Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller, ulice miasta a w końcu Ratusz 10.08.1993 Długa Noc
"- Serdeczne dzięki raz jeszcze za pomoc. Pamiętaj Mistrzu, że to dla mnie istotna kwestia i każdy twój uczynek spłacę ci w dwójnasób."
- Naturalnie, informacje z tego dysku trafią wyłącznie do ciebie i sam ocenisz którymi z nich chcesz się podzielić z innymi. - Odpowiedział spokojnie Hindus wstając i nie przejmując przemyconą przy okazji groźbą.
W łazience, zrzucił swoje wierzchnie ubranie i stanął wyprostowany pod strumieniem letniej wody. Podczas kąpieli mantrował gayatri. Jak zawsze. Po niecałych 15 minutach zakręcił wodę i osuszył swoje martwe ciało. Wyjął z torby podróżnej pomarańczowe dhoti a górną część ciała owinął szafranową wstęgą. Czoło ozdobił tilaką, trzema białymi poziomymi liniami i czerwoną kropką na trzecim oku. Teraz prezentował się jak profesjonalny Sadhu z Indii, w takim stroju opowiadając różne bajki, mógłby na zachodzie sporo zarobić.
Zanim zszedł na dół, przeszedł się jeszcze po posiadłości. Pierwszy raz miał chwilę przyjrzeć się jej bliżej. Nie była to długa chwila, jednak po drodze, mijając pomieszczenie, które mogło być gabinetem zmarłego mędrca, coś rzuciło mu się w oczy. Obok biurka, na niewielkim, ewidentnie starym, drewnianym stoliku, znalazł coś co mogło okazać się bardzo przydane w rozmowie, którą miał niebawem odbyć. Podszedł bliżej i uniósł górną część inkrustowanej szlachetnym drewnem i macicą perłową szachownicy a jego oczom ukazało się wyściełane atłasem wnętrze i po dwa rzędy, pięknie i misternie rzeźbionych figur z kości słoniowej. Zestaw bez wątpliwości pochodził z czasów, kiedy bytność tych potężnych zwierząt nie była jeszcze zagrożona. Teraz był w pełni przygotowany.
- Gdzie mogę znaleźć Democritusa?
- Najszybciej w ratuszu, albo w muzeum - odrzekł Nosferatu, otrząsając się z zadumy. - Nie wiem gdzie teraz przebywa, ale Herold na pewno będzie w ratuszu i udzieli nam odpowiednich informacji.
- Znalazłem szachy z kości słoniowej. Myślę, że będą dobrym prezentem dla Ventrue. - kontynuował Mistyk. - Pojedziesz tam ze mną? Wolałbym załatwić to jak najszybciej.
- Tak, oczywiście - mruknął Nosferatu wstając. - Chodźmy...
Zanim ruszyli, Darshan otworzył ponownie laptopa i spędził przy nim trochę czasu, towarzyszyły temu kliknięcia myszki i stuk klawiszy klawiatury. Następnie wygasił ekran i ustawił maszynę na tylnym siedzeniu, przypinając ją pasami. Zanim monitor zgasł Horacy zdołał dostrzec coś co wyglądało na długi pasek, na którym najwyraźniej odmierzano postępy kilku symultanicznych procesów - wyglądało to bardzo zaawansowanie.
Kiedy samochód opuścił teren posiadłości, Hindus włączył radio i kręcił gałką tak długo aż udało mu się znaleźć jakąś lokalną stację. Tak jak się spodziewał, z radia usłyszał komunikat dotyczący obecnych wydarzeń:
- ...zjawisko jest niesamowite, gdyż w całej historii Sanów Zjednoczonych nie wydarzyło się nic podobnego. Wiadomym jest, że warstwa chmur powiększyła się zmieniając swoją gęstość. Ufolodzy twierdzą, że to najazd obcej cywilizacji na ziemię doszukując się statków kosmicznych ukrytych w czarnych chmurach. Meteorolodzy nie są w stanie wyjaśnić zjawiska jakie zachodzi na niebie. Pierwsze obserwacje astronomiczne, dowodzą wszakże, że światło słoneczne jest całkowicie pochłaniane i nie przedostaje się poniżej. Naukowcy jednak są podzieleni w tej materii podając kilkanaście różnych przyczyn tego stanu rzeczy. Rząd USA zajął się sprawą, badania jednak poważnie utrudnia awaria systemów łączności. Nieoficjalnie mówi się, że nawet wojsko ma problem z opanowaniem tego problemu. Na ulicach zaczęło roić się od poszukiwaczy duchów, ufologów oraz fanatyków religijnych głoszących koniec świata...
Wyłączył radio, umieszczając w nim płytę. Po chwili z głośników popłynęły dźwięki starej dobrej ballady rockowej:
[center]
https://www.youtube.com/watch?v=tH2w6Oxx0kQ [/center]
Wyruszając w ciemny jak noc poranek, przy dźwiękach melodii i tekstu, który wyrażał tęsknotę za wolnością ducha i zrozumienie przemijania wszystkiego co doczesne, Ravnos miał czas na chwilę relaksu. Nie musiał myśleć nad tym co powie księciu, gdyż to wiedział już w momencie kiedy kończył rozmawiać z Sergiem. Otworzył okno i wpuścił do środka mroźne powietrze. Godziny przed świtem są najchłodniejsze, tym razem świt nie nastał i nazwanie powietrza rześkim byłoby nie dość dokładne.
Spokojna muzyka wyraźnie kontrastowała z nastrojami, im bliżej centrum miasta, tym większych grupek rozentuzjazmowanych lub rozhisteryzowanych ludzi. Wymachiwali swoimi transparentami i wszyscy krzyczeli, myśleli, marzyli o tak naprawdę jakiegokolwiek wyzwoleniu. Koniec świata, era wodnika, kosmici, którzy zabiorą wybrańców na Syriusza..., różne hasła to samo znaczenia. Każdy z nich cierpiał. Codzienność życia dusiła ich ducha, zabijała potencjał, okradała z marzeń i kastrowała. W powietrzu czuć też było strach. Na pierwszy rzut oka przed końcem i apokalipsą, lecz tak naprawdę był to strach przed tym, że nic się nie stanie i że niebawem wstanie jednak nowy dzień a wszystko wróci do znienawidzonej normy.
"...dust In the wind"..., za każdym razem kiedy słyszał refren czuł wolność i widział prochy spopielonych ciał unoszone wiatrem w kierunku rzeki z pól kremacyjnych Varanasi. Kali yuga zaś była dla niego momentem kiedy ogień już przygasł a ostatnie szczątki jeszcze się żarzą. Trwa to czasem długo zanim ostatnie iskry świadomości przestaną doświadczać realność ciągłości doświadczenia rzeczywistości.
Kiedy utwór dobiegł końca Darshan nie odwracając oczu od ulicy i domorosłych kultystów wyimaginowanej zagłady, odezwał się do Horacego:
- Tak jak mówiłem kiedy się poznaliśmy, Darshan Vimal to moje imię, którego używam nieoficjalnie wśród przyjaciół. Nie zdziw się proszę więc, kiedy księciu przedstawię się inaczej. Jako mistyk a także przedstawiciel mojego Klanu posiadam kilka imion na kilka okazji. W ratuszu będą znać mnie pod mianem Jeevan Mukt, które jest co najmniej odpowiednie na potrzeby dyplomacji i spraw oficjalnych. W mojej kulturze ma to istotne znaczenie, mianowicie takie, że przybierając inne imię pozostawiam swoje partykularne interesy kiedy reprezentuję Klan Ravnos.
Horacy nie raczył zabrać głosu i wcale nie było to konieczne. Najwięcej
kultystów - jak nie mógł przestać o nich myśleć Darshan zebrało się przed ratuszem. Byli wymieszania z policją, reporterami i przedstawicielami jakiś bardziej sformalizowanych grup. Ludzie szeryfa jednak przepuścili samochód z wampirami na tyły ku głośnemu niezadowoleniu części tłumu. Zaparkowali na jednym z niewielu wolnych miejsc i przeszli przez mniejszy już tłum o zdecydowanie zimniejszych sercach i głowach, spokrewnionych. Sytuacja tutaj mimo wzburzenia niektórych, była zdecydowanie spokojniejsza a opanowana pani Szeryf zdawała się stać w centrum zbiegowiska jak skała, o którą rozbijały się wzbierające fale roztrzęsionych emocji ponoszących co i rusz jakiegoś obywatela. Kiedy po chwili udało im się znaleźć przy niej i przedstawić swoją sprawę odpowiedziała tylko gestem głowy, na który jeden z jej pomocników otworzył drzwi do ratusza i krótkim:
- proszę, możecie wejść.
Wewnątrz po krótkiej rozmowie z niemniej profesjonalnie zachowującą się rudowłosą panią Herold i nieco dłuższym oczekiwaniu, zostali wpuszczeni do gabinetu księcia. Wewnątrz zostali sami.
- Witam was serdecznie. Siadajcie i przejdźmy do konkretów. Co was do mnie sprowadza? - pytanie zawisło w wypełnionym zapachem pasty do mebli powietrzu.
- Bądź pozdrowiony Książe Demotricusie - Darshan skłonił głowę a dłonie złożył w geście tradycyjnego Hinduskiego powitania - nazywam się Jeevan Mukt i jestem przedstawicielem Klanu Ravnos. Przysłał mnie Tabah Mufazal i w jego imieniu, a w tym wypadku mówi głosem całego Klanu, składam na Twoje ręce przeprosiny za karygodne i ordynarne zachowanie Gavina. Gdy tylko Klan usłyszał o jego skandalicznym wystąpieniu, szybko została podjęta decyzja o odwołaniu go z funkcji reprezentanta Klanu w realizacji ostatniej woli Atrahasisa. Pragnę Cię również zapewnić, że jego zachowanie było podyktowane tylko i wyłącznie jego osobistą arogancją i głupotą. Tabah Mufazal, za moim pośrednictwem zapewnia, że Klan Ravnos uznaje twoje zwierzchnictwo nad tą Domeną i okazywać ci będzie szacunek. Przybywam tutaj aby zastąpić Gavina. Ja sam jestem mistykiem i pochodzę z Varanasi, przybywam więc jako przedstawiciel Klanu w sprawie honorowej, nie jako złodziej ani oszust. Proszę więc o zgodę na mój pobyt w Charlestone, oczywiście zapewniam że będę szanował wszystkie prawa Camarilli jak i status mieszkańców miasta.
- Rozumiem - odrzekł Ventrue spokojnym tonem, przyglądając się postaci mistyka. - Możesz pozostać w mojej domenie, Gavin wszakże ma natychmiast opuścić Zachodnią Wirginię. W tej sytuacji rozumiem, że wasz Klan nie zamierza tego utrudniać. Ma dwanaście godzin na wyjazd, co jak sądzę jest całkiem szczodrą ofertą z mej strony. Proszę wszakże, byś osobiście tego dopilnował. Cieszy mnie wszakże szybka reakcja ze strony Klanu Ravnos i mam nadzieję, że nieszczęśliwy występ twojego poprzednika szybko zniknie z naszej pamięci.
W odpowiedzi Hindus skłonił lekko głowę:
- Będzie tak jak powiedziałeś. - Po czym kontynuował, unosząc głowę i ukazując pogodne i życzliwe oblicze - Dawno temu w Indiach istniał zwyczaj ofiarowania wrogowi oręża, kiedy zawierano pokój. Oznaczało to szacunek, zaufanie i zapewniało o szczerości intencji pojednania. Ponieważ twoją dziedziną walki, Książę jest polityka i strategia, pragnę podarować ci to: - tutaj uniósł przed siebie w obu dłoniach antyczne pudełko z figurkami z kości słoniowej. - Wagi symbolu dodaje fakt, że ten antyczny egzemplarz należał kiedyś do Atrahasisa i za pewne widział wielu wybitnych graczy. Tym bardziej wydaje się, że Książę Charlestone jest najodpowiedniejszą osobą aby trafiły teraz w jego ręce.
Pozostawił szachy na biurku, skłonił ponownie głowę i zrobił krok w tył, czekając na odpowiedź.
- Dziękuję za prezent. Zaiste, to znakomity wybór. Proszę, przekażcie pozostałym członkom koterii Atrahasisa, że znoszę zakaz wchodzenia do Elizjów - odpowiedział Ventrue.
- Cieszę się zatem, że udało nam się naprawić ten niefortunny błąd i że nasze spotkanie zakończyło się w życzliwości. Wychodząc, pragnąłbym jeszcze zadań w imieniu koterii pytanie, czy istotnie badania księgi kondolencyjnej potwierdziły scenariusz przedstawiony przez Fratera Terrego.
Gotów do wyjścia obserwował bacznie oblicze Księcia i czekał na wydawało mu się oczywistą odpowiedź księcia.