PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 20 września 2015, 19:08

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem Długiej Nocy

Podczas rozmowy Lasombra bez słowa wyszła z Sanktuarium, a następnie udała się do najbliższego lustra. Bez problemów przedostała się na drugą stronę wychodząc na korytarz w domu Horacego. Udała się po szczątki zniszczonego komputera na którym pracował Otto. Zabrała sprzęt i wróciła z powrotem do swojej domeny.
Spoiler!
Test Rytuału ST:7 = 3 sukcesy (wejście) oraz 5 sukcesów (powrót). Co ciekawe nie dostrzegłaś żadnych duchów w lustrze.
Victoria wróciła z sprzętem komputerowym Otta. Ravnos może zabrać się za dysk twardy.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 21 września 2015, 20:58

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem Długiej Nocy

Czarny jedwabny worek skrywał zawartość pięciu przedmiotów. Niektórzy już zdążyli się zaznajomić z ich nową własnością.

[center]Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek
Obrazek[/center]
Przedmiot Namtara został zabrany dużo wcześniej, więc pozostali nie będą mieli okazji się mu bliżej przyjrzeć.
Spoiler!
Test Historii Sztuki ST:6 = 0 sukcesów. Nic nie wiesz na temat tego przedmiotu.
Test Okultyzmu ST:8 = 4 sukcesy. Wiesz dokładnie, jak działa owa brosza. Pasuje dla klanu Ventrue i jest to francuska brosza z akwamarynami.
Działanie:
Pozwala używać Prezencji bez potrzeby widocznej twarzy. Wystarczy, że ofiara widzi broszę.
Podnosi wszystkie testy użycia Prezencji przeciwko noszącemu broszę o 2.
Można przekazać jej jedną dowolną moc Prezencji smarując ją swoją krwią (1 PK za każdy poziom przekazywanej mocy). Brosza obdarzy wtedy noszącego tą mocą, nawet jeśli nie jest on wampirem (noszący będzie mógł w każdej chwili z niej skorzystać).

Nie posiadasz wiedzy klanowej, by poznać głębszą historię tego przedmiotu.
Spoiler!
Test Okultyzmu ST:8 = 3 sukcesy. Oczywiście wiesz, co to za lustro i jak działa.
Mając je przy sobie jesteś w stanie odzyskiwać punkt Siły Woli nie tylko z swojej Natury, ale także z Postawy.
Dodatkowo możesz wybrać drugą Naturę, która będzie reprezentowała chaos i szaleństwo Klanu Księżyca.
Z większą łatwością możesz zniszczyć swoją Naturę i budować nowe Ja.
Każdy kto będzie starał się zrozumieć twoją prawdziwą naturę lub motywacje korzystając z Nadnaturalnych metod (Nadwrażliwość, Taumaturgia, Sfery Magów, Dary Wilkołaków itd.) musi zdać Siły Woli, którego ST wyznacza Twój Spryt + Malkavian Time.
W przypadku niezdanego testu, osoba ta popada w Czarny Obłęd (tylko MG wie co to znaczy...)

Test Wiedzy klanowej ST:6 = 3 sukcesy.
Lustro jest pozostałością po wielkim Malkavianie, który nosi nazwę Malk Content. Wiadomo jest, że zawsze pojawia się w rożnych miejscach jako ktoś zupełnie inny, ale zawsze ma gdzieś na sobie symbol pękniętego lustra. Sama jego obecność podobno wykrzywia rzeczywistość. W obecnych czasach zdążył już zadrwić z Justycjariuszy Camarilli oraz Black Handu z Sabatu. Są także plotki, że okradł samych Tremerów w Wiedniu z kilku artefaktów. Legenda mówi, że ów przedmiot powstał przy pierwszym wielkim dowcipie Matuzalema, a potem trafił w ręce członków klanu.
Spoiler!
Test Okultyzmu ST:8 = 2 sukcesy. Wiesz mniej więcej co to jest i jak działa.

Zasada działania:

Dokładnie tak jak moc z Nadwrażliwości 7 o nazwie Karmic Sight, ale że to jest przedmiot, a nie wyuczona moc są dodatkowe koszty.
Ograniczenia i koszty:
- możesz tego użyć tylko raz na jednej osobie (nie możesz ponawiać tego testu);
- aktywacja kosztuje 1 punkt SW;

***** ** Karmic Sight
The power of Aura Perception (Auspex 2) allows a vampire to take a brief glimpse at the soul of a subject. This power takes Aura Perception several steps forward, allowing a vampire who has mastered Auspex 2 to probe the inner workings of a subject's mind and soul.
System: The player rolls Perception + Empathy (difficulty equals the subject's current Willpower). The degree of success determines the information gained.
Successes Result
Botch The character gains a Derangement or Psychological/Mental/ Supernatural Flaw similar to one of the target's for one night, at Storyteller discretion.
1 success As per five successes on an Aura Perception roll.
2 successes Subject's Nature, Demeanor, and Humanity or Path can be determined.
3 successes Any outside influences on the subject's mind or soul, such as Dominate or a demonic pact, can be detected.
4 successes Subject's Willpower, Humanity or Path, and Virtue ratings can be determined.
5 successes The state of the subject's karma may be determined. This is a highly abstract piece of information best left to Storyteller discretion, but should reveal the general balance between "good" and "bad" actions the subject has performed, both recently and over the course of his existence. If the plot merits it, the character may receive visions of one or more incidents in the subject's past that radically altered his destiny. With this degree of success, some fate-related Merits and Flaws (e.g. Dark Fate) can be identified as well.

Test wiedzy klanowej ST:7 = 3 sukcesy.
Znasz nawet opowieści o tym przedmiocie, albowiem pochodzi on z Indii z kasty Braminów. Ravnosi, którzy posiadający Nadwrażliwość, czyli Phuri Dae, mają najwięcej do powiedzenia o tym kamieniu. Został stworzony przez Matuzalema z Phuri Dae w czasach, gdy Malkavianie byli Wielkimi Wyroczniami, do których przychodzili władcy, by zadać swoje pytania. Służył młodym adeptom podczas medytacji oraz prób zrozumienia otaczającego ich świata.
Spoiler!
Test Okultyzmu ST:8 = 3 sukcesy. Nadwrażliwość pozwoli stwierdzić, że paznokieć jest magiczny.
Ktoś z klanu opowiadał ci kiedyś jakąś historyjkę o paznokciu Przedpotopowca. Ma on podobno moc zwiększania działań Dyscyplin należących do klanu Nosferatu. Po użyciu Nadwrażliwości oraz sukcesach w Okultyzmie jesteś pewien, że to jest właśnie ten przedmiot. Działania w mechanice gry:

Dodaje +1 sukces przy użyciu Dyscyplin klanowych oraz +1 poziom do Niewidoczności. Sprawi to, że twoja Niewidoczność będzie na poziomie 6. Nie uzyskasz żadnej dodatkowej mocy, ale trudniej będzie cię wykryć Nadwrażliwością.
Żeby działał musisz go nosić przy sobie.

Potencja:
Potencja nie ma testów, dodaje się tylko do siły. Potencja jest domeną klanu Brujah, a Niewidoczność przynależy Nosferatu. Paznokieć daje + 1 do głównej mocy płynącej w krwi, tak więc nie da Ci +1 w Potencji. Jednak przedmiot zadziała tak, że MG zaneguje każdy rzut pechowy robiąc z niego nieudany test siły. Np. nie złamiesz sobie kości podczas wyczynów siłowych etc.

Animalizm i Niewidoczność:
Przy każdej mocy jest wymagany test i tutaj jest +1 do sukcesów.

Przypominam, że tylko wampir z Nadwrażliwością 6+ będzie mógł cię teraz wykryć.
Spoiler!
Test Okultyzmu ST:8 = 3 sukcesy. Potężny pierścień, przynależący do klanu Assamitów. Wiesz jak jak się nim posługiwać.
Mechanika:
Możesz podnieść wartość Percepcji używając Punktów Krwi (tak samo jak w przypadku współczynników fizycznych);
Dodaje +1 do wartości użycia punktów krwi na turę (znosi ograniczenia pokolenia).
Całkowita niewrażliwość na trucizny (zwykłe i magiczne).
Posiadacz Ścieżki Krwi na poziomie 8+ otrzymuje + 1 do Samokontroli i Odwagi.

Test wiedzy klanowej ST:6 = 4 sukcesy. Stworzony przez kastę Wezyrów, dla jednego zasłużonego Assamity z kasty Wojowników, który specjalizował się w rzucaniu zatrutymi sztyletami. Dzięki podwyższonej Percepcji jego noże były równie śmiercionośne, co kula z karabinu snajperskiego. Z tego co się orientujesz, to śpi teraz w letargu, a pierścień przekazał innemu Wojownikowi, który zaginął podczas misji.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 21 września 2015, 22:23

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem Długiej Nocy

Czas płynął dziesięć razy wolniej a rozmowa z koterią rwała się jak stary całun na polach krematoryjnych w Varanasi. To był koniec planowania. Uwaga wampirów na zachodzie zmieniała się jak wzory w kalejdoskopie. Pojawienie się Assamity było lekkim wstrząsem ustawiającym ich chaotyczne myśli w nowym stochastycznym "prawie porządku".

"Światło tworzy te koszmary i dzięki niemu wierzysz, że istnieje cokolwiek. Zresztą, zapytaj jego... - uśmiechnął się lekko, samymi wargami, wskazując głową Darshana. - powinien wiedzieć, że świat jest iluzją..."

Owszem, świat jest iluzją, korytarzem luster, kołyszących się bezmyślnie jak - ujął to Łowca. Lustra naturalnie kłamią, zakrywają prawdę o rzeczywistości. Percepcja popełniała wiele błędów. Jednym z nich jest czas, innym poczucie realności świata zewnętrznego. Assamita miał rację, jednak wnioski jakie z tego wyciągał były objawem szaleństwa. Tak się działo kiedy umysł przejrzał iluzję, a adept nie posiadał w pełni rozwiniętych zmysłów duchowych pozwalających mu pojąć prawdę, którą skrywała. Pozostawało pęknięte lustro. Obłęd. Świadomość szukała wyjścia z tej sytuacji, labiryntu pękniętych teraz luster. Była bliżej prawdy niż wcześniej, przebudzały się dzięki temu moce duchowe takie jak intuicja Malkavian, a poczucie tej bliskości dawało natchnienie. To doświadczenie często dawało poczucie racji, oczywistej prawdy objawionej i niestety mocno zamykało umysł na wszystko, co podważało wnioski płynące z tego pierwszego przebłysku. Assamita zdradzał właśnie symptomy takiego stanu.

Darshan ocknął się z zamyślenia i spojrzał ponownie, trzeźwiejszym wzrokiem na scenę odbywającą się przed nim. Dwóch szaleńców dyskutowało realność słońca, światła i ciemności. Mieli ze sobą więcej wspólnego niż inni z koterii, nic dziwnego, że znaleźli nić porozumienia, tak jak mówiła Victoria - to była więź krwi. Tymczasem Horacy zgarbiony nad workiem przyniesionym przez Assamitę wpatrywał się z przerażającą fascynacją w coś brudnego i najwyraźniej toczył sam ze sobą jakąś wewnętrzną rozmowę a błysk w jego oku zmieniał się jak uwaga koterii. Idąc za przykładem Lidera Darshan postanowił także zrobić coś pożytecznego.

Pulhu-Imel, strażniku sanktuarium, proszę cię abyś przeniósł mnie do świata realnego, chcę zrobić to co obiecałem zebranym tutaj. - Powiedział bezpośrednio do ducha Ravnos.

Nie tracąc czasu sięgnął po telefon Sergia i wybrał numer Tabaha. W słuchawce usłyszał jedynie trzaski i piski. Spróbował ponownie, lecz efekt był ten sam. Numery innych przedstawicieli Wuzho, również nie przyniosły sukcesów. Nie oczekując lepszego rezultatu wybrał numer Lucjusza i tym razem usłyszał trzy sygnały a potem głos młodszego Ravnosa
- Słucham?

- Mówi Darshan Vimal, może o mnie słyszałeś, pracuję dla Wuzho a konkretnie dla Tabaha Mufazala, przyjechałem zastąpić Sergia.

- Darshan? To jakieś kadzidło? Eee... nieważne. Jest tam gdzieś moja kochana Victoria? Może to Prezencja, a może to coś więcej... Ona na pewno mnie kocha, a jak dam jej bębenek to nie będzie mogła mi odmówić. Pomożesz nie? Fajna z niej laseczka z tymi wielkimi... Oczami. - Właściciel głosu przestał się starać.

- Czy dobrze rozumiem, że znalazłeś bęben?

- Taaa, mam go. Mokry jest jak cholera, bo w rzece pływał. Wiesz ile zwierząt musiałem przepytać? Bobry są ohydne stary. Nie chcesz wiedzieć... No, ale samolot spadł prosto do rzeki. Było tam więcej różnych świecidełek, ale straż leśna przejęła fanty. Bęben jednak popłynął dalej na północ. Nie znalazłem pilota, ale wygląda na to że wszystko co miał w samolocie spłynęło z nurtem. A może skurwiel wpadł w letarg i też gdzieś leży w wodzie? Jestem teraz w Louisa i miałem iść spać, a tu kurwa świt wpierdoliło. Co jest?

- Nic czym powinieneś się w obecnej chwili przejmować. Victoria bardzo zależało na powodzeniu twojej misji, na pewno ucieszy się kiedy powrócisz bezpiecznie. Wiedz jednak, że może nie być to proste, dlatego zapewnimy ci eskortę. Victoria nie zniosła by, gdyby coś ci się stało, zwłaszcza teraz, kiedy jesteś już tak blisko powrotu z bębnem.

- Ok. Będę czekał w Giovanni's Pizza na 403 N Lock Ave.

- Bądź tam za godzinę i 15 minut, nie wcześniej.

Zakończywszy rozmowę, Darshan z pomocą ducha zjawił się ponownie w sanktuarium. Bez zwłoki zwrócił się w stronę Terrego, mówiąc jednak tak aby wszyscy go usłyszeli. - Lucjusz ma się dobrze i udało mu się odnaleźć bęben. Za godzinę i 15 minut będzie w Giovanni's Pizza na 403 N Lock Ave na eskortę. Terry, czy pojedziesz po niego w towarzystwie Łowcy aby zapewnić jego bezpieczny powrót? Do waszego powrotu sprawdzimy dysk Otta, ja przedstawię się Księciu i w ten sposób zdobędziemy kilka informacji, które pomogą nam zaplanować dalsze działania. Nie udało mi się wykonać połączenia do nikogo z klanu, kto byłby poza stanem zachodnia Virginia, więc będziemy musieli ugości Gavina jeszcze kilka nocy.
Do Lucjusz mówię w "tajnym języku Ravnosów", żeby wiedział że gada ze swoim. Kiedy wróci Victoria, zabieram się do sprawdzania dysku najpierw powierzchownie a potem coraz dokładniej aż znajdę informacje, które mogą nam być potrzebne w jego lokalizacji czyli też ostatniej aktywności. Jeżeli nie będzie potrzeby nie chcę za bardzo pchać się w jego osobiste pliki, chyba że przelotnie, żeby się zorientować czy to może mieć jakiś związek z tym co robimy. Chcę też wykonać w dogodnej chwili rytuał zestrojenia z duchem. Jak eskorta pojedzie, zapieprzam do Księcia się grzecznie przedstawić. Do woreczka sięgnę pewnie dopiero po tej rozmowie, dlatego jeszcze nic nie piszę o przedmiocie.
Ostatnio zmieniony 21 września 2015, 22:47 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 24 września 2015, 12:20

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem Długiej Nocy

Nikt z niewiernych poza Świrem nie wszedł z nim w otwartą dyskusję i Morderca uznał to za dobry znak. Nie mógł wątpić, iż to co działo się ze słońcem musiało wykazać im autentyczność jego słów, a więc i zasadność Ścieżki. Rozumiał jednak, że nie są jeszcze gotowi na przyjęcie Prawdy. Być może nigdy nie będą. Klątwa Khayyina płynęła w ich żyłach i spowijała ich umysły oparem kłamstwa. Przyznanie się do własnych błędów musiało boleć. Uśmiechnął się zimno. Jednak sam przebłysk rzeczywistości, którego doświadczali za jego przyczyną, był z pewnością dla nich błogosławieństwem... Większym darem mogła być jedynie śmierć.

... A kiedy Haqim powróci (subhanahu wa ta'ala*), Kontrakty i umowy z pomiotem Khayyina przestaną się liczyć... Wtedy będę mógł zatopić kły w ich karkach... Doprowadzić ich do błogosławionej Ciemności, patrzeć jak wielka czerń zmywa plamy ich istnień... In sza' Haqim!** Wrota Nar Mattaru otworzą się, howa lun yakuna naemun fi hadha al-waqat...*** Kiedy Haqim powróci, będę pił krew...

Z kontemplacji wyrwały go słowa Nowego Ravnosa. Pozwolił więc sobie przybrać zwyczajną kamienną maskę, ukrywając podniecenie, które ogarniało go na myśl o przyszłości. Wysłuchał propozycji Darshana w milczeniu, po czym odezwał się beznamiętnie:

- Jeśli mam gdzieś jechać, proszę o kwadrans czasu wolnego. Spędziłem dziś trochę w podziemnych tunelach, odrywając od siebie szczury. Chcę się doprowadzić do porządku. Poza tym... to ostatnia noc istnienia. Muszę się pomodlić.

- I nie martwicie się transportem - dodał po chwili, jakby trochę obawiał się, że powyższe argumenty mogą być dla nich nie do końca zrozumiałe, a więc i nie istotne. - Załatwię wszystko w tym czasie. Czekam na decyzję.


* arab. Wychwalany i wywyższony niech będzie
** arab. Jeśli taka będzie Wola Haqima.
*** arab. On nie będzie spał do tego czasu...
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 24 września 2015, 21:31

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem Długiej Nocy

Darshan zabrał się za przeglądanie dysku twardego przyniesionego przez Victorię. Wyjął laptopa należącego do Gavina i wcisnął przycisk power. Z torby wyciągnął automatyczny zasilacz z kilkudziesięcioma końcówkami oraz przerobione złącze IDE, po czym podłączył dysk do komputera przenośnego. Po przełożeniu zwrorki leżący obok twardziel zaczął poprawnie pracować. Ravnos majstrował ustawieniach zmodyfikowanego Bios'u, by dostać się do upragnionych danych.

Victoria wyraziła zgodę, by Assamita miał dla siebie kwadrans.
Spoiler!
Test Komputerów ST:7 = 9 - 2(za umiejętność Hacking). Wyrzucasz 5 sukcesów i dostajesz się do dysku. Jednak nie było to łatwe zadanie. Ktoś założył kilka zabezpieczeń na wypadek włamania i nie był to amator. Po lekturze zdajesz sobie sprawę z kilku bardzo istotnych faktów:

- komputer był podłączony do internetu przez 3 niezależne łącza modemowe. Oznacza to że do domu idą przynajmniej trzy osobne linie, albo Otto był podłączony do jednej z centrali telefonicznych. Wniosek: Profesjonalni hakerzy tak działają, że atakują obiekt z kilku łącz na raz.

- komputer miał podłączony telefon, który wysyłał co godzinę SMS pod numer Horacego o treści "Wszystko dobrze, tatko. Nie martw się." Sprawdzasz godziny i zgadza się: Przestał działać na około 40 min przed przybyciem Face Offa pod dom Horacego.

- Masz maile Otta, a tam bardzo ciekawe korespondencje, z których wynika że Otto zajmował się hackingiem oraz zarządza lokalnym półświatkiem. Mówią na niego Don Ottone i z tego co się orientujesz to jest gruba sprawa. Karzeł dzięki Dyscyplinom przejął spory kawałek handlu narkotykami, kobietami i przede wszystkim hazard. W nocy odsypiał, bo w dzień jak Horacy śpi Otto używając Niewidoczności i Potencji załatwiał swoje sprawy. Obecnie robią to za niego ludzie, których zdominował (tak posiada Dominację. Horacy o tym nie wie) i steruje interesem odbierając telefony (teraz rozumiesz, że nikt nie mógł go namierzyć) oraz wysyłając "zjadające się po przeczytaniu emaile"

- kocha Horacego i zbiera pieniądze, by mógł sfinansować przedsięwzięcie, którego celem jest regeneracja zniszczonego ciała Nosferatu.

- miesiąc temu Otto skończył budowę tajnej podziemnej placówki medycznej i był w tracie rozmów kwalifikacyjnych (przez telefon i email) z wybitnymi medykami i naukowcami. Podczas rozmów skontaktował się z nim ktoś kto twierdził, że opracował lek pozwalający ożywiać martwą tkankę.

- Otto pisze, że łamie swoje zasady i wyszedł spotkać się w cztery oczy z tą osobą. Umówieni byli w prywatnym apartamencie Edgewood Country Club na godzinę 22 (Około 22 był atak na serwerownię Gordona "post 583", a Face Off dzwonił po północy, mówiąc o włamaniu). Osoba nazywa się Dr. Gregory Schmitt.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 26 września 2015, 19:11

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem Długiej Nocy

Odkręcił kurek i zamknął oczy. Strumień z prysznica miał zaledwie temperaturę letniego deszczu. Jednak upodobanie do ciepła było przywilejem żywych, którego Morderca tak naprawdę nie mógł pamiętać i który był mu obojętny. Poza tym w ten sposób łatwiej było spłukać krew...

Oparł się o ścianę, czując, jak woda spływa po jego ciele i pozwalając jej zmyć zmęczenie, wspomnienia napięć i frustracji. Przez krótką chwilę znów mógł być sam, w ciemności. Myśli i obrazy gasły powoli, pożerane przez tą samą ciemność, która dała im życie. Pozwolił sobie na ten reset. Przedsmak nieistnienia, marzenie o powrocie...

Później z mroku wypełzły cienie przeżytych wrażeń. Wspomnienia, wypełnione krwią, niczym krople spadające z pucharu ciemności... A każde z nich było jak kolejny stopień, prowadzący go z powrotem, ku świadomości, iluzji istnienia i znienawidzonemu światłu... Krzyk duszy infernalisty... I smak jego krwi. Zapach brzoskwiń na włosach dziewczyny w piżamie. Lepka czerwień zasychająca na rękach... I znów smak krwi w piwnicy... Prastare słowa, pieszczota cieni... Uśmiechnął się. Widział wzór, który prowadził go. Czerwone krople, stanowiące Ścieżkę. W tym momencie nie czuł nawet gniewu względem Niewiernych. Byli przecież tylko pionkami, potrzebnymi do tego, by Wola Haqima wypełniła się. Bezmyślnymi lustrami kołyszącymi się w ciemności. Już wkrótce jednak zwierciadła pękną i światła w tym teatrze zgasną, zakryte kurtyną Ostatecznej Nocy...


Umył się szybko, nie chcąc marnować darowanego czasu, po czym wyszedł na balkon jedynie w spodniach i podkoszulku. Rozejrzał się, czując jak nocne powietrze osusza resztki wilgoci na jego skórze i włosach. Okolica była cicha. Ogród wydawał się pusty, wysokie krzewy zasłaniały ulicę, z której także nie docierał żaden dźwięk. Przeskoczył przez barierkę i wylądował miękko na trawniku. To tutaj zabił tych trzech kundli. Wciąż jeszcze czuł słaby zapach benzyny, farby i krwi... To było dobre miejsce, naznaczone śmiercią Pomiotu Khayyina i położone z daleka od ciekawskich oczu. Uklęknął na trawie i spojrzał w atramentowe niebo, będące kolebką Ostatecznej Nocy. Jego wzrok nie zatrzymał się na iskrach gwiazd, jak czyniły to oczy istot ludzkich, lecz skierował się w ciemność, pomiędzy nimi. Wiedział, że ona także patrzy. I czuł się tak, jakby spijał to spojrzenie i jakby ono wypełniało go. Słowa dawnego proroctwa, zapisanego w świętych księgach Klanu ożyły w nim i same wpełzły mu na usta.

- ýeidhi-zî hvare nôit uzuxshyeiti adha daeva vîspa merencinti ýa henti haptô-karshvôhva, nava-cish mainyava ýazata anghava astvainti paiti-dram nôit paitishtam vîdhenti - wyszeptał. A później roześmiał się, śmiechem pustym i nienasyconym, szalonym jak sama noc...

[center]us-môi uzâreshvâ ahraman akho tevîshîm dasvâ
spenishtâ azeruza nar mattaru vanghuyâ zavô âdâ
akho hazô emavat khrafstra feseratum[/center]

Spoiler!
Przed tym zanim wezmę prysznic dzwonię do mojego pożyczonego ghula (Crimson Raina), żeby posadził dupę na motor i jechał w stronę Luise. Dogonię go i spotkamy się na trasie. Uprzedzam go także, że jedziemy po Niewiernego i będę z innym Niewiernym. Najlepiej, żeby w ogóle z nimi nie gadał.
Zakłądam, że prysznic zajął Namtarowi jakieś 7 minut. Następne 8 minut Assamita spędza na trawniku modląc się po staropersku w wschodnim z tylu (czyli na kolanach z fanatycznym zaśpiewem i padaniem na twarz od czasu do czasu). Później pozbiera się, założy pancerz, weźmie broń i poczeka przy motorze na Terrego.
* staropers. Jeśli wszakże słońce nie wstawałoby, devy pożarłyby wszystkie rzeczy, które znajdują się w siedmiu krainach. A duchowe, boskie istoty nie mogliby zupełnie znaleźć oparcia ni stabilności w królestwie materii.
** staropers. Powstań ku mnie, o Ahrymanie! Daj mi moc poprzez Ciemność we mnie, siłę i nagrodę poprzez Wrota Otchłani, Nar Mattaru! Potęgę poprzez Ciemność, zwycięstwo poprzez bestię Ahrymana!
Ostatnio zmieniony 26 września 2015, 21:18 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 26 września 2015, 20:34

W czasie, gdy Łowca i Darshan opuścili sanktuarium, Victoria skierowała się do pozostałej dwójki.

- Chciałabym zapytać, co sądzicię o braku świtu. Jeśli to prawda i słońce nie wzejdzie, ktoś bardzo mocno ingeruje w strukturę rzeczywistości. Poza tym te przedmioty... Pojawienie się starego druha mędrca i to w takiej formie również nie jest przypadkiem. Zbyt wiele nitek splata ten wzór, a my wciąż błądzimy po omacku.

Zamyśliła się na chwilę.

- Jeśli informacje Lucjana się potwierdzą i ma bęben, może powinieneś rozważyć poinformowanie teraz Gangrela? Ja chce udać się do Baltimore w czasie gdy reszta załatwi swoje zadania. Poszukam informacji o Arcanum i tych wrotach, które otworzył Rusty. Tu niewiele znajdę. Użyj proszę Horacy swoich kontaktów w mieście i dowiedz się, ile możesz. Jak będziemy wiedzieć więcej, ustalimy plan działania.

- Zgadzacie się na to?
Ostatnio zmieniony 29 września 2015, 17:05 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 26 września 2015, 21:04

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem Długiej Nocy

"Załatwię wszystko w tym czasie. Czekam na decyzję."

Darshan obrócił się by spojrzeć na osobę do której mówił Assamita. Okazało się, że Victoria właśnie wróciła, bez słowa. Wziął więc od niej dysk, również bez słowa i spojrzał na Horacego. Niecierpliwość i zdenerwowanie Nosferatu było aż nazbyt widoczne. Taki natłok emocji musiał wynikać z troski o bliską osobę - pomyślał Hindus. Porozumieli się wzrokiem i przenieśli się na płaszczyznę na której elektronika działała tak jak zaplanowali to ludzie.

Ravnos podłączał sprzęt w akompaniamencie nerwowego dreptania Horacego raz w jedną to w drugą stronę za jego plecami. Darshan był pod wrażeniem opanowania Nosferatu. Mimo, że cała jego fizjonomia krzyczała i zdawało się, że zaraz wybuchnie, podczas całego procesu pozostał cichy i nie przeszkadzał w pracy. Hindus mógł tylko domyślać się ile wysiłku go to kosztowało, był mu za to trochę wdzięczny.

Nie próbował wcześniej przewidywać co znajdzie na dysku Otta dlatego nie zdziwił się kiedy trafił na dość profesjonalne zabezpieczenia. Kiedy nie masz oczekiwać co do rzeczywistości, nic cię nie zaskoczy, jesteś otwarty na wszystko co przychodzi. Dość długo przeglądał zawartość dysku, sprawdzając informacje metodycznie i skrupulatnie. Cały ten czas Horacy wytrwał w milczeniu, przechadzając się tylko od czasu do czasu, nerwowo przy tym wzdychając i czasem parskając. Darshan kilka razy spostrzegł jak Nosferatu próbuje patrzeć mu przez ramie, niebezpiecznie zbliżając się do jego ramienia, jednak za każdym razem, Nosferatu opamiętywał się wcześniej i cofał się by nie rozpraszać Hindusa. Po zdobyciu wszystkich informacji, które wydawały mu się istotne, jeszcze raz przejrzał dane by upewnić się, że nic nie pominął a także po to, by zagrać na czas.

Informacje, które znalazł na temat Otta mogły sprawić, że Horacy wybiegnie z posesji pozostawiając za sobą wypalony ślad, jak pewien struś z kreskówki, którą widział kiedyś w telewizji. Darshan obawiał się, że pod wpływem emocji narazi się komuś i zrobi coś głupiego, czego później będzie żałował zarówno on jak i cała koteria. Oczywiście nie miał pewności, jednak wydawało mu się to bardzo prawdopodobne. Dla dobra samego Horacego jak i śledztwa, powinien być może zagrać na czas i zataić część wiedzy, którą zdobył - przynajmniej do czasu powrotu Assamity. Z drugiej strony, niedawno manipulował Lucjuszem, co pozostawiło w nim poczucie niesmaku, było to wbrew zaleceniom jego ścieżki. Dotyczyło co prawda stopnia, którego jeszcze nie osiągnął ale to nie powinno mieć znaczenia, skoro jego wolą było aspirować do niego. Z trzeciej zaś strony, pracował tutaj dla Wuzho w sprawie honorowej. Wobec tego zdecydował, że reprezentuje przede wszystkim Klan i potrzeby śledztwa powinien stawiać przed swoimi. Wstał od komputera i zwrócił się bez zwłoki do stroskanego ojca.

- Horacy, podejrzewam, że będzie to dla Ciebie szokiem ale jestem całkowicie pewien tych informacji, nie ma mowy o pomyłce. Twój syn jest bardzo inteligentny, zaradny i przedsiębiorczy. Posiada także dość dużą wiedzę o dyscyplinach. Udało mu się nawet opanować dominację. Przy pomocy swoich talentów jak i zdobytej wiedzy osiągnął duże wpływy w mieście w takich sektorach jak handel narkotykami i kobietami a także w hazardzie. Znany jest jako Don Ottone. Jest również utalentowanym hakerem. Dzięki tej działalności zdobył spore środki ale nie martw się, zrobił to wszystko ze szlachetnych pobudek. Za zgromadzone pieniądze wybudował prywatną klinikę, której działalność ma skupić się na znalezieniu remedium na Twoją przypadłość, trudność z regeneracją tkanki. Prace jeszcze się nie rozpoczęły. - Darshan mówił szybko, nie chciał żeby Horacy zdołał mu przerwać

- dzięki zabezpieczeniom nie byłem w stanie odczytać jeszcze wszystkich informacji. Kilka plików zgrałem na dysk. Specjalny program będzie je próbował zdekodować. Potrwa to trochę czasu, co najmniej półtorej godziny i nie możemy zrobić nic co przyspieszy ten proces. Podejrzewam, że będą one zawierały kluczowe informacje dotyczące ostatniej aktywności Otta. Twój syn czasami spotykał się w elizjach w sprawach interesów. Możliwie, że któryś z tych plików powie nam czy nie umówił się gdzieś na dzisiaj. Ponieważ dekodowanie potrwa a obecnie na koterii ciąży zakaż wstępu do elizjów chciałbym bezzwłocznie udać się do Księcia. Zgodnie z tym co obiecał wcześniej, powinien znieść karę. Gdyby więc okazało się, że dalszych śladów będziemy musieli szukać w elizjum, będziemy mogli wyruszyć tam bezzwłocznie. Nawet jeżeli ślady będą prowadziły gdzie indziej nic więcej nie jestem teraz w stanie zrobić a jak już wspominałem, moja obecność w Charlestone nie może być tajemnicą. Czas ten wiec chciałbym przeznaczyć na coś pożytecznego, co może także pomóc znaleźć Twojego syna.

Darshan cały czas patrzył ze skupieniem w oczy Neosferatu.

- Jeśli nie masz nic przeciwko, oddalę się teraz zabierając laptopa. Jeżeli nie wrócę zanim proces dekodowania się zakończy, od razu do ciebie zadzwonię.
Książę umyślnie piszę z małej, żeby oddać stosunek mojej postaci do Camarilli.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 29 września 2015, 21:19

"...osiągnął duże wpływy w mieście w takich sektorach jak handel narkotykami i kobietami a także w hazardzie..."

Horacy czuł jak rozpierała go olbrzymia ojcowska duma kiedy słuchał o tak wspaniałych osiągnięciach swojej pociechy.
Otto zawsze był bardzo zdolny chłopakiem. Zachichotał w duchu. Nic dziwnego mając takiego ojca... Jaki Otto, co ja mówię? Skarcił się w myślach Don Ottone! Horacy poczuł jak uśmiech wypełza mu na twarz z powodu osiągnięć swego syna.

- Niech będzie, wszak niewiele zależy ode mnie. To tym masz tą piekielną skrzynkę Mistrzu. Bacz tylko byś jej nie zniszczył lub nie zapodział. Mam też nadzieję, że wszelkie rzeczy które tam w tym pudle znajdziesz.. - wskazał długim pazurzastym paznokciem komputer - ... zachowasz dla siebie i dla mnie.

Że też cholera akurat Ravnos musi oglądać te wszystkie tajemnice. Mam nadzieję, że utrzyma język za zębami bo jak nie będę musiał mu go wyrwać.

Horacy uśmiechnął się przyjacielsko ale nieco sztucznie i poklepał raz jeszcze Darshana po plecach.

- Serdeczne dzięki raz jeszcze za pomoc. Pamiętaj Mistrzu, że to dla mnie istotna kwestia i każdy twój uczynek spłacę ci w dwójnasób.

[center]***[/center]

"- Chciałabym zapytać, co sądzicię o braku świtu..."

- Bzdury, uwierzę jak zobaczę. - machnął zdawkowo ręką. - Gdyby nie powiedział tego jakiś wygrzebiuch, który był tak dobrym znajomym Red Wisdoma powiedziałbym, że robi sobie z nas jaja. A że jednak był znajomym, to uważam że miał nierówno pod czapą.[center][/center]

"...Użyj proszę Horacy swoich kontaktów w mieście i dowiedz się, ile możesz."

- A o co ci konkretnie kochanie chodzi? Czy masz na myśli Bramę czy coś jeszcze? Bo jeśli Bramę to wątpię,żeby Rusty się komuś o tym chwalił. Nawet Kretowi zabronił. Kluczem może być Sztygar. Zastanawiam się jak się z nim pilnie skontaktować. - Mówiąc to wyjął komórkę i zaczął obracać w długich palcach. - Oczywiście popytam ale najpierw...

Horacy wystukał smsa:
/Idzie Wielka Burza, jeśli chcesz przeżyć następne niekończące się noce, wiej z miasta. NATYCHMIAST. Zaufaj mi ten jeden raz H. /

- Poszło... - przez chwilę patrzył na treść jaką bezwiednie napisał i porównał z godziną na zegarku. Powinno już świtać a nie czuł się zmęczony. - Jednak coś mi mówi, że myliłem się co do tego zdechlaka Caleba. On może mieć rację.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 30 września 2015, 13:28

Po skończonej dyskusji, Terry podszedł do prezentów przyniesionych przez Assamitę i wziął należne sobie, pęknięte lustro. Obracał przedmiot w dłoniach przez kilka chwil, opuszkami palcy wodząc po jego zdobionej ramie. Na koniec zaś spojrzał na odbicie swej twarzy, podzielone licznymi pęknięciami. I uśmiechnął się szeroko, kiedy dotarło do niego, co właściwie trzyma w dłoniach. Niezmiernie wdzięczny za ten wspaniały prezent, przytulił do siebie zwierciadło, oburącz, jakby chciał mieć pewność, że nikt nie zdoła mu go wyrwać.

[center]***[/center]
A potem, kiedy Czarna Victoria zadała pytanie o brak dnia tej nocy, zastanowił się dłuższą chwilę nad odpowiedzią.

- Jeśli w istocie jest tak, że jest to czyjaś manipulacja, jak zasugerowałaś, to nie jest tak źle. Oczywiście jest to ogromnym naruszeniem maskarady, ale są odpowiednie organy by się tym zajmować, a nam daje to więcej czasu na działanie, co w sumie wychodzi nam na dobre. Jeśli jednak nie jest to sprawka ziemskich bytów a piekielnych, wtedy mamy poważny problem, i nie chcę nikogo straszyć, ale w takiej sytuacji czas po prostu nam się skończył. Więc, chociaż do tej właśnie chwili, byłem pewien swojej teorii, z radością przyjmę twoją, bo jest mniej straszna i daje nam czas którego tak bardzo nam zaczyna brakować...

[center]***[/center]
Mroczny Jedi czekał już na niego przy motocyklu, ze swoim złowieszczym uśmiechem pogwizdując podejrzanie wyraźnie melodię piosenki "Knocking on heavens door".

[center]It's getting dark too dark to see
Feels like I'm knockin' on heaven's door
[/center]
Morderca wsiadł i wskazał Terryemu miejsce pasażera. Malkavian szczerze spodziewał się kasku, którego brak jeszcze bardziej szczerze go zaniepokoił. Wzruszył jednak ramionami, starając się przekonać swą intuicję, że jest w dobrych rękach.

- Jako twój ochroniarz, sugerowałbym, żebyś się trzymał. Mocno. - powiedział Assamita spokojnie.

Terry więc grzecznie zajął swoje miejsce, obejmując kierowcę w pasie. Chociaż co do samej podróży i celu misji, Malkavianin miał wielkie nadzieje, szybko przyszło mu zrozumieć, że nie jest to wycieczka jakiej się spodziewał. Zaczęło się już w chwili kiedy Łowca zwolnił sprzęgło i maszyna wyrwała do przodu, powodując że głowa Świra odchyliła się gwałtownie do tyłu. A potem było już tylko gorzej.... Kręte uliczki, w otoczeniu których znajdowała się posiadłość Czerwonego Mędrca, nie były przeznaczone do szybkiej jazdy. Jednak Darth Namtar zdawał się absolutnie tym nie przejmować, pędząc na złamanie karku i pochylając gwałtownie motocykl na zakrętach. Dopóki nie wyjechali na prostą drogę, Terry czuł się trochę jak grzechotka, na której ktoś postanowił wyładować swoje frustracje.

Jednak i później wcale nie było lepiej. Jak się bowiem okazało, Morderca za nic miał sobie przepisy ruchu drogowego, czy chociażby innych użytkowników dróg, po których się poruszał. Pierwsze czerwone światło, na którym się nie zatrzymali nie było jeszcze takie straszne. Na następnym jednak, Łowca nie przyhamował nawet, cudem właściwie prześlizgując się pomiędzy jadącymi w poprzek ich trasy pojazdami. To był moment, w którym Malkavian postanowił zamknąć oczy i nie patrzeć na drogę. Okazało się jednak, że tak jest jeszcze gorzej. Pomimo jego usilnych starań, strach nie pozwalał mu się skupić na modlitwie. Jedyna nadzieja która jeszcze mu pozostała, na przeżycie tej... "podróży", tkwiła w świadomości, że może jednak Mroczny Jedi wie co robi, wszak jest jego ochroniarzem, jest za niego odpowiedzialny i...

[center]Knock-knock-knockin' on heaven's door, yea, yeah...[/center]
Potok myśli urwał się w głowie Terryego w chwili, kiedy pędząc przez przejazd kolejowy, udało im się zdążyć przed pociągiem różnicą kilku milimetrów. Malkavianin dostrzegł wtedy, że mają wyłączone światła. Widocznie Morderca musiał zgasić je, gdy wyjechali z miasta... Myśl ta zmroziła go, stając się ostatnią kroplą przepełniającą czarę paniki. Umysł przerażonego duchownego osiągnął stan absolutnej grozy, która połknęła wszystkie pozostałe refleksje. Mocno przytulony do pleców Dartha Namtara, wytrzeszczył oczy, zapominając nawet o mruganiu. Chwilami zresztą przestawał nawet rejestrować, co się dzieje dookoła...

Assamita skończył utwór Guns n'Roses i przeszedł na AC/DC. Szczerząc zęby w swym psychopatycznym uśmiechu gwizdał "Highway to Hell", żałując jedynie nieco, że Terry nie może tego słyszeć, poprzez ryk silnika hondy.

[center]No stop signs
Speed limit
Nobody's gonna slow me down
Like a wheel
Gonna spin it
Nobody's gonna mess me around

I'm on the highway to hell
Highway to hell[/center]
Post znów pisany z Sigilem na zasadzie współpracy twórczej (jeśli o ostatnią scenę idzie).
Ostatnio zmieniony 30 września 2015, 21:35 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 01 października 2015, 19:35

WV szosa między Charleston i Luise, 10.08.1993 Przed świtem Długiej Nocy

Jakiś kwadrans za miastem Morderca zwolnił znacznie i zapalił światła.

- Koniec zabawy! - wrzasnął do Terrego, przekrzykując silnik. - Nie pojeździmy już sobie! Dalej się będziemy turlać z Harleyem. Osiemdziesiąt na godzinę, neik!

Malkavianin nie odpowiedział, zajęty przeżywaniem ekstatycznej ulgi w jaką wprowadził go fakt ograniczenia prędkości przez kierującego motorem psychopatę. Przez dobrych kilka chwil umysł Terrego nie umiał powiązać zasłyszanych krzyków z obserwowaną sytuacją. Ulga była zbyt wielka, by pozostawić miejsce na przemyślenia. Gdy jednak wreszcie mu się to udało, zauważył jadącego na drugim pasie Harleya. Morderca właśnie pozdrawiał jego kierowcę uniesieniem ręki, na co tamten odpowiedział podobnym gestem. W tej jednej chwili Terry poczuł napływ nagłej miłości do tego obcego, długowłosego człowieka, który wydał mu się podobny do anioła, i to bynajmniej nie piekieł - na co wskazywała jego kurtka i symbole gangu. Zapewne uściskałby go, gdyby nie fakt, że nadal znajdowali się na szosie. Jednak szybkość osiemdziesięciu kilometrów na godzinę wydawała się Terremu niczym, w porównaniu z tym, czego przed chwilą doświadczył.

Morderca uśmiechał się szeroko, zadowolony z możliwości swego stalowego wierzchowca. Miał ochotę przetestować je już od pierwszej chwili, gdy spojrzał na drapieżny kształt hondy. Dlatego też wysłał Crimson Raina na trasę przed nimi, aby mieć okazję do szybszej jazdy. Poza tym była to świetna odskocznia, pozwalająca na chwilę zapomnieć o problemach z Niewiernymi i ich brakiem kontaktu z rzeczywistością. Ostateczna Noc rozpościerała swe szaty nad jego głową, ukazując swą cudowną nagość, a on czuł się bardziej żywy, niż kiedykolwiek. Wiatr, wiejący mu w twarz szeptał o krwi, którą będzie pił... Już niedługo... Roześmiał się, a pęd powietrza porwał dźwięk jego śmiechu i poniósł go w mrok...
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 01 października 2015, 23:42

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Giovanni Pizza, Ratusz 10.08.1993 Długa Noc

Terry jadąc na motorze razem z Assamitą doświadczył wielu niepowtarzalnych wrażeń i gdyby jeszcze żył adrenalina na pewno wprowadziłaby jego stan umysłu na nowy poziom. Ponieważ zaś nie żył, wystarczyć mu musiała sama groza. Gdzieś w tle kołatało się nikłe wspomnienie o tym, jak radzą sobie z niebezpieczeństwem śmiertelnicy. Nie czuł się jednak wdzięczny Mordercy za to przypomnienie. Widok Harleya uspokoił go nieco. Gdy dotarli pod samą pizzerię niespodziewanie odezwał się mentor:

- Zgroza Terry! Módlmy się! Oto nastał dzień, w którym Wrota Piekieł otwarły się, a Szatan wzniósł się by pożreć słońce! Biada tym, co nie mają Pana w sercu swojem! A z innej beczki: skontaktowałem się z Sidonią, która przynosi złe nowiny. Łza Progenitora jest zagrożona, albowiem za dnia jest chroniona tylko przez dotkniętych ręką obłędu śmiertelników. Sidonia mówi, że nocą żaden Kainita nie ośmieliłby się wejść do Domu Wariatów, gdyż miejsce to ma przerażającą reputację. Należysz do klubu, masz wizytówkę i przyjąłeś zobowiązanie, więc spoczywa na tobie obowiązek ochrony krwi, tego, który stworzył Sieć Szaleństwa. Staw się w Nyctofilii najszybciej jak tylko możesz, a poznasz prawdy nieobjawione wcześniej! Jezus wszakże będzie z tobą i On rozświetli ciemności. Z jego pomocą obronisz Łzę i pozostanie ona w rękach Malkavian, jak Bóg przykazał!

Namtar natychmiast zauważył przez szybę lokalu samotnie siedzącego Lucjana. Zatrzymał motor na parkingu, a obok niego swoim Harleyem ustawił się Crimson Rain.

[center]***[/center]

Victoria postanowiła udać się do Baltimore. Gdy podeszła do lustra, by rozpocząć rytuał przejścia zauważyła, że zmarli znów znajdują się po drugiej stronie. Postanowiła jednak kontynuować, pokrzepiona poprzednimi sukcesami w tej materii. Zaklęcie powiodło się i wampirzyca weszła w falującą taflę zwierciadła. Ku swemu przerażeniu jednak, zorientowała się, iż nie dotarła do Baltimore, lecz ugrzęzła między światem materialnym i duchowym. Gdyby nie fakt, że od stuleci była martwa, natychmiast udusiłaby się, ponieważ znajdowała się w obcym dla niej środowisku. Wszędzie wisiała biała jak mleko mgła, w której słychać było dźwięki jakiejś bitwy. Wystrzały broni palnej, okrzyki bojowe, wrzaski oraz tupot dziesiątek koni w galopie docierał do uszu Lasombry, ale jej wzrok niczego nie mógł dostrzec w wirującym hipnotycznie oparze. Nagle jednak, mgła przerzedziła się lekko i ujrzała, że wokół niej zebrały się Spectry. Ich koszmarne, kolczate kształty sprawiły, iż poczuła, jak lęk ścina krew w jej żyłach. Skrzecząc przeraźliwie upiory rzuciły się do ataku.
Spoiler!
Test Rytuału ST:10 = 7 + 3 (za Spectry w lustrze). Wynik dwa pechy. Zostajesz uwięziona między lustrami razem z Spectrami.

Test Odwagi ST:6 = 1 pech. Wpadasz w Rötschreck i przerażona uciekasz w losowym kierunku.
[center]***[/center]

Ravnos oddał dysk Horacemu, by ten miał pewność, że nie zamierza go oszukać. Zamknął klapę laptopa, chowając go pod pachę i ruszył w stronę łazienki. Nosferatu wziął do ręki metalowy przedmiot nie bardzo wiedząc, co ma z nim dalej zrobić. Postanowił jednak nie uszkodzić bardziej tej skomplikowanej maszyny, której działanie nie do końca pojmował. Odłożył więc metalowy graniastosłup na półkę z książkami, po czym pogrążył się w myślach związanych z Ottem. W czasie, gdy Ravnos brał prysznic Nosferatu otrzymał kilka SMS'ów, które przejrzał z rosnącym niepokojem.
Spoiler!
OD Francisa Hooka:
Co się dzieje? Wiesz coś więcej? Podobno nie można uciec z Wirgini.
OD Wizzyego:
Nie da się wydostać z Wirginii. Podczas lotu przestał działać silnik i się rozbiłem. Coś nie pozwala wyjść nikomu z stanu. Liżę rany.
OD Gordona:
Ktoś rozjebał mi serwerownię. Nie mamy kontaktu z resztą klanu.
OD Bryana:
Info nieoficjalne: Ktoś zaatakował Camarillę w Wirginii. Jesteśmy odcięci od świata zewnętrznego.
OD Blackwatera:
Nie da się wypłynąć z Wirginii. Wiesz czemu Rusty chce zebrać wszystkich Nosferatu na mojej łajbie?
OD Taxera TV:
Pojebało cię? Będę sławny jak nagram to co dzieje się na ulicach!
OD Tranzystora:
Elektronika zawodzi, gdy chcesz stąd spierdolić. Rusty zbiera wszystkich na łajbie u Blackwotera, by ogarnąć ten rozpierdol.

Darshan wziął szybki prysznic i założył na siebie świeże, i czyste ubranie mistyka indyjskiego barwy jesiennych liści. Teraz był gotowy na spotkanie z Księciem. Wchodząc ponownie do pokoju zapytał siedzącego w starym fotelu Horacego:

- Gdzie mogę znaleźć Democritusa?

- Najszybciej w ratuszu, albo w muzeum - odrzekł Nosferatu, otrząsając się z zadumy. - Nie wiem gdzie teraz przebywa, ale Herold na pewno będzie w ratuszu i udzieli nam odpowiednich informacji.

- Znalazłem szachy z kości słoniowej. Myślę, że będą dobrym prezentem dla Ventrue. - kontynuował Oszust. - Pojedziesz tam ze mną? Wolałbym załatwić to jak najszybciej.

- Tak, oczywiście - mruknął Szczur wstając. - Chodźmy...

[center]***[/center]

Horacy i Darshan dotarli pod ratusz. Całą drogę samochód prowadził Ravnos, rozmyślając jednocześnie nad tym, co powie Democritusowi. Zaparkowali samochód na tyłach, by bezpiecznie dostać się do budynku, który w tej chwili oblegany był przez dziennikarzy oraz hordę ludzi z transparentami "The End Is Near", "Game Is Over" oraz "Freedom!!!". Wszyscy krzyczeli coś o nadchodzącym końcu oraz nieudolności władz w zaistniałej sytuacji.

Szeryf przywitała ich na parkingu, przepraszając za całą tą scenę. Okazało się, że Democritus przyjmował w tej chwili niejednego Spokrewnionego, który chciał z nim się niezwłocznie spotkać. W budynku Elizabeth Pascal przyjmowała kolejnych interesantów oraz odprawiała każdego, który odbył rozmowę z Księciem. Horacy i Darshan zostali pokierowani do jednego z pokojów, by poczekać na swoją kolej. W tym czasie na telefon Horacego przyszły kolejne SMS'y, a po chwili sieć komórkowa przestała działać... Ravnos poinformował jednak zdenerwowanego Nosferatu, że sieć jest przeciążona, gdyż zbyt wiele osób korzysta w tym momencie z telefonów. Minął niecały kwadrans i do pokoju weszła Herold. Zmierzyła obecnych bystrym spojrzeniem, które wszakże przyozdobione było uroczym uśmiechem, po czym rzekła:

- Democritus zaprasza na spotkanie. Proszę ze mną.

Obaj mężczyźni podnieśli się bez słowa i w milczeniu ruszyli spotkać się z Księciem. Zostali wprowadzeni do sali narad Rady Miasta. Stare obrazy i rzeźbione hebanowe meble wypełniały znaczną część przestrzeni, wciąż jednak pozostawało jej na tyle dużo, by obecność Księcia wydawała się przytłaczająca. Zza ciężkich, drewnianych okien docierał ściszony zgiełk tłumu. Ventrue siedział samotnie na krwisto czerwonym fotelu, tym razem bez swojego ulubionego kota. Przed nim stały cztery podobne, ale mniejsze krzesła. Książe odezwał się:

- Witam was serdecznie. Siadajcie i przejdźmy do konkretów. Co was do mnie sprowadza? - pytanie zawisło w wypełnionym zapachem pasty do mebli powietrzu.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 02 października 2015, 19:31

Luise, Giovanni Pizza 10.08.1993 Długa Noc

- Miej oko na okolicę - polecił Morderca zsiadając z motoru. - I nie daj się zabić.

Crimson Rain kiwną głową w milczeniu. Prawą ręką sięgnął od niechcenia pod połę kurtki.

- Zastanawiam się, ile pizzerni otwartych jest nad ranem, w czasie końca świata - odezwał się powoli Assamita nie kierując swych slow do nikogo konkretnego. Wydawało się, że po prostu głośno myśli. Sprawdził położenie broni pod kurtką i uśmiechnął się lekko:

- Spodziewam się akcji. Więc sugeruję, byś trzymał się za mną - odezwał się spokojnie do Terrego, spoglądając na nazwę lokalu. - Idziemy?
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 02 października 2015, 22:05

Luise, Giovanni Pizza 10.08.1993 Długa Noc

Zanim Namtar i Terry ruszyli w stronę Pizzerii, usłyszeli pojedynczy strzał z karabinu. Oczy wszystkich natychmiast skierowały się na siedzącego Lucjana. Pocisk przebił się przez szybę roztrzaskując szkło i trafił Ravnosa prosto w głowę, wyrywając spory kawałek kości czaszki. Krew oraz resztki martwego mózgu rozbryznęły się, ochlapując ludzi w lokalu. Ciało wampira bezwładnie zaczęło osuwać się po oparciu w akompaniamencie krzyków przerażenia kilkunastu osób. Assamita odruchowo złapał Malkaviana za ramię i pchnął go za osłonę.

- Głowa nisko - polecił.

W tym czasie Crimson Rain przyklęknął za motorem i trzymając broń nisko, zaczął rozglądać się bacznie po okolicy szukając snajpera.

Niespodziewanie wszyscy usłyszeli okrzyk od strony ulicy:

- Dwa do zera dla mnie, Assamito!

Namtar zaklął cicho po arabsku.
Spoiler!
Test Wiedzy broń palna ST:7= 3 sukcesy. Kojarzysz dźwięk tej broni. To stary karabin, który pasuje do tego który miał Podpułkownik Kenneth Cole.
Test Percepcji ST:7 = 2 sukcesy. Po kilku sekundach dostrzegasz Łowcę w samochodzie. Właśnie powoli ruszył nie zwracając na siebie uwagi z ulicy oddalony około 200m dalej. Jesteś pewien, że to on zabił Lucjana.
Spoiler!
Test Percepcji ST:7 = 1 pech. Kompletnie nie wiesz co się stało i wydaje ci się, że Lucjanowi ktoś zajebał właśnie w łeb czymś ciężkim. Teraz jesteś schowany za jednym z samochodów na parkingu.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 02 października 2015, 22:10

Lustrzany Labirynt

Dla śmiertelników lustro to banalny artefakt pozwalający oglądać swoją powierzchowność. Dla przeciętnego nieumarłego to mieszanina niezrozumiałej przestrzeni z resztkami wspomnień na temat własnego nie istniejącego już ja... Dla Lasombry był to labirynt ścieżek i portali, niczym przejścia z jednego końca kartki na drugi, najkrótszą drogą poprzez jej złożenie i nałożenie punktów. Tym razem jednak było inaczej. W niezrozumiałych dla niej okolicznościach płaskie do tej pory przejście nagle nabrało głębi, stało się przestrzenią w której utknęła.

Dla śmiertelnych doświadczeniem przekraczającym pojmowanie ich zatwardziałych umysłów był brak ich odbicia w lustrze. To było błahostką w porównaniu z tym, czego doświadczała teraz Victoria. Świat, który jej się ukazał był nie do opisania. Nie dlatego, że zabrakło jej słów... Na to nie było słów. Żaden znany jej język nie zawierał określeń tego, co ukazało się jej zmysłom. Postrzegała tę przestrzeń całym swoim jestestwem, a synestezja w niewielkim stopniu jedynie oddaje przerażającą głębię i ogrom doświadczeń, płynących w tej chwili do jej istoty. Nie było materii, nie było kierunków, nie było czasu... Chociaż dotąd zawsze potrafiła poruszać się w niej i odnaleźć właściwą nić i ścieżkę, prowadzącą do konkretnego przejścia. Tym razem całą sieć spowijała gęsta mgła, zakryta przed istotami podróżującymi przez światy tą drogą. Chwila, w której można jedynie doznawać, a wszystko jest tak nieznane umysłowi... nieopisywalne, nieprzejawialne, niezrozumiałe. Jedyne co czuła, to świadomość nieskończoności tego co ją otacza. I Spectr, która obserwowały jej działania, szykując się do ataku. Ich liczba i agresja wywołały panikę i strach. Fakt, że już nie żyła przywodził jej na myśl najgorsze, że to nie skończy się nigdy, gdzie słowo nigdy miało ledwo pojmowalny sens. Nie można uciec bo i dokąd, nie można tego przerwać bo i jak... Nie można niczego... niczego poza trwaniem w przerażeniu i chęci ucieczki...

Groza i przerażenie... tym teraz była. Nigdy nie otarła się o jakąkolwiek wiedzę, która mogłaby przygotować istotę na takie doznania. Na to nie można się przygotować... Nie była w stanie zebrać myśli, a jej Bestia w ataku szału i paniki wyrwała się na zewnątrz. Forma instynktu, zrozumienia lub jego braku i ... nic poza tym... Czysty strach. Najbardziej przerażającym jednak był brak upływu czasu. Groza na moment jakby ustąpiła, gdy Lasombra odczuła, że już kiedyś jej się to przytrafiło. Wspomnienia, które wyparła ze swojej jaźni, by nawet w koszmarach nie wracać do tego aspektu rzeczywistości. A jednak znowu tu była. Ten ulotny błysk pociągnął za sobą kolejne odczucia, niemające nic wspólnego z pracą jej umysłu. Przeszukiwała w panice wszystkie obszary, do których miała dostęp. Trwało to całe wieki, każda sekunda była latami, ułożenie "zdania w głowie" zajmowało dekady.. eony, a ona szukała...

I znalazła ....

Jak objawienie, jak najcieplejsze promienie padające z samego serca jej świadomość wypełniły słowa:

Nie wolno się bać, strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jestem tylko ja...
Victoria w panice i szale próbuje ogarnąć swój beret, co raczej jest mało prawdopodobne.
Ostatnio zmieniony 02 października 2015, 22:20 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ