- Czy zechciałby pan nas wypuścić? - Zapytał David spoglądając na Pascala. Stali z Baartem już przy podwójnych drzwiach do wyjścia ale okazało się, że nie ma panelu do ich otwierania co było oczywiste skoro ta świetlica miała w istocie zatrzymać pacjentów w środku.
Pascal niechętnie i powoli zebrał się w sobie i z wyraźnym ociąganiem ruszył do drzwi. Po przeciągnięciu karty przez obie pary pancernych drzwi mężczyźni wydostali się na korytarz. Nie byli sami, od strony odkrytej komory nadchodził Ervin z Ahmedem.
Pascal zamrugał oczami widząc ile sprzętu taszczy ze sobą Meksykanin. Ahmed szedł jedynie z niewielką torbą trzymana przez chusteczkę higieniczną.
- ...ty będziesz trzymał a ja rozpierdolę te drzwi. - urwał frazes budowlaniec, równie zdziwiony niespodziewanym spotkaniem na korytarzu jak pozostali.
Pascal jeszcze raz obrzucił obu mężczyzn od stóp do głów.
- W takim razie pójdę z wami. Jeśli uszkodzicie te drzwi to nie wiadomo kto wlezie do tego skrzydła, a jak ich nie wykujecie to wyglądacie jakbyście byli zmotywowani co najmniej do kucia się choćby i przez ściany byleby stąd wyjść.
Pascal drgnął kierowany jakimś wewnętrznym impulsem
- Poza tym, obiecałem panu Ervinowi odzyskać ten rewolwer. - Rzucił jeszcze okiem na leżącego w mroku Camille. - Państwa człowiek chyba będzie musiał tu poczekać. W końcu co mu się tu może stać...
Ruszyli w kierunku drzwi, wymieniając parę zdań po drodze.
Gdy dotarli do masywnych podwoi Pascal przeciągnął kartą magnetyczną po czytniku zabezpieczenia. Światło na panelu lśniło jednak nadal czerwienią bez zmian. Drzwi ani drgnęły.
- Dziwne... spróbuje jeszcze raz.
Po trzecim podejściu panel zamigotał w końcu zielonym światłem. Szczęknęły zasuwy zwalniające mechanizm blokujący. Wystarczyło pchnąć.
Klatka schodowa była pusta, jęczał w niej jedynie wiatr dostający się przez szczeliny oraz... cichy lekko zawodzący kobiecy głos.
Nie dochodził jednak z góry, z sekretariatu lecz z dołu. Z piwnicy. Brzmiał bardzo nieszczęśliwie i jak gdyby ktoś pochlipywał...
Dobro pytał o...
Duchy
W umbrze są dwa rodzaje duchów. Posłużę się nazwami angielskimi. Ghost i Spirit. Po naszemu w obu przypadkach duch i to jest problem bo to różne byty.
Ghost to niematerialna postać zmarłej osoby. Przebywa króciutko po śmierci w bliskiej umbrze (czyli za Rekawicą) i szybuje w miejsce dla zmarłych zwane Twilight. Zdarza się jednak że w bardzo rzadkich przypadkach kiedy ma jakieś niedokończone sprawy i nie może zaznać spokoju wraca jako upiór (widmo, czy jak tam to nazwać) Takich w Sanite nie ma.
Spiryt - to z kolei duch: zwierzęcia, przedmiotu, miejsca, żywiołu, idei itp. To może być stary budynek który z czasem pojawia się w Umbrze. Jeśli ten duch jest odpowiednio stary i nazbiera/zmagazynuje odpowiednią ilość mocy może zyskać świadomość czyli Przebudzić się. W to grono, przebudzonych duchów zaliczamy też duchy entropi i rozkładu, te które żywią się bólem, strachem lub innymi emocjami. Spirits mogą się też pożerać, an przykład duch wilka pochłania innego słabszego ducha wilka w wyniku czego jego moc wzrasta.
Coś zaczyna świtać po tych ostatnich zdaniach?
Jakieś pogaduchy po drodze do drzwi?
Po dotarciu do klatki schodowej widzę co najmniej takie opcje: iść na górę na piętro do sekretariatu i stamtąd kolejnymi schodami w dól do wyjścia (tak jak wszedł Baart), sforsować łańcuch na wprost, albo ruszyć za odgłosami na dół do piwnicy... inne opcje?
Ps. Wolałbym żebyście się nie rozdzielali bo łatwiej mi się prowadzi ale co tam ja mogę woleć...