscem. Jest ono bardzo głęboko i odniosłem wrażenie, że kiedyś znajdowało się o wiele bliżej powierzchni. Liczne trzęsienia ziemi musiały pogrzebać je tak głęboko. Znajduje się to dokładnie pod miastem Charleston.

Assamita szczerzył żeby patrząc na katusze Nosferatu. Jak widać sytuacja bardzo poprawiała nastrój Mordercy. Dla Namtara Kret wydawał się cierpieć z powodu jego obecności i starał się, by to spotkanie na długo zapadło ofierze w pamięć. Łzy kreta spływały mu po rękach ciemnymi smugami. Horacy bez wahania zadał kolejne pytania:

- Jak tam trafić? Potrafisz nakreślić mapę lub powiedzieć jak tam dojść? Mówiłeś, że ojciec ci zabronił tam się zbliżać i że drzwi były zamknięte ale skoro podjebało kości Cornestalka i było u mnie w domu teraz potrafi wychodzić. Czy Rusty wspomniał coś na temat jak to wygląda?

- Kilka miesięcy temu Rusty zawalił korytarze, które znam i nie można się tam dostać. Tylko nie każ mi kopać tunelu w to przeklęte miejsce... Proszę! Zło wylazło niecały miesiąc temu i zaczęło chodzić po moim kretowisku. Gdy zapytałem Rustego o to coś... Strasznie mnie pobił i zaczął mi ubliżać... Kazał mi patrzeć jak miażdży w dłoni kolejne piszczące i bezbronne kreciki. Powiedział, że jak następnym razem o to zapytam, to rozkaże mi własnoręcznie zabijać moich przyjaciół jak tylko ich zobaczę w pobliżu - to powiedziawszy Kret wpadł w prawdziwą rozpacz i zaczął płakać jak małe dziecko.

- Nie wiem jak wygląda Niewidzialne Zło - wyszlochał w końcu z trudem - ale wyczuwałem je dzięki mocy Animalizmu. Wy tego nie zobaczycie nawet, gdy będzie stało obok was... Ja rozumiem swoją Bestię lepiej i umiem z nią rozmawiać. To ona podpowiada mi, gdzie jest to coś...

Dalsza wypowiedź Kreta utonęła w łzach krwi i pochlipywaniu.
Przesłuchanie na chwilę obecną dobiegło końca. Na razie nic więcej z Kreta nie wydusicie, bo on tylko płacze. W reakcji na ból płacze głośniej i chlipie: Dobrze mi tak!

Co robicie dalej?
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

ODPOWIEDZ