A ja uważam, że to zacnie Lightstorm, iż wykreowałeś ten temat. Jest bardzo fajny, ciekawy i myślę, że wart omówienia. Szkoda byłoby, gdyby rozmył się w żartach jedynie - więc pozwolę sobie dorzucić swoje trzy grosze.
Groza jako konwencja w sztuce (i w RPG) jest czymś niezwykle mi bliskim. Jedną z preferowanych estetyk przez którą wyrażam się jako artysta i to od kilku lat. Chciałbym więc podzielić się przemyśleniami na ten temat, także w kontekście gier RPG (a zwłaszcza od strony PBF). Zresztą chyba powszechnie wiadomo, że mam to skrzywienie iż traktuję mój udział w tego typu grach jako ćwiczenie literackie, mniej jako grę. Więc wszystko to łączy się dla mnie bardzo ściśle.
Estetyka Horroru ma wiele odcieni, jednak zawsze dąży do tego aby skonfrontować odbiorcę z tym co poza nim i wywołać uczucie grozy. Goore jak dla mnie spełnia tą funkcję jedynie powierzchownie. Jest przede wszystkim nastawione na wywołanie estetycznego szoku, poprzez epatowanie krwią, mięsem etc. Trudno jednak uznać to za estetyczne. Raczej myślę, że można określić goore jako pewnego rodzaju antykicz. Jeśli estetyka kiczu bowiem ma wywoływać w odbiorcy pozytywne uczucia - bez odnoszenia się do wartości artystycznych - goore wywiera podobny efekt, ewokując wrażenia zgoła odmienne: wstręt, obrzydzenie, szok. Niemniej, czy jest to groza? Polemizowałbym z tym twierdzeniem...
Groza jest efektem pewnej transgresji, co słusznie zauważył Karagan w wypowiedzi:
[center]
(...) bo kiedy patrzysz w Otchłań... sami wiecie
[/center]
Groza pojawia się, gdy następuje konfrontacja z Nieznanym. Dlatego może być nośnikiem wartości artystycznych. Zmusza bowiem odbiorcę do zmierzenia się z tym co wyparte, nieświadome, zepchnięte. Zmusza do konfrontacji z własną ciemną stroną i dlatego właśnie jest przerażająca. Nie boimy się tekstu, lecz tego co tkwi w nas. Dlatego np wiele osób tak silnie reaguje na film
Ring - który po mistrzowsku operuje odpowiednią symboliką (morze, martwe konie, drabina, widok z dołu studni przypominający zaćmienie słońca). Ten film otwiera odbiorcę od środka, pobudzając kontakt z własnym cieniem.
Zauważyłem, że reakcja jest tym silniejsza im silniej ktoś spycha ów cień. Osoby świadome go nie odczuwają po tym filmie szczególnych wrażeń lękowych. Ja np byłem jedynie zafascynowany zastosowaną metodą, związaną z zastosowaniem symboliki sennej. Co zresztą stało się dla mnie inspiracją do eksperymentowania w podobny sposób w literaturze.
Sztuka tworzy płaszczyznę na której zdrowy człowiek może spokojnie eksplorować swoją ciemność, w sposób bezpieczny dla otoczenia. Zgadzam się tutaj zarówno z Jungiem jak i z Camusem, że brak wiedzy o mrocznej stronie jest w istocie naprawdę niebezpieczny, bowiem to co zepchnięte łatwo przejmuje władzę nad psychiką, prowadząc co różnego rodzaju patologii. Sztuka może być pewnego rodzaju terapią, pozwalając nam poznać siebie i usunąć niebezpieczne stłumienia, jednocześnie sublimując ich energię. Ten proces jest dla mnie podstawą tworzenia dzieła. Przemiana, której doświadczam w jego trakcie ma zarówno charakter transgresywny jak i jest pewnym rodzajem wewnętrznej terapii. Chciałbym tutaj także zauważyć, że wielu artystów na przestrzeni dziejów rozumiało ten proces w ten sam sposób (nie ejstem więc jakimś odosobnionym dziwakiem). Tworzenie ma charakter agresywny i zawsze wynika z agresji - a jednocześnie jest jej sublimacją. Sposobem w jaki człowiek może opanować ciemne, tkwiące w nim siły - swój mroczny i pierwotny potencjał - nadając mu kształt i kreując z niego coś, co jest piękne i prowadzi go dalej...
Tyle rozważań ogólnie estetycznych. A teraz odniosę się do PBF:
Jak mówiłem dla mnie gra PBF jest bardziej literaturą niż grą samą w sobie. Dlatego postać, którą stworzyłem w CbN (Namtar) jest postacią literacką i tak też ją traktuję. Nie tylko jako przedłużenie siebie (ktoś, kogo odgrywam), lecz raczej jako pewną projekcję cech czy wzorców osobowości, której działanie chciałbym poobserwować. Jednocześnie jest to oczywiście pewien rodzaj Katharsis, ale nie o tym chciałem tutaj mówić.
Jako postać literacka Namtar jest nie tylko bohaterem gry, ale także podmiotem, który staje się nośnikiem pewnych wartości, jakie staram się przekazać. I tutaj chciałbym zwrócić uwagę na np. tragizm tej postaci. Który zresztą umieściłem w niej z całkowitym rozmysłem. Chciałem ukazać bohatera o złożonej osobowości: postać, która posiada pozytywne cechy i wartości oraz silny kręgosłup moralny (wysoka Ścieżka, odwaga, honor, ofiarność i wiara), a jednocześnie jest szaleńcem i potworem. Próba pogodzenia tych sprzeczności jest pewnego rodzaju dramatem, lecz większym dramatem może być dla odbiorcy fakt, że Namtar nie ma wyboru. Jest taki, jaki jest i nie zna innych opcji chociażby z tej przyczyny, że ma amnezję (nie pamięta nic ze swojego ludzkiego życia). Jeśli więc zastanowić się nad tym można zrozumieć, że w istocie on nie posiada wyboru. Jak bohater Odmieńca Lovercrafta - jest potworem niejako z urodzenia. jednakże przeciwnie do postaci w tym opowiadaniu - nigdy nie chciał być człowiekiem. Z jego perspektywy to ludzie jawią się jako element obcy, niezrozumiany. To, czym się różnią: życie, emocje czy miłość staje się dla Mordercy przyczyną lęku ale też fascynacji, podświadomej tęsknoty a jednocześnie pożądania, które realizuje zabijając. To stanowi podstawę jego modus operandi.
Jednocześnie chciałem tutaj zmusić odbiorcę do pewnych przemyśleń. Po pierwsze Namtar stanowi pewną przeciwwagę moralną dla innych wampirów. Zestawiając jego postać z osobami na ścieżce Człowieczeństwa, które dopuszczają się czynów zbrodniczych lub plugawych - lub też z innymi, którzy dopuszczają się potworności z wyboru (Sabat) ponieważ je po prostu lubią, można zadać sobie wiele pytań o naturę zła, okrucieństwa, przemocy. Czy Namtar jest tutaj katem, czy ofiarą? Jako efekt eksperymentu, pozbawiony wspomnień i podlegający manipulacji Klanu może być rozumiany jako ofiara. Z drugiej jednak strony sam w sobie jest potworem, sadystą i psychopatycznym (w ostatnim poście wręcz psychotycznym) mordercą. Dlatego zamierzam opisywać jego zbrodnie tak, aby budziły grozę w czytelniku. Morderstwo to nie jest coś o czym powinno się czytać z uśmiechem. Morderstwo ma wstrząsać, ukazywać jego brutalność, potworność i skrajność.
Tak więc odbiorca w efekcie popada w pewien paradoks. Nie da się Namtara całkowicie obwiniać za to jaki jest. Nie miał nigdy na to wpływu. Z drugiej jednak strony nie da mu się współczuć. Pojawia się tutaj pewien dysonans ukazujący, że każdy kat może być jednocześnie ofiarą, oraz, że ofiara staje się często katem... Cierpienie napędza okrucieństwo, które z kolei rodzi dalsze cierpienie... I to jest konkluzja do której chciałbym w efekcie doprowadzić. Bowiem przemyślenie tego rodzaju tematu nie dotyczy tylko świata gry - ale przede wszystkim tego świata i własnych w nim wyborów.
Pisząc o Morderstwie wykorzystuję lęk przed śmiercią właściwy większości ludzi. Można więc powiedzieć, że idę trochę na łatwiznę...

Niemniej śmierć jest rzeczywistością, czymś co spotka nas wszystkich - natomiast pisanie o duchach, demonach etc budzi grozę tylko wtedy gdy konfrontuje z Nieznanym (tutaj jestem mocnym zwolennikiem tez Lovecrafta dotyczących tego tematu) i wymaga wejścia w mistycyzm. Na razie więc pominę ten wątek.
Jak jednak sprawić, by opisywane morderstwo wstrząsało czytelnikiem? W końcu większość odbiorców jest przygotowana do takich obrazków. Grają w gry, oglądają filmy akcji i horrory, czytają kryminały...
Technika polega na właściwym zarysowaniu postaci ofiary. Czytelnik musi odczuć ją jak kogoś bliskiego. Ofiara nie może być dla niego osobą obcą, lecz kimś z kim może utożsamić się. Dlatego też należy zwykle przedstawić jej życie, opisać hobby, dać wgląd w emocje i ukazać ich odmienność, bogactwo, witalność. Nie mogę w CbN robić tego bezpośrednio, opisując ofiarę jak bohatera rozdziału (częsty zabieg u Koontza, Mastertona, Herberta). Postacią, na której się skupiam i którą prowadzę jest Namtar. I to nieco komplikuje sprawę, bowiem Namtar nie ma pojęcia zielonego o takich sprawach, jak ludzkie życie. Znalazłem jednak rozwiązanie: uzyskuje efekt pośrednio, skupiając się na opisie otoczenia. I to otoczenie zaczyna mówić samo: opis domu, jego wystrój, elementy, które się w nim znajdują, zdjęcia, podkład muzyczny etc. Za każdym razem staram się odmalować postać ofiary tak barwnie, jak mogę nie popadając przy tym oczywiście w przesadę. Gdy osiągam odpowiedni efekt, pojawia się zabójca - postać z całkowicie innego świata. Postać z którą nie można dyskutować, targować się czy uciec jej. Oczywiście zabójca jest tutaj personifikacją śmierci (dlatego budzi grozę). Sam akt morderstwa staram się więc przedstawić jako brutalny i niezbyt estetyczny akt czystej destrukcji. Jako coś przerażającego w swej ostateczności i nieodwołalnego zarazem. W ten sposób mimo, że Namtar nie morduje ludzi taśmowo - jak chłopaki z Sabatu - staje się przerażający w tym co robi, zabijając jedną osobę. Osiągam więc efekt, który osiągnąć chciałem.
Nadmienię jeszcze, że aby go podkręcić sięgnąłem po pewien prosty zabieg: na ofiarę wybrałem kogoś, kto jest objęty pewnym społecznym tabu jeśli idzie o agresję. A więc kobietę w ciąży. Innymi tego rodzaju osobami są: dzieci, panny młode, starcy etc. Zapewne sięgnę w tą stronę w przyszłości, bowiem generalnie uwielbiam pisać rzeczy mocne.
W sumie lubię gdy moja pisanina budzi silne emocje. Nigdy nie chciałem pisać tekstów do obiadu i mam nadzieję, że każdy, który zechce mnie czytać przy obiedzie zakrztusi się.

Moją ideą jest pisanie o sprawach które wstrząsają do głębi i nie pozwalają przejście obok nich obojętnie. Sztuka to estetyczna bomba, granat duchowej transgresji, która prowadzi do grozy i zachwytu. Tak naprawdę nie ma to znaczenia, bowiem w obu tych starach dotykamy Nieznanego i obcujemy z Nieznanym. I o to właśnie chodzi.
Tak więc mogę obiecać, że w przyszłości starał się będę podkręcić śrubę (nie popadając przy tym w kicz, co niestety przy horrorze zdarzyć się może) i pisać jeszcze straszniej. Dla mnie jest to wyzwanie a zarazem świetna zabawa. No i coś co idealnie rozwija mój warsztat. Naprawdę podoba mi się ta forma twórczości. Daje mi wiele ciekawych możliwości. W przyszłości będę chciał np. wykorzystać technikę strumienia świadomości. Przymierzałem się już do niej od dawna i pierwszą próbą jest przedostatni post (CbN 823) opisujący sposób w jaki Namtar widzi miasto. Ale to jeszcze nie to... Trochę się co prawda boję, że może mi nie wyjść tak, jakbym chciał, niemniej no cóż. Spróbujemy...
Chciałem kończyć, ale ta dygresja o narracji pchnęła mój umysł na nowe tory - wytrzymajcie więc ze mną jeszcze chwilę.

W scenie ostatniego morderstwa zastosowałem pewną estetykę niedopowiedzeń i luk, która jak dla mnie jest świetna i dodała całości dramatyzmu i grozy. Początkowo jednak wcale nie miało tak być. Myślałem, że opiszę całość standardowo, w czasie przeszłym, głownie zdaniami oznajmującymi, bla bla bla... Później jednak pomyślałem, że nie można w ten sposób opisywać zabójstwa. Że sama technika musi odpowiadać jego brutalności. Przypomniał mi się styl Białoszewskiego, który widoczny jest w jego
Pamiętnikach z Powstania Warszawskiego. A więc krótkie zdania. Napięcie. Niepewność. Migawkowość. Ten sposób opisu oddaje pracę percepcji w momencie zagrożenia. Wyrywkowe sceny, mocne akcenty etc. Do tego dodałem niedopowiedzenia: pomyślałem: a gdyby tak opisać całość jak sen? Koszmar, z którego pamięta się jedynie urywki? Odebrałem w ten sposób Namtarowi wszelką władzę decyzyjną. Zauważcie, że cały opis morderstwa to pewnego rodzaju obrazy, coś jak przeźrocza. Każdy emanuje grozą. A Morderca jest w nich jedynie wykonawcą. W żadnej chwili nie podejmuje decyzji. Jest osoba schwytaną w ten majak, na równi z ofiarami. W jednym momencie jest w jednym pomieszczeniu, później w innym. Nawet nie dokonuje wyboru ofiary. Bierze z kuchni nóż, ale nie wie nawet kiedy po niego poszedł. Nie pamięta, skąd wzięła się stalowa rurka w jego ręce. Gra tylko swoją rolę. Właściwie jedyną decyzją, którą podejmuje jest decyzja o odejściu z miejsca zbrodni. Przedstawienie dokonało się, koszmar się skończył, aktor może przestać być tym kogo odgrywał i stać się na powrót osobą...
Mniej więcej tak to widzę.
Ok, jeśli doczytaliście aż dotąd, to znaczy, że Was nie wynudziłem. Dziękuję w takim razie za uwagę i mam nadzieję, że moje rozważania były inspirujące nie tylko dla mnie. Wiem, że może z tematem wiążą się luźno. Ale Świat Mroku to dla mnie tylko kolejna kanwa, która daje mi po prostu materiał na Horror. Równie dobrze mógłbym pisać w Zewie Cuthulu czy In Nomine...
