PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 11 września 2015, 07:55

"- Rolę wybierz sam..."

Nosferatu wyraźnie się rozluźnił. W zakamarkach umysłu Horacego coś drgnęło, była to rzadko dotykana pożądliwa struna skryta w jego wnętrzu. Właśnie ktoś ją potrącił malowanym tipsem.

- Rolę? Myślałem o takiej wiesz, nastrojowej i klimatycznej sesji w plenerze, w jakiś mrocznym miejscu żebyś czuła się swobodnie ze swoimi cieniami. A tak konkretnie to myślałem o kanałach. Można by cię też było nieco ubrudzić ekskrementami, żeby przydać nieco dychotomicznego wydźwięku przy prostym użyciu dwóch skrajności. Niezwykłego piękna i rynsztoku. Lubię tego typu skrajności... - uciekł gdzieś myślami w odległą pożądliwą część swego umysłu - Może się z raz poświęcisz dla sztuki moja droga?

Szybko jednak jego wzrok nabrał poprzedniej bystrości. Horacy oparł się ręką o sarkofag i westchnął.

- Nie okłamuję was. A poza tym ostatnio po prostu tyle się dzieje w moich sprawach. Nie sposób myśleć do końca logicznie w takiej sytuacji. Lubię to miasto i ten klimat, który roztacza ale ostatnio wydaje mi się, że kanał i moje miasto jakby zamieniły się miejscami. Bo w naturze czystsze przeważnie jest na górze. Trudno też nagle wydobyć z łepetyny informacje zbierane przez te wieki kiedy tu żyłem i rzucić nagle wam na stół niczym asa z rękawa. Jeb, macie tu jest rozwiązanie. Nie, sorry nic z tych rzeczy.

- Przez gros czasu żyłem na marginesie, angażując się jedynie w sprawy rodzinne kiedy sytuacja tego wymagała. Na przykład kiedy z kurtuazyjną wizytą odwiedzali nas kuzyni z Sabatu. Natomiast cała ta polityka i knucie po elizjach, to po prostu mnie nigdy... - pokręcił głową - Nie ja się do takich rzeczy nie nadaję i naprawdę nie wiem czemu mnie wybrał.

- Dlatego na przykład tego czerwonego Chevroleta przypomniałem sobie dopiero w sanktuarium. Bardziej to zasługa duchowego miejsca niż moja. Myślę jednak, że wśród tych czterech Brujahów jeden był Alastorem. Im dłużej nad tym myślę tym bardziej się upewniam co do słuszności. Robyn mówił dużo o Nyctofili. Skoro wywołał temat to powiem wam kilka rzeczy o tym miejscu...

- Bawią się tam różni ludzie, ale lokal trzyma wysoki poziom kultury. Wszystko przez właściciela czyli ten cały napuszony Edgewood Country Club*, który stawia na obywateli z kasą. Wiecie to są tacy co lubią sobie powsadzać w osiemnaście dołków piłkę i pryskają się piżmem z dupy świstaka za 500$ sztuka tycia fioleczka. Prócz śmiertelników przychodzą tam wszyscy obywatele Camarilli, których męczy widok Museum. Teoretycznie każdy tam może wejść a zasady są takie same jak w każdym Elizjum. Cały teren Klubu Edgewood ma status Elizjum. Budynek mieści się na uboczu kompleksu, a jego klienci nie mogą zapuszczać się w głąb. No chyba, że jesteś VIP'em. Nosferatu muszą zadbać o swój zapach i wygląd, pod groźbą Śmierci Ostatecznej. Chamstwo czułych nosków no nie? A ci hipokryci sami pryskają się świstakowym gównem. Tłumaczone jest to utrzymaniem Maskarady i jak ktoś to złamie to śmierć ostateczna. A ja się pytam jak ja mam być ładniejszy jak od dwóch stuleci szukam na to sposobu? No, mniejsza z tym. Opiekunem Elizjum jest Garibald Lshandt bogaty Francuz.

[center]Obrazek[/center]

- Nie pytajcie mnie tylko jakiego jest ten Torreador pokolenia. Wiem tylko, że jest w mieście od ponad 70 lat. W środowisku Spokrewnionych znany z ciętego i trafiającego w sedno języka. Jeden z lepszych krytyków sztuki szeroko rozumianej: rzeźba, malarstwo, fotografia, poezja, muzyka, śpiew.. Wiele razy publicznie upokorzył, krytykując to co wystawia się w Muzeum, co uderzyło w innych z jego klanu. Primogen Toreadorów cieszy się z tego, mimo że dzieła Primogena też zostały wiele razy "kreatywnie upokorzone". Kontroluje rodzinę Edgewood'ów i pozwala jej najstarszym członkom żyć wiecznie póki mu wiernie służą jako ghule. Pańskie oko, konia tuczy więc sami rozumiecie, że interes rodziny się rozkręcił po jego przybyciu. Obecnie cały kompleks jest bardzo luksusowy.

- Nie mówiłem wam o tym miejscu bo mamy tam zakaz wjazdu nałożony przez Księcia, ale... - w jego oczach pojawił się błysk przebiegłości - ...ale teraz mamy mistrza Darshana, który póki nie wejdzie w skład koterii póty ma pełne możliwości ruchu, a to daje nam pewne zupełnie nowe pole do działania...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 11 września 2015, 11:50

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 10.08.1993 Przed świtem i modlitwą, a w trakcie przepychanek Nosferatu i LaSombra

Kiedy skończył opowiadać Darshanowi swoją wersję ostatnich dni, przez chwilę przysłuchiwał się rozmowie Nosferatu i LaSombra. Miał nadzieję, że wraz z końcem nocy, skończą się nerwy i wszyscy się uspokoją. I może nawet wspólnie zastanowią się co dalej, bez zbędnych, negatywnych emocji. Tymczasem zarówno Horacy jak i Czarna Victoria szybko rozwiali jego naiwne oczekiwania.

- Powiedz mi proszę przyjacielu, czy ta dwójka na ogół tak ze sobą rozmawia? Jak myślisz, co w Horacym sprawiło, że powiedział to co właśnie powiedział? - zapytał niespodziewanie Ravnos. Jak widać nie tylko Terry poczuł się zniesmaczony rozgrywającą się przed ich oczyma sceną.

Nie chciał jednak zwracać na siebie uwagi prawie kłócących się towarzyszy. Nachylił się więc delikatnie, by jego słowa trafiły przede wszystkim do uszu Darshana.

- Często. Nasza Koteria funkcjonuje na zasadzie nieufania nikomu spoza niej. I wydaje mi się, że to rodzi oczekiwania co do nieskazitelnych relacji wewnątrz niej. Przynajmniej u mnie tak jest. Ale prawda jest taka, że każde z nas jest z zupełnie innego świata. I jak widzisz, rodzi to pewne... nieporozumienia. Co do samego Horacego, musisz zrozumieć, że ta noc nie była dla niego łaskawa. Zginął jego przyjaciel. A jego syn zniknął i nie wiadomo co z nim się dzieje. Dodając do tego jego... wybuchowe dość usposobienie, otrzymujemy to co masz okazję właśnie podziwiać. - uśmiechnął się smutno, powracając do śledzenia toczącej się dyskusji.

[center]***[/center]
Kiedy Nosferatu wspomniał o Darshanie odwiedzającym Elizjum, Terry uśmiechnął się sam do siebie. Nigdy nie myślał w ten sposób, ale nauczył się już, że większość kainitów postrzega świat właśnie w tych barwach. Jako wielką piaskownicę, w której te silniejsze dzieci ustalają zasady, a te słabsze ale sprytniejsze znajdują sposoby na ich obejście. Zresztą zawsze podejrzewał, żze też by to robił, gdyby nie ostatnie trzy stulecia ciągłych przeprowadzek. I gdyby nie Łaska Pana, który uchronił go od większości ziemskich pokus.

Pomysł, chociaż szalony, miał szanse zadziałać. Jednak w świecie Malkaviana, ryzyko tego rodzaju mogło zostać podjęte tylko w ostateczności i tylko w jednym celu. Zamiast więc z właściwym sobie entuzjazmem zgodzić się i zacząć namawiać innych, cofnął się o krok, by nikt nie wpadł na pomysł zapytania go, co o tym sądzi.
Ostatnio zmieniony 11 września 2015, 13:03 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 11 września 2015, 12:42

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Zabijanie uspokajało go zawsze. Bardziej niż Zir, bardziej niż czyszczenie broni czy jazda na motorze... Właściwie wszystkie te czynności wykonywał głownie po to by odwrócić uwagę. Zając ją czymś. I zwykle, przez chwilę to działało, jednak chwila ta była najczęściej zbyt krotka. Zabijanie zaś trafiało w sedno problemu i pozwalało pozbyć się napięcia, rozładować frustracje i poczuć, że naprawdę żyje. Cokolwiek by to nie znaczyło... Smak krwi w ustach stanowił namacalne potwierdzenie tego faktu. I nie potrzebował wiele więcej. Bowiem wszystkie odpowiedzi zawierały się w tym doznaniu. Dlatego pojawienie się obcego nie wywołało szczególnej reakcji w Assamicie. Kolejny przeciwnik stanowiłby jedynie kolejną okazję do tego, by się odprężyć. Jednak nie wyczuł zagrożenia. Szkoda...

Wysłuchał co tamten miał do powiedzenia, przesuwając powoli językiem po zębach i podniebieniu. Smak czerwieni powoli stawał się wspomnieniem, lecz nie przeszkadzało mu to. Nie teraz. Podniósł leżący u jego stóp worek i przyjrzał się szybko zawartości. Mimo wszystko nie mógł ryzykować, nadmiernie ufając obcym. Lecz słowa Caleba najwyraźniej były prawdą. Podniósł głowę, spoglądając na przybysza. Nie umiał określić, czy jego ostentacyjne zachowanie było jedynie pustą manifestacją, czy też wynikało z temperamentu. Jednak nie zaprzątał sobie tym głowy. Działania Czarnego Widma wymagały bowiem odpowiedzi i była to sprawa honoru.

- As-salamu alayka* - odezwał się spokojnie i tym razem, wyjątkowo, w jego głosie nie było ukrytej groźby. - Ten, kto przychodzi z pozdrowieniem dla mego Mistrza, przynosząc ze sobą cenne podarunki raduje moje serce. 'Afwan. Shukran jaziilan.** Przekażę mu, to co przyniosłeś. I przekażę pozostałym wybrańcom Arta-hasisa twe słowa i dary.

Zrobił spokojnie kilka kroków w stronę Caleba pilnując, aby trzymać ręce z daleka od broni.

- Oto krew z haszyszem, znanym jako Czerń Alamut - uśmiechnął się lekko, pokazując tamtemu trzy fiolki na dłoni. - Min faDlik,*** przyjmij je jako prezent, ze strony sługi Jamala. Bowiem w na tej ziemi trudno spotkać kogoś, kto pamięta o tym co znaczy słowo Honor. Ufam, że mój dar uraduje Cię tak bardzo, jak mnie uradowało to spotkanie. Szanuję twe powinności i obowiązki, jednak nie chciałbym, abyś odchodził stąd z pustymi rękami, gdy mogę temu zapobiec.

Mówił cicho, bez zbędnych emocji, których zresztą nigdy do końca nie rozumiał. Jedynie lekkie skrzywienie ust pozwalało zrozumieć, że się uśmiecha. Była to wszakże jedna z jego twarzy, której Kuffrowie zebrani w Santuarium nie mieli jeszcze okazji poznać. I co do której szczerze wątpił, by mieli poznać ją kiedykolwiek.

- Zanim jednak odejdziesz, zechciej mi powiedzieć jedno: skoro byłeś częścią koterii mojego Klienta i znane są ci nasze sprawy... Dlaczego nie wybrał ciebie, aby dopełnić obowiązku zemsty za swoją śmierć?
W ostatnim pytaniu Namtara nie ma żadnych dziwnych podtekstów czy sugestii. Po prostu szczerze go interesuje ta kwestia.
* arab. Pokój z tobą
** arab. Witaj więc. Dziękuję ci.
*** arab. Proszę
Ostatnio zmieniony 11 września 2015, 14:01 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 11 września 2015, 14:22

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 10.08.1993 Przed świtem i telefonem do Tabaha - oby nie poszedł wcześnie spać.

- Przykro mi Horacy, ale nie będę ukrywał przed księciem powodu swojej obecności w mieście. Jak wspomniałem jest to dla Klanu sprawa honorowa. Poza tym nie sądzę by w długim okresie płynęły z tego korzyści. Książę w końcu dowie się, że pracuję z Wami i wtedy będzie miał doskonały pretekst by zastosować kolejną karę. - Darshan nie wspomniał nawet o uwadze jaką ściągnął by na siebie wampir z zewnątrz, który zaczyna interesować się sprawami w które zamieszani są infernaliści, Lupini i najprawdopodobniej Alastor. Była to według niego najkrótsza i najszybsza droga do długich przesłuchań a on niestety byłby tym, który musiałby mówić. Być może Horacy faktycznie był czyjąś wtyczką i chciał się go pozbyć?

- Nie sądzę aby książę zakazał mi wstępu do Elizjów. Po pierwsze dlatego, że osobiście nie uchybiłem mu w żaden sposób, po drugie zamierzam go oficjalnie przeprosić w imieniu klanu i wręczyć mu jakiś prezent jako zadośćuczynienie. Poza tym sądzę, że badania Tremerki potwierdzą, że księga była użyta tak jak opisał to Terry, tym samym liczę na to, że książę cofnie swój zakaz. Ponad to, gdyby bez dobrego powodu i na mnie postanowił nałożyć tą karę, to pokaże wszystkim jasno, że jest przeciwny działaniom koterii. Jego polityczny wizerunek nie zniósłby tego obciążenia jak przypuszczam.

- Zgadzam się, że warto wybrać się do Nyctofilii. Richard powiedział, że spędził tam cały wieczór ze Spiro, albo więc ktoś się za Spiro podszywał, albo Richard miał powody aby dać mu alibi. Myślę, też że syn księcia, ze względu na swoje zainteresowania zawodowe, może być agentem tej technokracji. Posiada szerokie wpływy w mieście i gdyby pojawiła się siła z zewnątrz, byłby jedną z pierwszych osób, które by to zauważyły. Tekst przyniesiony przez kruka mówił o ich sposobie rekrutacji. Jeżeli ktoś się nimi interesuje, nakłaniają go do współpracy. Inne fragmenty tekstu, choć nie do końca przez mnie zrozumiane, każą mi myśleć, że zwerbowanie kogoś pokroju Richarda, leży w ich możliwościach. Przy okazji, może spotkamy tam Angie Braun, tę kobietę, która siedziała obok Spiro podczas spotkania u księcia.

- Horacy, czy pamiętasz może kiedy zniknięto Martina Schaklera? Syna Richarda? I czy mógłbyś proszę powiedzieć nam dokładnie co wydarzyło się kiedy wróciłeś do Muzeum z kawałkiem materiału na którym była krew Spiro?

- Victorio, Ciebie z kolei chciałbym zapytać, czy jesteś w stanie dowiedzieć się, kiedy i dlaczego Camarilla zabroniła kontaktów z Arcanum? Blue Crane, który szukał o n