Królowa Cierni, 456.815.M41
Po lądowaniu w głównym hangarze fregaty Christo odłączył się naprędce od reszty świty Blackthorna. Dziedzic dynastii spozierał na niego co prawda karcąco, ale Barca wymówił się zleconą wszakże przez kapitana misją pozyskania nowego astropaty. Nie zwracając uwagi na kłaniających mu się załogantów z obsługi poziomu lotniskowego seneszal czmychnął w towarzystwie swych przybocznych do szybkobieżnej windy oficerskiej.
Kwadrans później był już w czeluściach kadłuba fregaty u podstawy jej wieży dowodzenia. W przeciwieństwie do położonych znacznie wyżej apartamentów Morgana i Nawigatora Visschera, Christo zamieszkiwał wraz ze swą faworytą i niewielką armią służących kompleks kabin usytuowanych głęboko pod zewnętrznym pancerzem
Królowej. Podobnie jak współdzielący z nim sekcję pokładu Drago Vex, Barca posiadał dostęp do bronionej kodami dostępu ekspresowej windy umożliwiającej wjazd na mostek w przeciągu dziesięciu minut.
Pomrukując coś pod nosem seneszal zrzucił z siebie kurtkę, odpiął od uprzęży kaburę kładąc pistolet na chwytaku serwisowego serwitora. Dalii nigdzie nie było, toteż mężczyzna podszedł do przeszklonego barku i wyciągnąwszy z niego butelkę markowego koniaku upił bezceremonialnie haust trunku.
Perła Sinophii, rocznik '740. Alkohol rozlał się przyjemnym ciepłem po gardle seneszala, przyprawił język o leciutkie szczypanie. Nie trudząc się korkowaniem butelki Barca odłożył ją na szczyt barku, a potem usiadł w wygodnym skórzanym fotelu krzyżując ze sobą w kostkach nogi. Odpowiednio zaprogramowane czujniki wyczuwające ludzką obecność uruchomiły odtwarzacz muzyki. Umieszczone dyskretnie w kątach salonu głośniki ożyły wypełniając przestrzeń elegancko urządzonego pomieszczenia dźwiękami kwartetu smyczkowego.
Perdinal, wiekowy szambelan zarządzający kilkudziesięcioosobową służbą Barcy pojawił się w ciemnym progu sąsiedniego pomieszczenia, chrząknął znacząco dając znać o swej obecności.
- Gdzie jest Dalia? - spytał seneszal nie odwracając w kierunku staruszka głowy - Nic jej się nie stało?
- Nie, panie - odpowiedział chrapliwym głosem Perdinal - Przebywa na pokładzie rekreacyjnym, razem z resztą dam. Kilka z nich ogromnie się przejęło tym pożałowania godnym incydentem z alarmem bojowym. Czy mam ją poprosić o przyjście?
- Nie, potrzebuję chwili do namysłu - Christo strzelił palcami - Przywołam cię, jeśli pojawi się ku temu potrzeba.
- Tak jest, panie - szambelan cofnął się za próg pomieszczenia, zasunął dyskretnie drzwi salonu. Barca wyciągnął się ponownie w fotelu przymykając oczy i myśląc intensywnie. Potem przytknął palec do swego mikrokomunikatora.
- Panie Styrre, tu Barca - powiedział słysząc w słuchawce dźwięk otwartego połączenia - Proszę o rozmowę na kanale szyfrowanym z rzecznikiem Chóru Port Wander. Klauzula priorytetowa.
Czekając na połączenie seneszal uporządkował w myślach swe roszczenia. Przepraszający ton komunikatu przysłanego kilkadziesiąt minut wcześniej z Chóru pozwalał mniemać, że najwyższy cantor brał na siebie odpowiedzialność za katastrofalne wydarzenia w Sali Ślepców. To stawiało Barcę w korzystniejszej pozycji przetargowej niż seneszal początkowo zakładał. Chcąc ugrać jak najwięcej na spolegliwej postawie cantora, Christo zamierzał poprosić o przydział co najmniej dwóch astropatów.
Po pierwsze, zakwaterowani razem psionicy mogli sobie zapewnić wzajemnie towarzystwo, a to po części zdejmowało z Barcy obowiązek urozmaicania im codziennej nudy. Po drugie, mogli w razie potrzeby pracować na zmiany, co bywało niezwykle przydatne w otchłani Ekspansji Koronusa.
Po trzecie zaś, gdyby wiedziony jakimś szalonym impulsem Morgan Blackthorn znów zdecydowałby się na zastrzelenie członka Astra Telepathica, seneszal zawsze miał w zapasie drugiego.
Poproszę o test interakcji społecznej. Barca kontra Adeptus Astra Telepathica. Seneszal chce "wyciągnąć" z Chóru dwóch nowych astropatów. Poproszę o uzależnienie ilości/jakości śpiewu od liczby przebić bądź porażek!