PBF - Jaśmin i wiśnia

Denver
Reactions:
Posty: 1660
Rejestracja: 14 stycznia 2010, 11:26

Post autor: Denver » 12 października 2015, 12:23

Bob powoli odwrócił głowę i spojrzał na Clarensa. Ten gdyby mógł zbladłby jeszcze bardziej...

Podniósł sztućce z tworzywa w palcach prawej dłoni i chłodno odparł:

- dzięki za informacje, Wielki Biały Przyjacielu - Clarens przysiągłby, że zaraz splunie jadem jak kobra - akurat zapomniałem swojego worka paciorków, więc zapłacę waszą białą walutą. Nie myśl sobie za to, że pierwszy raz wyrabiam komuś dokumenty i będziesz mógł orżnąć Czerwonego Brata. Bo Brat za karę może zrobić Ci tak - sztućce z trzaskiem pękły między palcami Boba, który nawet nie mrugnął okiem.

A teraz - Bob spojrzał łaskawiej na Gonza - chcę wiedzieć ile to będzie kosztowało i gdzie dostarczyć klienta na skanowanie. I ile czasu zajmie wykonanie "paru telefonów" i gdzie do cholery jest Eric?
Ostatnio zmieniony 12 października 2015, 14:59 przez Denver, łącznie zmieniany 1 raz.
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 października 2015, 18:41

"Makanan Yang", 19 grudnia 2021, 21:40

Gonzo skrzywił się w duchu, bo podświadomie cały czas czekał na ostatnie pytanie Boba. Wcześniej Indianin zawsze omawiał detale z Erikiem, najczęściej w którymś z barów na południowych krańcach Northside. Temperstone przygotowywał elektroniczną paczkę danych i ładował ją do mikroczipa karty ID podpisując urządzenie za pomocą zmodyfikowanego programu, który odkupił wcześniej od znajomego sieciarza.

Eduardo pełnił w trakcie podobnych zleceń rolę osoby nadzorującej uczciwe rozliczenie, bo Erik z natury nie miał głowy do kwestii finansowych i dałby się orżnąć każdemu, kto miał choć trochę oleju w głowie.

Ale śpiączka przyjaciela nie oznaczała wcale bezsilności Gonzalesa - fikser miał dość kontaktów i dojść, by wykonać zlecenie pomimo niedyspozycji technika.

Wpierw musiał tylko przekonać Boba, że ten mógł się zdać bez lęku na jego oczywiste kompetencje.
Jak w temacie - trzeba jakoś przekonać Boba, że Gonzo doskonale go obsłuży!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 14 października 2015, 09:56

Eduardo wiedział, że Bob musi być na bakier z telewizyjnymi newsami. A przynajmniej tak mu się wydawało. Kilka wzmianek o chłopakach w mediach usrastało w głowie Gonza do epickiej historii o jakiej NC będzie trąbić jeszcze stulecia, ale w rzeczywistości miasto zapomniało o temacie jakieś dwadzieścia sekund po obejrzeniu materiału. Niemniej jednak, jak zwykle w takich sytuacjach, Gonza frustrowała nieświadomość obcych co do plotek o takich celebrytach jak on, Clarens czy choćby pogrążony w komie Temperstone:

- To nie wiesz, że Eric jest OIOM? - zapytał zdzwiony: - puta madre... Gdzieś ty się uchował. Całe miasto o tym trąbi od miesiąca. Odwiedzamy gościa w szpitalu, przynosimy kwiatki, raz nawet zamówiłem mu okład z młodych piersi na twarz, ale też się nie obudził. Ale nie bój żaby bracie. Mam w zanadrzu odpowiednie zastępstwa dopóki Eric nie wróci do zdrowia. Wiesz u Gonza to nie ma lipy. Jak mówię, że no problemo, to no problemo.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 151 times

Post autor: Suriel » 14 października 2015, 21:03

- Jak ty mnie nazwałeś wodzu?! Wielki Biały Bracie? Biały to ja jestem jak się w mące obtoczę. - żachnął się Clarens White.

[center]Obrazek[/center]

- Oczywiście, że nie wie co to jest OIOM. U nich jest alternatywny system zdrowotny, który funkcjonuje w takich okolicznościach i nazywa się UMC-UMC. Polega na tym, że jak ktoś znajdzie się w stanie takim jak Eric, to ich szaman wykonuje rytualny taniec w kłębach gandzi i wali przy tym w ich święty bębęn. UMC...UMC...UMC... - Clarens przyłożył dłonie do ust i zaczął gibać się na boki niczym zawodowych raper naśladując bit bębęnka.

Poprawiło mu to znacznie humor bo uświadomił sobie, że niedługo będzie kręcił clipa z najlepszymi raperami.

- A jak pacjent nie dożyje do poranka to znaczy, że albo wielki Manitou tak chciał albo trawa była za słaba. No dobra, słuchaj... Gonzo narobił sobie teraz wpływowych przyjaciół w rządzie - wyjął komórę z fotami Gonza wśród rządowych sztywniaków w gajerkach, fotka była autentyczna, podpisana i umieszczona na jakiś serwisie informacyjnym który poświęcił nawet na to artykuł - Więc dla niego załatwienie kilku lewych blach to teraz pikuś. Wystarczy jeden telefon. Zaryzykuj wodzu z kimś o dobrej reputacji, duchy wiedziały co robiły jak skierowały tiu twoje stopy. A jak nie to możesz się kręcić po mieście i na pałę szukać nowego fiksera który może cię nie wydyma. I chuj, choć Gonzo idziemy...
Zapomniałem, że przecież nie każdy zna mój wygląd z pierwszej sesji.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 14 października 2015, 21:55

Gonzo będzie potrzebował około godziny na potwierdzenie wykonalności zadania oraz wyceny. Mam kilka kontaktów, proponuję zadzwonić do każdego, by porównać oferty. Będzie dzwonił z ulicy zostawiając Boba i Clarensa w jadłodajni? Czy umówi się z Bobem na następny dzień na spotkanie? Może oddzwoni? Jakieś pytania odnośnie klienta? Może to przekształcony genetycznie zwierzak, rekombinowane DNA, te sprawy?

I pamiętajcie, że Bob to jednak nie jeździec bizonów, od lat pracuje w South Night City - nabijanie się z niego może być niebezpieczne, jeśli zaczniecie przeginać...

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 151 times

Post autor: Suriel » 14 października 2015, 22:11

Clarens wygląda i zachowuje się raczej nie poważanie to taki koleś w towarzystwie co każdy go zlewa bo jak nie mówi o swojej robocie to chrzani trzy po trzy. Każdy kto bywał na imprezie wiem o czym mówię. Zawsze tam taki jeden się znajdzie wesolek o większość zlewa . Tylko nie bardzo wiem jak to oddać w pistach.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 14 października 2015, 22:15

- Nie bierz na serio Białasa Bob. On ma często taki rasistowski humor. Comprendo? - wyjaśnił zachowanie Clarensa Gonzales pojednawczym tonem, ale wciąż profesjonalnym tonem:- Wracając do tematu. Tak jak mówiłem, mam paru Szoszonów... eeee znaczy się czarnuchów... eeee ziomków od takiej roboty. Daj mi czas do rana, sprawdzę co i jak i pogadamy. No i jeszcze jedno, jest coś co powinienem wiedzieć o tym typie, żeby mi się nie okazało że mam stuknąć papiery jakiemuś el terroristo albo gostkowi z pełną transformacją cybernetyczną w karalucha.
Od razu przeginać. Białas nigdy indiańca nie widział, to błądzi w niewiedzy. Najwyżej Bob będzie miał ksywę "siedem trupów";P

Denver
Reactions:
Posty: 1660
Rejestracja: 14 stycznia 2010, 11:26

Post autor: Denver » 15 października 2015, 07:36

Bob nawet nie drgnął. Właściwie można by uznać, że nie słyszał przemowy White'a. Albo że śpi z otwartymi oczami. Po chwili drgnął i jakby wybudził się z letargu...

- OIOM srojom, klient się nie wyróżnia i najlepiej niech tak pozostanie. Masz czas do rana "zastępco", ale wiedz, że jak coś pójdie nie tak jak z Erikiem, to się policzymy. Wiesz, my Czerwoni lubimy wbijać na pal i strzelać do ruchomego celu. A tego drugiego załatwię dla przyjemności. Liczę, że się dogadamy..

Przy stoliku zapadła nagła cisza. Bob czekał na reakcję "wspólników"
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 15 października 2015, 10:48

Słysząc słowa Boba Gonzo wstał. Początkowo miał zamiar siedząc, wyciągnąć Superchiefa i wymierzyć pod stołem w jajka indianina, gotów zamienić kswywkę Boba na "Jedno jajo". Wdział podobną akcję w starym filmie z serii Star Wars i była kozacka, ale wyszło innaczej. Ale nim wprowadził plan kastracji w życie, wstał i nie wyciągnął broni.

Żarty żartami, Clarens jaki był taki był, ale był częścią paczki, sfory która trzymała się razem. Ktoś straszył Białasa, to straszył i Eduardo, a Gozno nie lubił gdy mu grożono. Z nijaką miną oświadczył:

- Idziemy Białas. Proszę poszukać sobie nowego kontrahenta senior Bob, comprendo? Eduardo Gonzales nie robi interesów z vatos locos, którzy proszą o przysługę, a potem grożą jego compadros.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 15 października 2015, 20:58

"Makanan Yang", 19 grudnia 2021, 21:45

Atmosfera przy stoliku wyczuwalnie stężała, lecz choć Eduardo grał minę obrażonego profesjonalisty, w myślach wciąż analizował dostępne opcje działania. Bob potrzebował porządnych dokumentów, a gdyby miał inne dojścia, nie fatygowałby się taki kawał znad zatoki San Moro do Northside.

Gonzo nie zamierzał wypuszczać z rąk dodatkowych pieniędzy, a zarazem okazji do poprawienia swojej zawodowej reputacji. Na myśl od razu przyszedł mu Mały Sanchez z Charter Hill, z którym w młodzieńczych latach należał do ulicznej paczki malującej graffiti na terytorium groźniejszych metropolitalnych gangów - tyle, że Mały Sanchez sporo liczył sobie za usługi, a Gonzo nie zamierzał wyświadczać bliźnim usług za darmo. Na szczęście w komórce fiksera znajdowały się jeszcze dwa inne numery. Jeden należał do Grega Chubba, fiksera powiązanego z gangiem Czarnych Królowych handlującego modyfikowanymi kartami ID pochodzącymi od ofiar gangsterskich porachunków. Drugim posługiwał się gość ze zdecydowanie wyższej półki, budzący w Gonzalesie pewne zakłopotanie na samą myśl o wykorzystaniu takiej znajomości.

Drugim numerem był Hector Garcia, należący do Piranii fikser z Wschodniej Mariny, człowiek o niezłej reputacji, ale znany Gonzowi jedynie pobieżnie z dużej imprezy urządzonej swego czasu przez Piranie w Maelstormie.

- To jak z tym comprende, amigo? - powtórzył Eduardo spoglądając hardo na Boba i modląc się jednocześnie w duchu o to, by Indianin przypadkiem się nie obraził.
Czas finalizować deal, żeby nam przygoda w miejscu nie stanęła! ;)

Denver
Reactions:
Posty: 1660
Rejestracja: 14 stycznia 2010, 11:26

Post autor: Denver » 15 października 2015, 22:31

-Za długo siedzę w tym interesie, żeby takie negocjacje na mnie działały - Bob nawet nie podniósł wzroku na górującego chwilowo nad nim fiksera. Widział jego nerwowe ruchy, jakby chciał po coś sięgnąć i Bob spiął się nieco.
-Jak chcecie się obrażać jak małe dziewczynki, to proszę bardzo - ale ceny przez to nie podniesiecie, a i reputacja może ucierpieć i Wam i mnie. Powtarzam zatem - macie czas do rana, zgodnie z Waszą własną propozycją - potem radzę sobie bez Was.
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 151 times

Post autor: Suriel » 16 października 2015, 10:33

Białas potrafił przełknąć swoją dumę, potracił przełknąć czyjeś obrazy słane pod jego adresem. Mógł przełknąć wszystko, potrafiłby nawet pogryźć i przełknąć buty tego Indianina, pod warunkiem jednak że pochłaniając te kęsy trzymałby łapę na solidnym zwitku Erodolarów.

- No dobra, to wróćmy do meritum. Termin wykonania znamy, znaczy że ci się nieco spieszy i nie bardzo masz czas na czekanie. To wymaga pełnej mobilizacji Gonza, a to z kolei kosztuje extra... - rzucił okiem na Gonza - I nie strasz nas śmiercią, bo po pierwsze nie tacy nas próbowali zabić ostatnio. A po drugie jeśli ci się nie uda to możemy się odpłacić czynem straszniejszym. Po to Gonzo kupił ostatnio taki specjalny wszczep najnowszej generacji, nad którym jeszcze nie ma pełnej kontroli więc chętnie poćwiczy. No to ile Gonzo?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 16 października 2015, 13:03

Gonzales wiedział, że jeżeli wyświadczy jakąkolwiek przysługę Szoszonowi, to będzie to cholernie droga przysługa. Cennik Eduardo zmieniał się bardzo wraz z sympatią do kontrahenta. O ile wcześniej miał zamiar zrobić to niemal po kosztach w ramach promocji, tak teraz marża dla Boba wraz ze spadkiem symptatii poszybowała wysoko w górę.

- Zawijamy mandżura Białas. Może puszcze esa z ofertą, a może nie senior. Adios.
nie odmówie sobie przyjemności jako gracz do skontaktowania się z Hectorem Garcia!!! Ale Boba Trupiarza skasuje jak za zboże!

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 151 times

Post autor: Suriel » 16 października 2015, 14:19

- No to spadamy. Bez urazy ale siemka Boby, odezwiemy się jeśli Gonzo będzie zaintetesowany. - rzucił Clarens podrywajac się od stołu i zarzucwszy na siebie nowiutka kurteczke zbierał się do wyjścia.

-Myślisz, że ten clip mógłby wypalić? No wiesz... Gdybyśmy ściągneli kilka niezlych dupeczek i jakiegoś civera trzasneli.Sam nie wiem... może DrDre.. albo ten caly Pit Null czy jak mu tam.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 października 2015, 13:19

"Makanan Yang", 19 grudnia 2021, 21:50

W czarnorynkowym świecie Night City istniały specyficznie reguły zachowania wyznaczające status kontrahentów oraz ich gotowość do kompromisu. Rozmowa toczona w parnym wnętrzu indonezyjskiej jadłodajni wymknęła się w pewnym momencie spod kontroli, chociaz możliwość porozumienia wciąż istniała. Przesuwający smartfonem po ekranie dotykowego menu Gonzales zdawał sobie sprawę, że w niektórych miejscach metropolii podobna utarczka pomiędzy bardziej impulsywnymi fikserami mogła doprowadzić nawet do wyciągnięcia broni. Northside uchodziło jednak za względnie cywilizowaną dzielnicę miasta, gdzie uliczne gangi i klienci półświatka jakoś się dogadywali bez rozlewu krwi na oczach niepożądanych świadków.

Bob Sześć Trupów nie był dla paczki z Northside klientem dość bliskim, by ci bez oporu przełknęli każdą jego sarkastyczną uwagę. Reputacja w szarej strefie była częstokroć najważniejszym wyznacznikiem pozycji Krawędziarza i ciężko pracujący na swoją opinię Eduardo nie zamierzał dać sobą manipulować przez jakiegoś powiernika nomadów z San Moro.

Jeden z krzątających się za ladą właścicieli potwierdził niezrozumiałym okrzykiem opłacenie rachunku Gonza i Białasa. Fikser wsadził smartfona do kieszeni spodni, kiwnął Indianinowi w wyniosły sposób głową, po czym przepchnął się pomiędzy stolikami baru w drodze do wyjścia. Clarens sunął tuż za nim na podobieństwo opancerzonej limuzyny prezesa Militechu, masą swego żywego cielska niemal strącając niektórych klientów z ich ław i nic sobie nie robiąc z ich oburzonych pomruków.

Na zewnątrz zapadła już noc, na dodatek zaś padał nieprzyjemny deszcz, ale jaskrawa poświata plazmowych billboardów, neonów, ulicznych latarni i świateł pojazdów paliła się wszędzie wokół zwodniczą sztuczną łuną. Ulice Northside tętniły o tej porze życiem, pełne były ludzi szukających taniej rozrywki po dniu ciężkiej pracy, czy to przy taśmach produkcyjnych w fabrykach czy też na wysypiskach śmieci. Młodzi bezrobotni o niebezpiecznych oczach, przesadnie umalowane dziwki po opłaconym przez alfonsów modelingu ciał, handlarze narkotyków, nielegalnych wszczepów, biorcy względnie zdrowych organów, bezdomni - wszyscy oni uzupełniali ten gwarny tygiel, który stawał się spokojny dopiero nad ranem.

Eduardo naciągnął na głowę kaptur bluzy, przeklinając w myślach na nieprzyjemną pogodę. Niesione wiatrem znad oceanu deszcze przesycone były cząstkami ciężkich metali oraz odpadów chemicznych pompowanych przez wielkie petrokorporacje prosto do Pacyfiku. Paskudny smak wyziewów unosił się w powietrzu zmieszany ze spalinami pochodzącymi od tanich pojazdów czwartej kategorii Dekry. Fikser zmarszczył czoło zastanawiając się nad krótką wizytą w jednym z pobliskich barów tlenowych, coś jednak z miejsca odwróciło jego uwagę od kapryśnej aury.

Przy jednym z zaparkowanych pod jadłodajnią samochodów toczyła się jakaś sprzeczka, a uliczny instynkt Gonza podpowiadał mu, że każde takie zdarzenie mogło być zarazem zagrożeniem jak i okazją do dodatkowego profitu. W dzielnicy dość szybko rozniosła się szeptana pokątnie plotka, jakoby to właśnie Eduardo i jego kumple stali za spektakularnym końcem gangu Los Patatos, postrzeganego przez wielu lokalnych przedsiębiorców za źródło sporego utrapienia. Nic dziwnego, że pewni ludzie zaczynali postrzegać Gonzalesa za człowieka zdolnego rozwiązywać lokalne konflikty, potencjalnego negocjatora w zatargach pomiędzy różnymi stronami czarnorynkowego biznesu.

Dwaj obnoszący się z fosforyzującymi fryzurami młodzi mężczyźni napierali na niską sylwetkę stojącą obok małolitrażowego samochodziku. Półmrok, zwodnicza gra świateł i cieni, a także luźne ubranie nie pozwalały fikserowi utwierdzić się w podejrzeniu, ale Latynos z miejsca obstawił, że spogląda na napastowaną bez żenady kobietę. Jeden z mężczyzn przytrzymywał dłonią uchylone drzwi wozu w taki sposób, by ofiara nie zdołała ich otworzyć i wślizgnąć się do środka, drugi zaś mówił coś zanosząc się jednocześnie nieprzyjemnym śmiechem.
Jedna z mnóstwa podobnych scenek rozgrywających się każdej godziny w którymś zakątku metropolii - z drugiej strony, Gonzo jest na swoim terytorium, a jego paczka ma chyba zamiar stać się dominującym graczem w okolicy, prawda? Zwłaszcza po eksterminacji biednych Los Patatos!

ODPOWIEDZ