PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 08 listopada 2015, 14:18

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc

- Dobra idea. W sumie obie - poparł Ravnosa Morderca, zajęty czyszczeniem giwery. - Załatwmy sprawę z bębnem jak najszybciej. Jako wasz ochroniarz sugerowałbym też wezwać jakieś małe zwierzęta, które umieją poruszać się pod ziemią. Krety, szczury, myszy czy coś w ten deseń. Niech sprawdzą teren posesji. Byłoby kiepsko, neik,* gdybyśmy mieli tu jakieś przejścia, o których nie wiemy. Axra min kida mafii?.** Jeśli zwierzaki nie wrócą, będzie wiadomo, że mamy.

Metalowe części szczeknęły w dłoniach Assamity, gdy złożył z nich czarny, śmiercionośny kształt Desert Eagle. Załadował magazynek ze zwykła amunicją, po czym położył broń na blacie. Wstał płynnie, wycierając ręce z resztek oliwy i zbliżył się do Sidonii przez chwilę taksując ją wzrokiem. Jego twarz jak zwykle nie wyrażała żadnych emocji, jedynie nozdrza Łowcy rozszerzyły się lekko chłonąc zapach czerwieni.

- Ona będzie potrzebowała sporo krwi - powiedział wreszcie. - Poczekam, aż ją napoicie. Powiedzcie mi, kiedy już będę miał ją poskładać.

Wydawało się, że nie widzi specjalnej różnicy między leżącą na kanapie kobietą, a spluwą, którą właśnie złożył. Obie rzeczy wymagały pewnego rodzaju pielęgnacji i to było na tyle... Nie, nie była to do końca prawda. Uśmiechnął się lekko, prawie niedostrzegalnie. Metal nie krwawił i nie czuł bólu. Poza tym, o broń zwykł dbać. O Niewiernych zaś tylko wtedy, gdy mi za to płacono. Patrząc na bladą twarz Malkavianki, pomyślał, że chciałby usłyszeć jej krzyk, gdy kości zaczną powracać na właściwe miejsce...


* arab. kurwa
** arab. w tym kontekście: To byłoby niezłe gówno.
Ostatnio zmieniony 08 listopada 2015, 15:53 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 08 listopada 2015, 17:31

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc
Spoiler!
Test Empatii ST:8 = 1 sukces. Masz wrażenie, że Victoria coś ukrywa i nie zachowuje się naturalnie.
Spoiler!
Test Empatii ST:8 = 2 sukcesy. Masz wrażenie, że Victoria coś ukrywa i nie zachowuje się naturalnie. Dostrzegasz, że ukrywa ból i porusza się tak jakby była ranna.
Spoiler!
Test Empatii ST:8 = 1 pech. Masz wrażenie, że Victoria skrycie cieszy się z śmierci Lucjana.
Spoiler!
Test Empatii ST:8+1(za wadę Psychopata)=9. Masz 1 sukces. Masz wrażenie, że Victoria coś ukrywa i nie zachowuje się naturalnie.
Określcie ile krwi dostanie Sidonia, a potem posuwam akcję dalej.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 08 listopada 2015, 20:32

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc

Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=rIzUY-pQaWk

Terry zabrał się do dzieła zachęcony słowami Assamity. Stojąc przed kanapą na której leżała Sidonia, podwinął rękaw i jednym ruchem przeciął sobie żyły na nadgarstku. Przytrzymał rękę tuż nad ustami nieprzytomnej Primogenki, aby jego ofiara nie poszła na marne. Obłożona klątwą szaleństwa krew spływała powoli, wypełniając martwe ciało nieumarłej. Namtar przełknął nerwowo ślinę obserwując skapujące krople. Terry skończył, lecz Sidonia nie obudziła się, co zmartwiło trochę księdza. Następny podszedł Darshan, następnie Victoria, na samym końcu zaś Horacy. Wszystkim zależało na tym, aby pomóc nieprzytomnej Malkaviance. Fakt, iż posiadała ona odpowiedzi, na wiele trapiących ich pytań z pewnością także działał na jej korzyść.
Gdy zakończyli dzielenie się krwią Namtar zabrał się za regenerację ciała Primogenki. Oceniał, że rany były poważne. Wiedział też, że ich wymuszona regeneracja wywoła niezwykle silny ból. Katusze, które są trudne do zniesienia i doprowadzają większość Nieumarłych do Szału. Assamita zwrócił się do Horacego:

- Przytrzymaj ją. Jeśli się obudzi może wpaść w szał. Będzie zagrożeniem.

Horacay skinął głową, po czym złapał kobietę tak, aby nie pozostawiać jej zbyt wielu możliwości ruchu.

Namtar uklęknął obok kanapy i dotknął ręki Sidoni. Zaczął szeptać coś w znanym tylko sobie języku. Już po chwili jego działania przyniosły efekt. Spuchnięte w miejscach złamań kończyny zaczęły przybierać swój naturalny kształt. Kości powracały na swoje miejsce z cichym chrupnięciem, mięśnie i ścięgna regenerowały się. Zmasakrowana twarz Sidoni, zaczynała znów przypominać tą samą piękną Malkaviankę. Namtar nie przestawał widząc, że pozostało jeszcze kilka ważniejszych uszkodzeń w okolicy podbrzusza.

- Tu kan ina. Maskim Xul kima parsi labiruti...* - szeptał chrapliwie, a jego głos chwilami nabierał dziwacznego tępa i rytmu, przypominającego jakiś hipnotyzujący, barbarzyński zaśpiew.

I nagle stało się coś dziwnego. Lewe oko Sidoni wyskoczyło z oczodołu. Zakrwawiona, połyskująca kulka upadła na kanapę, a następnie sturlała się na jej krawędź i spadła na dywan.

[center]Obrazek[/center]
Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, w pokoju zawirował wiatr, który wzniósł w powietrze kartki oraz inne lekkie przedmioty. Jego pojawienie się było całkowicie niewytłumaczalne, tym bardziej iż wszystkie drzwi i okna pozostawały zamknięte. Lampka nocna, stanowiąca jedyne źródłem oświetlenia, zaczęła mrugać histerycznie. A w jej chaotycznych rozbłyskach ujrzeli procesję nieludzkich kształtów, stworzonych z ciemności. Upiorne cienie tańczyły wkoło nich, przesuwając się po ścianach i meblach. Wszyscy momentalnie zerwali się na równe nogi, próbując zorientować się w nowej sytuacji. Jedynie Morderca wydawał się niezbyt zaskoczony, szczerząc zęby w szerokim, psychopatycznym uśmiechu. Terry także chciał wstać, lecz upadł na kolana, gdyż ciało odmówiło mu posłuszeństwa. W jednej chwili na dłoniach i stopach Księdza pojawiły się stygmaty, z których zaczęła płynąć krew.

Wtem w głowie Świra odezwał się jego Mentor:

- TERRY OKO! UKRYJ JE, BO NIEWIDZIALNE ZŁO ZARAZ NAS ZNAJDZIE!!!
Spoiler!
Test wyczucie niebezpieczeństwa ST:8 = 3 sukcesy. Wyczuwasz niebezpieczeństwo. Zagrożenie pochodzi pochodzi od istot duchowych (coś podobnego czułeś w Point Plesant). Z jakiegoś powodu duchy nie mogą was dosięgnąć. Wiesz jednak, że ten stan nie potrwa długo (macie około minuty), a wtedy stanie się coś bardzo niedobrego.
Test Siły Woli ST:8 = 1 sukces. Twój szalony i morderczy aspekt przybiera na sile. Opanowujesz się, ale musisz kogoś zabić i to najlepiej w przeciągu godziny. Gdyby było 0 sukcesów musiałbyś natychmiast iść kogoś przeorać swoim nożem.
Spoiler!
Test Percepcji ST:7 = 1 sukces. Wydaje ci się, że z okiem które wypadło jest coś nie tak.
Test Wiedzy Okultyzm ST:7 = 2 sukcesy. Po chwili zdajesz sobie sprawę, że to co jest na tych cieniach to te same Spectry, które dopadły cię za lustrem.
Test Odwagi ST:8 = Zdajesz test, ale opanowujesz strach dopiero w 5 rundzie i musisz wydać 1 punkt Siły Woli. Boisz się, ale masz kontrolę nad Bestią.
Spoiler!
Test Pecepcji ST: 7 = 4 sukcesy. Widzisz, że oko Sidoni jest jakby ze szkła, a środku znajduje się jedna kropla ciemnej krwi. Jak patrzysz na nie, masz wrażenie że oko nie pochodzi z tego świata.
Test umiejętności Awerrnes ST:6 = 4 sukcesy. Przez oko manifestuje się tak potężna moc, że nie jesteś w stanie tego w tej chwili pojąć. Zrozumienie wymyka się, pozostawiając puste miejsca w toku myślenia. Masz wrażenie, że świat realny zaraz pęknie, a wy wpadniecie do Świata Duchowego.
Spoiler!
Test Pecepcji ST: 7 = 3 sukcesy. Widzisz, że oko Sidoni jest jakby ze szkła, a środku znajduje się jedna kropla ciemnej krwi.
Test Ścieżki ST:8 = 1 sukces. Nie odegrałeś "męczeńskiego" aspektu związanego z twoją Ścieżką, o którym mówiłem na PW. Masz 1 sukces, więc nie tracisz kropki w swojej Ścieżce i masz ogromne poczucie winy, że nie spłaciłeś swych grzechów.

Stygmaty pojawiły się spontanicznie i są związane z Relikwią jaka leży na dywanie. Krew Progenitora cię wzywa, czujesz to.
Spoiler!
Test Pecepcji ST: 7 = 6 sukcesów. Widzisz, że oko Sidoni jest jakby ze szkła, a środku znajduje się jedna kropla ciemnej krwi. Jak patrzysz na nie, masz wrażenie że oko nie pochodzi z tego świata. Trzymałeś Sidonię, więc przyjrzałeś się dokładnie używając Nadwrażliwości. Jesteś pewien, że w oku jest Krew potężnego Spokrewnionego.
Terry wlewa 5 punktów Krwi, a pozostali: Darshan, Victoria i Horacy oddają 3 punkty Krwi.


* sumer. Narodzenie przez krew. Demony, które czekacie w zasadzce, zajmijcie się nią zgodnie z pradawnym rytuałem.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 08 listopada 2015, 22:08

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc

Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=moCkho58jFE

Morderca pozostał na kolanach, klęcząc na posadzce obok kanapy. Dźwięk dobiegający spomiędzy jego wyszczerzonych zębów chwilami przypominał obłędny śmiech, chwilami zaś warczenie bestii. Zdjął okulary i wzniósł twarz ku górze, kiwając w przód i w tył, w rytm rozbłyskującej chaotycznie żarówki. Zamknął oczy. Jego blada, pociągła twarz przypominała w tym momencie oblicze świętego, lub szaleńca, przeżywającego ekstazę religijną. Któż mógł ocenić, czy była ona tylko deliryczną wizją, czy też autentycznym objawieniem? Wydawało się, że umysł Assamity dawno już przekroczył barierę, za którą miało to jeszcze jakieś znaczenie... Śmiech zmienił się nagle w ciąg chaotycznych, ledwo zrozumiałych słów:

- ... Żadnego cienia, żadnego odbicia... Break on through to the other side...* Urinnu sahputum sa namaru uttu sunu...** Usłysz mnie... Nar Mattaru ina! Ciemność we mnie... One powstają poprzez cienie... Namtar, mulul hulik taggazu...*** Powstań, jak ja w nich powstaję... Żadnego cienia, żadnego odbicia... The gate is straight, deep and wide...**** Lustra krwawią... To jest ostatnia noc... Nigdy więcej światła... Meskia kinkina ames...*****

W pewnym momencie jednak dziwaczna inkantacja urwała się nagle, jak ucięta nożem. Assamita odwrócił sztywno głowę, spoglądając w kierunku okien. Tak, jakby jakaś siła przyciągała tam jego uwagę, wbrew woli wybijając go z rytmu modlitwy. Całe jego ciało wyrażało niesamowite napięcie, kłykcie zaciśniętych dłoni wydawały się zupełnie białe. Jednak gdy się znów odezwał, pojęli, że tym razem mówi do nich.

- Zagrożenie. Na zewnątrz. - słowa były chrapliwe, lecz zrozumiałe. Zdania były jednak krótsze niż zwykle i zdawało się, że Łowca stacza jakąś wewnętrzną walkę o to by wypluć z siebie każde z nich. Tak, jakby komunikowanie się w tym stanie było prawie ponad jego siły. - Duchy tej ziemi. Powstaną. Chcą. Was. Zniszczyć. Macie minutę. Może...

Wstał i odwrócił się w ich stronę. Jego oczy były całkowicie czarne i nie odbijały światła. Wydawały się wręcz pochłaniać je... Cień Mordercy wydłużył się i zmienił kształt, dołączając do procesji upiornych zjaw, pląsających w rytmie elektrycznych rozbłysków. Nawet kontury jego ciała wydawały się chwilami nieostre, jakby traciły powoli spójność. Patrząc na to, pojęli, że w istocie, która stoi przed nimi nie pozostało już zbyt wiele poczytalności. Ciemność wydawała się zalewać resztki tego, co starało się jeszcze ich ostrzec.

- Sanktuarium. One. Nie będą mogły. Tam wejść - Morderca zacisnął dłoń na rękojeści Khanjar, jakby była ona ostatnią rzeczą łączącą go jeszcze z rzeczywistością. - Wycofajcie się. Do Sanktuarium...

[center]Obrazek[/center]
Namtar nie wygląda jak ktoś, kto stoi na granicy obłędu - ten gość już dawno ją przekroczył i teraz jedynie spada w dół. Instynkt samozachowawczy podpowie każdemu w pomieszczeniu, że lepiej nie ruszać Assamity w tym stanie, bo łatwo może stracić kontrolę (jeśli ją w ogóle jeszcze ma). A sami wiecie, że jest cholernie dobry w swym zawodzie.
Dla MG: staram się skierować koterię do Sanktuarium. Jeśli trzeba,m użyję w tym celu zastraszania. Poza tym zostanę na dole tak długo, jak długo zagrożenie będzie realne.

* ang. Przebić się na drugą stronę (cytat z The Doors, utwór pod tym samym tytułem)
** sumer. Oni są wzbierającymi chmurami, które sprawiają, iż dzień staje się nocą...
*** sumer. Namtar, zły duch i gorączka pustynna...
**** ang. Wrota są proste, szerokie i głebokie (The Doors, ten sam utwór)
***** sumer. Na wysokości zamieszkują w mroku, wyją poniżej...
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 09 listopada 2015, 22:26

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc
Po reakcji Namtara ci którzy nie będą chcieli natychmiast opuścić pokoju, będą testować Odwagę. Nie dotyczy Terrego.
Spoiler!
Test Refleksu ST:7 = 7 sukcesów!!! Udało ci się złapać oko i umieścić je w ustach. Mało tego, jesteś pewien, że nikt tego nie widział, albowiem przebiłeś najlepszego z nich o 3 sukcesy. Ich rzuty na Percepcję: Darshan 3, Horacy 4, Victoria 2. Miałeś szczęście, bo wtedy lampka nocka zgasła dając ci cenny czas.
Test Malkavian Time ST: 8 = 3 sukcesy. Jesteś następnym powiernikiem łzy Malkava. Sidonia wpadła w letarg i nie jest w stanie spełniać funkcji. Namtarowi odwaliło, bo Łza oddziałuje na jego szaleństwo. Wiesz, że to oznacza nadchodzącą Śmierć.
Ostatnio zmieniony 09 listopada 2015, 22:59 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 09 listopada 2015, 22:52

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc

Horacy zadrżał w duchu. Nie puścił jednak Sidoni, wręcz przeciwnie schwycił jej ciało mocniej. Poczuł jak siekierka znowu go uwiera w żebra. Nie zwracając uwagi na ból instynktownie otulił siebie i koterię całunem niewidzialności. Nie łudził się, że da to cokolwiek. W uszach zadźwięczały mu bowiem słowa Terrego jakie wypowiedział gdy byli jeszcze przy jego schronieniu. Że duchy mają inną percepcję i jego szczurze sztuczki na nic się zdadzą. Ta bezsilność którą czuł wtedy teraz zaczęła ponownie narastać w nim zupełnie niczym kotłujący się w sali cień. Nie wahał się dłużej niż jedno uderzenie ludzkiego serca. Ocenił sytuację i porywając pod pachę Sidonię jakby była nic nie ważąca szmacianą lalką warknął do pozostałych:

- Szybko, zabierzcie tą gałę z podłogi i za mną! Wiejemy.

Po drodze porwał drugą dłonią Ojczulka, który nie czuł się najlepiej. Poznał to w mgnieniu oka, kiedy zobaczył jego aurę w której ból i niepokój krzyczały wspólnie we wściekłej jaskrawości. Złapał go niczym za poły szaty na plecach i kilkoma dużymi susami przesadził odległość dzielącą go od schodów. Tam obrócił się mając nadzieję, że szybkonogi złodziej i pani ciemności poradzili sobie z tym w miarę prostym zadaniem...

Ruchy! Sam do cholery wszystkiego nie zrobię.

Przez chwilę zastanawiał się co z Namtarem. Zastanawiał się czy by po niego wrócić ale na samą myśl, że musiałby dotknąć psychopaty kiedy jest na granicy kontroli samego siebie poczuł jak zimny dreszcz przechodzi mu wzdłuż kręgosłupa wiec w jednym momencie zaniechał pomysłu.
Horacy czeka przy drzwiach jeśli wszystko gra rusza susami po schodach, jeśli nie zastrzegam sobie prawo do działania.
Ostatnio zmieniony 11 listopada 2015, 11:19 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 09 listopada 2015, 23:15

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House, 11.08.1993 Długa Noc

Kiedy Darth Namtar położył dłonie na nieprzytomnej Sidoni i zaczął ją leczyć swymi dziwnymi zaklęciami, Terry przyglądał się temu stojąc obok. Gdyby jego płuca pracowały, w tej właśnie chwili wstrzymał by oddech. Zacisnął pięści, w oczekiwaniu aż Malkavianka otworzy oczy.

Jednak to się nie stało. Przynajmniej nie tak, jak się tego spodziewał. Jedno z jej oczu zwyczajnie wyskoczyło ze swego oczodołu, drugie niezmiennie pozostawało zamknięte. I wtedy stało się coś dziwnego. I nie chodzi już nawet o migające światło i tańczące dookoła cienie.

Terry poczuł ostry ból. Jego dłonie i stopy w jednej chwili przypomniały mu o swoim istnieniu. Ból był na tyle silny, że padł na kolana. Jednocześnie spojrzał na swoje ręce, którymi nieporadnie próbował się podeprzeć. Zdobiły je teraz otwarte rany. Dokładnie takie same, jakie Syn Boży poniósł dla odkupienia grzechów ludzkości. Przybliżył swe dłonie do twarzy, by móc lepiej się im przyjrzeć. I wtedy zobaczył leżące na podłodze, niecały metr dalej, oko Sidonii. Wyglądało jak szklana sfera, z czymś ciemnym w środku. A kiedy po krótkiej chwili zobaczył, że to kropla krwi, szeroko się uśmiechnął. Bowiem w tym właśnie momencie zrozumiał co mu się działo.

Jedna z najświętszych relikwii Malkavian, leżała przed nim, na wyciągnięcie ręki. I wiedział, że nie przez przypadek uklęknął w tym właśnie miejscu. I wiedział też, że nie przez przypadek w tym właśnie miejscu upadło szklane oko primogenki. I poczuł Łaskę Pana Najwyższego, zesłaną nań błogosławieństwem samego Malkava. Z rozkoszą smakował rozpływające się po nim Światło Ojca Niebieskiego, dające mu siłę i zrozumienie. Usłyszał zaśpiew Chórów Anielskich, i swoje imię na ich ustach. I z przeogromną, a wciąż rosnącą radością zaakceptował swoją nową rolę. Oto bowiem Sidonia nie mogła już dalej pełnić swej funkcji i to on, frater Terry, był następnym powiernikiem Łzy Malkava.

Gdzieś zza niecichnących i kojących dźwięków lir, usłyszał opętańczy śmiech mordercy. Kiedy na niego spojrzał, nie widział już Dartha Namtara, jedynie kłębiącą się chmurę nieprzeniknionej ciemności, która choć chwilami przybierała kształty Mrocznego Jedi, wyglądała jakby miała w każdej chwili eksplodować i zalać sobą wszystko dookoła. I Terry wiedział, że to krew Malkavian, która między innymi płynie w żyłach Łowcy, zareagowała na obecność relikwii. Szaleństwo wzięło górę nad rozsądkiem i za chwilę miało się uwolnić. A ponieważ szaleństwem tej linii krwi była żądza mordu, efekty były aż nadto łatwe do przewidzenia.

A jednak nie czuł strachu, który w normalnych okolicznościach kazał by mu teraz uciekać. Błogosławieństwo Najwyższego które nań spłynęło uczyniło go świętym i wiedział, że nic nie może mu się stać. Spojrzał ponownie na przyczynę całego zamieszania, sztuczne oko Sidoni, które kryło wielką tajemnicę. Usłyszał ostrzeżenie Assamity i nerwowe słowa Nosferatu. I wiedział, że nie ma zbyt wiele czasu.

Szybkim ruchem ręki chwycił leżącą na podłodze kroplę zamkniętą w szklanej kuli, po czym włożył ją sobie do ust. Nie chciał by ktokolwiek poza nim jej dotykał. Nie chciał by ktokolwiek widział, że to on ją bierze. I Pan wysłuchał jego próśb, gasząc wszelkie źródło światła, na tę krótką chwilę. Malkavian był pewien, że nikt z zebranych nie zauważył, jak wyciąga rękę w kierunku artefaktu. Ani gdzie go chowa.

I wtedy poczuł nagłe szarpnięcie, kiedy Horacy pociągnął go za sobą w kierunku schodów. Nie protestował. Słyszał ostrzeżenie Łowcy i wiedział, że ma rację. Potrzebowali jak najszybciej skryć się w sanktuarium. Kiedy przy schodach odzyskał równowagę, nie czekając zaczął się na nie wspinać, ignorując pulsujący ból odzywający się przy każdym jego kroku. Pędząc w kierunku wejścia do sanktuarium, miał nadzieję, że wszyscy inni zrobią to samo.
Ostatnio zmieniony 11 listopada 2015, 09:39 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 11 listopada 2015, 11:26

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc
Spoiler!
Dopiero teraz dociera do ciebie, że masz faktycznie obrażenia. Otrzymujesz 2 zwykłe obrażenia. 1 za dłonie, plus 1 za stopy.
Test Intuicji ST:8 = 4 sukcesy. Namtar ma rację. Za niecałą minutę zjawią się tutaj te same duchy, które widziałeś w Point Pleasant. Masz przeczucie, że jak wejdziecie do Sanktuarium to wszystko się uspokoi. Jesteś pewien, że duchom chodzi o Łzę Malkava.
Spoiler!
Test Kosmologii ST:6 = 2 sukcesy. Cienie na ścianach nie są prawdziwymi duchami. W pokoju nie zauważasz, żadnej istoty duchowej. Nie wiesz o czym mówi Namtar. Zwykle nie mylił się co do natury zagrożenia. To zwykła ciemność płata figle i masz wrażenie, że w ten sposób obłęd Namtara manifestuje się w pokoju.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 11 listopada 2015, 12:21

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc

Wydarzenia nagle przyspieszyły. Z opowieści członków koterii wynikało, że dzieje się tak nader często ostatnimi nocami. W normalną noc, podobnie jak Horacy, Darshan zareagowałby szybciej i idąc za instynktem samozachowawczym ruszył w kierunku sanktuarium. Teraz był jednak dzień. Miasto płonęło a ciemność zabrała słońce. Ciemność, która zbudziła się głęboko pod Charlestone. Do tego każda żywa (albo przynajmniej nieumarta) istota w okolicy zdawała się budzić własną ciemność by te połączyły się i dokonały razem sprawiedliwości na statycznym świecie obłudnych praw i ideologii hipokryzji. Siła tego fenomenu przed kilkoma chwilami, prawie porwała Hindusa ze sobą. Dzięki dyscyplinie umysłu udało mu się zachowa świadomość co wymagało od niego jednak znacznej zmiany swoich wibracji. Musiał podnieść je na wyższy, kosmiczny poziom aby znaleźć swoje miejsce w tej przedziwnej harmonii sfer, które tego mrocznego dnia otaczała miasto. Harmonia ta, mimo jego Indyjskich korzeni kojarzyła mu się z melodią usypiającą Azatotha z prozy wizjonera kosmicznej ciemności zrodzonego na przeklętym zachodzie.
[center][youtube]https://www.youtube.com/watch?v=iXBs0SNjX5w[/youtube][/center]
Z tego względu Darshan był więc mocno wybity a świat materialny nie wydawał mu się zbyt realny.

"Zagrożenie. Na zewnątrz. Duchy tej ziemi. Powstaną. Chcą. Was. Zniszczyć. Macie minutę. Może."

Zanim więc poruszył się minęło kilka chwil, długością równych trzem uderzeniom serca zdrowego człowieka. W tym czasie dokonał szybkiej analizy sytuacji. Nie będę uciekał przed ciemnością powiedziała jego wola. Znam ją dobrze i nie boję się jej gwałtowności, byliśmy jednością w przeszłości i będziemy jeszcze w przyszłości powiedziała jego świadomość. Nic nie jest tym czym się wydaje dodała przekornie jego intuicja, zanim jednak pojął co to oznacza w obecnej sytuacji skupiał się już na nadchodzącej konfrontacji z duchami. Na ogół przyjąłby wygodną pozycję medytacyjną, obecnie jednak zapomniał o ciele.

Witam Was Duchy Tej Ziemi! Jeżeli chcecie mnie unicestwić, proszę oto stoję przed Wami bez wrogich zamiarów, gdyż wiem że Wasz gniew jest słuszny. Jestem jednak w stanie Was wysłuchać. Powiedzcie więc czego potrzebujecie a będę mógł Wam pomóc. Decydujcie więc, czy chcecie przemówić czy mnie zniszczyć, jestem jednym ze wszechświatem i jestem gotów na jedno jak i na drugie.


Chciał do nich wykrzyczeć całą swoją duchową mocą, okazało się jednak, że to intuicja była najbardziej przenikliwa z trzech jego wewnętrznych cnót.

Na zewnątrz nie było żadnych duchów.

Kolejne wnioski pojawiły się niemalże równocześnie. Cienie na ścianach, warkot i bełkot Assamity, oko i potężna relikwia klanu Malkava i krew. Zabójca nie był tylko zabójcą, oko nie było tylko okiem a jego spojówka wcale nie byłą spojówką. Terry i jego dłonie z otwartymi ranami oraz wyraz najwyższego uniesienia na jego twarzy.

Jak zwykle w świecie spokrewnionych wszystkie te elementy łączyła krew. Krew z magicznego oka, której siła była przytłaczająca nawet dla niego, Ravnosa. To jak silnie działała na kogoś z klanu Księżyca mógł sobie tyko wyobrazić. Oczy Terrego wyrażały teraz dużo więcej niż jakiekolwiek modlitwy, harmonie które układały się pomiędzy odłamkami jego strzaskanego umysłu same tworzyły harmonie i rezonowały silnie ze sferami kosmicznymi, mimo szaleństwa Terry istotnie był prawdziwym mistykiem.

Darshan ruszył więc szybko i zdecydowanie w kierunku wyjścia, zostawiając Namtara w spokoju z jego własną ciemnością. Nie było duchów, nie było zagrożenia z zewnątrz a cienie na ścianach, cóż... to była po prostu więź krwi.

Ruszył schodami w górę, wcale nie zmierzał do sanktuarium, nie zatrzymywał też pozostałych. W obecnej chwili w ogóle o nich nie myślał. Samotność działała kojąco na jego zmysły. Ich myśli nie zagłuszały wiecznej muzyki wszechświata, w którą mógł się teraz wsłuchiwać. To była ekstaza lecz nie tylko. Kiedy kosmiczne siły się ścierały niszczyły wszystko na swej drodze ukazując biednym ludziom jak mało warte są ich zamki z piasku. Obcowanie z nimi wymagało wiele wysiłku i odwagi, poznania swojej słabości i doświadczenia agonii, rozpaczy i ostatecznej grozy. Wyrzeczenia się przyjemności i jakiejkolwiek stałości w swym życiu. Porzucenie siebie, utraty czegokolwiek co definiowałoby siebie i stawiało w centrum doświadczeń. Tylko ignorant, który nigdy nie doświadczył grozy i potęgi wszechświata w czystej postaci mógł myśleć, że medytacja może być ucieczką od rzeczywistości. W porównaniu z prawdą o kosmosie, rzeczywistość była błahostką trwającą jedno mrugnięcie i pół oddechu. Na ogół mistycy właśnie w materii szukali ucieczki od tego co działo się za zasłoną.

Kiedy znalazł się na dachu pozwolił sobie na głęboki oddech, nie tylko po to aby poczuć wyraźniej smak i zapach powietrza ale także by przepełniła go atmosfera panująca w mieście. Mimo tego, że jego ciało było martwe, poczuł dreszcz przechodzący wzdłuż jego kręgosłupa. Wzniósł ręce do góry i zaczął gwizdać. Nie była to melodia jak te, które czasem wydobywały się spomiędzy zaciśniętych zębów Namtara a dziwnie wysokie i bardzo ciche świsty, nie układające się w żaden logiczny porządek. Po kilku minutach na jego dłoni przysiadł nietoperz. Hindus pogwizdywał jeszcze chwilę, zbliżając zwierzątko do swojej twarzy.

Kiedy skończył, nietoperz odleciał a Darshan, omijając szaleństwo Assamity poszedł porozmawiać z kretem.
Ostatnio zmieniony 11 listopada 2015, 12:27 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 11 listopada 2015, 13:20

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc

Trójka wampirów wbiegła do pokoju rytualnego i stanęła wewnątrz magicznego kręgu.

- Strażniku, pozwól mi wnieść ciało Sidoni do Santuatium - przekazał pospiesznie polecenie.

- Tak uczynię - odpowiedział krótko Pulhu-Imel.

Chwilę później Strażnik dodał:

- Cień Arhymana kazał przekazać, że musi wyjść i załatwić jedną sprawę. Związana jest ona z waszym bezpieczeństwem. Wróci maksymalnie za godzinę, chociaż postara się szybciej. Sugerował, byście do jego powrotu nie opuszczali Domeny.
Victoria, Terry oraz Horacy niosący Sidionię docierają do Sanktuarium. Zaraz po wejściu zagrożenie mija i macie pewność, że tutaj jesteście bezpieczni.
Zauważyłem, że zaczynacie kolekcjonować Wampirki. Do unieruchomionych przez Strażnika: Gavina i Kreta dołącza Sidonia. Ciekawe co będzie dalej...
Spoiler!
Użycie Dyscypliny Animalizm 2 poziomu ST:6 = 2 sukcesy. Bez problemu wezwiesz nietoperza i kreta.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 11 listopada 2015, 14:47

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc

Mając pewność, że Strażnik przekazał wiadomość, Assamita opuścił domostwo. Jego wewnętrzny głód był nie do opanowania. Doskonale wiedział, co musi teraz zrobić. Wsiadł na motor i ruszył w stronę płonącego miasta.

[center]***[/center]
Darshan będąc na zewnątrz widział jak Morderca odjeżdża na swoim ścigaczu. Chwilę po tym, jak silnik hondy ucichł w oddali, zaczął padać deszcz. Darshan zajął się wzywaniem zwierząt i przekazywaniem im informacji. Nietoperz miał przekazać Primogenowi Gangreli, że koteria ma bęben, natomiast kret miał sprawdzić, czy pod domem nie było podkopu. Zadanie okazało się dla Ravnosa bardzo proste i po kwadransie wszystko było załatwione.

W oddali dalej słychać było odgłosy walk ulicznych oraz syreny policji, straży pożarnej i karetek. Pojawiły się pierwsze odgłosy nadciągającej burzy, a deszcz zaczął przybierać na sile. Ravnos przyglądał się okolicy wkoło domu, upewniając się, że nikt niepowołany się tutaj nie kręci. Ogród okazał się pusty i mistyk nie zauważył w nim żadnych podejrzanych śladów, co nieco go uspokoiło. Jedynym znakiem wydarzeń, jakie miały tu miejsce jeszcze niedawno, była wypisana sprayem na ścianie obelga. Darshan jednak nie przejmował się nią. Miał już wrócić do środka, gdy usłyszał, że na teren posesji wjeżdża samochód. Natychmiast biegiem ruszył w stronę głównego wejścia. Gdy dotarł na miejsce przykleił się do ściany i wychylił lekko głowę zza rogu Zobaczył stojącą na trawniku, tuż przed samymi schodami, czarną limuzynę z otwartymi drzwiami. W połowie schodów zauważył dwóch mężczyzn uzbrojonych w broń typu Tommy Gun.

[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
Test Śledztwa ST:6 = 5 sukcesów. Jesteś pewien, że nikt nie pałętał się na terenie domu Red'a.
Test Krycia się ST: 5 = 5 sukcesów. Nie widzą cię jesteś tego pewien.
Test Widzenia Aury ST:8 = 1 sukces. Ten w białej koszuli na pewno nie jest nieumarłym.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 11 listopada 2015, 23:09

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc

Horacy delikatnie odłożył ciało Sidoni obok Gavina. Choć nie znał dokładnych preferencji denatki to jakoś to towarzystwo wydawało mu się bardziej odpowiednie dla primogena Malkavian niż półnagiego Kreta. Układając damę zerkał co raz na podejrzanie zachowującego się Fratera, po czym usiadł na swoim grobowcu i rzekł:

- A teraz skoro mamy chwilkę dla siebie czy możemy porozmawiać... zaraz, zaraz a gdzie się plęgnie ten nowy złodziej. Merde! mam tylko nadzieję, że znowu czegoś nie kradnie. Byliśmy u księcia a ten wyimaginujcie sobie, ni stąd ni zowąd wyciąga szachy Red Wisdoma i daje księciu jakby jego były... Myślałem, że mnie piorun tam strzeli. No mniejsza z tym, uważać na portfele w każdym razie... Książ powiedział dwie ciekawe rzeczy. Po pierwsze potwierdził, że wiedział iż Red nieoficjalnie należał do tajnej sekty zwanej Tal Mahe Ra. Stwierdził, że wolał go obserwować, niż próbować zlikwidować. Nie wiem na ile to skreśla Democritusa z listy podejrzanych.

Horacy nagle zorientował się co mu nie pasowało w twarzy Ojczulka.

- Terry, nie wiem co robiliście z mistrzem ascezy ale chyba namówił cię na jakieś umęczenia ciała bo masz dziury w rękach. A skoro już przy tobie jesteśmy to czy mógłbyś mi powiedzieć o co chodzi z tą całą Relikwią Malkavian? Straszniem ciekaw. Nie musisz zdradzać wszystkich tajemnic, chociaż możesz... - grymas przebiegłego uśmiechu pojawił się pod maską - No to jak?

Chwila ciszy się przedłużała.

- Co tak nagle nabrałeś wody w usta. Nie chcę jakichś tam super tajnych informacji ale chociaż to co nam będzie niezbędne do wykonania naszego zadania. A zatem?

Chwila ciszy wciąż się wydłużała.

- Ja nie mogę, czy zabrało ci mowę Ojcze? Tak to peany śpiewasz jak trzeba to coś powiedzieć to gęba w kubeł. Jak tak można? - Nosferatu zaczął się irytować ale więcej w jego gestach było teatralności zaczerpniętej z czasów kiedy jeszcze był konferansjerem niż faktycznej złości. - Do czego to doszło, żeby zatajać informację w koterii. JA wam mówię wszystko... jak na spowiedzi - rzucił okiem na reakcję Malkava ale ten tylko poruszał dziwnie ustami jakby coś memłał w ustach.

- Czemuś mnie pokarał takim zatwardziałym sługą. - Powiedział w stronę sufitu jakby rozmawiał z Najwyższym - Otwórz mu usta a jeślim tego nie godnym pokaż mi czemu! - mówiąc to wyrzucił w teatralnym geście ręce w stronę nieba. W tym samym momencie przyczepiona pod połami płaszcza siekierka wypadła mu z łoskotem na posadzkę.

- Przepraszam wypadła... - powiedział skonfundowany, odkładając strażacką siekierkę na swoim sarkofagu.

Zniechęcony brakiem reakcji zwrócił się do Victorii.
- No dobrze moja panno, czy możesz podzielić się z nami jakież to wieści niesiesz ze swoich wojaży? Masz tą dziwną kulkę moja kochana co wypstryknęła z Sidoni? Nie? Och nie... podpierdolił ją w takim razie złodziej. Zaraz znowu komuś zrobi z niej prezencik, zobaczycie... Jest gorszy niż Gavin. Mam dość, pora wytyczyć szczeniakowi pewne granice. Niech no ja go dorwę. - strzeliły stawy dłoni zaczął ściskać je w pięści - Namtar już raz dostał ode mnie w mordę z liścia i zobaczcie jak się od razu poprawił.
Ostatnio zmieniony 12 listopada 2015, 18:23 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 12 listopada 2015, 13:37

WV Charleston, Przedmieścia, 11.08.1993 Długa Noc

[center]Obrazek[/center]
Polował. Serce nocy było w nieco przyśpieszonym rytmie. Wyczuwał ten puls wokół i był mu posłuszny. Skóra nocy spływała deszczem. Para jej oddechu rozmazywała światła przejeżdżających samochodów, zacierała kontury budynków i osiadała na jego twarzy ławicą chłodnych pocałunków.

Wiedział, że nie musi się spieszyć, jechał więc powoli, przeczesując wzrokiem puste ulice. Kolejny cień w krainie cieni. Posłaniec śmierci. Nie myślał o tych, których pozostawił za sobą, ani o tym, że będzie musiał do nich wrócić. To nie miało znaczenia. Nie teraz. Nie tutaj. Polował.

Nie był nawet pewien, jak do tego doszło. Wydarzenia w domu rozmyły się, nie chciał myśleć o nich. Głód, który skowyczał wewnątrz, miał gorzki posmak wiatru i sięgał głębiej, niż cokolwiek innego. Nie umiał ugasić go krwią. Ani nawet krzykiem dusz Niewiernych. Potrzebował czegoś innego, czegoś, co mogła dać mu jedynie żywa istota. Tak, dobrze wiedział czego szuka... Zwykle uważał, aby nie doprowadzać się do tego stanu, kiedy pracował. I większości przypadków udawało mu się to. Wszakże zabił jeszcze dzisiaj, nie tak dawno przecież... A jednak Otchłań upominała się o kolejną ofiarę. Ta Pustka, która rozdziawiała w nim swą paszczę, rwąc umysł na strzępy i wypychając ze świadomości wszystko poza głodem, musiała zostać nasycona. Pragnął tego, tak bardzo, że nie znajdywał słów, by umieć myśleć o tym. Pragnął tego całą swoją istotą, sublimując ten ból i kontemplując gorączkę, która go ogarnęła... Nie wiedział, dlaczego powróciła z taką siłą. Czasami, gdy to się działo miał problemy... Nie, o tym też nie chciał myśleć... Polował.

Mijał ulice, odrealnione i wyprane z barw, niczym prześwietlone slajdy w albumie jego osobistego obłędu. Nieruchome cienie, puste chodniki. Szarość. Tysiące odzieni szarości. Czerń czająca się w oknach. Siwe smugi świateł ulicznych, wgryzające się kontury domów...

Wojna wypędziła go na obrzeża miasta. Nie chciał teraz spoglądać w jej twarz. Nie chciał widzieć jej nachalnego, wyszczerzonego oblicza. Potrzebował ciszy, samotności i jednego, małego uśmiechu losu. Intymnego spotkania ze śmiercią, które pozwoli mu wypełnić pustkę...

[center]Obrazek[/center]
Jechał powoli, obserwując i szukając. Kartkując strony w księdze Długiej Nocy. Porwana modlitwa zasychała na wargach, przynosząc ulgę tylko na chwilę. A miasto... Nie było już miastem. Stawało się labiryntem, obsesją, koszmarem... Szukał w nim czegoś, co pozwoli mu ocalić siebie. Niczym rozbitek zbierający szczątki na plaży, wyławiał obrazy i sceny rozgrywające się na ulicach. Wszystkie one wpadały w ciemne studnie jego oczu i gasły gdzieś na dnie. Bowiem po drugiej stronie... Bowiem tam, w ciemności... Nie było nikogo, nie było niczego, co mogłoby pragnąć zatrzymać je...

Polował. I tylko to liczyło się teraz.

Rodzina przy samochodzie. Stare kombi w kolorze gnijących liści. Blade twarze dzieci spoglądają ze środka. Wyglądają niczym owady rozpłaszczone na szybie. Rodzice kłócą się o to, co jeszcze zabrać. Dalej...

Trójka nastolatków demolująca przystanek. Dziewczyna śmieje się histerycznie, jest tak pijana, że ledwo stoi na nogach. O czym śni, gdy zostaje sama? Jeden z jej kolegów wyjmuje spray, drugi przewraca śmietnik. Dalej...

Samochód policyjny i grupa osób. Nad nimi czarne skrzydła parasoli. Mundurowy tłumaczy coś podniesionym głosem. Nie patrzy w moją stronę. To dobrze. Mała dziewczynka stoi obok trzymając mokrego od deszczu misia. Neik, za dużo ludzi... Dalej...

Starsza kobieta z pekińczykiem. Ma srebrne włosy i wąskie, zaciśnięte usta. Zwierzak drży i popiskuje cicho. Ona spogląda nerwowo w głąb ulicy. Później patrzy na mnie... Wie kim jestem. W jej oczach widzę prośbę, tęsknotę i zaproszenie. Ale nie... Jeszcze nie... Nie teraz... Dalej...

Pijana prostytutka. Jej oczy są głodne a usta puste. Nie ma niczego, co mogła by mi dać. Dalej...

Ludzie przed barem. Jakaś bójka, przekleństwa... Dalej...

Kobieta, która krzyczy na męża mocującego się z jej walizką... Dalej...

Chudy mężczyzna idący pospiesznie ulicą... Przyciska do piersi teczkę z czarnej skóry... Dalej...

Dzieciaki rozbijające szybę w oknie sklepu, aby ukraść płyty. Szkło chrzęści pod ich butami... Nie, to wciąż nie to... Tu nie ma miłości. Lampy świecą zbyt mocno... Dalej... Dalej... Dalej...
Ostatnio zmieniony 14 listopada 2015, 15:15 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 12 listopada 2015, 23:09

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993 Długa Noc

Terry poczuł ulgę, kiedy tylko znaleźli się w sanktuarium. Wiedział, że zagrożenie pozostało na zewnątrz, a tutaj nie jest w stanie ich dosięgnąć. Spojrzał na swoje dłonie, następnie zaś na swych towarzyszy. Horacy pochwycił jego spojrzenie i się odezwał. Jednak pomimo tego, że bardzo chciał odpowiedzieć, Malkavian nie mógł otworzyć ust. Nie chciał się przyznawać do tego, że to on porwał z podłogi ów Święty przedmiot. Ani nie chciał im mówić, że oto został wybrany. Chociaż wiedział, że coś w końcu powiedzieć będzie musiał.

Nie było przypadkiem, że w Point Pleasant ujrzał zastępy duchów. Ani to, że Sidonia stała się celem niemal udanego zamachu. Wszyscy chcieli dla siebie to, co zostało powierzone jemu.

Tymczasem Horacy nie przestawał mówić i zadawać kolejnych pytań. I powoli zdawał się tracić cierpliwość. A szklana kula w jego ustach stawała się coraz bardziej niewygodna. Właściwie Terry mógłby przysiąc, że robiła się większa z każdym kolejnym słowem Nosferatu. Postanowił jednak wytrzymać do końca i na całe szczęście koniec ten nadszedł dosyć szybko.

Chociaż wcale nie był łatwy. Kiedy Nosferatu wypadł strażacki toporek, Malkaviana kosztowało naprawdę wiele wysiłku, by zachować powagę. Na szczęście zaraz potem dwójka jego towarzyszy przestała się w niego wpatrywać i zajęła się rozmową.

Terry wykorzystał tę chwilę, odwracając się plecami do nich. Skrytą w ustach relikwię ujął w palce i ku swej ogromnej uldze schował w zakrwawionej dłoni. Rzucił jeszcze szybkie spojrzenie przez ramię, po czym podszedł do swego sarkofagu.

Uklęknąwszy obok niego, zaczął grzebać w swoim przepastnym worku. Starał się przy tym nie narobić hałasu, jednak kilka z ukrytych w środku słoiczków złośliwie zabrzęczało. Znalazł jeden z tych bez zawartości i umieścił Łzę Malkava w jego wnętrzu. Szybko ukrył go pomiędzy wieloma innymi słoiczkami, zasznurował worek, bacząc by na pewno nikt nie widział co dokładnie robi. Po czym wstał i odwrócił się do Horacego i Victorii.

Dłonie i stopy coraz bardziej dawały mu o sobie znać. Spojrzał ponownie na rany, jakie dwa milenia temu nosił Syn Boży. I wtedy przyszło zrozumienie. Nie mógł wypełnić dobrze swojej nowej misji, nosząc otwarte rany. Ich pojawienie się nie wynikało z potrzeby ich istnienia, a było jedynie inicjacją. Uśmiechnął się i pozwolił by moc jego przeklętej krwi zrobiła swoje. A kiedy rany się zasklepiły, zlizał z dłoni zaschniętą krew, po czym zwrócił się do stojącego obok Czarnej Victorii Horacego.

- W istocie, mogę rzucić nieco Światła na to wszystko, ale może poczekamy na Łowcę i Nowego Ravnosa? Oni też powinni to usłyszeć... - urwał, kiedy jego spojrzenie padło na pogrążoną w letargu Sidonię. - Ona nie może tu zostać. Trzeba powiadomić Malkavian z tego miasta, oni się nią zaopiekują. Jest Primogenką. Będą jej szukać. To twoje miasto, na pewno znasz kogoś z kim moglibyśmy się skontaktować, prawda?
Ostatnio zmieniony 12 listopada 2015, 23:52 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 13 listopada 2015, 01:31

WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993 Długa Noc

Chwila, w której przekroczyli granice sanktuarium przyniosła ulgę i wytchnienie. Zajścia w pokoju muzycznym i leczenie Sidonii, a potem szklane oko, które potoczyło się ze stukotem po podłodze... I szaleństwo, które swoją siłą zasysało rzeczywistość, zmieniając i formując ją, w zaskakujący sposób wpływało na krew Malkavian. Victoria słuchała Horacego, przyglądając się ranom na jego dłoniach. Wspomnienie duchów i spectr, które pojawiły się na dole i reakcje Namtara... Szaleństwo tej dwójki, obłęd i niestabilność płynąca w ich krwi czyniły podatnymi na działania relikwii w sposób, którego nie rozumiała. Victoria podeszła do nieprzytomnej Sidonii. Żałowała teraz, że nie ma przy sobie czegokolwiek, czym mogłaby okryć jej zmaltretowane ciało. Delikatnie zasunęła strzępami poplamionej krwią bluzki odsłoniętą pierś. Białe włosy primogenki były brudne, posklejane potem i zakrzepłymi strupami. Odgarnęła jedno z pasm, przyklejonych do jej czoła, zastanawiając się, czy udało im się ją wyrwać ze szponów śmierci... Czy była już w Torporze?

- Macie rację, ona nie może tutaj pozostać. Jednak nie wiemy, kto w istocie stoi za zamachem na elizjum, gdzie miała zginąć. Sądzę, że tego oka właśnie szukali... Terry? Zanim będziemy mogli ją komukolwiek przekazać, powinniśmy wiedzieć, czym jest ten przedmiot. - Podniosła się zostawiając Malkaviankę na swoim miejscu i ruszyła wolnym krokiem w stronę swojego sarkofagu, opierając się o niego ciężko. - Jeśli ów przedmiot cały czas przebywał w Charlestone i należy do waszego Klanu, to mogłoby wyjaśniać magiczny klimat samego miasta i okolic. Wszystkie te dziwne zjawiska, paranormalne aktywności i cała reszta. Poza tym... - westchnęła cicho - Poza tym, miasto jest odcięte od reszty świata także na duchowych planach.

- Pytałeś Horacy, jak moje poszukiwania... - zawiesiła na chwilę głos, wpatrując się dziwnym wzrokiem w jego postać, jakby patrzyła tylko na sobie widome obrazy. - Nie udało mi się wyjść nawet poza granice Virginii. Podróż przez lustra jest niebezpieczna, można się zgubić tam i czasem nikt już nie wraca. Ale to teraz... Te bariery, które otaczają całe miasto rozciągają się daleko poza moje możliwości. Duchy, które widzieliście na dole... one strzegą przejść. I są cholernie niebezpieczne... Ja... Ja nie mogłam przed nimi uciec. Prawie mnie dopadły i zginęłabym. Tam w labiryncie. Ocknęłam się jakieś 20 km od miasta, w kierunku Baltimore. Zmasakrowana. Udało mi się dotrzeć tutaj i ogarnąć, zanim wróciliście. - Jej cichy głos nie wyrażał większych emocji.

- Zatem to chyba tyle, jeśli chodzi o jakąkolwiek pomoc z zewnątrz. Wspomniałeś o przynależności starca do sekty zwanej Tal Mahe Ra. Na tę chwilę nie mogę wam pomóc. Miałam nadzieję, że w mojej bibliotece znajdę odpowiedzi i wiem,. że wiele z nich tam jest. Ale nie mam możliwości tam dotrzeć teraz, przynajmniej nie tym sposobem. Podejrzewam, że opuszczanie miasta nawet samochodem będzie kłopotliwe, ale postaram się wysłać tam Cleo. To tylko niecałe 400 km, choć wątpię by coś sensownego znalazła. Za mało wie.

Stojąc oparta bokiem o sarkofag, skrzyżowała ramiona i zwróciła się do nich obydwu:

- Nie wiemy, kto stoi za zamachem na harpie i nią. I nikomu nie możemy ufać. W mieście jest wojna i teraz każdy będzie załatwiał przy okazji własne porachunki. Uważasz, że oddanie jej Klanowi będzie dobrym rozwiązaniem? Ja mam bardzo paskudne przeczucia. Już w tej chwili zostaliśmy wciągnięci w rozgrywki starszych, a są w tym mieście byty o wiele starsze, niż możemy przypuszczać. Nie zapominajcie, że jesteśmy ich pionkami. Dlatego proponuję skupić się jak najszybciej na odnalezieniu kruków. To jest nasze zadanie. I o tym musimy pamiętać w pierwszej kolejności.

- Mimo to, kiedy wróci Darshan, chciałabym abyś wyjaśnił nam, czym jest to oko. I co się z nim stało tam na dole? Jeśli wciąż tam jest, trzeba je ukryć...

ODPOWIEDZ