Atmosfera w klubie tężała z każdą sekundą, a w dłoniach kilku osób bystre oczy Gonzalesa spostrzegły znajomy kształt wyciągniętych naprędce kart alarmowych TraumaTeam, gotowych po przełamaniu ściągnąć na miejsce ewentualnej zbrodni oddział ratunkowy medycznej korporacji.
- Zostawcie go! - zadymioną przestrzeń klubu przeciął ostry krzyk młodej dziewczyny o przyciętych modnie włosach; stając w rozkroku wymierzyła w plecy człowieka z nożem lufę wyciągniętego z torebki małokalibrowego pistoletu - Natychmiast albo wezwę policję!
- Nie twoja sprawa - powiedział Kubańczyk odwracając w stronę studentki głowę i lustrując ją złowieszczym spojrzeniem - Chyba, że ty też handlujesz na naszej ulicy. Handlujesz?
- Zostawcie go, powiedziałam! - w rozedrganym głosie dziewczyny pojawiła się nuta oczywistej histerii jawnie dowodząca braku doświadczenia w podobnych sytuacjach - Ty tam, wezwij gliny!
Żądanie skierowane było do skamieniałego za kontuarem barmana, ale ten nie uczynił najmniejszego ruchu. Gonzo pojął w lot, że gość musiał znać kubańskich gangsterów i że musiał się ich naprawdę obawiać, skoro nie ingerował w napaść na jednego ze swoich klientów.
- Schowaj spluwę, a nic ci się nie stanie - oznajmił Kubańczyk z nożem uśmiechając się jednocześnie zdawkowo. Uśmiech ten podniósł nieco kąciki jego ust przydając im wyjątkowo nieładnego wyrazu - Liczę do trzech... raz...